Milten Bonehome i Mroczne Ostrza
To w sumie ma być mikropowieść osadzona w świecie Forgotten Realms, o nastoletnim chłopaku jadącemu do Uniwersytetu Magii. Nie należy kojarzyć tego z Harrym Potterem, to zupełnie inne rzeczy!!!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
MILTEN BONEHOME I MROCZNE OSTRZA
AUTOR: DAMIAN BARTOSIK
© 2004 Damian Bartosik www.bestiariusz.republika.pl © 2004 Milten Bonehome i Mroczne Ostrza
Milten usiadł przy stole i zaczął zajadać się mięsem ścierwojada, którego jego ojciec upolował poprzedniego dnia na łące.
- Wyśmienite. – powiedział. – nigdy nie jadłem smaczniejszego mięsa. – wymruczał i wytarł usta w stary, niezręcznie uszyty ręcznik
Milten Bonehome za kilka godzin miał wyjeżdżać do Uniwersytetu Magii w Lantan. Rodzice zawsze pokładali w nim duże nadzieje, jeśli chodziło o karierę. Najstarszy z jego braci, Anglo obrał ścieżkę barbarzyństwa i powędrował dawno temu ku Górom Grzbietu Świata, następny trafił do pomniejszej gildii złodziejskiej w Amn, i rodzinie Bonehome został już tylko jeden syn, który również miał zamiar wyjechać. Milten co prawda nie był nigdy nazbyt rozpieszczany, jednak bracia zazdrościli mu, że jedyną ciężką pracą, jaką wykonywał było czytanie starych ksiąg i zwojów w bibliotece, podczas gdy oni musieli w pocie czoła pracować w roli. Matka Miltena, Casundra, oczywiście chciała, by jej synowie wyrośli na mężnych i sławnych wojowników, ale przyszły mag słyszał po nocach jej płacze i jęki, jej pomrukiwania, jakoby traciła ostatniego syna. I na nic zdawały się tutaj pocieszenia, bo Casundra, jak każda matka, była uparta i zawsze stawiała na swoim. Milten miał wyjechać wraz z karawaną ojca jego przyjaciela, który wyruszał do Fortu Beluarian, aby zaopatrzyć tamtejszych żołnierzy w broń i pancerze. Musieli przebyć długą drogę pełną niebezpieczeństw. Znajdowali się właśnie w Ilipur, nad brzegiem Smoczego Morza, a musieli przebyć całe Równiny Giganta, Amn i Tethyr. Następnie stamtąd trzeba było udać się do Calimshanu i przepłynąć Lśniące Morze. Milten miał o tyle dłuższą drogę, że musiał następnie przepłynąć wiele mil na północ absolutnie sam. Dzień mijał powoli i Milten, nie mogąc doczekać się wyjazdu, poszedł nad Smocze Morze i w ciszy obserwował odejście Selune i nadejście Shar. Miał wyruszyć właśnie wtedy, kiedy role znowu się zamienią i Shar się schowa, a pojawi Selune. Tego dnia morze było bardzo spokojne. Na horyzoncie od długiego czasu nie pojawił się żaden statek, a co kilka minut można było usłyszeć śpiewy syren czy radosne okrzyki wodnych nimf. Z rzadka pojawiały się również wodne genasi. Aboleth o ostrych zębach i złowieszczym spojrzeniu wyprowadziły Miltena z zadumy, i, jak się po chwili okazało, jedna wodna nimfa została wzięta pod wodę, a wszystkie stworzenia od razu zaczęły uciekać. Milten wstał, pobiegł w kierunku wody i wspiął się na wysoki głaz, by zobaczyć, co się stało. Wyjął sztylet z pochwy i z głośnym pluskiem wpadł do wody, kiedy zauważył, że Aboleth ma zamiar pożreć obezwładnioną nimfę. Uczepił się płetwy grzbietowej stwora i zaczął dźgać go sztyletem i po chwili czysta woda została skażona ciemnoczerwoną krwią Aboletha. Nimfa uwolniła się ze szczęk bestii i odpłynęła, by następnie wspiąć się na głaz, podczas gdy Aboleth błyskawicznym ruchem zrzucił Miltena ze swojego grzbietu i bezskutecznie próbował go zanurzyć. Po chwili czuł, że słabnie i za chwile mimo woli zostanie pociągnięty pod wodę ku głębinom, ale w tym czasie nimfa zaczęła śpiewać. A była to pieśń tak piękna, że gdy Milten się w nią wsłuchiwał, czuł, że siły powoli mu wracają i ponownie zaczął zatapiać sztylet w ciele Aboletha. Bestia z każdą chwilą słabła, aż w końcu przestała miotać się na wszystkie strony. Milten podejrzewał, że monstrum zdążyło się już wykrwawić. Milten wspiął się na głaz i spojrzał nimfie w oczy.
- Kim jesteś, i dlaczego mi pomogłeś? – spytała - Nazywam się Milten. Pomogłem, bo byłem w pobliżu i... - I tak po prostu pomogłeś? Nie bałeś się, że też zostaniesz zjedzony? - Nie. - Hmm... a ja myślałam że idealny mężczyzna jeszcze się nie narodził. - Nie jestem idealnym mężczyzną. – Milten odpowiedział bez wahania - Powiedziałabym co innego, ale skoro tak sądzisz... my to rozmawiamy, a ja się nawet nie przedstawiłam... pozwól, że to zrobię – nimfa podała Miltenowi rękę i rzekła – jestem Imizael. - Łądne imię. Ale chyba elfickie, sądząc po akcencie wymowy. - Owszem, moja matka była elficą... muszę wracać. Spotkamy się jutro? - Nie mogę. Wyruszam w podróż do Lantan. - Toż to strasznie daleko! Chyba nie idziesz sam? - Nie, jadę wraz z karawaną. - No więc miłej podróży. Zaraz, a po co właściwie tam jedziesz? - Do Uniwersytetu Magii. - Aaa... magia... nie ufam jej. Stanowczo jej nie ufam, choć po części nią władam.
Imizael szybko ucałowała Miltena i wskoczyła ponownie do wody. Przyszły czarodziej był zaskoczony, że tak szybko odeszła. Nim zdążył zauważyć, Shar objęła swym mrokiem całe sklepienie. Milten ostrożnie zszedł z kamienia i rozpoczął wspinaczkę po wydmach, a gdy już wszedł na skarp, udał się w kierunku swojej chaty. Przez okno zauważył, że wszystkie świece były już pogaszone. Przestąpił po cichu próg i ostrożnie, by nikogo nie zbudzić, udał się do swojego pokoju, gdzie przywdziawszy na siebie piżamę, położył się na łóżku. Po godzinie usilnego leżenia z zamkniętymi oczami, stwierdził, że nie może zasnąć. Usiadł na łóżku i zapalił świecę, a następnie zaczął wertować grubą księgę z czystymi, niezapisanymi kartkami, wyobrażając sobie w niej setki notatek, gdy już stanie się potężnym magiem.
Milten nie spał przez całą noc, toteż miał problemy, kiedy musiał wcześnie rano wyjść z domu, by zdążyć zanim wyjedzie karawana choć wiedział, że bez niego na pewno by nie wyruszyła. Sprawdził jeszcze, czy spakował wszystkie niezbędne w podróży przedmioty i poszedł do kuchni. Wszyscy domownicy byli już na nogach, a matka Miltena miała łzy oczach, choć starała się to ukryć tak dobrze, jak tylko mogła.
- Mamo, przecież wrócę. – powiedział – albo wy przyjedziecie do mnie. - Albo rzucisz jakieś zaklęcie teleprotracii czy jakoś tak... – odezwał się ojciec, jednocześnie gryząc kolejny kawałek mięsa z kurczaka - Teleportacji. – poprawił go Milten - No właśnie, no, ten, telprotaracji, właśnie. – ojciec w dalszym ciągu miał problemy z wymówieniem tego słowa
Milten skończył jeść swoją porcję. Wstał do stołu, a następnie założył plecak. Rodzice też wstali i matka pierwsza rzuciła mu się w ramiona, nie ukrywając już wzruszenia. Ojcu również niewiele brakowało do płaczu, choć…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil damianbartosik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…