"Miało nie wiać w oczy..."
poddaję krytyce smutną prawdę
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czekała na tramwaj, paliła kolejnego papierosa. Przed przyjazdem tutaj, nigdy wcześniej nie paliła. Teraz tłumaczyła, że zjadają ją nerwy, a papierosy miały być farbą, która nada koloru jej szaremu życiu. Szaremu do tej pory, bo wielkie miasto, z którym obcowała przez ostatnie trzy miesiące miało sprawić, że życie wreszcie nabierze intensywnych barw. Skończyła przeciętnie przeciętne liceum w małej mieścinie, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzieli. Ojciec – hutnik, wypruwał sobie żyły, żeby dostała się na studia tam, gdzie zawsze przecież chciała. Matka nie pracowała, wspierała ją słowem i ciepłym obiadem, gdy przychodziła zrezygnowana ze szkoły, nie wierząc, że kiedykolwiek coś osiągnie. Studia, które sobie kiedyś wymarzyła, były zawsze odległym marzeniem. Marzenie o studiowaniu prawa stało się wreszcie realne, gdy na maturze wylosowała miejsce obok osób, które pomogły jej zdobyć 85% z rozszerzonej historii i niewiele mniej z WOSu. To wystarczyło. Oglądając raz w tygodniu ulubiony serial, wykreowała w swojej wyobraźni perfekcyjne życie bogatej, pięknej i niezależnej prawniczki, która wiedzie szczęśliwe życie w wielkim mieście, ma czas na plotki z przyjaciółkami a jej jedynym problemem jest rozstanie z ukochanym. Taka właśnie chciała być. Wielkie miasto miało jej to umożliwić.
Szary dzień, w powietrzu czuć było zapach gęstej mgły, kwaśnego deszczu i spalin. Stała mokra od kropli gęstej mżawki, jej czarne włosy poskręcały się od wilgoci. Mimo to wyglądała ładnie, choć zawsze wydawało jej się, że jest atrakcyjna tylko dla chłopaczków, którymi otaczała się w swojej miejscowości. Sądziła, że dla mężczyzn wielkiego miasta jest przeciętną, może nawet zwykłą dziewczyną, Była przekonana, że żyje wśród piękniejszych, lepiej od niej ubranych kobiet i bardziej przystojnych, ładnie pachnących mężczyzn z delikatnymi, prawie dziewczęcymi dłońmi. Była zajęta i jednocześnie zagubiona. Uczyła się dużo, znalazła pracę, by mieć pieniądze na własne potrzeby. Rodzice płacili za wynajmowane mieszkanie, utrzymywali ją, ale na nowe spodnie każdego miesiąca stać ich nie było. Niewiadomo właściwie, dlaczego któregoś wieczoru zamieściła w Internecie swoje ogłoszenie w dziale „pani szuka pana”. Napisała w nim: „Jestem studentką, szukam przystojnego, dojrzałego, inteligentnego mężczyzny, z którym można porozmawiać o życiu...”. Nie sądziła, by ktokolwiek mógłby na nie odpowiedzieć, to był raczej impuls, chwila.. Myślała, że jeśli już ktoś się odezwie, będzie to mało atrakcyjny desperat lub przestępca. Po powrocie z pracy, zmęczona rzuciła się na niewielki tapczan. Włączyła komputer, który rodzice kupili jej przed rozpoczęciem studiów za pieniądze z zaciągniętej pożyczki. Zalogowała się na poczcie, nie licząc, że znajdzie tam jakąkolwiek wiadomość. Znalazła nawet kilka: - „Klub Książki Kubusia Puchatka”, „Nowa kolekcja Jesień 2007”, „Odbitki 10% taniej...” – czytała na głos. W pewnym momencie zauważyła, że został jeszcze jeden nie odczytany mail od nieznajomego mężczyzny. Zaczęła czytać, ale tym razem znacznie ciszej, aby koleżanka z pokoju obok, wynajmująca razem z nią mieszkanie, nie słyszała jej słów: - „Mam na imię Darek, 36 lat, wysoki brunet, prawnik wykonujący swój zawód. Mieszkam i pracuję w Warszawie. Jeżeli jesteś zainteresowana nawiązaniem kontaktu, odezwij się... Pozdrawiam. D.” Zastanowiła się przez dość krótką chwilę i jakby automatycznie zaczęła odpisywać. - Raz się żyje... Mimo wszystko... Mimo tego, że tam w mieście, które blokowało jej wszelkie perspektywy i przecinało wpół wszelkie rodzące się marzenia, zostawiła chłopaka, którego życia była największą częścią. Mimo tego, że on dzień w dzień skreślał w kalendarzu dni do kolejnych świąt, kiedy mogli się wreszcie zobaczyć. Mimo tego, że nigdy nie przeszło jej nawet przez myśl, że mogłaby oddać swoje ciało za pieniądze. Mimo tego, że rodzice byli pewni, że wychowali ją na wartościowego człowieka. Mimo to – zgodziła się... Przyjechał po nią nową czarną Toyotą Land Cruiser. Czarne włosy, brązowe oczy, okulary, 190 cm wzrostu. Przystojny, zadbany, dojrzały,...bogaty. Starszy o 17 lat. Nawet przez chwilę zdrowy rozsądek, którego nigdy jej przecież nie brakowało, nie podpowiedział jej, że mógł to być zwyrodniały zboczeniec ukryty pod maską zamożnego eleganta, porywacz, gwałciciel, który by ją zabił i porzucił bez skrupułów w krzakach, gdzie nikt nigdy by jej nie znalazł. Zabrał ją do ekskluzywnej restauracji, w której mogła zamówić, co tylko chciała. On, tłumacząc, że dopiero skończył pracę, wziął dużą porcję sushi. Sushi, bo przecież schabowy z ziemniakami i zestawem trzech rodzajów surówek do niego nie pasował. Rozmawiali. Najpierw o jej studiach, muzyce, filmie, książkach. Dość kurtuazyjnie, spięci, coraz luźniej, na inne tematy. Wreszcie przeszli do sedna sprawy, na temat, który przecież tak naprawdę był celem tego spotkania. Zapytał, czego oczekuje. Zawahała się przez chwilę powtarzając w myślach kilka razy, że raz się żyje i rzuciła trochę speszona: - Chcę niezapomnianej znajomości, oferuję wszystko, co mam, zapewniam pełną dyskrecję... – zarumieniła się. - Ooo... to się na pewno przyda – uśmiechnął się tajemniczo. - Nie będę ukrywał... mogę zapewnić twoje utrzymanie i zaoferować – tu mrugnął do niej okiem - drobne kieszonkowe... W zamian liczę na miłe spotkania. I co najważniejsze – powiedział wsypując dwie łyżeczki cukru do herbaty – chcę, żebyś wiedziała, że jestem żonaty i mam trzyletnie dziecko. Zatem dyskrecja będzie w tej sytuacji wskazana, żeby nie powiedzieć - niezbędna. Czerwona lampka zaświeciła się przez chwilę w jej głowie. Już miała wyjść, zagubiona w całej tej niejasnej sytuacji. Wszystko wokół niej zawirowało. Pragnęła, aby świat stanął w miejscu, przestał się obracać, żeby wszyscy w jednej chwili zniknęli, żeby on zniknął. Świat jednak kręcił się w kółko jak szalony, nie miał zamiaru stanąć choć na chwilę... tylko dla niej... nawet dla niej... Została i pod wpływem impulsu wyrzuciła z siebie słowa wygłoszone jakby w obcym języku, którego nie znała, nie rozumiała, nie starała się zrozumieć. Litery, głoski, sylaby, których wypowiedzenie sprawiło jej taką trudność niczym dziecku zaczynającemu mówić: - Dobrze, zgadzam się. - W takim razie powinniśmy się bliżej poznać, nie sądzisz? I zaczął opowiadać o swoim życiu na 290 m2 w najbogatszej dzielnicy wielkiego miasta, które było jedynie miejscem snu, o rutynie, wkradającej się prawie jak cichy zabójca do jego małżeństwa, bo kobietę, którą nazywał żoną znał już od dwudziestu lat. Mówił, że potrzebuje nowych doznań, urozmaicenia monotonnego życia. Wakacje uwielbiał spędzać pływając wśród raf koralowych Australii, zimą jeździł na nartach po alpejskich stokach. W weekend leciał do Stambułu na meeting…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kidnapper666
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…