Wróć do katalogu

miłość niejedno ma imię cz.60-80

:)

myszon, opublikowano , 1 godz. 29 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

61

Nie zamierzała wracac do domu na obiad,przeciesz moze równiez zjesc go na miescie,wedrowała wsród sklepów a ze zblizała sie pora obiadowa nie było zbyt duzo osob,do zadnego skelpu jednak nie weszła.Przygladała sie wystawom i nagle jej wzrok przyciagła jedna szczegolna,były na niej manekiny kobiet ubrane w slubne suknie.Ja nigdy w takiej nie bede mogła pójśc do ołtarza-pomyslała i szybko skreciła aby przejsc przez uliczke.Niedaleko znajdowało sie kino postanowiła ze obiad zje później a teraz wejdzie na obojetnie jaki film byle długi i jak najwiecej czasu jej zajał.Podeszła szybko do dwu osobowej kolejki i gdy była juz jej kolej zapytała kasjera -dzień dobry jaki jest teraz film? -co ja informacja ma pani plakaty wywieszone kupuje pani bilet czy nie?-Amelia spojrzałą na niego nie wiedzac co ma zrobic-ale pan jest uprzejmy, nie powiem,poprosze jeden -15 złotych-Amelia wyciagła pieniadze z portmometki i podałą niechetnie mezczyznie po czym weszła do sali.Tłum był duzy wiec przepuszczała ze film okaze sie jakims hitem, nie pomyliła sie.Gdy tylko zaczeto wyswietlac okazało sie ze na ekranie zobaczyła zielonego ogra.Nawet nie zauwazyła kiedy film dobiegł konca a ona znajdowałą sie w juz po za sala kinowa i stała przed budynkiem w słabym swietle pobliskiej latarni.Zaczeło sie sciemniac powoli, było juz po siedemnastej.Nic nie jdała wiec zajrzała do pobliskiej restauracji i zamówiła jakies swinstwo które zaproponował jej kelner.Mmimo wszystko zdjadła bo była głodna i nawet to wydawało sie jej smakowitym kaskiem.Pomieszczenie było zadymione ze az biało w nim było.Szybko sie pozbierała i wyszła.Było juz ciemno,powinnam juz chyba wracac do domu-pomyslala i ruszyła w jego strone.Szła waskimi uliczkami i co chwile widziała nawalonych kolesi którzy szli z jakiejs imprezowni,była zdziwiona ze o tak wczesnej porze sa juz w takim stanie.Przebiegła przez uliczke i gdy wchodziła na chodnik po drugiej stronie zderzyła sie z jakims człowiekiem który wyłonił sie z zakretu. -przepraszam-powiedziała cicho i próbowała go wyminac -gdzie ci sie spieszy laleczko-odpowiedział ochrypłym głosem,Amelia podniosła do góry głowe i zamarła -Filip? -Amelia?co ty tutaj robisz? -stary co sie dzieje znasz ta laske?-podszedł do niej jakis koles a ona zauwazyła ze jest ich jeszcze kilku -no pewnie ze znam,była moja dizewczyna,nawet dzidziusia mielismy miec ale dzieki bogu juz go nie ma-zasmiał sie i szarpnał ja -chodź zabwimy sie -puszczaj,co ty wogule wyprawiasz,nigdzie z toba nie pojde,pusc mnie-próbowaa sie wywinac z jego uscisku ale na prózno -stary niezły gust masz ładna ta laleczka, no to jak ksiezniczko zabawimy sie jak skonczysz ze swoim kochasiem?-Amelia spojrzała na niego z obrzydzeniem i pluneła mu w twarz-oj oj jeszcze jaka ostra lubie takie -powiedział i klepnał ja mocno w posladek Nie wytrzymała i zwymiotowała,tak strasznie od nich smierdziało,mieszanka alkocholu papierosów i nie wiadomo czego jeszcze. -co ty wyprawiasz, nie wygłupiaj sie , chyba nie chcesz powiedziec ze sie mna tak brzydzisz ze na sama mysl wymiotujesz-szarpnał ja ponownie i ciagnał wzdłuz uliczek a nastepnie do jakiegois zadymionego pomieszczenia-pojdziemy do mnie nie pozwole ci ponownie odejsc bedziesz znów moja-zasmiał sie i wepchnał ja do małego i ciemnego pokoiku-przygotuj sie, zaraz przyjde- po czym zamknał drzwi.To jest niemozliwe on chyba nie mówi na powaznie,napewno mówi on jest wstawiony nic go nie powstrzyma.Zaczeła na omacka szukac swiatła w pomieszczeniu i gdy znalazła włacznik nacisneła go.Pokój okazał sie sypialnia,było jedno małe łożko i szafka ktos zapewne specjalnie to przygotował w tym klubie.Rozejrzała sie i ujrzała okna.Podbiegła szybko do niego i zauwazyła ze jest zamkniete a ona nie mogła sobie poradzic z jego otwarciem.Zdjeła buta i wybiła szybe po czym szybko wyszła.Filipa jeszcze nie było wiec musi sie sprezac zanim sie zorientuje ze mu uciekła.Wybiegła waska i słabo oswietlona uliczka na rynek miasta i zauwazyła taksówke, podbiegła do niej i szybko wsiadła.Podała mezczyznie adres domu i ruszyli.Nie mogła uwierzyc w to co sie stało.Nie potrafiła dac upust temu co sie stało przed momentem.On ja chciał zgwałcic.Co za podły człowiek.Gdy zajechała pod budunek dała taksówkarzowi zapłate plus duzy napiwek w ramach wdziecznosci i weszła do domu. -Amelia,kotku,gdzies ty była-Wiktor podbiegł do niej i ja objał-tak sie o ciebie martwiłem,jak ty wygladasz co ci sie stało,słonko, odpowiedz ja..-urwała i opadła w jego ramiona czuła ze wpada w jakas czelusc,ciemna i zimna -nie, nie pozwole ci na to, obudź sie słyszysz? -ale ja nie che,zostawcie mnie,Filip pusc mnie ja nie chce, Filip ja nie chce, zostaw mnie, pusc mnie-wyrywała sie z dłoni Wiktora i szamotajac sie upadla na ziemie. -Amelko to ja,prosze cie otwórz oczy, co sie stało?Amelia!-otworzyła oczy i zły czar prysnał, to rzeczywiscie był on to on ja przytrzymywał a nie Filip ani zaden z jego kolegów...

62

Wiktor ja chwycił i podniósł-Grazynko przygotuj jej jakies ziółka uspokajajace a ja ja zaniose do jej pokoju -dobrze-roztrzesiona wyszła do kuchni, nie miałą pojecia kim jest Filip ani o czym opowiada dziewczyna, nie maiałą pojecia w jaki sposob moze pomoc wiec tylko przygladała sie jak Amelia okłada piesciami wiktora.Zaniósł ja do jej pokoju i połozył delikatnie na łózku.Patrzyła na niego wielkimi wystraszonymi oczami i cała sie trzesła, -spokojnie jestes juz bezpieczna,czy mozesz mi powiedziec co sie stało? -byłam w kinie i gdy wracałam spotkalam Filipa -Filipa?-spytal smutno i obrucił twarz by nie zauwazyła jak po jego policzku spływa powoli łza -tak, szed wraz ze swoimi koelgami,chwycił mnie i zaczał szarpac jego koledzy tez sie do mnie zaczeli przystawiac-załakała ale mówiła dalej-ciagnał mnie wbrew mojej woli,był pijany -to go wcale nie tłumaczy-powiedział oschle- co on ci zrobił? -zaprowadził mnie do jakiegos klubu, tam wzucił mnie do jakiegos pomieszczenia i kazał sie przygotowac bo on zaraz przyjdzie,jego koledzy tez mieli ochote sie mna zajac ale jak wyszedł to ucieklam przez okno-mówiła cicho zagłuszajac słowa płaczem -wiec nic ci nie zrobili? -nie ale on mnie chciał zgwałcic! krzykneła i zakryła twarz poduszka. -prosze cie przestan,nie płacz,nie zniose tego wiecej,zabije tego skur.wiela, nie zblizy sie do ciebie wiecej-powiedzial i przyciagnał ja do siebie,nie potrafiła sie uspokoic.Prawie zasneła,jednak zadzwoniła jej komórka i zerwała sie złozka by ja odebrac,otwarła plecak po czym wyjeła z niego komórke -słucham -złotko moje czemu uciekłas?przeciesz szykowaa sie taka zabawa -filip? -tak kotku,zapłacisz mi jeszcze za to ze uciekłas i za to ze wybiłas szybe,nie pozwole ci sie osmieszac przed znajomymi -nie bede z toba rozmawiała -daj mi ten telefon -krzyknał Wiktor i wyrwał jej telefon -jezeli jeszcze raz sie do niej zblizysz i chocby dotkniesz tymi swoimi brudnymi łapami to cie wsadze za kratki -juz sie boje, kim ty jestes zeby mi grozic -jestem prawnikiem i załatwie cie na cacy jezeli tylko zechce -zobaczymy-Filip zaczał sie smiac i zakonczył rozmowe -juz spokojnie,mysle ze sie do ciebie nie zblizy powiedzia i próbowal sie do niej przytulic jednak ona na to nie pozwoliła -jestes prawnikiem? -no nie całkiem jeszcze mi zostało kilka semestrów na uczelni ale napewno bym sobie juz nim potrafił poradzic-powiedział dumny i usmiechnał sie do niej -czemu ja o tym nic nie wiedzialam -nie wiem, jakos nigdy cie to nie interesowalo wiec ci o tym nie opowiadałem -chyba wiele zeczy o to nie wiem - to tak jak ja o tobie,myslałem ze znam cie dobrze a tymczasem coraz czesciej wychodza sprawy które zmieniaja twoj wizerunek w moim wyobrazeniu -tak?naprzykład jakie? -myslalem ze mnie kochasz ty tymczasem nagle zakonczyłas nasza znajomosc i po tym spotykasz sie z innymi jak zwykła szm.ata a teraz z nowu na sama mysl ze on mógłby cie dotknac dostajesz dreszczy, ja nie wiem co mam o tym myslec,spodziewasz sie dziecka mojego brata mimo ze podciełas sobie zyły gdy usłyszałas ze zareczyłem sie z Justyna, na sam dzwiek słów kocham cie uciekasz i nie chcesz tego słyszec a pozniej przez całanoc płaczesz -nie płakałam! -owszem,spedziłem cała noc pod twoimi drzwiami i słyszałem jak płakałas,ja tez, nie masz sie czego wstydzic -ja..-załamał sie jej głos -prosze powiedz mi czemu nie chcesz sie z emna spotykac, czemu talk zareagowałas gdy obudziłas sie ze mna w łózku,pamietas ztego dnia,wtedy co mnie wyrzuciłas z domu -Wiktor ja nie potrafie,nie moge ci tego powiedziec, to jest zbyt straszne,pozwol ze sama sie bede z tym meczyc,ty cierpisz ale masz nadzieje ze kiedys do ciebie wroce , ale tak nie bedzie nie moge ci tego powiedziec,to wie tylko twoj brat -Daniel?ale czemu on nie ja! czemu ?prosze ,powiedz -Nie wiktorze to by nas zabiło obydwoje gdybys sie dowiedział, nie chce widziec jak cierpisz a naprawde tak bedzie -dobrze wiesz ze cierpie teraz , zyje w nieswiadomosci,błagam -nie,przykro mi Do pokoju weszła grazynka i juz nie powrócili do tego tematu,Amelia po wypiciu ziólek poczuła sie lepiej ale bardzo jej sie chciało spac,Wiktor pozostał u niej na noc,musiał przy niej czuwac,musiał miec pewnosc ze jest bezpieczna.W telefonie wyłaczył głos zeby jej nie denerwowac.Filip dzwonił jeszcze kilka razy i Amelia napewno by od nowa zaczeła sie obawiac jego siły i tego iz moze ja skrzywdzic. / 63

Obudziła sie,nie podniosła sie jednak z łózka,nie otworzyła nawet ocu by sprawdzic która jest godzina.Czuła ból jakby ktos ja uderzył w głowe.Nie potrafiła tego opisac.Po raz kolejny przezywala z rozpacza przezycia wczorajszego dnia.Przez ciało przeszedł ja dreszcz, i skuliła sie jak małe dziecko,nogi podciagneła do góry tak ze stykały sie z jej brzuchem.Kurczowo uchwyciła sie kołdry i drzała jednak nie z zimna. -Amelia obudziłas sie?-usłyszała kroki a pozniej ciepło i zapach Wiktora -prosze odejdz,ja chce zostac sama -nie słonko, nie zostawie cie teraz samej -która jest godzina? -po pierwszej -w nocy? -otworz oczy -nie, ja nie chce, nie chce widzec tego obrzydliwego zaklamanego swiata -prosze cie,czy ja cie kiedys okłamałem?nigdy nie chcialem cie skrzywdzic,naprawde ,nigdy !-otworzyła oczy i oslepił ja jasny promien słonca dostajacy sie do pokoju przez zasłoniete cienkie zasłony. -ja bardzo cie prosze zostaw mnie sama -nie Amelko nie zostawie cie samej mimo iz widze ze bardzo tego chcesz,martwie sie o ciebie, -chyba nie boisz sie ze stanie mi sie cos w tym pokoju -nie mamy o czym rozmawiac nie wyjde i juz-to powiedziawszy podszedł do fotela i usiadł -chce sie przebrac,czy na tyle prywatnosci mi pozwolisz? -mozesz sie przebierac mi to nie przeszkadza-usmiechanł sie ale po chwili chyba zorientował sie ze popełnił nietakt -juz wychodze-podszedł do drzwi i zamknał je za soba od drugiej strony.Przebrała sie szybko w dres koloru wiśniowego ,taka sama gumka uchwyciła włosy w kucyk i gdy zakładała skarpetki usłyszała pukanie do drzwi, -moge juz wejsc?czy jeszcze sie przebierasz? -wejdz-drzwi sie otworzyły i wszedł do srodka po czym usiadł koło niej na łózku i przygladał sie jak wiaze adidasy -wybierasz sie gdzies? -pasowało by cos zjesc nie sadzisz? -no tak masz racje, grazynka juz przygotowałą obiad,czekalismy na ciebie -dziekuje-odparła-jak skoncze jesc obiad chcialabym pojechac do domu,póki jest jeszcze jasno, czy sa okreslone godziny w jakich tutaj mamy przebywac? -nie -swietnie,pojade zaraz po obiedzie, a własciwie moim sniadaniu-lekko usmiechneła sie i wstała -nie -co nie?-obruciła sie i wyczekiwała odpowiedzi z która jednak Wiktor zwlekał -nie pojedziesz sama,pojedziemy jednym autem, -zapomnij -nie nie zapomne ,bedzie tak jak mówie,pojedziemy moim autem,razem-ostatnie słowo mocno podkreslil po czym powiedzial-mozesz sie zucac, bic ,kopac, gryzc i chocbym mial cie zaniesc na rekach do auta nie zmienie zdania -nie -owszem tak,koniec dyskusji,idziemy na obiad Zeszli a amelia poczuła przerózne zapachy dochadzace z kuchni -nie wierze,czy to jabłecznik?-spytała grazynke -tak,lubisz? -pytanie,jakby mogła jadłaby to tonami-zazartował Wiktor i przeszedł przez kuchnie do jadalni-bede czekac przy stole -dobrze juz podaje,ty Amelio tez idz i usiadz -tak, oczywiscie ale czy moge..tak troszeczke-spytała wskazujac na ciasto -prosze-grazynka ucieszyła sie podajac jej kawałek jeszcze ciepłego wypieku na talerzyk.Amelia spałaszowałą go i podazyła sladami Wiktora.Gdy zjedli obiad który był kolejnym popisem mistrza czyli grazynki wyszła po schodach i weszła do pokoju,nie chciała jechac z Wiktorem, ale chyba tak bedzie lepiej.Zebrała najwarzniejsze zeczy które musialy z nia wrócic do krakowa i zeszła na parter.Wiktor siedział w kuchni z Grazyna i rozmawiali o czyms szeptem gdy weszła do pomieszczenia przestali,Wiktor wstał z krzesła i wział od niej plecak.Pozegnali sie z grazynka i ruszyli do garazu.Szli w milczeniu,nie potrafiła z nim rozmawiac,nie teraz,on tez sie do tego nie spieszył co było Amelii na reke.Gdy weszli do auta,dziewczyna usiadła wygodnie na siedzeniu z przodu i zamierzała spac ale on jej jednak to uniemozliwił.Ledwo wyjechali z garazu przyjzał sie jej i powiedział-zapnij pas-zapieła i obruciła sie udajac ze przypatruje sie widokom za szyba -zamierzasz cala droge mnie olewac i udawac ze mnie tutaj nie ma? -przepraszam nie chcialam zebys to tak odebrał -w porzadku jezeli tylko chcesz to sie tak zachowuj -a jak sie zachowuje? -unikasz mnie, mojego wzroku, mojego głosu,mojego dotyku,jednym słowem wszystkiego co jest zwiazane ze mna,myslisz ze mnie nie boli skoro wiem ze gdyby nie ja ty zostalabys w domu i spokojnie spedziłabys weekend a tymczasem ty wyszłas na miasto i spotkało cie tyle przykrosci -ale przeciesz to nie przez ciebie..-zauwazyła jak sciska rece na kierownicy a jego opalone rece bieleja na kostkach. -prosze cie nie okłamuj mnie,doskonale obydwoje wiemy jak jest -nie!-przeczyła kiwajac na boki głowa,-wcale tak nie jest,przestan mnie chronic przed calym swiatem,nie jestem dzieckiem -to sie da zauwazyc-usmiechnał sie sam do siebie -przestan! -wiec bardzo cie prosze,nie jestem slepy, nie kłam mnie bo to nie ma najmniejszego sensu, i tak mysle to co mysle i te twoje kłamstwa tego nie zmienia-powiedział oschłym głosem i wpatrywał sie uparczliwie na ulice.Nie mogła z nim o tym rozmawiac.Na szczescie skonczył i moze nie bedzie kontunuował...

64 Nie rozmawiali juz przez cała droge,Amelia probowała zasnac ale jej sie nie udało.Nie mogła przestac myslec o wczorajszym zdarzeniu,to naprawde nia wstrzasneło.Nie wiedziała co sie z nia dzieje,przeciesz on był jej chłopakiem,ale on ja chciał zgwałcic i zapewne pozwoliłby na to swoim kolega,miała mieszane uczucia.Gdy dojezdzali do jej domu zauwazyła ze Daniel siedzi na ławeczce przed domem. -Filip do ciebie dzwonił jak spałas -jak to, dopiero teraz mi to mowisz?rozmawiałes z nim -kiedy ci mialem powiedziec?nie interesowało cie gdzie jest twoj telefon ale teraz musze ci go oddac,nie oddam ci jednak karty,kup nowa,on by cie meczył.Dzwonił conajmniej piec razy.Nie odebrałem,nie chciałem mu dac tej satysfakcji ze nas dreczy.Nie wie gdzie mieszkasz,oczywiscie nie jest wykluczone ze nie dowie sie tego,uwazaj na siebie -on juz nie bedzie mnie szukał,był pijany i chciał skorzystac z okazji jaka sie nadarzyła -nie jest to wykluczone ze bedzie chciał ci cos zrobic,prosze cie uwazaj-powiedział zatroskanym głosem i lekko nim potrzasneło gdyz przejechał przez wjazd.Podał jej telefon i wysiadł z auta by jej otworzyc drzwi po czym wyjał z bagaznika plecak.Amelia podbiegła do Daniela i zaczeła płakac -Daniel....-zawiesiła głos -siostrzyczko co sie stało?Amelia?-Amelia zdretwiała,powiedział do niej siostrzyczko a Wiktor stoi koło nich i to słyszy,boze to koniec,niezniesie jego cierpienia,teraz skojarzy ze jak sa rodzenstwem to nie moze to byc dziecko Daniela tylko jego..nie wierze, jak Daniel mógł sie tak zapomniec -Amelka czemu jestes taka blada?Amelia, wszystko ok?Wiktor co jej jest co jest mojej Amelce -ja juz pójde, ja nie powinienem wam przeszkadzac-w tym momencie Amelia osuneła sie ale naszczescie Daniel ja przytrzymał,było jej słabo ,duszno,głowa jej pekała-Wiktor do cholery co jej jest,ty jej cos zrobiłes?mów!-krzyczał oszalały ale Amelia widziała ze Wiktor wcale ie zamierza odpowiadac,z biała jak sciana twarza odsuwał sie powoli i nic nie mówiac kiwał głowa i wymachiwał w niezrozumiałym gescie rekami. -ja juz pójde,ona ci wszystko wytłumaczy tylko jej nie mecz,ona jest bardzo slaba -gdzie ty idziesz zostawisz mnie samego z nia w takim stanie?prosze cie zostań-powiedział błagalnym głosem -nie ja nie moge,ja nie potrafie,nie teraz, nie dzis,nie chyba nigdy,nie wiem, ja juz pójde -Wiktor bracie co jest? -wybacz-po jego twarzy spływały juz strumykami łzy ale oni tego nie zauwazyli gdyz rzycil sie na oslep do samochodu i z piskami wyjechał.Daniel wział siostre na rece i zaniósł ja do jej pokoju.Gdy lezała nie potrafiła płakać,widziała jak zareagował na te wiadomosc,nie chciał jej do siebie dopuscic,to było straszne,chciała płakac ale nie potrafiła,juz zbyt wiele łez przelała i nic jej nie dały.Lezała w osłupieniu i słuchała jak Daniel sie jej o cos pyta ale nie rozrózniała słow nie odpowiadała, -Amelia co jest grane, czemu przyjechałas z nim, czemu on uciekł, czemu ty płakałas, a czemu teraz nie chcesz na nic mi odpowiedziec,błagam powiedz cos,cokolwiek -Daniel... -mów,wyzuc to z siebie..-powiedział niepewnie,niewiedział czy dobrze robił namawiajac ja do tego,chciał sie dowiedziec co sie stało ale jak zacznie opowiadac a to było cos strasznego wszystko moze powrócic -ty powiedziałes do mnie siostra,przy nim, on to usłyszał,widziałes jak zareagował?on tego niezniesie,martwie sie o niego -o boze,zeczywiscie,słonko ja cie przepraszam,ja naprawde nie zrobiłenm tego specjalnie -ja to wiem, ale w kazdym razie on juz sie dowiedział i nic tego nie zmieni,widziałes jak sie miotał?...

65

widziałes jak sie miotał? -widziałem,przepraszam to wszystko moja wina,ale ja nie wiedziałem co sie dzieje ty zaczełas płakac i mi sie serce sciskało jak cie zobaczyłem w takim stanie-przykucnał koło jej łożka i ja przytulił -chodz-znaczaca poklepała po materacu łózka a on jakby na to czekal usiadł koło niej -powiesz mi co sie stało w łodzi? -tak-przymkneła oczy i zaczeła mówic-najpierw pojawiła sie justyna,wrzeszczała na niego,przyjechali pozno,w kazdym razie pozniej niz ja i obudzili mnie.Justyna krzyczała na niego podejrzewajac go ze łocza nas jakis zwiazek,nie wytrzymałam wiec wyszłam na korytarz i sie z nia pokłuciłam po czym wywaliłam z domu.Oni ze soba przeze mnie zerwali a gdy ona wyszła on mi za to podziekował,wyobrazasz sobie? -on zawsze był zbyt słaby by bronic swojego,nigdy nie chciał skrzywdzic kogos,wolał sam -Ona wyszła a on mi powiedzial ze dobrze sie stało i ze on mnie kocha,uciekłam do swojego pokoju,nie chciałam go widziec,przepłakałam cała noc,Daniel to jest naprawde dla mnie zaciezkie -wiem słonko,nie musisz mi mówic,i tak trzymasz sie micno i powdziwiam cie za to -och ,braciszku,dziekuje ze mnie wspierasz,gdyby nie ty było by juz po mnie i po moim dziecku -nie mów tak!-warknał nieprzyjemnie -ale taka jest prawda -no dobrze, nie bede sie z toba spierał ale czy powiesz mi wreszcie co sie tam stało?bo nie sadze zebys zaczeła plakac z tego powodu co przed chwila mi opowiedzialas,tym bardziej nie wrociłabys z Wiktorem tym samym autem -tak, juz,nie chciałam go widzec przez reszte weekendu wiec wybralam sie na zwiedzanie Łodzi,okazało sie jednak ze wyszłam za wczesnie , co oczywiscie tez zrobiłam z pobawy ze moge sie z nim spotkac,gdy podjechałam po kolei pod kazde muzeum okazało sie ze wszystkie sa zamkniete a godziny otwarcia zaczybnaja sie najwczesniej po 10 ,wszystko było pozamykane,poprostu katastrofa,wrócilam do domu na sniadanie ale to wiesz bo rozmawialismy przez gadu gadu.Nastepnie by nie siedziec w domu poszłam do miasta,pieszo.Nie wiedziałam co mam ze soba zrobic wiec zeby szybciej minał mi czas wybrałam sie na film,na shreka 2, po nim zjadłam obiad w jakiejs podzednej restauracji która jako jedyna była otwarta i wracałam do domu.Natknełam sie jednak na Filipa-rece jej zadrżały i Filip obawiał sie co sie działo pozniej,drzacym głosem mówiła dalej-on był pijany,szedł z kilkoma kolegami i nie dali mi odejsc,wrecz przeciwnie-mówiła szybko jakgdyby kazdy wyraz ja wiele kosztował i chciałaby miec to juz za soba-oni mnie zaprowadzili na siłe do nocnego klubu i gdy zeszlismy do srodka wrzucił mnie jak przedmiot do ciemnego pokoju i kazał sie przygotowac bo zaraz przyjdzie-zachlipała a łzy same jej naplywały do oczu-okazało sie ze to jest sypialnia, było tam tylko małe łózko,wybiłam szybe i uciekłam,on i jego koledzy chcieli mnie zgwałcic,wyobrazasz sobie?-mówiła połykajac gorzkie łzy, Daniel przytulił ja i próbował ja uspokoic ale na marne -siostra,wazne ze nic sie nie stało, a jakby cie choc dotknał zabiłbym sku.rwiela,pamietaj o tym ze sa na tym swiecie ludzie którzy cie kochaja i chca dla ciebie dobrze-zapłakała mocniej,Wiktor tez tak mówił i wiedziała ze moze na niego liczyc,ale teraz to juz napewno sie zmieni.Przytuliła sie mocno do jakze ukochanego braciszka i zasneła, gdy sie juz obudziła ni epotrafiła powiedziec co jej sie sniło.Wiedziała jednak ze sie zucała na snie,tak przynajmniej mówił Daniel.Był poniedziałek rano,co ma ze soba zrobic?nie potrafiła powiedziec,najlepiej szukac lokalu na sklep albo zajac sie nowymi projektami,coz z tych pomysłow skoro ona nie ma do niczego nastroju.Zeszła na sniadanie i zaczał sie jej zwykły i monotonny dzien w domu,widziała przez okno w jadalni ze Daniel jezdzi na jej koniu,jak skonczy to pójdzie zobaczyc jak mu idzie, miał racje jej klacz była ostra i miała charakterek.W niektórych momentach miała wrecz obawy czy powinnien na niej jezdzic. -Amelia?obruciła głowe i zobatrzyła Dorote, miała bardzo powazna twarz która nie muwiła nic jednak jej oczy sie zdradzały cos sie stało -cos sie stało? -telefon do ciebie,twój ojciec-wzieła telefon i usłyszała w nim głos jerzego -Amelia ja wiem ze ty nie powinna s sie denerwowac bo jestes w ciazy ale.. -tato co sie stało?prosze mów nie trzymaj mnie w niepewnosci!-krzykneła do słuchawki -co sie stało?-spytał Daniel wchodzac do jadalni -dzwoni wasz ojciec, cos sie chyba stało-powedziała gosposia i usuneła sie z pomieszczenia zostawiajac ich samych -tato,jestes tam?prosze powiedz co sie stało? -Amelka..Wiktor.. -co sie stało?tato!-zaczeła rozpaczliwie płakac-co sie stało Wiktorowi,tato? -on miał wypadek,jest od wczoraj w szpitalu,jest nieprzytomny,jest w spiaczce,lekarze nie daja mu zbyt wiele szans,jak był jeszcze nieprzytomny powiedział pielegniarzom zeby ci nie mowili,ze ty jestes w strasznym stanie, czy cos ci sie stało? -nie to nie mozliwe,nie,tato powiedz ze to nie prawda.Błagam!-opadła na kolana i płakała, telefon upadł na podłoge roztrzaskujac sie,a ona płakała..

66

-Amelia co sie stało? -on miał wypadek,jest w spiaczce, lekarze nie daja mu szans na przezycie, ja wiedzialam ze tak bedzie,boze , to niemozliwe, dlaczego?błagam niech ktos mi powie dlaczego?ja wiem ze to jest mój brat ale ja go kocham-płakała zanaszac sie z bólu który rozdzierał jej dusze-dlaczego on?dlaczego,tyle osob mi bliskich straciłam,czemu mam kolejna -przestan, nikogo nie stracisz,on nie umrze nie moze,rozumiesz, niezapominaj ze to tez mój brat -ja wiem - w którym jest szpitalu?musimy tam pojechac - ja nie wiem, nie zapytałam z tego wszystkiego-powiedziała nieco uspokojona ale trzesła sie jeszcze,wstała z ziemi i zawołałą Dorote -przynies jakis telefon, -dobrze, juz wracam-wyszła a Amelia chodziła nerwowo po salonie -idz przemij twarz a ja zadzwonie do ojca -dobrze, zaraz wracam, nie jedz bezemnie, dobrze? -no jasne,zmykaj juz-Daniel nie chciał pokazac jak nim wstrzasneła wiadomosc o Wiktorze ale i jemu popłyneły łzy, jak tragiczne potrafia byc czasem skutki miłosci,niedozowlonej miłosci,a to wszystko przez niego bo sie wygadal.Amelia wybiegła szybko z jadalni i skierowała sie do łazienki na parterze,z oddali słyszała głos Wiktora który rozmawiał z ojcem,obmyła twarz jednak było to niepotrzebne,kolejne struzki łez popłyneły z oczu,przejrzała sie w lusterku, była blada, ale kogo to teraz obchodzi?no kogo, skoro on moze umrzec.Wytarła szybko twarz recznikem i wróciła do jadalni. -Juz wiem gdzie to jest,jedziemy -swietnie,czy cos sie zmieniło? -niestety nie -chodzmy tam-powiedziała i wyszli z domu,wsiedli do auta i ruszyli.Droga jej sie niemiłosiernie dłuzyła,ile by dała by przyjechac tam i ujrzec go całego, zdrowego i przedewszystkim przebudzonego.Milczeli,nikt nie chcia rozpoczac rozmowy, to było zbyt bolesne,on nie moze umrzec,nie moze,powtarzała sobie w myslach i z nadziej a przy tym obstawała.Gdy weszli do szpitala poczuła niemiły zapach tych placówek,nie znosiła go,pielegniarka ich skierowała gdzie maja pojsc i gdy dotarli zauwazyła ojca, jego zone i ..Justyne, co do cho.lery ona tutaj robiła. -witaj,przywitała sie z Jerzym, co z nim? -lekarze nie moga nic zrobic,teraz pozostało czekac -ale to przeciesz nie mozliwe, jak to sie własciwie stało? -nie wiem, w niedziele popołudniu chyba powinien byc jeszcze w Łodzi razem z toba-popatrzył na nia smutno-okazało sie jednak ze był w stadninie koni, pod krakowem -spadł z konia? -tak, on ma klacz która trzyma w tej stadninie i z tego co mówił własciciel to Wiktor nie był w zbyt dobrym stanie, stajenny widział ze płakał i niepokojaco sie zachowywał -boze, to niemozliwe -jechał dosc szybko i kon zatrzymał sie przed przepascia a on z niej spadł -to niemozliwe-zaczeła płakac,-ja w to nie wierze,to nieprawda -niestety tak było,kon wróił ale juz bez Wiktora wiec go zaczeli szukac,był jeszcze przytomny,ale gdy karetka przyjechała i go zabrali w drodze do szpitala stracił przytomnosc i nieodzyskał do tej pory -odzyska prawda?musi, jezeli on umrze to ja tez...

67

Usiadła na krzesle pod sciana i nie wierzyła w to co usłyszała,zaczeła znowu płakac ale tym razem juz spokojnie, to były łzy rozgoryczenia.Daniel ja przytulił i próbowałja pocieszac jakimis słowami które do niej nie docierały -po co tutaj przyszłas?-podniosła głowe, przed nia stała cała czerwona ze złosci Justyna -spływaj mała-powiedział olewajaco Daniel -nie,musimy porozmawiac,prosze cie zostaw nas same-powiedziała smutno i wskazała Justynie krzesło kołoniej.Usiadła na nim. -po co tutaj przyszłas,nie masz takiego prawa,chcesz pokazac nawet publicznie ze jestes jego kochanka? -mysle ze mam wieksze prawo niz ty -nie kpij -nie kpie, o ile dobrze pamietam zerwałas z Wiktorem wychadzac z naszego domu w Łodzi,nie jestes w tym momencie dla niego nikim warznym -a ty niby jestes? -przesztan krzyczec czy nie widzisz ze wszyscy sie nam przygladaja? -nie pozwole ci na to zeby Wiktor był twój,nie byłam jeszcze pewna jak z nim zerwałam , ale teraz juz jestem,bedziemy mieli dziecko!-powiedziała z satysfakcja oczekujac reakcji Amelii,ona jednak mimo ze nia to wstrzasneło ni emiała zamiar tego po sobie pokazywac -czy mozesz mnie wysłuchac,swietnie ze bedziecie mieli dziecko, mam nadzieje ze Wiktor sie szybko obudzi i bedziecie mogli sie tym cieszyc razem -nie kłam mnie, dobrze wiem o co ci chodzi -Justyna,mozesz przestac,on jest moim bratem! -co takiego?przeciesz to niemozliwe -a jednak,czy teraz rozumiesz jak mnie smieszyło to ze mnie podejrzewałas o to ze jestem jego kochanak,oni sa moimi bracmi i nikt tego nie zmieni - o boze, przeciesz to niemozliwe, on jest w tobie zakochany -nie, on jest tylko moim bratem,przeciesz to wy jestescie para -nie wierze, przez głupia zazdrosc bym go straciła,przez takie niepodstawne zarzuty,czemu nikt mi nie powiedział? -przykro mi,wybacz pójde do Daniela -tak,przepraszam Amelio,gdybym wiedziała to napewno bym nie podejrzewała cie o takie rzeczy ale ja go bardzo kocham i poprostu byłam zazdrosna -rozumiem cie, naprawde-powiedziała silac sie na resztki uprzejmosci, ona tez go kocha i doskonale wie co to znaczy byc o niego zazdrosna. -co jej powiedziałas? -prawde, nie ma sensu okłamywac wszystkich, przeciesz Wiktor juz wie -to prawda -Daniel ona jest z nim w ciazy -no i co z tego ty tez, a on kocha ciebie, ona chce go tylko usiedlic, on ja za to znienawidzi -boze co ty mówisz wogule, traktujesz cała sprawe jakbym conajmniej z nia konkurowała o niego, przeciesz on jest moim bratem, niezapominaj o tym -tak, wiem -ide po kawe na dół, przyniesc ci cos? -pojde z toba,ok? -ok,to jak idziemy razem to spytajmy innych Juz po dziesieciu minutach byli spowrotem z trunkiem dla kazdego,nowych wiadomosci o Wiktorze nie było, nadal był nieprzytomny.Justyna znikła ze szpitala, była zmeczona wiec musiała odpoczac.Amelia usiadła w miekkim fotelu i rozmawiała z Danielem,to ja uspokajało,nikt nie zorientował sie jak juz sie zarobiło ciemno,wszyscy cierpieli w wyczekiwaniu i wszystkim czas uciekał przez palce w niewyrazony sposob. -my juz pójdziemy-zwrócił sie do niej ojciec -dakad?-spytała rozespana -idziemy do domu, przyjedziemy rano, jak by cos sie działo to niezapomnijcie nas poinformowac -dobrze -Amelio ty tez powinnas isc do domu, nie mozesz sie tak zamartwiac-powiedział zatroskany Daniel -nie ma mowy ja tu zostane i nawet czołg mnie z tad nie przegoni -no coz jak ona sie uprze to juz nie ma szans-zasmial sie jej brat i pozegnali sie nastepnie z Jerzym i jego zona, -ja wiem ze jestem jego matka i ze powinnam sie martwic zale wiem ze jezeli ty tutaj jestes nic zlego mu sie nie stanie-powiedziała jej cichutko na pozegnanie kobieta i odeszła z jej ojcem.Nie chciała zasnac jednak sen ja sam dopadł.Sniło jej sie ze jest z cała swoja rodzina,byli tam wszyscy a na czele stał cały i zdrowy Wiktor wraz z jakims dzieckiem, obok stała Justyna ale ona równiez trzymała jakies dziecko,wszyscy sie usmiechali, wszyscy oprócz Amelii..

68

Tydzien minal szybko,Amelia dopóki Wiktor był w szpitalu czuwała przy nim, bolało ja ze mimo iz Justyna tak bardzo kochała jej brata nie pokazała sie juz wiecej w szpitalu,byc moze stwierdziła ze skoro Amelia jest jego siostra to nie ma sie kogo juz obawiac.Dni jednak mijały szybko i Wiktor wrócił do domu,zatrudnino mu pielegniarke która pilnowała go przez cały czas i stwierdzono ze bedzie on bardzoiej zadbany w domu niz na oddziale pełnym pacjentów.Piatek był juz jutro wiec Amelia postanowiła skontaktowac sie z adwokatem prowadzacym sprawe majatkowa babci.Wstała z ławki na której ostatnimi czasy czesto ogladała Daniela galopujacego na obydwuch koniach.Gdy podeszła do telefonu wykreciła numer z wizytówki która wydrukowana była na grubym papierze przeznaczonym zazwyczaj na zaproszenia weselne. -słucham-usłyszała obcy głos w słuchawce -dzien dobry,czy mogłabym rozmawiac z mecenasem? -prosze chwilke poczekac ,zaraz polacze-usłyszałą przyjemna melodyjke w słuchawce po czym odezwał sie adwokat -dzien dobry, nazywam sie Amelia..- -tak wiem, czekałem na pani telefon-urwał jej w połowie zdania-wiem co sie stało Wiktorowi,zastanawiałem sie z sedziami jak mozna by było ten problem rozwiazac i mam tylko jedno pytanie -słucham ?-spyatła zdziwiona -czy on moze byc w domu,czy tez musi byc w szpitalu? -on juz jest w domu, u swoich rodziców -doskonale, zgodnie z nakazame sedziny bedziecie przez najblizszy czas, dokładnie do momentu przebudzenia Wiktora razem przebywac w domu babki,oczywiscie na tych samych warunkach,musicie byc sami, wiem ze potrzebna bedzie pielegnairka, zatem ona jako jedyna nie jest objeta zakazem odwiedzin -pan zartuje? -alez skad,to zarzadzenie sedziny -ale jezeli on jest nieprzytomny ja musze zajac sie firma,prosze nie zapominac ze my jestesmy jedynymi włascicielami kanakisa -no tak, własciwie ma pani racje, ale mysle ze znajdzie pani zastepce, Daniel Adamczyk jest chyba z rodziny Pana Wiktora, prawda? -tak -on moze zajac miejsce dyrektora, napewno poradzi sobie przez to pół roku -ale on studiuje,nie moze tak byc przez pół roku -miejmy w takim razie nadzieje ze Pan Wiktor sie obudzi przed koncem wakacji studenckich.Bede musiała porozmawiac z jego rodzina,moga sie na to nie zgodzic, -przykro mi ale ich zdanie sie nie liczy,wiemyz e Wiktor chciałby spełnic warunek pozwalajacy mu na uzuskanie praw do domu dlatego prosze załatwic karetke która go przewieczie do łodzi zgodnie z nakazem sadowym -dobrze panie mecenasie, chciałabym jednak wiedziec czy skoro bedziemy tam nie tylko weekend ale cały tyydzien to czy czas nie mogł by sie skrócic do połowy?przeciez bedziemy tam cały czas -przykro mi, myslalem nad tym jednak sedzina uznała to za niemozliwe dlatego nieodwołalnie pół roku -dobrze, dziekuje bardzo za informacje.Zakonczyła rozmowe po czym wykreciła numer telefonu ojca -słucham? -dzien dobry czy mogłabym rozmawiac z jerzym? -prosze poczekac-usłyszała kroki , otwieranie drzwi po czym wołanie,po chwili podszedł do słuchawki i zaczeli rozmawiac -Witaj Amelko,cos sie stało? -nie tato,jak z Wiktorem? -nie dzwoniłas, myslalem ze cie to przestało interesowac -no wiesz! jak mogłes tak wogule pomyslec,Daniel mi wszystko powtarzał -acha, no cóz nie ma zadnych zmian, zadnych oznak kontaktu z nami,nic, absolutnie -ja dzwonie własnie w jego sprawie, rozmawiałam z prawnikiem i okazało sie ze ma on nakaza sadowy który mówi iz Wiktor ma byc przewieziony do Łodzi, ma byc tam równiez pielegniarka tak jak u was i nie moze go nikt odwiedzac, poprostu na takich samych warunkach jak spedzalismy tam weekend -ale przeciesz to niemozliwe, sedzia nie moze kierowac zyciem ludzkim -otóz to, zgadzam sie z toba ale niestety Wiktor wyraził chec uzyskania domu babci i teraz gdy nie moze jej zmienic Sad wydał taki nakaz,to jest troche dla mnie kerepujace gdyz w tym momencie ja równiez jestem uwiazana,mam byc tam z nim całyczas -masz racje,przykro mi ale mam nadzieje ze opieka nad Wiktorem nie bedzie tak straszna jak ci sie wydaje -nie naprawde,nie,boje sie jednak prptestów ze strony Justyny, nie bedzie widziała przez całe pól roku swojego ukochanego -spokojnie, nie sadze aby to był problem, nie zainteresowała sie jego stanem od tygodnia,jezeli sie to nie zmieni to nie dowie sie predko,jezeli natomiast sie dowie bedzie mogła miec jakies pretensje ale spokojnie poradzimy sobie, zycze ci córeczko wszytskiego dobrego i jestem zarówno z toba jak i Wiktorem.Zakonczyła rozmowe i wyszła przed dom,znowu niespodzianka, tym razem miła, Wiktor jako nieprzytomny nie bedzie jej mógł zadawac głupich pyatn i nie bedzie sie ranic na nowo,a tymczasem gdy brakowało jej odwagi by odwiedzic go w jego domu teraz bedzie go miała na wyłacznosc.Usiadła na jej ulubionej ławeczce i spogladała na Daniela,pół roku to duzo czasu, nie bedzie go widziała zbyt długo, jak ona to wytrzyma.Podszedł do niej i ja przytulił,nie chciała nic mówic, nie chciała psuc tej atnosfery jednak musiała z nim porozmawiac...

69

Podszedł do niej i ja przytulił,nie chciała nic mówic, nie chciała psuc tej atnosfery jednak musiała z nim porozmawiac. -Daniel.. -mm-zamruczał wtapiajac głowe w jej potargane od wiatru włosy -rozmawiałam z adwokatem,potrzebuje kogos do zarzadzania firma do póki Wiktor si enie obudzi -tak?a sama nie mozesz sie tym zajac?przeciesz wczesniej tam pracowalas,powinnas sobie dac rade,wierze wciebie siostrzyczko -nie w tym rzecz,zaraz ci opowiem ale musisz mi powiedziec czy mógłbys zastapic brata w firmie -no jasne nie ma problemu,mysle ze Wiktor nie bedzie długo sie leniwił i szybko wyjdzie z tego -mam taka nadzieje, -no dobrze ale opowiadaj co powiedział prawnik -mam byc przez cały tydzien w Łodzi, z ..Wiktorem, przez cały ten czas mamy tam siedziec na takich samych warunkach jak podczas weekendów ,po za tym zastrzezeniem jest tylko pielegniarka która sie bedzie nim opiekowac. -ale przeciesz beznadziejny pomysł -tak ale to jest wydane polecenie przez sedzine -nie moge wprost uwierzyc-zaczał krecic głowa na znak protestu -wiem-wtuliła sie w jego mocne ramiona i dodała-tata sie zgodził,powiedział ze z justyna nie powinno byc problemu -wiem,nie mówiłem ci nic ale ona beznadziejna,tata mówił ze nie odwiedza wogule Wiktora a jak ostatnio byłem z kumplami w pubie to widziałam jak sie całowaa z ledwo poznanym facetem-Amelia poczuła jak ja mdli,pogłaskała swój brzych który jakna razie pozostał płaski.Było juz pózno wiec wstała z ławeczki pozegnała brata całusem i ruszyła w strone domu.Wyszła powoli po schodach przytrzymujac sie poreczy,co jakis czas schylala sie nieco i rozmasowywała plecyna ile jej pozwalała długosc reki,zostały jej jeszcze trzy schody ale poczuła ze nie ujdzie dalej,nie chciała spasc ze schodow wiec pospiesznie usiadła i odpoczeła chwilke.Kregosłup przestał troche bolec wiec skierowała sie do pokoju i po pół godziny smacznie spała.Nastepny dzien nie zapowiadał sie łatwo,wstała dosc wczesnie,krzatała sie po domu próbujac przygotowac sobie jakis posiłek na szybcika ale nie zabardzojej to wychodziło.Wszystko wypadało jej z rak a nawet przy krojeniu pomidora skaleczyła sie lekko w dłoń.Nie potrafiła opanaowac podniecenia zwiazanego z wyjazdem do Łodzi,pierwszy raz jej sie to zdazyło i karciła sie w duchu za takie mysle jakie ja nachodziły.Szybko jednak jej mijało i odnowa myslała o swoim bracie nie jako o rodzenstwu jednak o mezczyznie z krwi i kosci.Postanowiła ze do szpitala podejdzie sama i niebedzie załatwiala karetki przez telefon.Po posiłku przebrała sie wiec szybko i pojechała do placówki.Tłok jak na taka pore dnia był dosc duzy,co moment mozna było słyszec odgłos syreny karetki która przywoziła rannych lub osoby z nagłymi atakami chorób.W informacji powiedziano je gdzie ma sie skierowac zatem ruszyła do wskazanego przez pielegniarke pokoju.Wychodziła po schodach twierdzac sama przed soba ze nic jej nie jest a winda jest dla osob o naprawde kiepskim stanie i potrzebujacych tego urzadzenia.Przekraczajac ostatni stopien wyjeła z torebki chusteczke i wytarła czoło,od niedawna zwykłe czynnosci sprawiały jej niezwykła trudnosc. -ciocia Amelia!-usłyszała krzyk dziecka które biegło za nia i gdy obruciła sie ujrzała drobna blondytneczke która wygladała na trzy moze cztery lata,ubrana była w sliczna niebieska sukienke. -Witaj Alicjo-kucneła i ucałowała swoja malutka siostrzenice która watłymi raczkami objeła jej szyje i przytulała blada twarz do jej twarzy,uniosła głowe do góry i stwierzdiła ze przed nia stoi jej starsza siostra Kamila, no tak ,przeciesz mogła sie tego spodziewac co jej dziecko robiło by tak wczesnie samo w szpitalu -Witaj Kamilo -czesc Amelko-powiedziała smutno,jej ubiur był w nieładzie zreszta tak jak i włosy które były nieco tłuste -cos sie stało Alusi?-spytała głaszczac dziecko po jasnych loczkach,mala była jej chrzesniaczka i bardzo ja lubiała jak zreszta z wzajemnoscia. -skazdze,dzieki bogu-powiedziała Kamila schylajac sie po dziecko i unoszac ja na rece -wiec co robisz o tak wczesnej porze w szpitalu -to samo pytania moglabym zadac tobie-usmiechneła sie sztucznie po czym dodała-Karol na wskutek pozaru domu w którym mieszkalismy został popazony -tak mi przykro,wam nic nie jest ? -nie naszczescie Alicji nic sie nie stało, miała najpierw problemy z oddychaniem ale teraz juz wszystko w porzadku -to dobrze,jak rozległe jest oparzenie? -cała twarz, szyja i brzuch,ogien wybuchł prosto w niego gdy próbowalismy opuscic dom -to straszne,naprawde nie wierze ze przytrafiła sie wam taka tragedia, czy macie gdzie teraz mieszkac? -jak na razie zamieszkalismy w domu rodzinnym tam jest przeciesz duzo miejsca jednak mam wrazenie ze Damianowi to nie jest na reke -wspólczuje wam, ja wam niestety nie moge pomoc chocbym chciala -cóz ty nam mozesz pomóc skoro sama zapewne klepiesz biede matka przeciesz nie pozostawiła ci nic-Amelia postanowiła ze nie bedzie jej wyprowadzac z błedu...

70 cóz ty nam mozesz pomóc skoro sama zapewne klepiesz matka przeciesz nie pozostawiła ci nic-Amelia postanowiła nie wyprowadzac siostry z bledu,poczuła ze pot znowu zalewa jej czolo wiec wyciagneła z kieszeni spodni wymieta juz chusteczke i przetarła czolo -zle sie czujesz? -nie troche sie zmachałam gdy szlam po tych wszystkich schodach-to powiedziawszy skierowała reke w strone stopni -Amelia po co przyjechałas do szpitala? -musze załatwic karetke dla brata -dla brata?jak to?kto jest chory -to długa historia,jedziesz teraz do domu Damiana? -tak,czekam jeszcze na wyniku badan Alicji, podejrzewaja ze moze miec astme wiec ja zbadano i pozniej pojde do domu -ja zabawie u dyrektora nie wiecej niz dziesiec minut jak poczekasz to cie podwioze do domu,co ty na to? -pewnie, dzieki,bede tutaj .Podeszła do pokoju do którego skierowano ja w informacji po czym zapukała. -prosze-usłyszała stłumiony głos za drzwiami,weszła i ujrzała starsza kobiete za biurkiem która popijała kawe z niebieskiej filizanki, przywitała sie z nia chłodnym dzien dobry i wskazała krzesło na którym Amelia usiadła -dzien dobry,chciałam zapytac czy jest mozliwosc wynajecia karetki do przewozu osoby w spiaczce -czy przewoz jest naprawde konieczny?zazwyczaj nie prowadzimy wynajecia karetek -naprawde jest to bardzo pilne i musi sie odbyc jeszcze dzis, cena nie gra roli a sadze ze datek na szpital napewno by sie przydał -pieniadze w takich placówkach zawsze sie przydaja jednak nie wiem czy mamy wolny jakis wóz -bardzo bym prosiła, naprawde to jest bardzo wazne -prosze poczekac sprawdze grafik-powiedziała kobieta wstajac zza biurka.Juz po chwili powróciła z dobra wiadomoscia ze karetka bedzie gotowa o szesnastej,Amelia podziekowała po czym wypisała na rzecz szpitala pokazny czek i wyszła jeszcze raz dziekujac.Na korytarzu zobaczyla Kamile która zakladała sweter Alicji i wyraznie czekala juz na nia.-załatwiłam juz wszystko, musze jeszcze zadzwonic do Daniela zeby poinformował ojca o przyjezdzie karetki poczekaj moment-zostawiła kamile sama na boku,dziewczyna była w szoku, nie miała absolytnie pojecia o czym Amelia mówi. -Daniel?-powiedziała słyszac w telefonie głuche hallo-obudziam cie? -Amelia?nie mogłas przejsc z pokoju do pokoju tylko dzwonisz?-usłyszała nerwowy głos brata -słuchaj nie moge teraz zadzwonic do ojca prosze cie przekaz mu ze o 16 bedzie jkaretka, niech przygotuja wszystko, dobrze? -czekaj, czekaj!gdzie ty teraz jestes? -w szpitalu a gdzie, przeciesz dzis musze wyjechac do Łodzi, miłego dnia braciszku-powiedziała usmiechajac sie sama do siebie i włozyła telefon do torebki. -Amelia o czym ty cały czas mówisz-spytała zmieszana kamila -wybacz to długa historia a ja nie ma zbyt wiele czasu musze odwiesc dzis Wiktora do Łodzi a mam jeszcze mnostwo zalatwien,bardzo cie przepraszam, opowiem ci wszystko w aucie -dobrze-dałąza wygrana jednak gdy tylo wsiedli do auta zaczeła od nowa-swietne masz auto -dziekuje,podoba ci sie czy tylko tak mowisz?chyba nigdy nie lubilas takich -podoba mi sie ale nie zmienaj tematu,a jakiego brata, i ojca ci chodziło? -otóz-zaczeła skupiona na prowadzeniu samochodu-podczas smierci matka wyjawiła mi ze nasz tatulek nie był moim ojcem biologicznym,zaczełam wiec szukac mojego prawdziwego ojca,znalazlam go i mam jeszcze dwóch braci,Daniela jest odemnie starszy oraz Wiktora który jest w moim wieku i jest obecnie w spiaczce,spadł podczas jazdy z konia -nie spodziewałabym sie czegos takiego,naprawde zaskoczyłas mnie,czy oni sa mili? -kto?-udała ze nie wie o kogo jej chodzi -no twoi nowi bracia -sa wspaniali, naprawde, nie mogli by byc dla mnie bardziej mili,z Danelem mieszkam jak na razie studiuje wiec mu pomagam -ty mu pomagasz? -no tak-poczuła ze sie zdradziła ale postanowia ze nie bedzie okłamywac siostry tylko po to by bronic Daniela -nie przeszkadza ci jego obecnosc? -absolutnie,chetnie zaprosiłabym cie do mnie do domu hjednak własnie pomyslalam ze mozesz poczuc sie skrepowana towarzystwem Daniela który jest tam non stop, jeszcze jakbym ja była w domu to co innego ale on teraz bedzie sam bo ja wyjezdzam do Łodzi -och,zapomnialam, jak tam Filip? -nie mam pojecia, -biedaczka zapewne sie steskniłas za nim i dawnosie z nim nie widzialas -nie jestesmy juz razem-powiedziała ostro i skreciła na skrzyzowaniu w bok -przykro mi, -nie ma potrzeby-powiedziała oschle i dodała-mielismy miec dziecko ale je straciłam -Amelko tyle sie w twoim zyciu wydazyło,naprawde jestem pod wrazeniem ze sobie dajesz rade -chcialabys poznac Daniela?moze bys wpadła na sniadanie do nas a pozniej bym cie odwiozła? -chetnie zobacze jak mieszkasz-usmiechneła sie i skineła głowa -swietnie,Daniel i dorota sie uciesza,jestesmy juz prawie na miejscu-skreciła w prawo i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych