Miasto Słońca
Przygoda rozpoczynająca się w Mieście Słońca. Dla zainteresowanych dalszym ciągiem: http://smtnsc.blogspot.com. Notki czytamy od dołu w kolejności dodawania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nigdy nie wierzyłem w życie pozagrobowe. Kula rozbiła moją czaszkę, ból trwał ułamek sekundy. Spadałem. Przypomniałem sobie sny z dzieciństwa, te sny świadome, w których spada się z wysokiego budynku, a w momencie upadku budzi się z nich, z poczuciem, że właśnie wylądowało się na łóżku. Spadłem.
Obudziłem się w przedziale pociągu, dużym, większym niż w pociągach, które znałem. Pociąg przyśpieszał gwałtownie, za oknem panowała ciemność. Czułem się zadziwiająco spokojnie i naturalnie, zważywszy na to, że przed chwilą umarłem, a co do tego nie miałem wątpliwości. Na kanapie naprzeciw mnie leżała koperta. W środku list. "Witaj w Międzyświecie. Ten pociąg wiezie Cię do Miasta Słońca. Nazywam się Jan. Oczekuję Cię na peronie."
Wyglądałem za okno. Widziałem ciemne pola, w górze gwiazdy, część nieboskłonu była zakryta, bez punktów świetlnych. Starałem się poskładać fakty. Zginąłem podczas buntu w gułagowskiej kopalni złota na Workucie. Używając własnoręcznie zrobionych noży, próbowaliśmy przejąć kontrolę nad obozem. Zabiliśmy kilku strażników. Zdobyliśmy trochę broni. Stłumili nas. Dopadli mnie. To była egzekucja dla przykładu. Umarłem na klęczkach podczas apelu, przed stojącymi w szeregach innymi więźniami. Strzał w tył głowy. Ale, jak już wspomniałem, ból trwał tylko ułamek sekundy.
Na nieboskłonie pojawiła się łuna. Po jakimś czasie widoczne stały się odległe światła miasta. Śmierć. Spodziewałem się snu, ciemności, zniknięcia, na pewno nie pociągu. Zatem, czy istnieje piekło? Czy to niebo? Gdzie jest Bóg? W pociągu było ciepło i wygodnie. Okropności Workuty odpłynęły w senną przeszłość. Nieobecnie patrzyłem na miasto przesuwające się w oknie. Budynki były wielkie. Dworzec oświetlony gazowymi latarniami, na peronie tłum wysiadających i oczekujących. Jan okazał się być także zmarłym więźniem gułagu. Wysoki, chudy, w szynelu, odcinał się obozowym wyglądem od mieszkańców miasta.
Prowadził mnie ulicami Miasta Słońca. W całym mieście są sto czterdzieści cztery mosty, powiedział. A rozmeandrowana rzeka tworzy żywy organizm z mieszkańcami. Oglądałem brukowane ulice, olbrzymie kamienice i domy. Świątynie, kościoły. A więc Bóg. Spytałem Jana o Boga. - Och, poznasz ich - odpowiedział. - Ich? - zdziwiłem się. Przecież Bóg jest jeden. - Nie czytałeś Księgi Rodzaju? Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Jako mężczyznę i kobietę. Pan i Pani. Poznasz ich jutro. - Czy to niebo? - Nie. - Piekło? - byłem zagubiony. - Nie. To Miasto Słońca.
U niego w mieszkaniu zasnąłem w pościeli pierwszy raz od czterech lat. To było jak zaśnięcie we śnie. Przypominając sobie nierealne obrazy z Miasta Słońca opadałem w jeszcze większą nierealność. Tak zasypia się w wysokiej gorączce w dzieciństwie - z jednego snu w drugi.
- Pójdziemy na spotkanie z nimi - oznajmił mi rano. Poszliśmy. Miasto zalane światłem poranka witało mnie od nowa. Przechodziliśmy kilkoma ze stu czterdziestu czterech mostów. Na ostrowiu wieńczonym przez katedrę zatrzymaliśmy się przed figurą duchownego wskazującego dłonią niebo. - Patrz - powiedział Jan. Spojrzałem. Postać wskazywała wielkie, dopiero co wzeszłe słońce. I było coś jeszcze. Bezchmurne błekitne niebo przesłonięte było gigantycznym, przesuwającym się powoli pasem cienia. - To piekło - wyjaśnił Jan - Oto Wąż. Jest większy od kontynentów, okrąża Ziemię goniąć swój własny ogon. W brzuchu niesie miliardy potępionych. Miażdżą się wzajemnie w wielkim ucisku, Wąż unosi ich w górę i z wielką prędkością zrzuca w dół, aby znowu unieść. Koszmarny diabelski młyn. To trwa eony. Lepiej nigdy nie istnieć, niż tam trafić. A to tylko pierwsze z piekieł, a są gorsze, dużo gorsze. Pan i Pani są okrutni dla nieposłusznych. Ale sam będziesz mógł się przekonać. Prowadzę Cię na sąd.
Nie zadrżałem. Chłodnym umysłem, beznamiętnie pojąłem, że sen o Mieście Słońca może się zmienić w koszmar.
Pan miał skórę niebieską. Pani
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil neq5
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…