Wróć do katalogu

Milcząca

Można by nazwać to pierwszym rozdziałem powieści, do której prolog opublikowałam kilka dni temu. Z góry dziękuję, ze jakąkolwiek konstruktywną krytykę i wskazówki.

Anishay, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Yamris, jak patrole? – siwiejący mężczyzna w średnim wieku, mógł mieć około czterdziestu lat, nachylił się nad mapą obrazującą z ogromną dokładnością i precyzją tereny przylegające na pięć dni drogi od sadyby, w której się znajdowali. I do której drogi nikt nieodpowiedni znać nie powinien. - Nie znaleźli nic ciekawego. Chociaż po tej Niespodziance z przed dwóch dni, ciężko będzie ich znów zaskoczyć. –odparł zwięźle zielonooki brunet, popierając swoją tezę wzruszeniem ramion. Był prosto ubrany w lnianą koszulę, grube skórzane rękawice sięgające łokci, skórzane spodnie i usztywniane buty sięgające łydki. Od dwóch dni razem z innymi patrolami sprawdzał starannie okolicę sadyby na polecenie swojego Wodza. Pomimo jego zewnętrznego spokoju łatwo można było dostrzec u niego oznaki zmęczenia. Miał cienie pod oczami, garbił się nieco i miał problemy ze skupieniem się. Zwykle sypiał niewiele, ale od dwóch dni nie zmrużył nawet oka. Już od dłuższego czasu to on był odpowiedzialny za obserwację okolicy, patrole i zabezpieczanie tajnych ścieżek. I jak się dwa dni wcześniej okazało komuś, najprawdopodobniej zupełnie przez przypadek ,udało się, zupełnie niezauważonym dostać w najbliższą okolicę Schronienia. Wprawdzie było to nieco ponad trzy dni drogi, ale sprawny poszukiwacz mógłby z łatwością skrócić ten czas do niecałych dwóch dni. Ciężko było właściwie powiedzieć co zaprzątało jego myśli bardziej: fakt, że komuś udało się niezauważonym przeciąć tereny, które miał ochraniać, czy też fakt, że ten ktoś zostawił po sobie dość niespodziewany prezent. W postaci zakrwawionej i sponiewieranej młodej kobiety. Patrol właściwie spodziewał się przywieźć trupa, więc nawet nie próbował obchodzić się z nią delikatnie. Kto mógłby się spodziewać, że, chociaż silna i wyćwiczona, to raczej wątłej budowy ciała, kobieta przeżyje pokaleczona, pozostawiona samej sobie w lesie. Do tego z raną zrobioną sztyletem pokrytym jadem skorpiona z wydm. Przywieźli ją z wysoką gorączką, mamroczącą jakieś niezrozumiałe słowa, właściwie stojącą o krok od śmierci. Nawet starsza zielarka, która nie jedno już widziała i wykurowała wielu Poszukujących, z gorzej wyglądających ran, nie dawała jej wielkich szans. Ale czarnowłosa przeżyła. Babka nie ukrywała nawet swojego zaskoczenia, gdy z samego rana przyszła oznajmić Yamrisowi, patrolowi, który ją znalazł i właściwie wszystkim zebranym, że dziewczyna przetrwała już drugą noc i że jej stan się poprawia. A pojawieniem się Niespodzianki zainteresowali się dosłownie wszyscy, stali i jedynie przechodni, rezydenci Sadyby. Każdy chciał wiedzieć co dzieje się właśnie ze znaleziskiem, i każdy chciał wiedzieć skąd dziewczyna właściwie się wzięła. I tak, najpopularniejszą teorią stała się historia o jej szlacheckim pochodzeniu i na waśniach między możnymi. Być może była zbyt uparta by przyjąć zaloty jakiegoś zadufanego możnego, a ten w przypływie złego nastroju tak postanowił ukarać ją i jej rodzinę? Teorii oczywiście pojawiło się dużo więcej i były one równie nieprawdopodobne jak na przykład pomysł, że mogła uciekać z sąsiedniego Cesarstwa i tu dopadł ją pościg, przez pomysł, że uciekła z rodzinnej wioski i zobaczyła coś czego nie powinna, historie wynosiły ją nawet do rangi pomniejszej boginki, ukaranej w ten sposób za jakiś błąd. Jeśli karą miało być zniszczenie jej urody, to kara była chyba aż nazbyt wielka. Praktycznie całą jej twarz szpeciła szrama, pozostawiona przez ostrze pokryte