Wróć do katalogu

Mgła

Taki sobie tekst

Synis, opublikowano , 13 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Moja własna relacja na temat zdarzeń mających miejsce przeszło tydzień temu. Mieszkałam w tej miejscowości, widziałam jak to wszystko się zaczęło. Wiele tutaj opisów jest kłamliwych i nieprawdziwych. Nie mam zamiaru niczego prostować, po prostu napisze, jak było. Mgła jest czymś zupełnie naturalnym. Zjawiskiem atmosferycznym powszechnym i znanym. Niczym niezwykłym. Aczkolwiek interesującym. Niejednokrotnie przecież była inspiracją dla różnych artystów i autorów. Przykładu nie należy szukać daleko. Do kin wszedł film „Mist” na podstawie horroru Kinga. O krwiożerczych stworach żyjących we mgle. No cóż… każda historia, nawet ta najbardziej nieprawdopodobna ma w sobie ziarno prawdy. Może zacznę od tego jak wielkim sceptykiem jestem, jeśli chodzi o sprawy paranormalne. Właściwie byłam. Duchy, zjawy, upiory, demony – wszystko ma to swoje racjonalne wytłumaczenie, jeśli tylko przesunąć tą granicę racjonalności w odpowiedni sposób. Żyję sobie w zwykłym mieście. Autobusy, tramwaje, smog. Znalazłam prace w nowo otwartym centrum handlowym. I pracuje tak jak owo centrum handlowe jest otwarte- po jedenaście godzin. Nie codziennie oczywiście – co drugi dzień. Nie zmienia to faktu, że jak wychodzę do domu jest już ciemno, a ruch na ulicach jest znacznie mniejszy niż za dnia. Do pracy dojeżdżam autobusem – 10 minut w jedną stronę. Mam szczęście mieszkać na odludziu. Nie całe dziesięć lat temu wybudowano tu małe osiedle domków jednorodzinnych, bliźniaków i innych kombinacji czegoś, czego jeszcze blokiem nazwać nie można. Żyje sobie w jednym z tych bliźniaków, mam swój niewielki przytulny pokoik na poddaszu. Swój komputer, telewizor i swój świat. I jedno duże okno połączone z drzwiami na swój własny mały balkonik. Przydaje się w wakacje, by się powygrzewać na słońcu. Zimą jednak jest szczelnie zamknięty. A właśnie spadł pierwszy śnieg. W chwili obecnej zamiast na świeżo umyte szyby mam widok na ciężkie, brązowe rolety odcinające mnie całkowicie od świata zewnętrznego. Na własne życzenie zresztą. Przed świtem ich nie podniosę. Zresztą rolety są w całym domu, na wszystkich wychodzących oknach i drzwiach balkonowych. Jest ku temu powód. Bardzo konkretny. Z tego samego też powodu od kilku dni nie pracujemy już po jedenaście godzin. Tylko po sześć, co drugi dzień. Dużo się zmieniło w ciągu kilku ostatnich tygodni. Nie tylko w moim życiu. W wielu domach założono te same rolety na oknach. O wyznaczonej godzinie słychać trzask ich opadania. Codziennie ta godzina jest nieco inna. Każdy dzień wygląda inaczej. Dziś mieliśmy zaledwie kilku klientów, którzy odważyli się przyjść do sklepu osobiście. Bo musieli, bo nie mieli wyboru. Oczywiście bardzo się spieszyli. Większość naszej pracy dzieje się przez telefon, albo Internet. Ulice są teraz bardzo wyludnione. W powietrzu wisi strach i niepewność. Tego właściwie opisać się nie da. Trzeba by tu przyjechać. A znajdują się tacy odważni. Uznali tą okolicę i to, co tu się dzieję za atrakcję turystyczną. Na początku mnie to dziwiło, nawet bardzo. Wierzyć się nie chciało, że znaleźli się tacy ludzie. Ale teraz już mnie nie dziwi. Niemalże do wszystkiego można się przyzwyczaić, uznać za codzienną rzeczywistość. Nauczyłam się już nawet ignorować to specyficzne pukanie do okna po zmroku. Chociaż nadal nie mogę zasnąć, kiedy pukają. Niektórzy mieszkańcy radzą sobie i z tym problemem zatykając sobie uszy różnymi w tym celu stworzonymi wacikami. Ale większość nie radzi sobie w ogóle. Sąsiedzi z bliźniaka jutro wyjeżdżają. Niestety nie w komplecie. Najstarsza córka nie wróciła do domu na czas, a matka zwariowała i wylądowała w domu dla psychicznie chorych. Taki los spotkał wiele rodzin. Ja też się zastanawiam nad wyjazdem, przynajmniej tym czasowym. Właściwie nie zastanawiam się – chcę wyjechać. I mam dokąd. Tylko nie wiem, co zrobić w kwestii pracy. Kierownik jutro podejmie decyzje czy zamykamy nasz sklepik na czas trwania… tej pogody. Jeśli mogę to tak ująć. Wszystko zaczęło się od mgły właśnie. Od zmiany pogody. Zrobiło się zimniej, spadł śnieg. To nic niezwykłego jak na ta porę roku. Ale sama mgła już od początku była dziwna. Zaczęła się pojawiać dokładnie pięć godzin po zachodzie słońca, niczym w zegarku. Zawsze była bardzo gęsta, niemal dusząca. Na odległość trzech metrów już nic nie było widać. Pojawiała się codziennie i tyle. Pewnego dnia w wiadomościach zaczęto wspominać o przypadkach zaginięć. Osoby te najczęściej późno wracały do domu. Wśród zaginionych były też takie osoby, które wyprowadzały psa na wieczorny spacer. Pies się znalazł zawsze, właściciel już nie. Zaczęły krążyć plotki, jakoby osoby wychodzące na zewnątrz, w mgłę, już nie powracały. Pracując w sklepie często słyszy się to i owo. A tego typu nowinki rozchodziły się jak pożar lasu. Jako osoba racjonalnie myśląca nie uwierzyłam w te ploteczki. Ale mimo wszystko działały na wyobraźnie, zwłaszcza jeśli codziennie słyszało się w telewizji regionalnej o nowych zaginionych osobach. Nasza ekipa ze sklepu postanowiła zamykać nieco szybciej, o kilkanaście minut, żeby zdążyć dojechać do domu na czas. Zresztą klientów o późnych godzinach było coraz mniej. Pewnej nocy, siedząc przed komputerem usłyszałam pukanie w okno. Ciche, na początku nieśmiałe, ale coraz to bardziej natarczywe. Kiedy w końcu uświadomiłam sobie skąd ten dźwięk pochodzi, odwróciłam głowę w tamtą stronę. I zobaczyłam… dziecko. Dwunastoletnią dziewczynkę, ubraną tylko w nocną koszulę. Stukała palcem w szybę. Kiedy zauważyła, że na nią spojrzałam przestała. I nic więcej, żadnej reakcji z jej strony. Jej twarz nie wyrażała niczego, była niczym posąg. Pierwsza rzecz jaka mi przyszła wtedy do głowy była dziwna – to hologram, czarnobiały, bardzo wysokiej jakości. Następna myśl sprawiła, że przeszły mi ciarki po plecach – to nie mógł być hologram. Zerwałam się na równe nogi i od razu zawołałam rodziców. Myślałam, że zanim przybiegną zjawa zniknie. Ale nie… stała tam nadal wpatrując się we mnie swoimi martwymi oczyma. Rodzice zareagowali inaczej niż się spodziewałam. Stwierdzili tylko, że to samo mają na dole w oknach.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych