miłośc niejedno ma imię 80-108-ostatniej
bardzo prosze skomentujcie to tak chociaz na koniec:) przepraszam za błedy ale tak juz jakos mam:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
81
Dni mijały mu szybko,tego poranka obudził sie w niezbyt dobrym nastroju,planował porwac Natalie z przed ołtarza jednak w jego sytuacjoi wydawało sie to nieco śmieszne.Amelia dzwoniła do niego tak czesto jak tylko mogła a on rozumiał ze chciala byc przy Wiktorze,wiedzial ze od tego zalezy przyszlosc domu babci. -dzien dobry -dzien dobry-powiedzial nieco skrzywiony patrzac jak satrsza kobieta wchodzi do jego pokoju i przygotowywuje sie do ich cwiczen,Amelia szukałą najlepszego rechablitanta i trwalo to juz kilka dni,powiedziała mu ze sa małe przeszkody ale jak tylko wyjdzie ze szpitala bedzie mial juz to napewno zapewnione.Dzien ten sie zblizal nieuchronnie gdyz siostra miala go odebrac gdy przyjedzie na slub przyjaciólki -no to zabieramy sie do roboty-powiedział usmiechajac sie do niego i zaczeła od rozmasowywania stóp a nastepnie wyzszej partii nóg. -Doskonale ci idzie,jak na razie nie pozwolimy aby zanikły miesnie a po tych cwiczeniach zrobimy kolejne aby pomóc ci powrócic do formy-poruszała jego nogami jednak on nic nie odczuwał.Codzienne cwiczenie było wprost katorga dla niego i jak sadził takze dla owej kobiety.Dagmara po pół godzinnej meczarni skonczyła cwiczenia i poszła do kolejnego pacjenta pozostawiajac go sama na sam z pustym pokojem którego sciany równiez swieciły pustka.Daniel postanowił sie przespac bp co tez innego mógl robic w tym pomieszczeniu ,jednakze ktos zapukał i powoli otworzyły sie drzwi. -Witaj synku-ujrzał matke wraz z ojcem którzy stali w progu drzwi i nie wiedzieli co maja robic i czy przypadkiem cos zaraz nie spadnie im na głowe. -po co przysliscie?-powiedział gniewnie lecz cichutko jak mysz -jak mozesz pytac?zamartwiamy sie od momentu gdy Amelia nas poinformowała ze tu jestes,nie wiedizleismy czy mozemy cie odwiedzic ale postanowilismy.. -zle postanowiliscie-powiedział smutno jednak władczo zarazem przygladajac sie matce która była wymeczona i widac było worki pod oczami,ojciec stał obok i milczał jednak jego twarz i oczy mówiły sane za siebie obydwoje z matka byli dreczeni mysla iz odrzucił ich włany syn -prosze..pozwól nam pozostac tutaj choc 10 minut,błagam -dobrze ,mozecie zostac tyle ale ani minuty dłuzej,zrozumieliscie? -tak synku,oczywiscie-zblizyla sie do niego i chcial go pocałowac jednak on sie odsunał i lekko odepcnał ja reka w bok -przepraszam-powiedział zmieszana i usiadła w fotelu. -kiedy wychodzisz ze szpitala? -w sobote lub w niedziele,w zaleznosci kiedy odbierze mnie Amelia -my przeciesz mozemy cie odebrac -nie dziekuje,Amelia to zrobi -syneczku ona jest w ciazy i widac ze zle sie czuje,bedziesz ja tutaj specjalnie ciagnał?przeciesz mozemy my to zrobic -nie jedzie tutaj specjalnie,ma slub przyjaciólki-powiedział bez zajaknienia jednak jego twarz musiala mówic co innego gdyz matka przyjzała mu sie uwazniej -gdyby jednak nie mogła.. -jezeli ona nie bedzie mogła to ktoś ze słuzby mnie odbierze-powiedział ostro-idzcie juz,chce sie przespac,jestem zmeczony...
82 Amelia wysiadła z auta trzaskajac drzwiami.Była czternasta godzina a ona zdazyła juz przedewszystkim dojechac do Krakowa z Łodzi i byc u kosmetyczki i fryzjerki.Podazyła w strone szpitala a nastepnie pokoju Daniela.Tak jak obiecała przyjechała go odebrac a nastepnie zawiesc do jej domu.Weszła do pokoju i zauwazyła go siedzacego plecami do wejscia,biedaczek siedział na wózku inwalidzkim,to było potworne uczucie gdy go widziala w takim stanie.Poedeszła i przytuliła sie do niego mocno. -witaj braciszku -nie wierze,co to za pieknosc mnie tutaj odwiedziła? -no wiesz?-zarumieniła sie-wygladała naprawde swietnie,jej długie włosy naturalnie kreciły sie spiete w koczka, gdzie niegdzie wysuwały sie pojedyncze kosmyki,po jednej stronie miałą przyczepiona czerwona róze,tego samego koloru miała suknie.Nikt zapewne nawet sie nie domysli ze sama ja zaprojektowała.Lezała na niej swietnie,podkreslała długie i szczupłe nogi które dodatkowo były na wysokim obcasie a jednak ukrywała zarazem coraz bardziej widoczny brzuch i biust.Twarz jej jasniała i choc sama tego nie zuwazała wygladała wspaniale i zapewne nie jednej osobie przycmi pania młoda.-no wiec jak jedziemy?-spytał zniecierpliwiony? -tak,gdzie masz swoje rzeczy? -tutaj sa-wskazał reka mała zielona torbe ze sztruksu i podjechał do niej wyciagajac z wielkim wysilkiem ja na kolana.Amelia wypisała go ze szpitala i razem pojechali do domu.Pani dorota przywitała ich z wielka radoscia i cieszyła sie bardzo ze znów widzi Amelie.Sara równiez nie mogła opanowac szczescia i cały czas merdała ogonkiem przy jej nogach.Ślub zaplanowany był w urzedzie miasta na szesnasta i gdy zerkneła na zegararek załamana stwerdziła ze pozostało jej tylko pól godzinki -Daniel ja juz pójde -dobrze,-powiedział bardzo smutno a jej serce pekało z bólu,tak go kochała io nie potrafiła zapobiec tej tragedii -nie idz spac jezeli mozesz,nie bede długo siedziała na weselu,jeszcze przed zmrokiem powinnam po ciebie przyjechac i zabieram ci do Łodzi na weekend -swietnie -powiedział bez entuzjazmu i odprowadził ja do drzwi ruszajac palcami po przyciskach wózka.Wyszła szybko i juz sie nie obejrzała na niego,nie potrafiła.Daniel bardzo cierpiał i widac to było po jego twarzy,głosie,nawet po zachowaniu.Cos wewnatrz niego krzyczało ze nie chce tego co go otacza,ze nie chce zeczywistosci.Spłyneła jej jedna wielka łza po policzku,rozmaze mi sie makijaz-pomyslała patrzac do lusterka,jednak nie potrafiła tego opanowac.Podjechała szybko pod urzad miasta i w pospiechu wysiadła z auta,pozostało jej piec minut na zajecia miejsca.Wbiegła po schodach i przedarła sie przez tłum gosci.Natalia postanowiła nie brac slubu koscielnego,zamierzała zrobic to po urodzeniu dziecka,teraz jednak aby ich zwiazek był legalny wezma ślub cywilny.Usiadła na krzesle uzdobionym białymi sztucznymi kwiatami.Rozejrzała sie po sali i na samym przodzie zauwazyła rodziców przyjaciólki i jakas druga starsza pare która zapewne była rodzina pana młodego.Nie znała go nawet,czuła sie dotknieta tym faktem iz najblizsza przykjaciólka która traktowała niemalze jak siostre ,nie,traktowała ja jak pradziwa i wierna siostre której nigdy nie miała.Ona tymczasem zachowała sie okropnie,zaprosiło ja na slub jednakze jak zwykła kolezanke ze szkoły.Nawet swiadkiem była jakas sasiadka a nie ona.Rozmowy nagle ucichły i Amelia usłyszała leciutka melodie marsza mendelsena.Drzwi otwarły sie o do sali po czerwonym dywanie powoli wchodziła młoda para.Amelia przyjrzała sie porzadnie wybrankowi kolezanki i byla prawie ze pewna ze gdzies go juz widziała.Natalia rozgladała sie po sali i jej wzrok spotkał sie ze wzrokiem Amelii,usmiechneły sie do siebie blado i pani młoda podazyła dalej.Rozpoczeła sie ceremonia jezeli mozna to tak nazwac i wszystko szło gładko do momentu gdy sedzina zapytała przyszłych małzonków czy chca byc ze soba na dobre i złe,Dariusz bo tak miał na imie pan młody bez wachania przyzekł wszystko Natalii jednak gdy doszło do niej zaległa chwilowa cisza.Natalia odwróciła sie lekko tak aby zobaczyc Amelie i w rozpaczy jej sie przygladała,trwało to moze kilka sekund jednak dla wszystkich wydawało sie zapewne wiecznoscia,Amelie spusciła głowe,wiedziała ze przyjaciólka popełnia bład jednak nie mogła az w taki sposob ingerowac w jej zycie,wiedziała ze Daniel potepił by jej zachowanie jednak nie mogła wywierac wpływu na zachowanie przyjaciólki.Uniosła twarz i zauwazyła ze pani młoda juz sie na nia nie patrzy jednak nadal milczy.Na sali niektórzy zaczeli sie nerwowo krecic inny znowuz bacznie przygladali sie Amelii na której to własne przed momentem spoczał wzrok Natalii. Dziewczyna wziała głeboki wzdech co było zaakcentowane delikatnym drzeniem jej bezowej sukienki i powiedziała...
83
tak-powiedziała drzacym głoesem na salijakby sie wydobył masowy odgłos ulgi.Nie potrafiła tego wytrzymac,zrobiło jej sie nie dobrze, ona go nie kochała, zapewne to była chwilowa przygoda.Miała przeciesz watpliwosci,dlaczego to zaszło tak daleko,wstała przed koncem, widziała jak młode małzenstwo wraz ze swiatkami podpisuje dokumenty. -cos pani jest?-spytał jeden z gosci który siedział obok niej -mam nadzieje ze nikt nie zauwazy mojej nieobecnosci-powiedziała silac sie na usmiech-jestem w ciazy i troche mi sie słabo zrobiło,nic mi nie jest -powiedziała szybko widzac twarz mezczyny który zapewne spanikował na sama mysl ze musiałby pomoc mdlejacej kobiecie-musze wyjsc na powietrze i przejdzie -isc z pania? -nie poradze sobie sama,prosze siedziec.Wyszła szybko na zewnatrz urzedu i wdychała głeboko powietrze.Nie straciła wiele ze slubu gdyz zauwazyła juz pare młoda na zewnatrz budunku a za nimi wysypujacych sie gosci.Pod budynek zajechał nastepny samochód wiec nowozency musieli sie usunac i zyczenia wraz z prezentami przeniesiono na pozniejsza pore w lokalu.Wsiadła wiec szybko do samochodu i podazyła za kolejka samochodow.Wesele miało sie odbyc w wielkiej sali balowej w której odbywały sie zazwyczaj najwieksze uroczystosci krakowa.Gdy weszła poczuła niesamowity zapach kwiatów nagromadzonych w pomieszczeniu,nigdy jeszcze tutaj nie było i wyglad realistyczny przewyzszał o wiele wyobrazenie tego lokalu.Tutaj chce miec własny slub-pomyslała i nagle uswiadomiła sobie ze złapała sie własnie na tym iz planuje ten dzien.Jeszcze nie dawno nie byłoto wogule do pomyslenia,zapewniała sama siebie ze zostanie panienka z dzieckiem a teraz gdy juz wie ze Wiktor nie jest jej bratem marzenia nabieraja odpowiedniego wyrazu.Usmiechneła sie sama do siebie i odwróciła sie w strone pary młodej,jak to karze zwyczaj własciciellokalu wraz z rodzicami przywitał ich chlebem i sola.Natalia nieco skrzywiona jadła mały kawałek chleba dosc sporawo posolony.Nastepnie przyszła kolej na szampana i po opruznieniu szkalnych naczyn para zuciła jej za siebie a nastepnie weszła do srodka zapraszajac wszystkich za soba.Najpierw zaczeły sie zdjecia w najpiekniejszej z sal przeznaczonej wyłacznie do tanców.Amelia nie mogła patrzyc na nich nie wyobrazajac sobie na miejscu dariusza sowjego brata.To było takie przykre i widziała ze Natalia wcale nie była szczesliwa.Spełniała azda zachcianke meza jednak nie widac było na jej twarzy usmiechu ani radosci.Amelia gdy tylko zakonczyli sesje wepchała sie do przodu kolejki by szybko złozyc im zyczenia.Nie wiedziała co ma im kupic a zakupy prezentu dla nich nie nalezały by do przyjemnych.Postanowiła dac im pieniadze które przeznacza na swoje potrzeby.-nie wiem co mam wam zyczyc ,chyba szczescia i nieskonczonej miłosci do siebie-powiedziała prubójac nadac głosowi naturalny odgłos.Natalia na te słowa spusciła głowe i nie powiedziała nic natomiast Dariusz usmiechnał sie do niej i miło przyjał całusy w obydwa policzki. -Wybaczcie jezeli was zawiode ale czeka na mnie brat w domu -czemu nie przyszedł z toba?-spytał zaskoczony Dariusz -wyszedł dzis ze szpitala,miał wypadek,spadł z konia, w tamta niedziele -przykro mi -tak,mi tez ,Daniel jest załamany,ma paraliz nóg i nie moze chodzic -Daniel?-powiedziała łamiacym sie głosem Natalia a w jej oczach zapaliły sie niebezpiecznie ogniki -tak,do zobaczenia ,mam nadzieje niebawem-to powiedziawszy odeszła przepychana przez gosci.Łzy laly jej sie na poczatku powoli ale gdy była juz przy wyjsciu były to juz całe strumienie -Amelia poczekaj-obruciła sie i zauwazyła biegnaca za nia przyjaciólke. -Daniel jest twoim bratem? -tak -ja nie wiedziałam... -mówił ci to ale niechciałas słuchac-odwróciła sie i chciała odejsc ale przytrzymała jej reke -jak on sie czuje? -zle,bardzo zle,ty wtedy u niego byłas?byłas prawda? -tak-powiedziała i łzy jej powoli spływały -idz juz,Dariusz na ciebie czeka,nie mozesz go zawiesc w takim dniu.-Wyszła z lokalu zostawiajac ja w korytarzu...
84 Wysiadła z samochodu i oparła sie o niego ciezko westchneła i podeszła do drzwi wejsciowych ale nie mogła sie zdobyć by wejsc.Przemogła sie jednak po chwili i otworzyła drzwi i ku jej zdziwieniu za nimi znajdował sie Daniel -och ale mnie przestraszyłes-powiedziała przecierajac niepozornie policzki z łez,w pomieszczeniou było ciemne wiec moze nie zauwazy. -długo ci zeszła droga z samochodu -zdaje ci sie ,jest cos do jedzienia?strasznie zgłodniałam-powiedziała próbujac sie przedostac koło niego do kuchni -Amelia,czy ona to zrobiła? -tak...przykro mi,naprawde -jaki on jest?co ma takiego czego ja nie mam? -nie ma nic czego ty bys jej nie mógł dac,nie wiem czemu to zrobiła ale nie zmienimy juz jej decyzji -czy była szczesliwa? -nie wiem,to wie tylko ona,jestes juz gotowy do drogi?-przytuliła sie do niego i czuła jak drzy na całym ciele,serce waliło jej jak oszalałe i juz nie chamowała łez.Tak dobrze znała ten ból,tak dobrze.Tyle razy srece jej krwawiło gdy wiedziała ze juz nigdy nie bedzie mogła sie przytulic do ukochanej osoby,ze nigdy wiecej nie bedzie mogła jej pocałowac,powiedziec czułego słowka i tego samego otrzymac od niej,tak bardzo cierpiała ze Wiktor jest jej bratem,Daniel ma ten sam problem,tyle ze tym razem nie okaze sie to wszystko pomyłka.Natalia naprawde wyszła za mąz i beda mieli dziecko.To było takie straszne.Pozostawiła go zrospaczonego i od Doroty odebrała jego torbe.Wyprowadziła do auta i pomogła wsiasc.Nie mówili nic,ta cisza wyrazała sie zbyt jasno,ukazywała cierpienie ich obojga.Jechali długo a mysli które wciaz im sie nasuwały dodawały czasu,wydawało sie ze podróz ciagnie sie w nieskonczonosc i trwa wieki i ze nigdy nie zdołaja uciec rzeczywistosci.Dojechali na miejsce dosc późno gdyż dodatkowo batkneli sie na wypadek samochodowy.Bedac na miejscu Amelia rozłozyła wózek i pomogła na nim usiasc bratu.Kazała przygotowac specjlany wjazd dla wózka wiec z wyjazdem do domu nie było problemu.Wraz z gosposia dały rade jego ciezarowi.Weszła i odetchneła z ulga,moze tutaj na chwile zapomni o tym co sie dzieje wokuł niego.Chciała przywitać sie z Wiktorem ale wiedziała ze nie powinna pozostawiac brata samego totez razem w milczeniu przygladali sie jak Grazynka przygotowywuje pokój na parterze tak aby Daniel mógł sie sam poruszac w razie potrzeby.Nagle Amelia usłyszała szybkie kroki na schodach i do pokoju gdzie byli wbiegła zdyszana Żaneta. -pan Wiktor cos sie z nim dzieje-Amelia zdretwiała i zbladła natychmiast,nogi odmówiły jej połuszenstwa bo by juz dawno była na schodach - co takiego?co sie stało? -nie mam pojecia,tak jakby miał atak padaczki,czy on jest chory? -nie-powiedział szybko Daniel a Amelia biegnac do góry beształa pielegniarke ze pozostawiła Wiktora samego mimo iz podjerzewała atak padaczki,mógł przeciesz cos sobie zrobic.Gdy weszła do pokoju zauwazyła ze był cały spocony i jakby cos krzyczał,od razu wiedziałą ze to wcale nie jest padaczka -kochanie,słyszysz mnie?obudz sie,prosze wróc do nas,potrzebujemy cie tutaj-przytuliła jego reke która poruszała sie przez co kilkuminutowe drgania-prosze obudź sie,Wiktor ja cie kocham,nie pozwole ci zebys sie tak długo od nas odsuwał,prosze cie-jej łzy spadały na jego twarz i szyje.Zauwazyła ze poruszył wargami a nastepnie oblizał je jezykiem -Zaneta szybko przyunies w czyms czystej wody-krzykneła a dziewczyna pobiegfła do łazienki-prosze obudz sie słonko moje-przycisneła mocniej dłon i modliła sie w ciszy aby Bóg wysłuchał jej prosby...
85
Amelia przysuneła sie blisko jego twarzy i głaskała go delikatnie po niej -tak cie kocham,prosze obudz sie-płakała jednak teraz juz łzy nie spływały na niego,płyneły po niej rozmazujac resztki jej makijazu. -ja tez cie kocham-zerwała sie i popatrzyła na niego,miał otwarte oczy i spogladał na nia tak jak pierwzy raz gdy sie spotkali w pociagu -obudziłes sie-płakała wtulajac sie w niego a on ne odsunał jej,głaskał jej juz rozpuszczone włosy i wtulał sie w nie.Płakali razem do póki nie weszła zaneta,wtedy odsuneła sie od niego i kazała jej zadzwonic do szpitala -dobrze sie czuje-zaprzeczał i nie chciał słyszec o lekarzu jednak ona była uparta.Gdy zostali sami Wiktor usiadł na łózku i ze zdziwieniem przygladał sie swojemu pokoikowi. -co ja tutaj robie?czy jest weekend? -tak,jest sobota wieczór,-Amelia mowiła spokojnie i cichutko polykajac łzy szczescia,nie mogła uwierzyc ze sie obudził.To było zbyt wiele szczescia jak na jeden raz.-Czy pamietasz co sie stało?-Wiktor podrapał sie lekko po głowie i chwile myslał -jechałem na karli i spadłem,tak? -karla jest twoim koniem?-spytała zdziwiona tym faktem -tak ,wiesz który to kon? -tak,nie wazne,jak sie czujesz?musimy porozmawiac-powiedziała smutno i wbiła wzrok w dywan,dotknał jej twarz delikatnie i ujał ja w obie dłonie podnaszac do góry -czy to co usłyszałem wtedy to prawda?-kiwneła głowa a zachwile zaprzeczyła krecac nia na boki -to w koncu tak czy nie?-zaczał sie smiac -przepraszam ze sie od ciebie odsuwałam,przeciesz wiesz ze bardzo cie kocham,ale ja myslalam ze jestes moim bratem -wiec jednak nie jestem?-jego twarz nabrała jakby jasniejszych barw i głos równiez wydał sie słodszy, dodała to jej odwagi wiec kontynuowała -ja i Daniel jestesmy rodzenstwem jednak ty i ja nie-usmiechneła sie lekko i gdy odwzajemnił usmiech mówiła dalej-tydzien temu twoi rodzice opowiedzieli Danielowi ze obydwoje mieli romans,twój ojciec z moja matka a twoja z tez z jakims facetem,z tego powstalismy my,obydwoje jestesmy rodzenstwem Daniela jednak my sami nie -to wspaniale,nie wiesz jak sie ciesze,gdy usłyszałem to co powiedział wtedy Daniel myslałem tylko o smierci, tak bardzo cie kocham-przytulił ja do siebie a jej brakowało tchu- chciałem umrzec,ja to wszystko zrobiłem specjalnie,ja..-głos mu sie łamał i zaczal płakac -nic juz nie mów,wazne ze wszystko jest juz jasne,i..ze sie kochamy-powiedziała całujac go w usta i przytuliła sie na tyle na ile pozwalał jej wypukły brzuch -a twoja ciaza?kto jest ojcem tego dziecka? -ty głuptasku,kto inny nim by mógł byc jak nie ty?...
86
Daniel obudził sie i usiadł na łózku.Dzis wraz z Amelia i Wiktorem miał wracac do Krakowa.Cieszył sie na sama mysl.Siostra obiecała mu ze gdy tylko tam dojada bedzie do niego przychodził specjalista w dziedzinie hjego nóg i napewno szybko wyjdzie z tego.Chciał zeby tak było naprawde,uciekał przed zeczywistoscia,chciał poczuc sie lepiej ale przeciesz tak sie nie stało.Chwilowe zapomnienie pozostawiło po sobie kalectwo ,Rodzenswto postanowiło sie pobrac wiec musiał sie sprezyc gdyz chciał byc na ich slubie o własnych nogach.Rozejrzal sie po pokoju i przypomniał sobie jak podczas dziecinstwa bawił sie tutaj z bratem.To był pokój dziadka,miał postawione bardzo duze biurko pod okjnem i czesto tam przesiadywał.Bardzo lubili sie zakradac do tego pokoju i szmerac w ksiazkach dziadka z których wprawdzie nie wiele rozumieli bo przeciesz nie było tam obrazków,jednak to wydawało sie takie tajemnicze i fajne.Usmiechnał sie sam do siebie i spróbował sam przejsc na fotel.Dotknał dłonmi wózka i upadł na ziemie gdyz wózek nie był zachamowany i mu odjechał.Lezał na ziemi i nie mógł sie podniesc,czuł ze zamiast miesni na brzuchu ma jednego wielkiego flaka który nie doła go uniesc.Wsparł sie o łóżko i spojrzał na przeciwległa sciane na której wisiał zegar.Była juz dwunasta a on dopiero sie obudził.Nic dziwnego,długo wczoraj siedzieli wraz z Amelia i Wiktorem,obydwoje byli tacy szczesliwi ze az im zazdroscił.Kochał ich bardzo jednak za akazdym razem gdy przytulali sie do siebie lub przesyłali potajemnie do siebie całusy czuł ból w sercu.On i natalia tez przeciesz bardzo sie kochali,widocznie nie wystarczajaco bo oich miłośc nie przetrwała próby.Musi o niej zapomniec,przeciesz teraz juz nie moze nic zrobic. Ciekawe czy ona wogule wie ze jestem sparalizowany-pomyslał i zaklnał pod nosem,oparł głowe o materac łózka i przez jego umysł przelewało sie tysiace,ba! miliony mysli zwiazanych z natalia.Tak ja kochał,a ona go zdradziła,chol.era.Czemu tak musi byc,czemu?Z jego ust wydał sie nie kontrolowany okrzyk,usłyszał nastepnie szybkie kroki na schodach które były nad pokojem i za moment pukanie do drzwi -prosze?zobaczył w drzwiach Amelie w szlafroku ,przyjzała sie sytuacji i szybko wbiegła do pokoju klekajac koło niego. -co sie stało?spadłes z wózka?przeciesz mówilam ci zebys mnie wołał jak bedziesz potrzebował -przeciesz to zrobiłem przed momentem-skłamał ale wcale mu sie nie zrobiło wstyd,nie chciał pokazywa jak cierpi.Pomogła mu po czym wyszła.Pielegniarka która jeszcze nie opusciła domu pomogła mu przy toalecie porannej.Było mu bardzo nie zrecznie bo dziewczyna była młoda i przy kazdej czynnoisci bardzo sie czerwieniła.Wyjechali koło czternastej,Daniel prawie cały czas spedził sam w ogrodzie,tamto mijesce rowniez bardzo mu przypominało dziecinstwo.Nigdy nie zapomni gdy wraz z dzieciakami z pobliskich domów bawili sie w chowanego albo berka.Wiktor jako jeden z najmłodszych najczesciej przegrywał a pózniej płakał i szedł na skarge do dziadków ze oszukuja,usmiechnał sie na sama mysl o tych chwilach i pomyslał ze jednak szanuje dziadków za to co robili dla Wiktora,oni wcale go nie kochali jakos szczegolniej tylko poprostu chcieli mu wynagrodzic straty jakie poniósł przez bledy rodziców...
87
Lezał w swoim pokoju i słuchał rozmowe Amelii i brata które słabo dochodziły przez grube sciany.Ton rozmów oznaczał ze sa bardzo szczesliwi.Usłyszał dzwonek do drzwi i odgłos kroków,chyba Amelii.Witała sie z kims,chyba jakas znajoma.Poprawił swoje czyste przed chwila zmienione ubranie.Spodziewał sie rechabilitanta.Pukanie do drzwi i pojawił sie w nim, no cóz to nie był rechabilitant.To była Natalia. -Wyjdz z tad, rozumiesz!-krzyknał a ona stała wystraszona w przejsciu-nie chce cie znac,wynos sie z tad -Daniel uspokój sie-powiedziała Amelia podchadzac do niego i poprawiajac mu poduszki-poznaj Kamile -chole.ra to niejest Kamila tylko natalia, wynos sie z tad,nie mam ochoty cie widziec,Amelia wypros ja z naszego domu -posłuchaj ,zachowujesz sie jak gówniarz,to jest Kamila,siostra blizniaczka Natalii,ja na poczatku tez mialam problemy z ich odróznianiem ale naprawde jest pewna róznica i mam nadzieje ze ty równiez sie jej dopaczysz-mrugneła do nie go okiem i dodała-poza tym jest to najbardziej wziety rechabilitant jakiego znam i jakiego zna swiat,mówie ci -to powiedziawszy podeszła do okna i odsłoniła zasłony które nadawały pomieszczeniu pólmrok.Kamila niestety nie bedzie mogła tutaj mieszkac,bedzie do ciebie przychodzic -pokaz dowod-powiedział przerywajac Amelii,dziewczyna podeszła do niego i po krótkim szperaniu w torebce wyciagneła dowod,przyjzał sie jej chwile i juz bardziej ufny oddał plastikowa karte. Amelia przygladała sie im chwile i gdy zauwazyła ze Daniel zmusił sie na usmiech w ramach przeprosin powiedziała-no to ja wam juz chyba nie bede przeszkadzała-po czym wyszła z jego pokoju.Dziewczyna usiadła na krzesle obok niego i zdjeła marynarke,dopiero teraz przyjrzał sie jej uwaznie.Nie miał pojeci o jakiej róznicy mówiła siostra bo on jak na razie nie widział zadnej.Przyjzał sie jej i widział Natalie.Sliczne długie i proste blond włosy spływały bezwładnie na jej waskie ramiona i rece.Oczy miała równie blekitne jak jej siostra i usta takze jak przygotowane do całowania.Miał pewnosc ze chocby Kamila była najgorsza w swoim fachu to Amelia by ja i tak zatrudniła ze wzgelu na podobienstwo z siostra.Miał ochote zapytac ja czy jest panna ale spodziewał sie ze tak, skoro Amelia ja tutaj sprowadziła,zreszta to nie miało najmnijeszego znaczenia skoro swoimi delikatnymi dłonmi dotykała jego sparalizowanych nóg.Mógłby przysiadz ze czuł gorac jaki roznosiła swoimi dłonmi na jego skórze. -nie jest tak zle,widziałam opis twojej choroby a widze ze masz dobrze umiesnione nogi które zapewno wytrzymaja to co bedziemy z toba robic-usmiechneła sie do niego słodko i podeszła blizej twarzy-musimy jednak najpierw porozmawiac,bedziemy spedzac ze soba wiecej czasu niz sobie wyobrazasz wiec musimy o tym porozmawiac,nie mysl ze jestem tu takze na etacie psychologa ale musisz mi opowiuedziec swój wypadek,jego przyczyny bo jak słyszałam od Ameli to nie był do konca przypadek,i mam nadzieje ze usłysze ze chcesz wrócic do formy -nie wiem po co ci to jest ale dobrze,spadłem z konia,wyjechałem wieczór ,padało i mimo iz mnie ostrzegano nie posłuchałem.Klacz wpadła w łapke na zwierzyne i upadła przygniatajac mi nogi.W trakcie upadku pokiereszowałem kregosłup i na dodatek spadło mi drzewo na stopy-niespokojnie popatrzyła na nie wiec dodał-juz sa poskładane jak powiedział doktor -dobrze,a czemu wyjechałes w nocy w tak niebezpiecznych warunkach jakie były spowodowane przez pogode? -nie wiesz?-poruszył sie nie spokojnie na materacu na którymlezał-naprawde nie wiesz?siostra ci nie powiedziała? -dyby tak bylo ni eprosiłabym cie o to,nie zmuszalabym cie do okropnego wysilku jakim zapewne jest opowiadanie o przykrych chwilach -spotykalismy sie dosc krótko jednak wystarczajaco aby zaczac planowac wspolne zycie a ona do mnie przyszła po dosc długim ukrywaniu sie przedemna i prosi mnie zebym nie przychodził na jej slub z Amelia która była zaproszona -byliscie para?przepraszam nie powinnam sie pytac ale poprostu to jest juz dla mnie zwykła rutyna ze przepytuje swoich pacjentów,chce zeby umieli opowiadac o swoim wypadku,nie chce zeby sie zamykali w sobie. -nie szkodzi,nie potrafie zrozumiec dlaczego twoja siostra tak postapiła i dlatego ja znienawidziłem,nie chce jej juz wiecej widzec,nigdy...
88
Daniel ciwczył wytrwale kazdego dnia.Nie sprawiało mu to problemu ze Kamila była tak podobna do Natalii.Amelia miała racje,choc tak podobne z zewnatrz całkiem odmienne były wewnatrz.Kamila była bardzo spokajna i nadwyraz dojrzała kobieta jak na taki wiek.Minał miesiac od kiedy przychodziła do niego do domu.Był koniec weekendu i rodzenstwo miało wrócic do domu.Mieszkali teraz w trójke.Tak jak sie spodziewał obydwoje nie przepadali za twarzystwem rodziców zatem mieszkanie z nimi pod jednym dachem było dla Wiktora ponad jego siły.Przeprowadził sie do willi i do tej pory nie widzieli ich.Daniel wstał i przy pomocy wózka podszedł do okna.Był poczatek pazdziernika i pogoda niestety nie była zbyt piekna,zdazały sie słoneczne dni jednakze bardzo zadko.Daniel z utesknieniem wypatrywał przez szybe znajomej postaci.Stał na nogach za pomaca wózka na którym sie opierał.Robił duze postepy i jak dziecko cieszył sie z kazdego chocby małego kroczku wykonanego samemu.Kamila mówiła ze jeszcze miesiac dwa i juz bedzie mógł jezdzic na nartach.Cieszył sie na sama mysl o tym.To było jego jedyne marzenie.Bardzo polubił kamile i chociasz byla taka sama jak Natalia i na dodatek miała charakter jak anioł nie potrafił jej pokochac,wiedział ze byc moze czas leczy rany ale ten ciern pozostanie kłujac go przez cale zycie.Poprawił rece które troche mu zdretwiały i spojrzał przez pokropiona woda szybe,ujrzał szybko zblizajaca sie Kamile,ucieszył sie i na postanowił zrobic jej niespodzianke wychadzac na korytarz. Gdy otworzyły sie drzwi Daniel stał ju z w korytarzu.Patrzyłjak sciaga buty i mokr akutke,parasol podała dorocie i spojrzala przed siebie.Dziwnie mu si eprzygladała i dopiero po chwili chwiejnym krokiem podeszła do niego witajac sie buziakiem w policzek.Poczuł mocne perfumy których wczesniej nie zauwazył.Dziwnie mu sie przygladała i nie wiedział zabardzo co ten wzrok oznacza.Jej oczy były jakby smutne.Powiedział kilka smiesznych rzeczy jednak mimo iz smiala sie widział nieroztopinoy smutek który przemawial przez jej oczy.Zaczeli cwiczyc,na poczatku troche jej sie czesły rece ale po pół godzinki jakby sie rozruszała.Był dumny ze czuł jej dotyk na nogach, nie tak jak za pierwszym razem, wtedy było to tylko i wyłacznie wyobraznia.Konczyli juz cwiczenia i podała mu dlonie aby pomóc wstac z podłogi.Uchwycił je jednak nie podnosił sie,jego wzrok utkwił na nadgarstachna których były widoczne lekkie naciecia oraz jak sadził poczatek siniaków które były o wiele wieksze,szarpnał ja i przyciagnał do siebie,upadła na kolana przed nim i przypatrywała sie temu co robi,on natomiast podciagnał jej rekaw bluzy i przypatrywał sie potłuczeniom na rece,próbowałą wyrwać rece jednak on mocno je przytrzymywał -co ci sie do cho.lery stało -to nic takiego,spadłam ze schodów,szłam ze słoikami -chyba ci nie wierze,próbujesz mi wcisnac jakis kit,co ci sie stało?-przyjzał sie ranom i zauwazył ze nie były one swierze a wczesniej ich przeciesz nie zauwazył.Usłyszał głosy na korytarzu i domyslił sie ze rodzenstwo przyjechało. -ja juz pójde -powiedział wstaja i przykrywajac rece -dobrze ale prosze powiedz mi co ci sie stało? -nie Denni-Wyszła pozostawiajac go w szoku...
89
Siedzial odretwiały na ziemi i wsłuchiwał sie w radosne odgłosy dochadzace z korytarza.Amelia z Wiktorem przyjechali z łodzi.Otwarły sie drzwi do jego pokoju i ujrzał Amelie.Wygladała wspaniale.Radosc az z niej tryskała.Delikatne ciuszki podkreslały wciaż powiekszajacy sie brzuszek który jak na piaty miesiac był dość sporawy.Usmiechenła sie ukazujac białe zabki i podeszła do niego, -czesc,czemu siedzisz na ziemi -witaj Amelko ,Kamila mnie tutaj tak zostawiła -Kamila..-powiedziała powtarzajac za nim jak echo -jak sie czujesz?-spytał Wiktor wchodzac do pokoju -czesc dobrze ale jakos mi smutno za to widze ze wy jestescie bardzo szczesliwi-Wiktor przyciagnał Amelie do siebie i głaskał delikatnie po brzuchu -postanowilismy sie pobrac -wspaniale -tak jednak postanowilismy poczekac na to az bedziesz chodził o własnych siłach, mamy nadzieje ze sie sprezysz-zaczał sie smiac i pocałował Amelie w policzek-prawda słonko?-Amelia pokiwała szybko głowa i tez sie do niego usmiechneła -no popatrz jak juz wiele potrafie za pomoca Kamili.Miałas racje ona jest najlepsza-Wstał opierajac sie o łózko i kilka sekund stał o własnych siłach po czym opadł na materac.Amelia podeszła do niego i przytuliła,po policzku spływała jej lza radosci. -tak sie ciesze,tak bardzo sie ciesze,wierzyłam w to ze z tego wyjdziesz,wiedziałam.Wiktor ucisnał mu dłon i pokiwał głowa.Zjedli razem posiłek i Daniel położył sie spac.Nie mógł jednak zasnac.Myslał o Natalii i o jej dziecku.To nie mogła byc ona ,przeciesz było by juz widac ciaze.Trzeci miesiac jest juz widoczny tym bardziej skoro obydwie sa strasznie chude.Dla odmiany mysli zgromadziły sie wokuł Kamili.Skoro to ona dzis była to czemu sie tak dziwnie zachowywała,ten jej wzrok,co chciała mu przez niego powiedziec,była taka smutna,płakać mu sie chciało gdy ja widział.Pragnał wziasc ja w ramiona i pocieszyc jednalk ten jej dystans.Nigdy sie nie dowiedział czy dziewczyna ma chłopaka,meza przepuszczał ze nie ma gdyz nie nosiła obraczki.Moze to on jej to zrobił.Moze dlatego była taka smutna.Czy to mozliwe ze to jakis mezczyzna pozbawił ja tych iskierek szczescia w oczach?tych pieknych błekitnych oczach?Usłyszał szybkie kroki na korytarzu i w drzwiach staneła Amelia,swiatło dobiegajace z korytarza zakresliło sylwetke jednak twarzy nie widział -spisz? -nie,cos sie stało?-podniósł sie i usiadł -dzwoniła Kamila -dlaczego?cos sie stało? -nie,prosiła zebym ci przekazała ze sie rozchorowała i ze nie przyjdzie przez kilka nastepnych dni -wiesz gdzie ona mieszka? -tak,czemu pytasz? -zawiez mnie tam,prosze-w jego głowie kłebiło sie tak wiele mysli,ona nie zachorowała,to nie była prawda,czuła sie bardzo dobrze i na nic nie narzekała.Cos sie musiało stac.Był o tym przekonany,wiedział ze wcale nie upadła ze schodów i ze to nie słoiki ja skaleczyły była skaleczona w zbyt specyficznych miejscach na obydwóch rekach -jest dosc pózno,nie wiem czy.. -skoro dzwoniła to znaczy ze nie spi-tłumaczył jej spokojnie choc był troche podenerwowany ze przedłuza rozmowe kiedy Kamili moze sie dziac krzywda,tak bardzo jej chciał pomóc,wzdrygnał sie na sama mysl ze jakis łajdak ja własnie bije czy kaleczy -ale jej chłopak moze nie byc zadowolony faktem iz..-nie dokonczyła iz przerwał -ona ma chłopaka?-nie wiedział czemu ale ten fakt bardzo nim wstrzasnał,przez cały miesiac nawet nie pomyslał o tym ze ona moze kogos miec,nie spodziewał sie tego i nie domyslał az do dzis.Jego przepuszczenia krazyły w prawdzuie koło mezczyzny ale przeciesz nie musiał to byc jej chłopak,czemu wszystkie dziewczyny sa zajete,zbeształ sie szybko za to mysl i słuchał nieprzytomnie co do niego mówi -nie wiem czy ma ale jezeli tak to mogło by to byc niezbyt ciekawe nie sadzisz? -tymbardziej musimy pojechac ,prosze zawiez mnie tam -no dobrze,ale jak cos sie stanie to pamietaj ze byłam temu przeciwna...
90
Wyjechali winda i juz znajdowali sie pod drzwiami mieszkania Kamili.Amelia zapukała on oczekiwał az ktos sie pojawi.Zebrali sie szybki mimo przeciwów Wiktora,przyjechali tutaj i okazało sie ze Kamila mieszka na jednym z eskluzywnych osiedl miasta.Niecierpliwił sie troche gdyz długo nikt nie otwierał drzwi i gdy juz mieli odejsc lekko zaskrzypiały zawiasy i ukazała sie Kamila w niebieskim cienkim dresie i ze szklanka mleka w rece -gdzie on jest? -słucham?-spytała nieco zdziwiona pytaniem pacjenta i ruchem reki zaprosiła ich do mieszkania -gdzie jest ten skurwi.el który ci to zrobił-Daniel krzyczał i nie zamierzał sie opanowac -Daniel o kogo ci chodzi?co ktoś mi zrobił? -wcale nie wygladasz na chora!-pociagnał jej rece a szklanka wyleciałą jej z dłoni roztrzaskujac sie na podłodze.Trzymała kurczowo rece i nie chciała pozwolic na to aby podwinał jej rekaw,on jednak w furii pociagnał za bluze i ujrzał gładka skóre na nadgarstkach która najprawdopodobniej nogdy nie była nacieta ani mocniej skaleczona-Amelia zostaw nas na chwile,prosze wyjdz i poczekaj na korytarzu -jestes pewien?niezbyt elegancko sie zachowujesz,nie wiem czy cie tutaj moge zostawic,moze wracajm,y juz do domu? -idz,to nie potrwa długo-powiedziała Kamila i na pytajace spojrzenie kolezanki pokiwala tylko gława -Natala była dzis u mnie,prawda?-pochyliła lekko głowe i ciezko opadła na sofe -tak,to była ona,bardzo cie przepraszam,nie powinnam ale ona mnie bardzo prosiła,czy tak bardzo sie róznimi ze od razu rozpoznałes? -no nie wiem,ale chyba nie kazdy ma rany na nadgartkach i pełno siniaków.Czesto sie to zdarzało? -co? -czy ona czesto przychodziła zamiast ciebie? -to był pierwszy i ostatni raz -kto jej to zrobił?czemu była taka smutna,pierwsze co jak przyszła popatrzyłana mnie takim smutnym i nieobecnym wzrokiem-podjechał do niej i ujał jej twarz w dłonie-ty taka niejestes,ty jestes pełna zycia,ona tez kiedys taka była,co ja tak wypaliło?albo moze powinienem zapytac kto? -Dariusz jej maz,on cały czas pije,nie pozwolił jej pracowac gdyz jest o nia bardzo zazdrosny,bije cały czas i poniza przy wszystkich,jej zycie to istnepiekło,horror-widział jak jej spływaja lzy po policzkach a twarz sie wykrzywia w bólu.On ja maltretuje,to jest straszne,prosiłam zeby sie rozwiodła póki nie stanie sie cos złego ale ona nie chce,mówi ze popełniła bład i teraz musi za pokutowac,to straszne.Naprawde bardzo ja kocham i nie moge patrzec na to jak on ja traktuje. -to on jej to zrobił? -chodzi ci o naciecia na nadgarstkach?mówiła mi ze je zauwazyłes,dlatego chcialam udawac chora,w kilka dni napewno rana by sie zagoila i ty bys nic nie podejrzewał ale ty sie zorientowałes -martwiłem sie strasznie o ciebie,myslałem ze to ty bo przeciesz po Natalii było by widac ciaze,tak straszni9e sie bałem ze tobie cos jest-spojrzał jej w oczy i jakby sie w nich zatapiał,jej oczy jak dno oceanu ogarniały go jakby falami.Przytulił ja szybko gdyz wiedział ze jak szybko nie skonczy na nia patrzec pocałuje ja a [przeciesz tak naprawde nie wiedział czy ma kogos.Gdyby miałą ich relacja diametralnie by sie zmieniła.Miał jednak tak wielka ochote ja pocałowac,jego ciało az drzalo z podniecenia gdy go przytuliła i obdarzała go ciepłem jakie od niej biło. Przez chwile wydawało mu sie ze ona tez odczuwa ta magie pomiedzy nimi jednak gdy odsuneła sie troche i z zaplakanymi oczami odezwała sie stradził złudzenie -powinienes z nia porozmawiac,ona naprawde bardzo cierpi, wiem ze to trudne dla ciebie ale moze ty przemówisz jej do rozumu,ona ci ekocha-spusciła głowe i ciezko oddychała-nie wychodziła z domu,od dnia slubu udało jej sie ukratkiem wymknac do skjlepu nic wiecej,ona jest pewna ze to wszystko jej wina a przeciesz jest ofiara tej sytuacji,ktos jej to musi uswiadomic,mysle ze ty jestes do tego stworzony.To dla ciebie zdobyła sie na chwilowa zamiane,ja byłam u niej w domu zamiast niej,rozsuneła bluze i pokazała mu bark.Był posiniaczony a pod skóra widoczna była krew która sie na gromadziła na wskutek uderzenia. -myslał ze jestem nia i mnie pobił -nie wierze,ja ..ja nic nie moge zrobic bo przeciesz jestem na wózku -prosze zadzwon do niej,tylko o to cie prosze,naprawde musicie porozmawiac -dlaczego mnie o to prosisz? -bo ona jest moja siostra,i powinniscie byc razem-spojrzała na niego smutnie i podeszła do drzwi -naprawde tego chcesz?-nie wiedział czemu ale miał wrazenie ze sie z nia zegna,ze to juz koniec dla nich chociaz tak naprawde nic nigdy nie było. -tak,choc sama w to nie wierze,wyjdz prosze i jezeli mozesz to zrób to o co cie prosiłam-podała mu kartke z numerem telefonu siostry i otwporzyła mu drzwi..
91
Obudził sie i zerknał katem oka na zagarek,była godzina ósma,ostatnie dni były tortura i dzisiejszy nie zapowiadał sie lepiej.Po pamietnym wieczorze Kamila juz sie nie pokazała ,nie zadzwoniła usprawiedliwiajac sie ,poprostu nic,odeszła z jego zycia równie szybko i burzliwie jak sie w nim pojawiła.Nie zadzwonił do natalii do tej pory,obawiał sie tej rozmowy,tak pragnał ja odzyskac,tak naprawde było to jego marzeniem ale przeciesz ona go zdradziła.To równiez bolało,stał posrodku pomiedzy przepascia a wulkanem.Tak naprawde nie wiedział co ma robic,ponadto drazniło go milczenie Kamili,chciał nadal cwiczyc.Wprawdzie amelia pomagała mu w codzaiennych cwiczeniach ale wiedział ze to nie to samo a ona nie pytala czemu Kamila juz nie przychodzi.Odsunał kołdre i wstał,całkiem sie zapomniał i runał na ziemie,jednak nie od razu,potrafił sie chwile utrzymac na nogach co go bardzo zdziwiło.Usiadł na moment na podłodze i oparł sie o fotel.`Myslał czemu zawdziecza swoje kalectwo,myslał ze to wszystko przez gniew jaki wzbudziła w nim Natalia ale tak naprawde to tylko on jest odpowiedzialny za swoje kalectwo,tylko jego głupota do tego doprowadziła.Miał juz tego dosc.Uderzył kilka razy piesciami o twarda wykladzine az poplyneła mu krew z obtartych kostek.Podciagnał sie na rekach przy pomocy fotela i stał chwile,spróbował zrobic krok ,jeden drugi i upadł.był bardzo zmeczony a pot lał sie z jego czoła.Od wypadku to było jego najwieksze dokonanie,wstał ponownie tym razem przy pomocy krzesła i zrobił ponownie kilka kroków wiecej niz poprzednio jednak znów upadł uderzajac o stolik z lampka która zeslizgneła sie i roztrzaskała o ziemie.Podniósl sie jeszcze kilka razy przechadzac kilkukrotnie przez pokój.Usiadł na krzesle [po pietnastu minutach i nie wierzył w to co sie dzieje.Jego nogi bolały go ze zmeczenia.Odczuwał ból.Chiał sie z tym podzielićz Kamila i juz bez wiekszego trudu podszeł do telefonu który był dwa metry od niego.Nie upadł ponownie wiec powoli usiadł na krzesle i wział do reki telefon.Zawachał sie jednak i po chwili odłozył telefon na bok,to przeciesz nie ma sensu.Przeciesz to ona sie od niego odsuneła,czemu ma ja informowac o jego sukcesie?no czemu?wział jednak notes i wyciagnał numer widniejacy na bialej karteczce ktora dala mu Kamila.Wykrecił numer i czekał na odebranie -słucham?-usłyszał tak dobrze mu znany głos i az serce mu zadrzało a dłon w momencie zrobiła sie wilgotna. -Natalia?czy..czy to ty? -tak to ja,kto mówi?hallo? -nie poznajesz mojego głosu?to ja Daniel...-w sluchawce zaległa cisza i krótkie westchniecie. -Kamila prosiła zebym do ciebie zadzwinił -no tak,sam zapewne bys tego nie zrobił.. -a powinienem,czy powinienem dzwonic do ciebie skoro jestes mezatka a wiesz jakimi darze cie uczuciami?chyab nie,tak mi sie zdaje -wybacz,masz racje,nie mam prawa zadac od ciebie az tyle, -chciałbym sie z toba spotkac,czy to mozliwe? -nie wiem,sama nie wiem, -kiedy tobie to bedzie odpowiadalo,jezeli zechcesz zecz jasna -moze dzis popoludniu -a twój maz,nie bedzie zly ze cie nie ma -zniknał i od kilku dni sie nie pojawił w domu -moze moglabys do mnie do domu przyjechac?nie chciałbym ameli klopocic a sam nie zabardzo dam rade -dobrze-rozłaczył sie i myslał o smutnym brzmieniu jej glosu.To było takie przybijajace.Sam nie wiedział co ma o tym wszystkim myslec i chyba wiele rozjasni mu rozmowa z ukochana.Usłyszał stukanie do drzwi i ukazała sie amelia. -masz juz gotowe sniadanie,dorota przygotowała ci twoje ulubione dania.Pojechał za nia i zjadł sniadanie i cały dzien minał mu w oczekiwaniu na spotkanie z Natalia.nie spedził go jednak siedzac a cwiczac uparcie kroki,nikt tego nie widział ani tez nie zdradził sie przed nikim ze idzie mu coraz lepiej.Chodził juz prawie płynnie gdy po trzy godzinnych wysiłkach usiadł wreszcie zmeczony na łózku.Nie potrzebował juz niko do rechabilitacji.Mógł znów chodzic jednak jak na razie nie zamierzał sie tym z nikim dzielic.Około szesnastej Amelia przyprowadziła zmoknbieta Natalie do jego pokoju i zostawiła ich samych...
92
Około szesnastej Amelia przyprowadziła zmoknbieta Natalie do jego pokoju i zostawiła ich samych.To nie była juz ta sama osoba,wcale nie wydawala sie mu juz aniołem ani zadnym cudnym zjawiskiem,wygladała jak cien człowieka.Jej włosy zostały sciete na krutko ,zapewne w przeciagu ostatnich dni.Jej twarz jakby biła niemiła szaroscia.Policzki były zapadniete a dłonie troche sie jej trzesły,jak zastraszone dziecko albo zwierzyna obawiajaca sie schwytania-pomyslał i pokazał jej gestem reki krzesło na którym miała usiasc. -jestes bardzo chuda,dlaczego az tak bardz, w tym miesiacu ciazy juz powinno byc widac brzuch -nie jestem w ciazy,juz nie-powiedziała gorzko i spusciła głowe wpatrujac sie w kolana -straciłas dziecko? -tak,Dariusz raz mnie mocno pobił i na wskutek tego straciłam je -to takie okropne,jak mozesz z nim wytrzymywac,rozwiedz sie,zgłos na policje,nie wiem co jeszcze mozesz ale w kazdym razie odpada abys zostala z nim -nie Danielu,podjełam zła decyzje jednak moja własna,nie moge teraz od niej uciekac,wiem ze Kamila chciala zebym z toba porozmawiala dlatego to robie,wiem jak mnie znienawidziles ona mi opowiadala jak ja przywitales myslac ze to ja,nie zaprzeczaj dobrze wiemy ze masz do mnie zal i rozumiem to,nawet nie wiesz jak bardzo bym chciala zebys to ty był moim mezem,jednak tak nie jest ,poleniłam okropny bład,wiem ze mnie nienawidzisz i wiem ze to co powiem pogłebi to uczucie,niepowinnam tego ukrywac jednak zrobiłam to -cos ukrylas?przedemna? -tak,Daniel to było twoje dziecko -dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?teraz kiedy je straciłas?nawet nie wiesz jak to dziecko mogło przez twoje klamstwo w przyszłosci cierpiec -prosze nie potepiaj mnie za to co zrobiłam,Amelia jest moja przyjaciółka,dopieri kiedy ci powiedzialam ze biore slub powiedziales mi ze jestescie ,skad mialam wiedziec ze to prawda.Byłam pewna ze kłamiesz a Ameli nie mogłam zdradzic.Chcialam aby dziecko mialo ojca a Dariusz chetnie na to przystał. -wiesz ,znienawidziłem rodziców nawet nie zdajesz sobie sprawy za co -opowiedz mi Amelia cierpiala kilka długich mieisecy przez ich niewinne klamstwo,matka miala romans tak jak i ojciec,mój brat jest poza małzenskim dzieckiem,tak jak i Amelia obydwoje sa moim rodzenstwem ale sami nim nie sa,pokochali sie ale nie mogli byc razem bo uwazali ze sa spokrewnieni doszło do kilku tragedii z tego powodu.Przez jedno małe kłamstwo,małe a tak wiele zniszczyło -ja nie wiedziałam -nawet gdybys wiedziala to i tak bys postap[ila jak bys chciala,ale mniejsza z tym,chcioałem sie z toba spotkac i prosic cie o to zebys sie rozwiodła,nie dla siebie bo tego pewnie nie zrobisz,prosze cie rozwiedz sie z nim dla mnie.Wiem ze nie wiele soba reprezentuje ale bardzo cie prosze wróc do mnie i go zostaw -Daniel ja nie moge,a to ze jestes na wózku jest moja wina,tak bardzo zle sie czuje z ta mysla,to przezemnie jestes kaleka,mam nadzieje ze za pomoca Kamili wyjdziesz z tego -Kamila juz mi nie pomaga,nie przychodzi juz do mnie -dlaczego? -nie wiem,ale to nie ma znaczenia,prosze rozwiedz sie-podeszła do niego z zalana łzami twarza i uklekła przed nim-tak bardzo bym chciała,wiesz ze cie kocham,bardzo chce byc z toba,chce zeby było tak jak na poczatku -wiec dlaczego? -moja rodzina wiele oczekuje po tym małzenstwie,nie moge ich zawiesc -Natalia gdyby wszyscy wiedzieli to co wiem ja i Kamila on juz dawno byłby za kratkami,popatrz jak ty wygladasz-pociagnał ja za rekaw i odkrył na nowo zadane rany na nadgarstkach-popatrz co on ci robi,ile masz siniaków,całe obolałe ciało i nawet rany zadane ostrymi narzedziami,straciłas przez niegodziecko,moje dziecko-krzyknał w złosci,nie wiedizał jak ma przemówic do niej aby go zrozumiała,posłuchała.Nie mógł zniesc faktu ze chciano go pozbawic ojcostwa a teraz jego dziecko niezyje przez boksera damskiego który molestuje jego Natalie...
93
Minał juz miesiac od czasu gdy spotkał sie z Natalia.Nie chciała słyszec o rozwodzie.Nie widział jej jak zarówno Kamili do tej pory.Jezeli mowa o cwiczeniach to był bardzo uparty i zawziecie walczył z kalectwem ostatecznie pokonujac je juz jakis czas temu.W tym momencie chodził juz płynnie jednak nikt o tym nie wiedział.Nie miał powodu aby wychodzic ze swojego pokoju,miał coraz gorszy nastrój i Amelia niejednokrotnie zadreczała sie o jego stan psychiczny.Wszystko wydawało sie beznadziejne dopóki nie usłyszał od Amelii "nowinki" -idziemy na pogrzeb, w ta srode-usłyszał z ust siostry kilka dni temu,dzis siedział w czarnym garniturze i czekał na wózku na rodzenstwo.Dzis na cmentarzu głównym miał sie odbyc pogrzeb Dariusza,meża Natalii.Zginał w wypadku samochodowym,prowadzac pod wpływem alkocholu zderzył sie z autobusem.Zginał on,jego kochanka i trójka dzieci które jechały autobusem.Wypadek wstrzasnał cała polska,wszycy wspólczuli rodzicom dzieciaków które niewinnie zgineły.Natalia była ponizana przez wszystkich i wrecz wskazywana palcami na ulicahc,Amelia próbowala pocieszyc kolezanke która tak naprawde tego niepotrzebowała,przeciesz wreszcie sie uwolniła od tego okrutnego kata jakiego przyjeła w dniu slubu.Poprawił muszke i nacisnał przycisk na wózku,fotel skierował sie do drzwi które Daniel otworzył pilotem i wyjechał na korytarz.Przy drzwiach wejsciowych była juz gotowa Amelia,ubrana była w czarna sukienke ciazowa która pewnie na kim innym wygladalaby jak worek na ziemniaki zrobiony z dobrego i drogiego materiału.Ale nie na niej,nawet w takim stanie mogłą konkurowac z modelkami.Wiktor powoli schodził po schodach w dól i poprawiał sobie czarny krawat pasujacy do garnituru o takim samym kolorze.Buty odbijały swiatło dochadzace z zewnatrz.Była bardzo ładna pogoda az wrecz dziwna o tej porze roku. Wsiadli do samochodu i ruszyli w strone cmentarza.Obawiał sie troche widoku Natali,przepuszczał ze Kamila równiez tam bedzie,tak dawno jej nie widział.Tesknił za nia,wiedział ze czas który spedzali razem zwiazał ich ze soba,połaczył ich przyjaznia,do tej pory zastanawiał sie co znaczyły jej słowa "sama nie wierze ze to mówie"dlaczego to powiedziała?moze ona nie chciała aby on był z Natalia?nie miał pojecia,bardzo ja lubił,ale tylko lubił.Czy aby napewno?-zbeształ sie za ta mysl i zauwazył ze sa juz na podjezdzie.Wiktor wysiadł z auta i wyciagnał wózek z bagaznika po czym pomógł mu na niego wsiasc.Ruszyli podjazdem zrobionym z betonowych chodników o długosci około metra.Droga była ciezka choc bardzop krótka,chodnik prowadził pod górke na której znajdowało sie juz dosc sporo osób ,wszyscy byli ubrani na czarno.Gdzie niegdzie ktośpopłakiwał,dzieci trzymały w rekach białe kwiaty i Daniel pomyslał ze to jakas parodia nie pogrzeb,chciał krzyczec ze ten człowiek wcale nie jest godzien takiego pochówku,wcale nie był nei winny i nie pozostawił po sobie płaczacej wdowy,tak naprawde przeciesz uwolnił ja od cierpienia.Rozejrzał sie po przybyłych i zauwazył kilku znajomych Natalii których poznał gdy jeszcze sie razem spotykali,podchodzili do niego i witali sie,po czym wszyscy zaszokowani jego kalectwem wspólczuli mu jego stanu.Natalia stała wsród swojej rodziny i rodziny jej byłego meza.Wszyszcy jej wspólczuli ale nmie był pewien czy utraty Dariusza czy tego ze ja tak upokozył.Zginał przeciesz szlejac na szosie z kochanka.Zacisnał i dłonie na oparciu wózka i niecierpliwie sie rozgladał,sam nie wiedział czemu to robi ale tłumaczył sie sam przed soba ze to dlatego ze chce sie przyjrzec wszystkim którzy tu przyszli.Uspokoił sie jednak dopiero wtedy gdy zobaczył Kamile.Szła powoli na wysokim obcasie,nigdy jej jeszcze takiej nie widział.Zazwyczaj ubrana byłą w dresy,dzinsy i bluzy,teraz natomiast miała na sobie ciemny granatowy kostium,ciemne buty a jej blond włosy delikatnie opadały na ramiona kontrastujac z ubraniem,twarz miała blada i jakby prawie przezroczysta.Nie mógł oderwac od jej twarzy wzroku i gdy popatrzyła sie w jego strone na chwile przeszedł go mrozacy dreszcz po całym ciele.Patrzyła na niego bardzo smutnie,po chwili odwróciła sie w bok i cos powiedziała do mezczyzny mniej wiecej w jej wieku.Uchwyciła sie ramienia i razem podazyli w strone Natalii.Nie wiedział czemu zrobiło mu sie nie dobrze gdy to zobaczył.Zawrócił wózek i podjechał do Amelii i Wiktora...
94
Pogrzeb nie trwał długo ,Danielowi wcale nie było smutno.Jak tylko nadazyła sie okazja podjechał do Natalii i umówił sie z nia na drinkia w ich ulubionym barze.Mimo dołków pod oczami i cieni na całej twarzy wygladała pieknie i wkoncu biło od niej wyzwolenie.Lezał w łózku i myslał o jutrzejszym spotkaniu.Chciał usłyszec jej głos i gdy tylko usłyszał dziwke telefonu podbiegł do stolika na którym sie miescił i odezwał sie -słucham,Natalia? -nie to nie ona,to ja,spodziewałes sie jej? -kto mówi? -nie poznajesz?Kamila,gdy cie zobaczyłam cie dzis na cmentarzu,to...chciałam wiedziec jak sie czujesz -a jak mam sie czuc?jak osoba przybita do wózka -prosze cie cwicz, ja wiem ze ci sie uda -po co mam cwiczyc,nie przychodzisz juz do mnie, jak mogłem to odebrac?ze mój rechabilitant nawet nie wierzy w to ze ja wyzdrowieje -nie prosze nie mów tak,ja nie chciałam zeby top tak zabrzmiało,jednak działo sie cos czego nie potrafie ci wyjasnic -nie chce nawet słuchac twoich wyjasnien,zachowałas sie jak tchórz.. -nieprawda,czy ty...czy ty i Natalia spotykacie sie?nie mów,przepraszam nie powinnam o to pytac -nie spotykamy sie jednak mam zamiar do tego doprowadzic,mysle ze po smierci Dariusza wszystko bedzie tak jak dawniej -nie,nic juz nie bedzie takie samo... Usłyszał odkładanie słuchawki a nastepnie sygnał.To była bardzo dziwna rozmowa,połozył sie spowrotem do łozka.Zasnał myslac o bardzo nietypowej rozmowie jaka przeprowadził z Kamila.Obudził sie wczesnie,wykonywał cwiczenia,mimo iz wszystko wydawało sie byc juz w porzdaku nie zamierzał przepascic takiej sznsy i od nowa usisc na wózku.Postanowił jednak ze zdradzi dzis iz moze juz chodzic.Wstał i ubrany w dzinsy i bordowa bluze skierował sie w strone kuchni.Dochodziły go z tamtad ciche głosy Amelii i Doroty.Podszedł blizej i oparł sie o framuge drzwi.Długo nie zwracały na niego uwagi ale gdy Amelia go w końcu zauwarzyła wypadł jej talerz z sałatka z rak.-Daniel?-pytała goraczkowo zbierajac okruchy porcelany wypaprane w róznych jarzynach-to ty?zasmiał sie i ruszył w jej strone -oczywiscie ze ja -ale ty...ty chodzisz!-mówiła zdenerwowana wskazujac na jego nogi-spojrzał na pania dorote która tez stała w szoku trzymajac przed soba goracy garczek-niechze pani to zostawi przeciesz sie pani poparzy -tak,zeczywiscie-kobieta zuciał garczek na stół a poparzone rece polewała letnia woda -jak to sie stało?nawet nie wiesz jak ja sie ciesze!naprawde gratuluje ci ze potrafiles tego dokonac sam. -ja tez sie ciesze,-podszedł do niej obejmujac ja lekko i głaszczac po jej lsniacych włosach -a co tutaj sie wyrabia?-spytał wiktor wchodzac do kuchni i równie sztywno przygladał sie Danielowi stojacemu o własnych siłach i tulacego sie do Amelii-bracie kochany widze ze nasze wesele sie zbliza-zawołał radosnie i poklepał go w zrozumiałym gesci epo plecach.Radosci nie było konca.Dorota na uczcenie powrotu do zdrowia przez Daniela upiekła ciasto i zrobiła inne smakołyki tuczac niemiłosiernie gospodarzy jak i wszystkich pracowników swoimi znbakomitymi pootrawami i deserami.Dzień minał mu nad wyraz szybko i musiał sie sprezyc gdy jechał na spotkanie z Natalia.Ubrany w ciemny garnitur pewniy siebie wszedł szybkim krokiem do "ich" kawiarenki.Było to bardzo przyjemne miejsce i zazwyczaj tutaj przesiadywały zakochane pary gdy chciały byc w bardziej intymnym miejscu niz oferowały to tutejsze lokale.Czerwona róza długosci conajmniej jednego metra zdradzała ze umuwił sie tutaj z kobieta.Rozejrzał sie po sali i zauwazył wyczekujaca juz na niego ukochana,twarz rozjasniła mu sie w szczerym usmiechu i nnatychmiast do niej podszedł.Bez słow przywitał sie z nia całujac w policzek i lekko przytulajac po czym usiadł na przeciw niej przy małym stoliczku na którytm była rózowy kiczowaty obrus a na nim w nieduzych odstepach porostawiane były czerwone serwetki w kształcie serduszek takich samych jak wymalowane na scianach jak i równiez kolorowych lamp .Na stoliku znajdował sie takze mały wazon w podobne wzory i o podobnej kolorystyce w kyrym gubiły sie wrecz małe kwiatuszki nieznanego pochodzenia o kolorze fioletu...
95
Usiadł i przygladał sie jej ,czemu nie wzbudzała w nim takiego pozadania jak wczesniej,kiedys nie mógl sie powstrzymac zeby nie chwycic ja za te drobne rece i przyciagnac do siebie po czym przytylic i pocałowac,tak uwielbiał jej dotyk,teraz jego ciało juz tak nie reagowało choc nie miał najmniejszego pojecia czemu.Moze po tym jak został przez nia zdradzony stał sie zimny,nie zdolny do uczucia?nie to bzdury-pomyslał-przeciesz kocham ja tak samo jak wczesniej,a moze nawet bardziej.Popelniła bład ale to jest rzecza ludzka a on był zdolny jej wybaczyc.Wygladała slicznie,zreszta jak zwykle,byc moze nikt na pierwszy rzut oka nie rozruznił by tych sióstr jakimi była ona wraz z kamila jednak rozniły sie,diametralnie!wiedział o tym od dawna ale teraz tak naprawde doszło to do niego w całosci.Natalia zawsze przykładała uwage do drobiazgów,w kazdym razie jezeli chodziło o wyglad,Kamila pod tym wzgeledem była całkiem inna.Natalia muysiała miec zawsze zadbane i pomalowane na modne kolory paznokcie,długosc kazdego była taka sama Kamila?no cóz ona raczej na to nie zwracała uwagi, nie które były poobgryzane ale widac na nich było prace,ciezka prace jaka przeciesz sie trudniła.Włosy siedzaca przed nia kobieta miała uczesane jak by wyszła dopiero od fryzjera,nie dawno je…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil myszon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…