jadem, który wżarł się w skórę uniemożliwiając jej normalne zrośnięcie. I na to zielarka nie mogła poradzić nic. Do końca życia dziewczyna będzie musiała funkcjonować z okropną blizną. - No tak, tak… - starszy mężczyzna zamyślił się, a w sali zapanowała cisza. Pomieszczenie, w którym zwyczajowo odbywały się narady, zebrania i inne tego typu spotkania, było jedynym w całym kompleksie sadyby, o tak dużych oknach. Pozwalało to na dobre oświetlenie różnorodnych map, listów czy ksiąg zwykle leżących w tym czasie na dębowym stole. Yamris poprawił skórzane karwasze. Wolałby aby spotkanie już się zakończyło, by mógł wreszcie wrócić do swoich obowiązków. Twarze pozostałych zebranych gorzej lub lepiej maskowały te same odczucia. Yamris przestąpił z nogi na nogę. Czasem Wódz zapadał w wyjątkowo długie zamyślenie, które powodowało przedłużenia spotkań, ale nikt nie śmiał go poganiać. Nikt w sadybie właściwie nie pamiętał kiedy to ten jegomość właściwie w sadybie się pojawił czy jakie było jego imię. Wszyscy teraz nazywali go Wodzem, teraz to on podejmował decyzje, a na szacunek zasłużył sobie inteligencją, rozwagą i twardą ręką. Nie obawiał się własnoręcznie radzić sobie z różnorodnymi problemami, mniejszymi i większymi, po to by nikt nie zapomniał, kto w sadybie jest Wodzem, i kto w razie braku posłuszeństwa dopilnuje by znów zapanował porządek. Zielonooki dowódca patroli ze znudzeniem skupił swój wzrok na jego ulubionym sęku wystającym ze trzeciego bala od sufitu, pod którym na specjalnie przygotowanym drągu, spał, z głową schowaną pod skrzydło, stary, ale wciąż jeszcze silny, orzeł – zwierzęcy przyjaciel Wodza. Yamris mógł się pochwalić równie okazałym sokołem, a do tego sową płomykówką, ale fakt posiadania jednego lub kilku zwierzęcych przyjaciół nie miał znaczenia. Niektórzy nie mieli własnych przyjaciół, lecz w nadzwyczaj dobry sposób kontaktowali się ze wszystkimi przedstawicielami innego gatunku. Kilka kolejnych minut minęło i Yamris rozpoczął zwyczajową wędrówkę wzrokiem po Sali. Wysoka na około szesnaście i pół stopy, szeroka na dwadzieścia trzy i długa na czterdzieści dwie, mieściła wszystkich stałych rezydentów, zazwyczaj także wszystkich przejezdnych, pozostawiając dużo miejsca na przestrzeń osobistą oraz spory stół dębowy. Oprócz rzeczonego stołu, kompletu 13 krzeseł oraz drąga, na którym zasiąść mógł orzeł w sali nie było nic więcej. Obecnie nawet stół, zwykle zastawiony w czasie zebrań, pozostawiony był pusty. Chociaż, odkąd zapadła cisza minęło dopiero parę minut, cierpliwy z natury Yamris, miał już dość. Nienawidził marnować czasu. Dębowe drzwi skrzypnęły głośno. Właściwie nikt nie przeszkadzał nigdy w spotkaniach. Niewiele było rzeczy, które mogłyby to usprawiedliwić. Zza drzwi wychyliła się nieco nieśmiało otoczona burzą blond loków głowa, Noreen, młodszej zielarki. - Obudziła się, Wodzu. – dziewczyna wyglądała na zakłopotaną swoją bezczelnością i milczeniem, którego się nie spodziewała. Większość zebrań przebiegała w dość burzliwej atmosferze i Noreen liczyła na to, że uda jej się wejść niezauważoną. Tak się jednak nie stało i teraz wzrok wszystkich zebranych utkwił w jej twarzy, co sprawiło, że blondynka zbladła gwałtownie, martwiąc się, że być może przerwała coś wyjątkowo ważnego. - Dobrze. – Wódz otworzył przymknięte do tej pory oczy i rozejrzał się nieznacznie po sali - Jesteście wolni, możecie zająć się swoimi sprawami. – było to zawoalowane stwierdzenie, że po pierwsze wszyscy mają jak najszybciej opuścić salę oraz że nie będą mile widziani w pobliżu południowego baraku, przeznaczonego dla chorych i rannych. - Noreen, Yamris, chcę, byście byli obecni przy tej rozmowie. Blada do tej pory twarz blondynki natychmiast nabrała rumieńców, a jej oczy błysnęły z podekscytowania. Nie mogła marzyć o większym wyróżnieniu. Fakt, że była jego córką, nie poprawiał jej położenia, a może nawet je pogarszał. Wódz miał wysokie wymagania wobec wszystkich, a wobec swojej córki najwyższe. Yamris natomiast skrzywił się nieznacznie, co jednak nie uszło uwadze starszego mężczyzny: - Czy chciałbyś coś powiedzieć, Yamrisie? – pytanie było zadane cicho, lecz wyraźnie i najprawdopodobniej odstraszyłoby większość Poszukujących od wygłaszania swoich poglądów. - Mam wiele obowiązków. Zbliża się koniec lata, trzeba rozpocząć przygotowania do zimy, nie chciałbym marnować czasu. – Yamris zaryzykował. Zdawał sobie sprawę z tego, jak niechętnie Wódz słucha zdania innych. -Znalazł ją twój patrol, Yamrisie –odparł stanowczo, lecz spokojnie, siwiejący mężczyzna. – Nie twierdzę, że jej pojawienie się jest wynikiem twojego błędu czy braku odpowiedzialności. Ale tylko ona może nam powiedzieć, skąd się tam wzięła, i uważam, że powinieneś usłyszeć to osobiście. – mężczyzna zwinął mapę okolicy i wręczył ja energicznym ruchem brunetowi. Dyskusja została zakończona, lecz Yamris nie mógł pozbyć się przeczucia, że nie dowiedzą się niczego od tej tajemniczej dziewczyny, a na pewno nie dzisiaj. Ale skoro taki był rozkaz, jego obowiązki będą musiały poczekać. Noreen przyglądała się tej stanowczej wymianie zdań z niemym podziwem. Sama nigdy nie odważyłaby się polemizować z ojcem. Nerwowym ruchem poprawiła pas, na którym wisiały liczne, mniejsze i większe, sakwy i sakiewki zawierające przeróżne zioła, bez których nigdzie się nie ruszała. Nosiła jasną koszulę zakrytą skórzanym płaszczykiem sięgającym łokci i bufiaste spodnie, których nogawki wcisnęła do sięgających kolan butów. Yamris pamiętał blondynkę jeszcze z czasów, gdy sam dopiero co pojawił się w sadybie. Niewiele się od tamtego czasu zmieniła. Niewiele urosła, nadal zachowała dziecięcą urodę i nadal była ta nieco roztrzepaną dziewczyną co wtedy. Nadal wolała włóczyć się po borze, poszukując ziół i obserwując ptaki, niż ćwiczyć swoje zdolności strzeleckie. Jednak nikt, tak jak ona, nie potrafił poprawić humoru nawet w najdziwniejszych sytuacjach. Wyglądała teraz na zdenerwowaną, ale też szczęśliwą. Może tym razem ojciec dostrzeże jej poświęcenie, w tym, w czym była najlepsza. Wszyscy właściwie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, ze Wódz wolałby mieć syna, a jeśli nie, to chociaż, żeby jego córka była wojowniczką, której mógłby przekazać władzę w sadybie, nie martwiąc się o jej losy. Noreen jednak nie spełniała jego wymagań w żadnym stopniu.

Południowy barak nie różnił się swoim zewnętrznym wyglądem od pozostałych zabudowań siedliska, wykonanym z bali, uszczelniany gliną i mchem, był jednopiętrowym, długim na niecałe sto stóp budynkiem. W jego korytarzach unosiła się silna woń ziół i żywicy, z sufitu zwieszały się pęki zasuszonych kwiatów, liści i ziół. Wszędzie panował półmrok, nadając wąskim korytarzom atmosferę zagrożenia. W pełni lata, kiedy w siedlisku znajdowało się nie więcej niż tuzin osób, południowy barak świecił pustkami. Babka siedząca na taborecie miażdżyła moździerzem jakąś roślinę w przypominającą teraz jedynie zielono – żółtą papkę. Noreen w nerwowym milczeniu poprowadziła mężczyzn wąskimi, stromymi schodami na piętro. Było tam dużo jaśniej niż na parterze, dodatkową zaletą tego piętra był brak zwisających i pojawiających się znienacka pęków roślinności. Dopiero teraz, w obliczu nieuchronnego spotkania z nieznajomą dziewczyną, Yamris poczuł zdenerwowanie. Do tej pory, zbyt zajęty dochodzeniem, skąd właściwie się wzięła, nie miał czasu zastanawiać się nad jej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych