Wróć do katalogu

miłość nie jedno ma imię cz.53-60

:)

myszon, opublikowano , 38 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

53

-nie powinnas tego wiecej robic,nastepnym razem pomysl-powiedział sucho i wyszedł.Siedziała w osłupieniu zastanawiajac sie nad tym co usłyszała,miał racje, nie warzne ze zagroziła własne zycie ale przeciesz była w ciazy i teraz nie moze myslec tylko o sobie,musi przedewszystkim myslec o bobasku który liczy na jej rozsadek.Wykreciła numer Daniela i czekała az odbierze przysłuchujac sie tym czasem długim sygnałom -słucham?-usłyszała jego głos,głos ciepły i tak kochany -to ja braciszku -widze ze ci sie tam spodobało ze zostałas dłuzej,naprawde nie wiem co ty widzisz w tej chacie -milcz,co ty wogule wygadujesz,jak mogłes wogule pomyslec ze mogło mi sie tutaj spodobac i ze zostaje z własnej woli skorojest tutaj Wiktor,czys ty postradał zmysły?-wrzasneła, sama nie wiedziała dlaczego -ok, przepraszam-zaczał sie wycofywac -widze ze sie o mnie martwiłes, i to bardzo, -no wiesz, przeciesz jestes moja siostra jak mógłbym sie o ciebie nie martwic -widze ze mógłbys-powiedziała szorstko i nienaturalnie-ja biedna o mało cała noc niespedziłam w lesie dzik mnie atakował a ty pewnie w najlepsze sie zabawiałes -kto cie atakował?ty chyba zartujesz,gdzies ty była?to sprawka Wiktora?przeciesz ja go zamorduje -co ty wogule wygadujesz, czy ty wyobrazasz sobie moze ze on przyprowadził mi do sypialni dzika który mnie atakował?nie wierze,poszłam do lasu i sie zgubiłam...-usłyszała kroki na schodach po czym stukanie w drzwi-musze konczyc on chce wejsc do mojego pokoju,buzka ,pa -gdzie chce wejsc?Amelia co tam sie dzieje?pamietaj ze jestescie rodzenstwem i niczego wam nie wolno robic,słyszysz?-dobiegał głos z telefonu ale dziewczyna juz nie słuchala tylko szybko sie rozłaczyła i podeszła otworzyc drzwi -sniadanie,wiem ze nie bedzie to to samo co wtedy jak grazynka gotuje ale nie ma jej , ona jest tutaj tylko w weekendy,pewnie nie zdaje sobie sprawy ze tutaj jestesmy-usmiechnał sie szeroko od ucha do ucha,jakze on potrafi byc zmienny,przed momentem na nia krzyczał teraz natomiast przynosi jej sniadanie prawie ze do łózka i usmiecha sie do niej -no to ciekawego przygotowałes?-spojrzał zdziwiony jej reakcja ale długo nie czeba było czekac, zaczał po koleji wykładac cała pojemnosc tacu na jej stolik -widze ze same pysznosci -smakuje ci? -poczekaj az spróbuje,przeciesz jeszcze nic nie zjadłam-powiedziala-smiejac sie.Zjedli wszystko nie odzywajac sie juz do siebie ale ich twarze muwiły same za siebie a uszy az im sie trzesły jak jedli.Gdy skonczyli Amelia zaczeła składac naczynia jednak on jej nie pozwolił -zostaw ja to zrobie -ty przygotowałes ja posprzatam -chcesz zebym cie wypedził tak jak grazyna z kuchni? -skad wiesz przeciesz.. -słyszałem-ponownie tajemniczo sie usmiechnał i dodał-to co zostawisz czy chcesz walczyc ze scierka? -ale przeciesz ty nie masz scierki!-zasmiała sie widzac ze go zaskoczyła -ale mam poduszke-powiedział zucajac sie w strone łózka,ona tez tak uczyniła i po chwili bili sie poduszkami a w powietrzu unosiły sie piora -przestan-krzyknałe nagle -cos ci sie stało,zapomniałem ze cie wszystko boli,podrapałem cie gdzies?jezeli tak to przepraszam -nie, ale przeciesz to pokoj twojej siostry, nie chce zeby sie tutaj cos zepsuło,dlatego chyba nie powinnismy walczyc jej poduszkami, wystarczy ze na nich spie -chyba masz racje-wstał z jej łóżka,z jej , nie z kogo innego tylko z jej łózeczka,podszedł do stolika i zebrał naczynia na tace-bede w kuchni,wyjezdzam za około godzinke,a ty? -myśle ze tez w takich granicach,sprzatne tutaj troche-popatrzyła znaczoca na pokój ,na podłodze lezało pełno piór-gdzie znajde odkurzacz? -jest schowany w tej małej brazowej szafeczce przy schodach -dzieki Wyszedł a ona układała misie w kolejnosci jaka juz sobie wyznaczała, ułozyła grupy które do których pasuja i kazda z tycg grup miałą swoja półke.Wyszła na korytarz i znalazła odkurzacz tam gdzie jej wskazał Wiktor.Gdy pokój był juz doprowadzony do ładu, wyzbierała wszystkie rzeczy które miała zabrac i zeszła na parter,zauwazyła ze Wiktor siedzi w salonie i czyta gazete,maniak-pomyslała i podeszła do niego -jedziesz juz? -tak,czekałem jak sie pozbierasz bo chce zamknac drzwi , nie dałem ci jeszcze kompletu kluczy-powiedziawszy to podał jej kilka kluczy złoczonych bryloczkiem podobnym do tego który kiedys dała jemu,zbieg okolicznosci?nie , on to zronbił specjalnie,podziekowała i wyszła z domu.Wsiadajac do auta widziała jak Wiktor zamyka chatke,nie rozumiala dlaczego nadal nazywa ten budynek chatka mimo iz zasługuje na miano pałacyku. Wyruszyła w droge,jechało sie jej dobrze mimo iz piekło ja jeszcze cialo.Wiktor miał racje wygladała jak rak-pomyslała przegladajac sie w lusterku i usmiechneła sie,ten weekend minał nie najgorzej,Wiktor zachowywał sie wporzadku i nie mogła mu niczego zarzucic, zreszta kto potrafiłby zarzucic co kolwiek osobie która okazała sie bohaterem i wybawiła cie przed mozliwoscia spedzenia nocy w lesie pełnym dzików.Okropne przezycie...

54 Mijały kolejne dni, Amelia plątała sie nie wiedzac co ma ze soba zrobić,Gdy miałą odpowiedni nastrój na poszukiwanie lokalu na sklep robiła to ale bez entuzjazmu i cierpliwośći.Szukała w internecie, w gazetach ale niczego odpowiedniego nie mogła znaleźć.Nie radzac sobie z domem zatrudniła gosposie i ogrodnika,zwiedzała czesto swój piekny ogród i własnie tam spedzała wiekszosc czasu.Daniela przez wiekszosc dnia nie było w domu wiec wyczekiwała wieczoru kiedy sie juz zjawi.Ten dzien był szczególny gdyz zauważyła w ogrodzie dosc duzy murowany budynek który obrośniety był jakas pnaca roslina i z daleka nie było go widac ,ogrodnik zapewniał ja ze to na sto procent była stajnia dla koni lub innych wiekszych zwierzat.Zafascynowana tym odkryciem, marzyła o tym jak juz bedzie w posiadaniu swojego własnego konika,gdy była mała miała kucyka i bardzo lubiła na nim jeździć.Rodzice po długim sprzeciwie zgodzili sie jednak na zakup i na jej lekcje.Teraz kiedy była w ciazy wprawdzie nie bedzie mogła pozwolic sobie na taka przyjemnosc jednak po porodzie bedzie mogła juz smigac na nim na pobliskich terenach.Bardzo ja cieszyl sam fakt posiadania konia.Danielowi tez postanowiła sprezentowac takie zwierzatko-usmiechneła sie do siebie i dalej marzyła.Beda mogli razem wybierac sie na wycieczki,a gdy jej dziecko podrosnie rowniez i z nim.Z zamyślen wyrwał ja głos gosposi,była to w srednim wieku kobieta której zgineła cała rodzina w wypadku samochodowym ,Amelia szukałą własnie kogos takiego kto jest bez zobowiazan i kto chetnie zgodzi sie z nia zamieszkac.Kobieta zajeła jeden z pokoji znajdujacych sie na górze, a Amelia czuła sie o wiele bezpieczniej gdy Daniel i gosposia byli razem z nia. -przepraszam -tak, słucham? -jakis pan do pani, mówi ze to naprawde bardzo pilne,nie wpósciłam go do środka bo pani nie pozwoliła obcych zapraszac -bardzo dobrze zrobiłas-pochwaliła ja po czym wstała z ławki pod winoroślami-gdzie jest? -na podjezdzie przed domem -powiedz ze zaraz przyjde -dobrze czy moge juz odejsc? -tak,prosze-Amelia dziwiła sie sposobowi w jaki zwracala sie do niej ta kobieta ale tez nie chciala pozwolic jej na swobode gdyz mogła by później tego zalowac.Załozyła sweter który złozony leżał na ławeczce obok dziewczyny i ruszyła w strone drzwi wejsciowych.Gdy wyszła przed dom jej oczom ukazał sie nieznajomy mężczyzna który siedział w samochodzie marki bmw -czy pan napewno przyjechał do mnie?my sie chyba nie znamy-rozpoczeła niepewnie rozmowe,on natomiast szybko sie zerwał z siedzenia samochodu i stanał przed nia -to pani?boze swiety ja nie wiedziałem ze to pani,wtedy było tak ciemno,napewno nie postapił bym jak drań -słucham?-Amelia zdziwiona przypatrywała sie nieznajomemu którego twarz jednak nie wydawała sie obca,gdzies juz chyba ja widziałą-kim pan jest?i czego pan odemnie oczekuje?-Amelia nie kryła zdziwienia i własciwie chyba troche rozbawienia gdyz gdy tylko mężczyzna ja zauważył próbował ja za cos przeprosic, za cos o czym ona nie miała pojecia i chyba nie była z tym zwiazana,chociasz?no tak, przeciesz to jest ten facet z kościoła,pamieta jak jej sie przyglada.Wtedy myslałą ze wyglada dziwnie i nie rozumiala czym przyciaga jego wzrok -czy pan mieszka gdzies tutaj w poblizu?ja pana chyba widziałam w kościele,czy to możliwe? -tak, tak, ja równiez pania zauwazyłem,wybija sie pani z tłumu -no dobrze ale w jakiej sprawie pan przyjechał? -ja , no cóż, ja przywiozłem pani psa,on bardzo teskni za pania, nie chce nic jesc i najprawdopodobnie by zdechł.Po co mi jego smierc,niech przynajmniej pani ma z niego ucieche-to powiedziawszy podszedł do auta i otworzył tylnie drzwiczki i wyciagnał psa owinietego kocem,Sara musiała rzeczywiscie bardzo schudnac skoro on ja tak bez wiekszego trudu niósł. -nadal pani ja chce? -pan zartuje?oczywiscie ze chce,cóż za pytanie,ja sie wychowalam z tym psem -gdzie mam go zaniesc? -prosze, niech pan idzie za mna-pokazałą mu reka droge po czym ruszyła a on jej sladami.Kosz sary był w salonie tuz obok wejscia na taras,mezczyzna tam ja ułozył a Amelie dziwiło ze sara mimo iz była taka steskniona swej włascicielki nie wstała i nie przywitała sie z nia,nawet ogonkiem nie zamachała, postanowiła sie szybko pozbyc obcego z domu i zajac sie psinką -bardzo dziekuje ze pan mi ja oddał -nie ma za co, naprawde,ja nie wiedziałem ze pani jest włascicielka, gdyby było wtedy jasniej i bym pania rozpoznał moze nie zaszło by to tak daleko, nie wiem czy ona przezyje, jest w strasznym stanie, naprawde-dziewczyna pobladła, jak to nie wie czy ona przezyje, przeciesz ona musi zyc, -czy zeczywiscie by to zmieniło postac zeczy gdyby pan mnie zobaczył?przeciesz to nie ma zadnego znaczenia skoro pan chciał miec sare i nie chciał mi jej oddac, nie wazne kto był jej wczesniejszym wlascicielem-powiedziala ostrym tonem -zmieniłoby i to o sto osiemdziesiat stopni-powiedział smutno i ruszył w strone drzwi wejsciowych do których odprowadziła go gosposia.Amelia podbiegła do psa i odwineła kocyk...

55 Podbiegła szybko do psa i odkryła kocyk którym był przykryty,widok był załosny i Amelii az sie scisneło serce,co ten biedny pies musiał przezywac -sarunio, kochany piesku, błagam nie umieraj-Amelia głaskała co moment zachaczajac o wystajace kosci przykryte tylko delikatna skórka. -pani doroto ! prosze do mnie przyjsc,tylko szybko! -krzykneła do gosposi a ta w mgnieniu oka znalazła sie przy niej -słucham,co sie stało? -prosze szybko zadzwonic do weterynarza i powiedziec zeby przyjechał na nasz adres, numer pani znajdzie w moim notesie który jest koło telefonu w tej małej półeczce -dobrze, juz dzwonie-odeszła a dziewczyna przytulałą sie do psa ,chyba ostatkami sił podniósł łeb oblizał jej reke a nastepnie szybko opadł na nia przytulajac sie. Po pól godziny przybył weterynarz i zbadał sare. -nie umrze , prosze sie o to nie martwic, tak jak pani powiedziała ona zeczywiscie długo nie była karmiona i to sa tego efekty,dam jej jednak zaraz zaszczyk i bedzie po wszystkim, jezeli pacjentka bedzie tylko chciala jesc to nie bedziemy mieli problemu-Amelia ucieszyła sie i z radoscia przypatrywała sie jak weterynarz robi zaszczyk a nastepnie wypisuje jakies lekarstwo które napewno pomoze sarze -naprawde dziekuje, nie wiem co bym zrobiła gdyby ona zdechła-powiedziała odprowadzajc mezcyzne do drzwi -prosze sie juz nie martwic, bedzie zdrowa, tylko niech pani przestrzega tego co mówiłem -tak,napewno bede, niech sie pan nie martwi, -swietnie, przyjade za kilka dni na kontrole,do zobaczenia-pomachal jej reka i odjechał Amelia opiekowałą sie jak tylko mogła,przestrzegała tego co jej powiedział lekarz i zeczywiscie widac było juz pod wieczor ze sara czuje sie o wiele lepiej, nie chodziła wprawdzie jeszcze o własnych siłach ale oczy jej sie bardziej swieciły i potrafiła juz machac ogonem i okazywac radosc.Gdy Daniel wrócił z uczelni nie mogł sie nacieszyc jej widokiem i chyba z wzajemnoscia. -jak to cudownie ze sara jest juz w domu,prawda?-spytał gdy usedli niedaleko niej w salonie -no oczywiscie, -widze sie bardzo cieszysz,ja tez, mi tez brakowało sary, ona jest wyjatkowa i tak obco tutaj było jak zagineła -to prawda,wiesz wpadłam dzis na swietny pomysł, -tak,no to słucham, opowiadaj -gdy byłam do południa na spacerze po ogrodzie wyobraz sobie ze znalazłam stara stajnie gdzie trzymane były konie,zatrudnie kogos zeby odswierzył ten budynek i kupie konie -wspaniały pomysł ale jak to mozliwe ze nie widzielismy wczesniej tego budynku?przeciesz stajnia nie jest rozmiarów mikroskopijnych -no tak,wiem o tym ale ten budynek jest cały pokryty winorosla,naprawde fantastycznie to wyglada, ale chyba troche trzeba bedzie usunac przynajmniej z okien, zeby dochodziło swiatło do srodka -masz racje,naprawde swietny pomysł z tymi końmi,jak byłem młodszy to jezdzilem, miałem konia który wabił sie kometa,swietny -teraz tez mozesz miec komete, to juz od ciebie zalezy jak sie bedzie nazywał, chce kupic jeszcze w tym tygodniu zwierzeta, myslisz ze wyrobia sie z tym budynkiem? -jutro juz czwartek, nie jestem pewny, w piatek wieczor jedziesz do Łodzi wiec mamy dwa dni,moze ogrodnik zgodzi sie to doprowadzic do porzadku a jak nie to napewno znajdzie sie ktos z pobliskich domów kto bedzie chcial sobie zarobic, przeciesz sa wakacje -masz racje, to wspaniały pomysł-ucieszyła sie-jutro rano jak pojde do sklepu to spytam czy ta kobieta, wiesz ta plotkara nie słyszala zeby ktos szukał dorywczej pracy, a jak nam sie nie uda to napewno w przyszłym tygodniu kupimy koniki,prawda? -no jasne,nie moge sie doczekac-powiedział podekscytowany i obydwoje sie zaczeli smiac.Tak jak wymyslili wieczorem Amelia zeczywiscie rankiem jak tylko wstała wybrała sie do sklepu i zapytała sprzedawczyni czy nie słyszała o kims chetnym do pracy -jest tutaj kilka osob które napewno by pani pomogły-usłyszała-jezeli pani chce to na dniach pani kogos wysle -ale to nie moze byc na dniach to musi byc dzisiaj jezeli nie zgłosi sie nikt do jedynastej to pózniej juz niech nie przychodza bo ja zatrudnie fachowców, znajde kogos napewno, potrzebuje kogos na dzis i nie zmieni tego nikt-to powiedziawszy wzieła zakupy i wyszła.Nie mogła uwierzyc ze przy tak wielkim bezrobociu nie znajdzie sie nikt kto mógłby zajac sie jej budynkiem, przeciesz nie zamierzała nikoga oszukac i zapłaciłaby napewno nie mało gdyby ktos zeczywiscie wyrobił sie przed piatkiem i ona mogłaby tam zaprowadzic zwierzeta,czarno to jednak zaczynała widziec....

56

Gdy wróciła do domu okazało sie ze Daniel juz wstał i pani dorota mu juz przygotowywuje sniadanie -dzien dobry wszystkim -o a ty juz na nogach?-spytał zdziwiony i sie z nia przywitał -no tak, byłam w sklepie wiec pani juz nie bedzie musiała-to powiedziawszy podała reklamówke z zakupami-rozmawiałam z sprzedawczyniom ale okazało sie ze ona nie zabardzo sie orientuje, wprawdzie obiecała mi kogos przysłac ale w nastepnych dniach, przeciesz ja potrzebuje dzisiaj kogos -no tak, -przyszedł juz ogrodnik? -tak jest u siebie -Ide i porozmawiam z nim,dla mnie tez sie znajdzie sniadanie?-spytała gosposie i gdy uzskała potwierdzenie kiwnieciem głowy wyszła do ogrodu.Przeszła przez alejke wyscielona pnacymi sie rózami i skierowała sie po trawie do chatki ogrodnika.Nie mieszkał w niej gdyz miał rodzine i wracał do niej po pracy,trzymał jednak w pomieszczeniu wszystkie sprzety ogrodowe.Zapukała do masywnych drewnianych drzwi które po chwili sie otwarły. -o, dzien dobry, no niespodziewałem sie takiego goscia,posprzatałbym gdybym wiedział -nic nie szkodzi, nie przeszkadza mi bałagan, przeciesz najwazniejsze zeby pan wiedział gdzie co jest,to pomieszczenie jest dla pana dyspozycji -och, no tak, dziekuje,ma pani jakis problem w którym mogłbym pomoc?-spytał zatroskanym głosem -tak, pamieta pan, wczoraj znalazłam budynek w którym najprawdopodobnie były trzymane konie -tak -no własnie chciałabym rowniez kupić konie skoro mam do tego mozliwosc,nie moge jednak znalesc nikogo kto by sie tym zajał, myslałam ze moze pan kogos zna kto by zechciał albo moze pan by sie tym zajał,oczywiscie za dodatkowa opłata-ostatnie słowa podkresliła i przypatrywała sie mimice twarzy ogrodnika -nie wiem, mysle ze mógłbym sie podjac tego zadania ale od razu zaznaczam, ze moge troche zaniedbac przez to moje ukochane roslinki-powiedział smutno-mógłbym równiez poprosic syna do pomocy było by to wtedy wczesniej zrobione w koncu co dwie pary rak do pracy to nie jedne -wspaniale, a czym zajmuje sie pana syn? -jak na razie jest na bezrobociu--odpowiedział zmieszany -no to wspaniale,zarobi sobie, ale interesowało mnie czy ma jakis zawód wyuczony -o tak, on kocha zwierzeta, jest weterynarzem -naprawde?-krzykneła uradowana czujac ze ma genialny pomysł-czemu pan od razu nie powiedział,przeciesz jak bede mioec zwierzeta bede potrzebowac kogos do opieki nad nimi prosze mu powiedziec ze juz jest zatrudniony jezeli bedzie chciał -cóz za pytanie-powiedział szczesliwy a jego twarz jakby słonce rozjasniło i ubyło mu odrazu zmarszczek-czy mógłbym skorzystac z telefonu zeby mu powiedziec zeby przyjechał? -oczywiscie,prosze mi jednak powiedziec co bedzie potrzebne a ja w tym czasie po to pojade do sklepu -oczywiscie-powiedział otwierajac drzwi i wyszli kierujac sie do domu.Mezczyzna wymienił wszystko co bedzie potrzebne a ona zanotowała i wyruszyła z danielem na zakupy. Gdy juz wszystko było kupione i wrócili pod domem stał samochód ogrodnika,napewno syn juz przyjechał i pali sie do pracy.Wspólczuła młodziezy która ukonczyła nauke i nie mogła znalesc pracy,to jest okropne zaczynaja sie platac po swiecie nie wiedzac co maja z soba robic i nie majac na nic pieniedzy,cieszyła sie ze mogła pomóc temu jednemu na milion.Dali ogrodnikowi wszystkie narzedzia i preparaty i dopiero teraz Amelia usiadła spokojnie do sniadania które przygotowała jej pani Dorota.Dzien minał szybko,starała sie pomagac jak tylko mogła ogrodnikowi i jego synowi który okazał sie naprawde bardzo wdzieczny i pracował jak za dwóch. Widac było ze sie bardzo cieszy zreszta jak i jego ojciec ze nareszcie udało mu sie gdzies znalesc prace.Wszystko szło jak po maśle.Ze sklepu przyszedł jeszcze jeden człowiek wiec ekipa była juz spora i za co sie tylko zabrali od razu konczyli.Najpierw zajeli sie czysczeniem stajni nastepnie wyrównano teren i czekano az zastygnie,ogrodnik obciał rosline która oplotła cały budynek swymi ramionami i gdy juz był w zupełnosci odkryty odmalowano go na kolor bezowy, kolorystycznie pasował teraz do domu który rowniez był tak wymalowany.Po całym dniu stajnia była wymalowana z zewnatrz i wewnatrz,w kabinach koni ułozone były juz płytki które prezentowały sie wspaniale.Pozostało jeszcze wymienic pokna które narazie mogły jednak pozostac,na nastepny dzien mieli jeszcze poukładac do konca płytki w miejscach gdzie sie nie spieszyło oraz ogrodzic mały wybieg który miał sie znajdowac nieopodal ich stajni.W nastepnych dniach zmieniona zostanie jeszcze dachówka, okna oraz drzwi.Amelia była w pełni zadowolona z tego co dzis osiagneli,jej marzenie sie spełni i bedzie mogła jutro pojechac po konie...

57 Amelia obudziła sie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych