Wróć do katalogu

Michał

to jest chyba jedyne moje skonczone opowiadanie. Żadna rewelacja. Może troche banalne, ale mi sie podoba :P

s.cob., opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Michał wychodzi z klasy z opuszczoną głową. Rzuca plecak na podłogę, siada pod ścianą i opiera czoło o podciągnięte kolana. - Michał – Natalka kuca obok niego – jeśli chcesz, to ja mogę ci pomóc z tym niemieckim. Chłopak powoli podnosi głowę, patrzy na nią dziwnym, niewidzącym wzrokiem. - O co ci chodzi? – pyta niespodziewanie szorstkim tonem – jeden but z niemca nie znaczy, że jestem jakimś przygłupem. - Jeden nie – przyznaje urażona Natalka – ale to jest twój czwarty w tym semestrze. Michał znów siedzi z pochyloną głową, wzrusza ramionami. Natalia wstaje. - Idę poszukać Moniki – mówi. Michał powoli, jakby z trudem, podnosi się z podłogi. - Idę z tobą – mówi. Robi dwa kroki, po czym chwyta się za nos, spomiędzy palców cieknie mu krew. Odejmuje dłoń od twarzy, patrzy jakby ze zdziwieniem na zakrwawione palce, po czym upada na brudną podłogę z czarno-białych płytek. *** Na auli chyba jeszcze nigdy nie było tak cicho. Cała społeczność szkolna siedzi na krzesłach, nikt nie ma odwagi się odezwać. - To, co wydarzyło się dwa dni temu na naszym korytarzu, wzbudza przygnębienie w nas wszystkich – głos dyrektorki odbija się echem po ścianach milczącej auli – nikt z nas nie potrafi wytłumaczyć, jak to się stało. Żal i smutek po śmierci Michała Mileckiego pozostanie w nas na zawsze. Proszę o zabranie głosu przewodniczącego klasy 1C. Dyrektorka schodzi z podium, na jej miejscu staje Tomek. - Przepraszam, pani dyrektor – mówi zachrypniętym głosem – ale przewodniczącym klasy był Michał, ja jestem tylko zastępcą. Zagryza wargi, bierze głęboki wdech. - Poznałem Michała – kontynuuje – 14 marca 1991 roku, dokładnie w moje czwarte urodziny. Dostałem wtedy taką duża koparkę, którą Michał próbował mi świsnąć, gdy bawiliśmy się w jednej piaskownicy. Zdzieliłem mu przez głowę z łopatki i od tego czasu został moim najlepszym przyjacielem. Tomek uśmiecha się smutno do wspomnień, część uczniów śmieje się przez łzy. - O tym, że Michał był chory, tak, chory, przecież nie umarł tak sobie, dowiedziałem się trzy lata temu, przez zupełny przypadek. Powiedział mi wtedy, że nie powinienem o tym myśleć, bo on sam tak robi. Nie myślałem więc o jego chorobie, aż do teraz, gdy… - głos mu się łamie, po policzkach ciekną łzy – gdy wiem, że jego już nie ma. Odwraca się na chwilę, bierze kilka głębokich wdechów i po raz ostatni podejmuje wątek. - Wydaje wam się, że znaliście Michała. Kojarzycie wysokiego blondyna, w glanach i koszuli w kratę. Pamiętacie jego wygłupy, jego niesamowite poczucie humoru. Ale tak naprawdę, nic o nim nie wiecie. Posiedzicie teraz chwilę na auli, może się popłaczecie. A jutro, może za tydzień, po Michale nie zostanie w was nic. Znajdzie się inny, wiecznie wesoły chłopak, który podbije wasze serca, szybko i skutecznie wymazując z nich ten cały żal i smutek po śmierci Michała Mileckiego. Zastanówcie się więc, czy naprawdę warto robić tu taką stypę na pokaz? Po tych słowach Tomek, pośród oburzonych pomruków i gniewnych min, schodzi z podestu. Opuszcza aulę, bierze kurtkę z szatni i wychodzi ze szkoły. Nie ma zamiaru tu wracać. *** - A ty? – młoda nauczycielka niemieckiego wskazuje palcem na siedzącego z założonymi rękami Tomka – kim jesteś? - Człowiekiem – odpowiada Tomek. Kobieta nie daje zbić się z tropu - To widzę – prycha śmiechem – a coś więcej? Tomek wstaje - Tomasz Łukaszewski, do niedawna uczeń 15 LO, od dziś nowy członek tej klasy. Nauczycielka kiwa głową. - Schprist du deutch? – pyta jeszcze i uśmiecha się widząc, że Tomek potakuje. Kobieta wraca do lekcji, a Tomek wraca do poprzedniej pozycji – siedzi z założonymi rękami i wpatruje się w okno. Nagle na piersi ląduje mu zwinięta w kulkę kartka w kratkę. Tomek rozwija się i uśmiecha się kpiąco, odczytując jedno, jedyne słowo zapisane na kartce. Króciutkie słowo, które słyszał nie raz, które miało obrażać, a które mu tak naprawdę pochlebiało. To Michał go tego nauczył – jeśli ludzie nazywają cię w ten sposób, to znaczy, że widzą, w co wierzysz i co jest dla ciebie ważne. Tomek zwija kartkę i kładzie ją obok siebie. Rozgląda się po klasie i już po chwili jest prawie pewien tego, kto jest autorem listu. Zaraz po zakończeniu lekcji, chwilę po tym, gdy nauczycielka opuszcza klasę, Tomek podchodzi do barczystego szatyna w bluzie Adidasa i rzuca na jego ławkę ową kartkę. Nie pomylił się. - Co, brudzie? – chłopak podnosi się z krzesła – coś ci nie odpowiada? Nagle w klasie pojawia się wysoki brunet z dredami. - Poszła już? – pyta, rozglądając się po klasie. Gdy nie zauważa nigdzie germanistki, oddycha z ulgą i z uśmiechem podchodzi do Tomka. - Kuba jestem – wyciąga rękę w jego stronę i nagle zauważa napięcie, jakie panuje w klasie. - Coś się stało? Ktoś mi powie? Jacek? – zwraca się do chłopaka w bluzie Adidasa, ale ten tylko wzrusza ramionami. Jakaś ręka podaje Kubie słynną już kartkę w kratkę. Kuba z uśmiechem na twarzy rozwija liścik. - Brud – czyta, po czym podaję kartkę Tomkowi – to do ciebie. Jacuś – klepie barczystego po policzku – mniej techno, mniej Hitlera, a wszystko będzie cacy. No! – Uśmiecha się szeroko, jakby sam do siebie – świetnie się spisuję jako przewodniczący, nie uważacie? *** - Tomasz – Kuba patrzy na skupioną twarz przyjaciela – nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. Ale Tomek już powziął decyzję. Wyciąga z kieszeni portfel, a niego zdjęcie. Podaje je Kubie. - Twój chłopak? – Kuba uśmiecha się, ale poważnieje na widok miny kumpla. - To jest Michał – Tomek bierze głęboki wdech, jak zawsze, gdy mówi o Michale – mój najlepszy przyjaciel. Przyjaźniliśmy się od trzynastu lat. No i dwa miesiące temu ta całą przyjaźń poszła w cholerę, bo Michał zmarł. Kuba aż podskakuje, nie spodziewał się takiego zakończenia. - Źle to powiedziałem – Tomek potrząsa głową po chwili milczenia – nasza przyjaźń nie poszła w cholerę. Ale, Kuba – podnosi wilgotne oczy na kumpla – czy ja zdradziłem Michała? Tym, że się przeniosłem? - W żadnym wypadku! – oburza się Kuba, klepie Tomka po plecach – nie wytrzymałeś presji, to normalne i nie możesz mieć do siebie żalu. Siedzą chwilę w milczeniu. - Umówiłem nas z pewną kobietą – wstaje w końcu Kuba – ma na imię Maria, robi nieziemskie naleśniki i jest całkiem miła. Ma tylko jedną małą wadę. Jest już zajęta. - To się zawsze da zmienić – uśmiecha się Tomek. - Raczej nie, bo znam ją od siedemnastu lat i, kurcze, widzę, że ona kocha tego faceta – Kuba robi zbolałą minę - no i poza tym, na drodze naszego związku jest jeszcze jedna przeszkoda. Ona jest moją mamą. *** Złote litery na czarnym, błyszczącym nagrobku. Imię, nazwisko, dwie daty, które dzieli niespełna siedemnaście lat. Kilka czerwonych zniczy, dwa czy trzy bukiety kwiatów. Tomek klęka na wilgotnym, twardym piasku, jego usta poruszają się w bezgłośnej modlitwie. Przyzwyczaił się do tego, że na samą myśl o Michale, łzy jakoś tak bezwiednie spływają mu po policzkach. Nie wstydzi się tych łez, ale wie, że one nic nie pomogą. Po chwili Tomek zapomina o modlitwie i klęczy na piasku, pogrążony w wspomnieniach. Z zamyślenia wyrywa go dłoń, która spoczywa na jego ramieniu. Tomek wstaje gwałtownie i zupełnie niespodziewanie staje twarzą w twarz z mamą Michała. Kobieta patrzy na chłopca ze smutnym uśmiechem, widzi w nim syna, którego dopiero co utraciła. Teraz płaczą już oboje. Pani Milecka czułym, matczynym ruchem przytula Tomka. Przed grobem nastoletniego chłopca stoją jego matka i najlepszy przyjaciel. Nie powiedzieli do siebie ani słowa, jednak czują, że żadna rozmowa nie przyniosłaby im takiej ulgi, jak to pełne wymowy milczenie. - Tomeczku – mama Michała odsuwa się, wierzch dłoni ociera łzy – chciałabym, żebyś poszedł teraz ze mną. Mamy coś dla ciebie. *** Cztery koszule w kratkę, cztery koszulki i dwie bluzy. Śpiewnik z tabulaturami, segregator z zapisanymi drobnymi nutami kartkami, piętnaście oryginalnych i chyba z czterdzieści pirackich płyt. Dwie męskie obrączki, różaniec i srebrny łańcuszek. Tomek patrzy na rozłożone na łóżku przedmioty. Czuje w nich obecność Michała. W rękach trzyma jego gitarę, a na dnie kartonowego pudła leży największy skarb – pękaty zeszyt w czarnej, twardej oprawie. Zeszyt, który Tomek widział nie raz, ale nigdy nie miał okazji trzymać go w ręku. Pamiętnik Michała. Po chwili wahania, Tomek delikatnie odkłada gitarę i bierze zeszyt do ręki. Na okładce naklejone jest wizerunek świętej Rodziny. Po otwarciu rzuca się w oczy napis „W razie czego – niech ten zeszyt trafi do Tomka. On będzie wiedział, co z nim zrobić.” Czyżby Michał coś przeczuwał? Był po prostu zapobiegliwy i tyle. Tomek czyta pamiętnik najlepszego przyjaciela i co chwila uśmiecha się smutno. Przegląda luźne kartki, zdjęcia, drobne przedmioty i prawie czuje koło siebie Michała. Ma wrażenia, że za chwile zabrzęczy dzwonek i Michał wpadnie do pokoju, rzuci się na łóżko, omal nie wywracając się po drodze. Tomek czuje, że nie wytrzyma, odkłada pamiętnik na bok, bierze do ręki segregator z nutami. Przewraca kartki, odczytuje po cichu znane na pamięć tytuły piosenek, zarówno tych słynnych, jak i tych prywatnych, dzieł Michała. I nagle natrafia na całkiem nową piosenkę, której jeszcze nie słyszał. Pod nutami nie ma słów. Tomek odwraca kartkę i po chwili wypada mu ona z rąk. Na odwrocie widnieją słowa, wypisane zamaszystym, nieco dziewczęcym pismem Michała „ Wiedziałem, że nie zdążę. Napisałem melodię, słowa należą do Ciebie. Postaraj się, Tomasz, liczę na Ciebie!” *** Tomek powoli idzie przez szkolny korytarz. Czuje się trochę jak w „Armageddonie”, wszyscy patrzą na niego, z różnych stron słyszy pozdrowienia. Niemal słyszy szepty, wie, że wszyscy na niego patrzą. Nagle jego wzrok spotyka się ze wzrokiem niskiej blondynki, stojącej pod szatnią. Dziewczyna uśmiecha się smutno i powoli macha ręką w kierunku Tomka. Ten odwzajemnia uśmiech, na sercu robi mu się ciepło, bo widzi, że osoba, która była dla Michała najważniejsza, ciągle o nim pamięta. W tamten feralny wtorek Michał i Marysia z 1A byli umówieni na spacer, Michał miał zamiar poprosić ją o chodzenie… Tomek zbliża się do Marysi, wyciąga ręce, gdy z szatni wychodzi Piotrek z 2C, okrywa ramiona dziewczyny swoją kurtką i obejmuje ją. Niczego nieświadomy, gestem pozdrawia Tomka i odciąga Marysię na bok. Gdy idą w stronę drzwi, dziewczyna odwraca się jeszcze i patrzy na Tomka smutnym wzrokiem. Widać, że czuje się niezręcznie. I tak powinno być, myśli Tomek, który poczuł się, jakby dostał w twarz. Więc nawet ona zapomniała… Tomek nagle przyspiesza, nie zauważył, że są już lekcje i został na korytarzu sam. Nagle ogarnia go furia, postanawia udowodnić tym wszystkim pozerom, że się nie mylił, że dobrze zrobił, wygarniając im, wtedy na auli to, co myślał. Szybko znajduję salę nr 50, gdzie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych