Wróć do katalogu

Metafizyka doznań

Wędrówka błądzących

IwonaUrbi, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Coś jak metafizyka doznań rozprężyła się między nami i siląc się by nas pojednać, oszukiwała każdy dzień byśmy tylko jeszcze raz i jeszcze do siebie wracali. Stałe powroty były zaprogramowane, wpisane w scenariusz tego filmu, który czasem był niemy, czasem przypominał muzykę Bacha, patetyczne obrazy pojawiały się przy każdej zmianie tonu, ledwie drgnięcie struny a potem lawina uniesień, rozniecanie iskier krążących we krwi, docierających do serca, nagły spadek napięcia mięśni, a potem znów lęk, że nim skończy się utwór ty odlecisz gdzieś, wymkniesz się tylnymi drzwiami tej króciutkiej sekundy, obejmującej nas z równomiernym okrucieństwem. Nie przy każdej rozmowie byłaś równie realna, nie czułem cię fizycznie i myślałem, że może tym mnie zbawisz, tym do siebie przekonasz jeśli tylko pogodzę się z faktem, że nie muszę mścić się na każdej kobiecie tylko dlatego, iż pozwala mi śnić na jawie, odsuwać się i cierpieć w samotności, jak królik w norze, jak planeta, która umarła, gdy ostatnia stopa opuściła jej kamienne równiny. Nie byłem sprawiedliwy. Nie chciałem przestać zabijać się na raty, chociaż kiedyś, kiedyś już obiecałem sobie, że nie będę składał obietnic, których nie potrafię, może nie chcę dotrzymać. Dlaczego wyrwałaś mnie z odrętwienia, które koiło moje zmysły? Dzień za dniem, noc po nocy, budziłem się jasny i wypoczęty, choć wiedziałem, że to kłamstwo, ale jednak umiałem jeszcze dawać sobie szansę na pojednanie z wszechświatem, z samym sobą. Rano zabijałem niewygodne myśli jak robactwo, gumową packą, startym pantoflem, gazetą zwiniętą w zgrabny rulonik, na ścianie, na kredensie, wszystko jedno, trzask i nie ma już membrany rozłażących się dźwięków, mdłości doprowadzających do skurczu żołądka, spoconego czoła czy przekrwionych oczu. To takie proste, jedna kreska powyżej stanu podgorączkowego a jednak wszystko buja się w rytm starej piosenki, tej, którą śpiewała stara matka zagniatając niedzielne ciasto, taki synonim cichej, przydomowej harmonii. Potem byłem już psem u nóg swojej pani. Ani pokornym, ani wytresowanym, ale poziom moich odczuć wzbierał tak raptownie, gdy mogłem poczuć twój zapach, gdy podsuwałaś mi niedojedzone lody lub częstowałaś ciastkami upchniętymi po kieszeniach, w których zawsze coś nosiłaś, całe stosy rzeczy potrzebnych i niepotrzebnych nikomu. Irytowała mnie ta świadomość, dlatego może czasem nie byłem zbyt miły, marszczyłem nos, a ty już wiedziałaś co to znaczy, że będę teraz daleko i blisko, choć przecież nic się nie wydarzyło, nie było powodu dla którego ja, ty, my, mielibyśmy udawać dwoje obcych sobie ludzi. Właśnie wtedy czułem się przez ciebie skrzywdzony. Jak to było łatwe. A nazajutrz znów. Nagłe odrętwienie świtu, pragnienie nieistnienia, nieistnienie, przymknięcie powiek, mocno, aż do bólu, ból w skroniach, irrealny kac, własny zapach, jeszcze nieuświadomiony, znów ból, gdy uderza cię konieczność przeżycia pierwszych sekund, minut, całego dnia a potem następnego i jeszcze jednego. Nie, nie, to niemożliwe, dlaczego znów mnie to spotyka, ręce i nogi rozłożone w nieładzie, posiadanie ich, używanie, a nadto istnienie, jednak istnienie, choć jeszcze przed chwilą, wcześniej, była błogość, a teraz już tylko mierzenie się z własną niemocą, z obrzydzeniem przekraczającym granicę tolerancji i stosunek ciężaru do wagi. Jestem, nie ma mnie, i ta cienka granica między tymi stwierdzeniami, porozumienie bez słów, zawieszenie nad krawędzią, nad urwiskiem, supeł liny, ten punkt w którym się obecnie znajduję, choć jeszcze wczoraj chciałem tylko obwiązać nią szyję i skoczyć. A jeszcze dalej, daleko, ale coraz bliżej, twój głos, twój swawolny śmiech i oddech pozostawiający na moich ustach smak zielonego agrestu. Tym mnie przytrzymywałaś. Tym dawałaś mi siebie i mnie na powrót. Szkoda jedynie, że moje powolne umieranie przestało dotyczyć jedynie jednej osoby. Tego nie umiałem ci wybaczyć. Ten rodzaj rytuału, codziennego wykrwawiania się, zbierania nazw i współrzędnych do jednej kupki i tak zamiatanej pod dywan, bo przecież porzuciłem już wszystkie próby intelektualnego egzystowania, napawania się absurdami takzwanej normalności, konformizmu mas i nas, co, chociaż stoi w opozycji do siebie, na końcu i tak okazuje się tym samym, kolejna definicja bez znaczenia, zastosowanie wzoru mechaniki kwantowej do skonfigurowania perlistej kropli rosy na płatku dzikiej róży, posadzonej w ogrodzie otoczonym betonowym płotem, by pies sąsiadów nie nasikał na rabaty i grządki rzodkiewek, ten epizod o statusie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych