Wróć do katalogu

Miłość

W piekle nie grozi Ci śmierć. W piekle czeka Cię obłęd...

belladonna, opublikowano , 17 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Weronika leżała na swoim łóżku. Przykryta szczelnie kołdrą aż do brody. Jak co noc zadbała, żeby żaden fragment jej ciała nie znalazł się poza bezpieczną przystanią, odgradzającą ją od przerażającego bezmiaru reszty ciemnego pokoju. Jak co noc, drzewo za oknem rzucało złowrogie, ostre cienie. Jak co noc, dziewczyna starała się im nie przyglądać, żeby nie dać się wciągnąć w nieskończoność wypływającego z jej głowy szaleństwa. Jej ciało było sztywne. Skute lodem przerażenia. Myśli w głowie wirowały chaotycznie, tworząc groteskowe konstrukcje, budując absurdalne wnioski. Dziś nie bała się demona zamieszkującego jej pokój. Wyobraźnia nie podsuwała widoków czarnych postaci, które ujrzy, gdy tylko otworzy oczy. Bezcielesnych stworów, które zawsze w tego rodzaju wizjach stały blisko drzwi, uniemożliwiając ucieczkę. Nie obawiała się nawet opętania, co w ostatnim czasie stało się główną pożywką jej lęków. Dzisiejszej nocy umysł doprowadzony został do szaleństwa wnioskiem w całej swej makabrycznej prostocie bardzo logicznym; „Jestem chora psychicznie”, dziewczyna z przerażeniem smakowała myśl. Ta tak oczywista fraza scalała w spójną całość szaleństwo, które rozpętało się w jej życiu. Pomijając lęki była przecież niezwykle logiczną osobą. Wiedziała, że każda rzecz musi wynikać z czegoś innego, być jego naturalnym następstwem. Nieraz, nawet podczas najcięższych napadów, udawało się wysnuć zupełnie jasny wniosek; „ Jak to wszystko miałoby się zagnieździć w moim pokoju?”. Nie oznaczało to, że przestawała się bać. Oczywistość stwierdzenia natychmiast zostawała zepchnięta w głąb umysłu, przysłaniana kolejnymi wizjami wyciągających się w jej kierunku niematerialnych rąk, opanowujących ją obcych i wrogich myśli. Dziś została sama z oczywistością swojego stanu. Co teraz? Przecież ktoś, kto jest chory, zostaje wariatem na resztę życia. Pomyślała o konieczności poinformowania o tym rodziców. Zacząć się leczyć? Pewnie musiałaby odroczyć maturę. Pogrzebie w otchłani obłędu wszelkie pokładane w niej nadzieje. Oczyma wyobraźni widziała siebie wyobcowaną, z wracającymi, coraz silniejszymi napadami choroby. Siebie, nie mogącą funkcjonować bez leków, samotną. Nigdy nie była duszą towarzystwa. W większości przypadków wydawało jej się, że ludzie kpią z niej za plecami. Nie potrzebowała fałszywych przyjaciół, ale to było coś innego. Była samotnikiem z wyboru. Teraz miałaby zostać odepchniętą, niezrozumianą wariatką. To niemożliwe! Nie mogła być tak po prostu chora!

Paweł nie spał kolejną noc. Był zbyt podniecony, żeby marnować czas na sen. Oto spełniały się wszystkie jego marzenia. Nagroda Prezydenta RP za wyniki w nauce była w zasadzie pewnikiem. Po czymś takim wszystkie uczelnie w kraju stały przed nim otworem, a i zagraniczne chętnie otworzą swoje podwoje. Mógł dowolnie wybierać, co zamierza studiować. Problemy rówieśników dotyczące rozsyłania podań i czekania na odpowiedź, czy zostało się przyjętym w poczet adeptów, nie były jego zmartwieniem. Już w tej chwili odbierał telefony z propozycją umieszczenia go na liście studentów, a przecież nawet jeszcze nie napisał matury. Zamierzał popracować chwilę w wakacje i korzystając z chyba najdłuższego wolnego w życiu, jakie dzieli moment zdania matury od przekroczenia uczelnianych progów, zwiedzić Norwegię. Jego plany ostatnio uległy małej modyfikacji. Ojczyznę fiordów postanowił zwiedzić z Nią. Nigdy nie dbał o zainteresowanie dziewczyn, choć podobno był dla nich atrakcyjny. Liczyła się nauka, liczne pasje. Ludzie nie mogli za nim nadążyć. Kiedy jego koledzy pili tanie wino w miejskim parku i prowadzili pseudofilozoficzne rozmowy o życiu, on zgłębiał teorię względności i starał się zadać jej kłam. Przyszedł jednak taki czas, kiedy i jemu zabrakło drugiego człowieka, który zwyczajnie byłby obok. Niemal dokładnie w tej chwili pojawiła się Weronika. Piękna jak istota z innej planety z długimi czarnymi włosami, które niesfornie opadając zasłaniały stalowe oczy i okalały wyraźne kości policzków. Wspomniał jej uśmiech, rozjaśniający milionem promieni stal oczu. Pawła zafascynowało jednak coś zupełnie innego. Niezwykła inteligencja dziewczyny. Nadawali na tych samych falach, niemal chwytała w locie jego myśli. Szybko zrozumiał, że to jego ideał. Ktoś, z kim chciałby iść przez życie.

Weronika siedziała na lekcji. Nie słuchała słów wypowiadanych przez nauczycielkę. Nie była w tej chwili nawet zbyt świadoma, czego wywód dotyczy. W jej głowie dokonywała się analiza dotychczasowego życia. Coś było nie tak, z nią albo ze światem, Tylko od kiedy? Na siłę wyciągała z pamięci wszystkie dziwne fakty. Kiedy lęki nią zawładnęły pierwszy raz? Wypłynęło wspomnienie małej może trzy, może czteroletniej dziewczynki, siedzącej na swoim łóżku i powtarzającej histerycznym szeptem „Nie, nie chcę! Na pewno nie!” Przypomniała sobie, komu odpowiadała. Bezosobowy głos w jej głowie wciąż z uporem pytał, czy chce wejść na szczyt wieżowca i skoczyć, zobaczyć jak się lata. Był wrogi, szyderczy. Nie myliła go z głosami innych ludzi. Wiedziała, że on jest tylko w jej głowie, a jednocześnie czuła jak bardzo był różny od jej myśli. Potem głos zniknął na wiele lat, by w wieku czternastu lat powrócić. Od tamtej pory słyszał go już wielokrotnie. Kiedy przychodził gorszy czas, stres, smutek, głos wydobywał się z głębin, w które udawało jej się go zepchnąć w lepszych okresach. Najpierw mówił do niej rzadko. Wygłaszał krótkie obojętne frazy, jakby się witał. Zaczynał widzieć jej oczami, komentował rzeczywistość. Początkowo był tylko obserwatorem, ale z każdym dniem stawał się coraz bardziej natarczywy, zajmował więcej miejsca. W końcu wyrzucał z siebie przepełnione nienawiścią i goryczą poglądy. Zwracał uwagę na podłość ludzi. Potrafił bezbłędnie dostrzec każdego, kto przyglądał jej się dłużej niż pozwalałoby na to przypadkowe spotkanie na ulicy. Wiedział, że tacy obserwatorzy są niebezpieczni. Ostrzegał ją przed nimi, a jednocześnie sam namawiał do rzeczy, których robić nie miała ochoty. Głos miał obsesję latania, unoszenia się w przestworzach. Chciał zmusić ją, żeby poznała tę sztukę. Opierała się. Wtedy groził jej, krzyczał, kpił. Dopóki była zamknięta w swoim smutku nie mogła go odepchnąć. Jedyny sposób, to znaleźć się w innym stanie emocjonalnym. Szukała więc mocnych, pozytywnych wrażeń, które pozwalały zepchnąć głos. Na pewien czas skazywały go na milczenie. W końcu doszła do wniosku, że to coś, co siedzi w jej głowie nie może być częścią niej. To musi być obca siła, która co jakiś czas włada jej umysłem, chce jej śmierci. Tak powstało przekonanie o opętaniu. Wraz z nim przyszły kolejne wizje odwiedzających ją demonów. Świat symboli, którego ludzie nie dostrzegali, a który krył się niemal w każdej rzeczy. Przegapienie cennego znaku mogło spowodować, że zostanie się potępionym, a głos w głowie nie umilknie nigdy.

Paweł czekał na koniec ostatniej lekcji. Nie mógł już się skupić na niczym innym poza faktem, że za chwilę spotka się z Weroniką. Niecierpliwie kręcił się na krześle i co chwila zerkał na zegarek. Powinny minąć całe wieki, a od ostatniego spojrzenia upłynęła tylko minuta. Spojrzał w okno i na zalanym słońcem trawniku zobaczył ją. Stała przy bramie i obojętnym wzrokiem taksowała budynek. Jest niesamowita! Razem z dzwonkiem niemal wypadł na dziedziniec. Poszli na spacer do pobliskiego parku. Potem na lody. Siedzieli przy stoliku kończąc swoje porcje. Dziewczyna wcześniej niezwykle pogodna, teraz spochmurniała znacznie. - Stało się coś? – zapytał - Nie mogę się z tobą spotykać – odpowiedziała beznamiętnie wpatrując się w fakturę stolika. Zamarł. Nabrany smakołyk spadał drobnymi kroplami na blat. - Dlaczego?- nie było go stać na nic więcej - Bo ty nie robisz nic dobrego dla Świata!- jej oczy cisnęły w niego piorunem. Wstała i wyszła zostawiając go w osłupieniu.

Znowu siedziała w swoim pokoju. Miała świadomość, że wszyscy domownicy dawno pogrążyli się we śnie. Bezsenna samotność. W tej chwili nie było nikogo, z kim mogłaby podzielić się swoim lękiem. Zastanowiła się chwilę. Czy w ogóle istniał ktoś taki? Dziś usiłowała…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych