Wróć do katalogu

Miłość to straszna rzecz

mocne, czytaj TYLKO jeśli należysz do osób, które nie boją się "chwil prawdy" i którym nie więdną uszy od wulgarnych słów :)

lunatyk, opublikowano , 12 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

MIŁOŚĆ TO STRASZNA RZECZ

bo już zostałem, choć to się działo w obłędzie, najdosłowniej i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo i realnie mnie to bolało

Edward Stachura

To było w metrze. Jechałam do pracy, powinnam wysiąść na Ratuszu. Wsiadł chłopak. Miał szesnaście, góra dwadzieścia lat. Nerwowo krążył po wagonie. Mamrotał. Być może również gestykulował, a może po prostu silnie drżały mu ręce. Nie zapamiętałam wszystkich szczegółów. W każdym razie wciąż był w ruchu, w ostrym kontraście z całą resztą pasażerów, zastygłych na swoich miejscach, z sinymi kręgami pod zapatrzonymi w pustkę oczami i bladymi, pomarszczonymi w jaskrawym świetle twarzami. Nie było specjalnie tłoczno, ale kilka osób stało. Chłopak wciąż krążył trzęsąc się i mamrocząc nerwowo, co chwilę rzucał szybkie spojrzenia na pasażerów, ale wątpię, czy zdołał uchwycić czyjkolwiek wzrok. W ludziach wyczuwało się strach, jakby za chwilę miał się na nich rzucić, uderzyć, albo zniecierpliwienie, jakby jego obecność była zamachem na jakieś niepisane zasady, naruszeniem jakichś powszechnie przestrzeganych reguł. Zwłaszcza z mężczyzn emanowała nerwowa gotowość do obrony albo ataku, z dezaprobatą popatrywali na jego rozedrgane plecy. Czekałam tylko aż któryś z nich nie wytrzyma i oburzonym głosem rzuci: „Niech pan siada na miejsce, niech pan przestanie się wiercić”. Co by wtedy zrobił? Wyprostował się i stanął naprzeciw, zmuszając stróża niepisanego porządku do popatrzenia sobie prosto w oczy? „Niech pan na mnie nie patrzy, niech pan siada.”, tylko gdzie, bo przecież wszystkie miejsca były zajęte. Siedziałam przy drzwiach, w napięciu, bałam się, że za chwilę dojdzie do konfrontacji, a jednocześnie chciałam żeby do niej doszło, żeby ci przedstawiciele obcych sobie światów choć przez krótką chwilę popatrzyli sobie w oczy; ale oczywiście nic takiego się nie stało. Podróż metrem trwa krótko, wystarczy na nią ludzkiej cierpliwości. Zresztą on najpewniej krążyłby dalej, ignorując upominającego, co najwyżej mamrocząc i gestykulując jeszcze bardziej chaotycznie. Wysiadł na Ratuszu, tak jak ja. Patrzyłam jak truchtem biegnie na tramwaj, w przeciwnym niż ja kierunku. Bardzo trudno było patrzeć na jego twarz. Była zmasakrowana. Jaskrawoczerwone białko, nalane krwią oko, opuchnięta sina powieka, otwarta głęboka rana na policzku. Wszystko nagie, odkryte, bez śladu jakiegokolwiek opatrunku.

*** - Nie mogłabym teraz stworzyć związku. Mój destrukcyjny model przyciąga tylko toksycznych facetów. Siedzimy na tarasie mojej ulubionej bułgarskiej restauracji. Mój rozmówca poważnie spogląda na mnie zza okularów. - Powiedz mi Madziulku, co musi mieć facet takiego w sobie, żeby cię przyciągnął? - Musi być chory psychicznie? Musi być skurwysynem? Musi być toksyczny? - Nie, to nie jest tak. Ja myślę, Madziu, że normalni faceci cię nudzą, że żeby facet ciebie zainteresował, musi mieć w sobie jakieś szaleństwo. - Brzmi pięknie, tyle że wśród tych szaleńców 99 procent to kretyni albo pojeby. I ja zawsze muszę trafić w te 99 procent. - Niektórzy potrafią się poświęcić. Pobrać z rozsądku, przyzwyczaić się do siebie, dopasować w łóżku. Wszystko dlatego, żeby założyć rodzinę, mieć dzieci. Coś za coś, taki już jest ten świat. Ale ty tak nie potrafisz. Nie potrafisz udawać. Jesteś jak dziecko, które wchodzi do sklepu. – Uśmiecha się. – Chcesz czekoladkę, jeb czekoladkę, chcesz loda, jeb loda... Wybucham śmiechem. Mój rozmówca zastyga w pół gestu, którym demonstrował swoją wypowiedź i również zaczyna się śmiać. Potem opiera policzek na dłoni i przez chwilę patrzy gdzieś w bok. Uśmiech powoli znika z jego twarzy.

*** Srać, jeść, płakać. Właściwie nie wiem, co powinnam zrobić, nie wiem, czy zrobię cokolwiek, na razie odbieram tylko sygnały, którymi bombarduje mnie własne ciało i siedzę tu przed tym pieprzonym komputerem, próbując poprawiać powieść ale niezdolna choć na chwilę podnieść się z krzesła, szukając w sobie odpowiednich emocji i słów, ale wciąż błądząc pustym wzrokiem gdzieś w przestrzeni, daleko, daleko poza szybami okien. Która z potrzeb okaże się najsilniejsza. Której ulegnę najpierw. Są oczywiście jeszcze inne scenariusze. Właśnie dzisiaj, podnosząc z łóżka płaszcz i wieszając go w przedpokoju, zdając sobie sprawę z całego absurdu tej czynności, podejmowanej wciąż na nowo z uporem godnym maniaka próby wymuszenia nieistniejącego porządku, pomyślałam, że tak samo beznamiętnie, z tą samą smutną miną, z tymi samymi zapatrzonymi w przestrzeń, niewidzącymi oczami mogłabym powiesić na tym pieprzonym haku siebie. I wiszący smutno w przedpokoju bezkształtny strzęp czerwonego materiału na jeden krótki moment stał się mną. A w chwilę później zatrzymałam się przed lustrem, podziwiając linię nagich ramion. Wiem, że jeśli rozkroiłabym siebie, nie znalazłabym we własnym ciele nic poza tym wszystkim, co można znaleźć w ciele każdego innego człowieka. Krew, jakieś bebechy, niedotrawione jedzenie, smród. Bijące jeszcze przez chwilę serce. W wyobraźni zakrwawionymi rękami grzebię we własnym ciele. Trzymam własne serce. Ściskam je. W wyobraźni posiadam nadludzką siłę. Rozgniatam je na miazgę. Do ostatniego atomu. Szukam. Czego? Nie wiem. Wciąż nie wiem. A czasu jest coraz mniej. Życie ucieka z zawrotną prędkością.

*** Dzisiaj opowiadałeś o tej dziewczynie, która się pocięła, po której przez kilka godzin sprzątaliście łazienkę. Wszędzie była jej krew. I nagle tej krwi dotknęło tyle osób. Tyle osób naraz. Tylu mężczyzn. Na moment stałam się tą dziewczyną. Pięknie umarła. Naprawdę pięknie umarła.

*** To chyba była moja siostra, opowiadała mi kiedyś o tym, że kiedy miała…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych