Mizerykordia
"(...)Jakiż ten świat okrutny, nieprawdaż? Wszyscy jesteśmy nic więcej warci niźli zwierzęta... Gorzej nawet, bo one nie zabijają z nienawiści(...)"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wąska smuga srebrnego blasku wpadała przez wysokie okno w nawie głównej rozpryskując się o wypolerowaną, szachową posadzkę. Księżyc tej nocy lśnił niezwykle jasno dodając ponuremu pomieszczeniu jeszcze większej upiorności. Majaczące nieśmiało światło świec wyłaniało z mroku granitowy katafalk a na nim zbite z dębowych desek, przyozdobione majestatycznymi kwiatami ostatnie ziemskie łoże. Sunący po niebie miesiąc wdzierał się do środka, coraz mocniej rzucając swe promienie na coś leżącego na podłodze obok katafalku. Powoli odkrywał z cienia delikatną dłoń leżącą bezładnie wzdłuż smukłej kibici, zgrabne pantofelki wystające spod długiej sukni, wygiętą nienaturalnie łabędzią szyję, pociągłą twarz oblepioną długimi ciemnymi włosami. Druga ręka leżała lekko odchylona jakby chciała dotknąć głowy umoczonej w czarnej, połyskującej karminowo kałuży. Biała, niemal trupioblada twarz przerażająco komponowała się z jasnymi, wytrzeszczonymi oczyma i sinymi, rozdziawionymi w niemym krzyku, jakby chłonącymi ciemność ustami. Leżąca obok dłoń ujmowała wysadzaną szlachetnymi kamieniami mizerykordię, która połyskiwała złowieszczo kawałkiem srebra niezanurzonym jeszcze w posoce. Słodycz śnieżnobiałych lilii oplatających trumnę zmieszana z metalicznym zapachem krwi wypełniła wnętrze katedry dusząco słodką wonią. Czy tak pachnie śmierć? Ponętnie i odrażająco, ostro a kojąco i spokojnie zarazem. Głuchą ciszę nocy przerwał trzask klęcznika i odbijające się echem od murów kroki. Ciężki oddech pochylającego się nad ciałem, zdmuchnął kosmyk włosów z twarzy ofiary. Rosły mężczyzna zamknął delikatnie jej powieki i gładząc zimny policzek przyglądał się z zainteresowaniem. Przesunął kciukiem po wydętych ustach, dotknął kolczyka z czarnej perły a potem wodząc dłonią wzdłuż szyi trafił na zrobiony z takich samych, czarnych pereł naszyjnik i zdjął go ostrożnie. Wyjął z sakwojaża zwój pergaminu i gęsie pióro, umoczył jego ostry koniec w rozlanej krwi i z wielką precyzją wykaligrafował napis: "{i}Liliane Léger (+1623) et Jacques de Gaulle(+1623) - amour à jamais{/i}". Przyglądnął się literom beznamiętnym wzrokiem i dorysował obok jakiś symbol kształtem przypominający orła a pod nim jakby dwie złączone obrączki. Poprawił nieco sztylet w jej dłoni, odgarnął kosmyki włosów po czym wstał, podszedł do katafalku, wsunął pergamin pod pokrywę trumny i powoli kierując się do wyjścia oglądnął się jeszcze raz za siebie. Kilka godzin później z tragicznego miejsca dobył się rozdzierający dziewczęcy wrzask i szloch, stawiający na nogi pobliskich, śpiących jeszcze mieszkańców. Blade dziewczę wybiegło z kościoła rysującego się na tle świtającego nieba. Już nie krzyczała, jedynie biegnąc w amoku przed siebie mijała zdumionych ludzi. W końcu pędząc tak bez opamiętania potknęła się o wystający kamień i upadła na twarz. Leżała w bezruchu na ziemi z szeroko otwartymi oczami a wokół niej szybko zebrał się mały tłumek. Starszy jegomość schylił się, ale zanim zdołał dotknąć jej ciała spojrzała na niego takim wzrokiem, aż ten ze strachu cofnął się nieco. Przysunął się jednak spowrotem, może nawet bliżej niż przedtem, bo jej usta zaczęły drgać lekko i z szybko wydychanym powietrzem wydobywały się ledwo dosłyszalne słowa: *{i}w katedrze... krew... Liliane...{/i}* Mieszkańcy więcej nie potrzebowali i pędem skierowali się do miejsca o którym szeptała. Kilku mężczyzn weszło pierwszych, jednak stanęli jak wryci kiedy zobaczyli masakrę. Skrzepłe już morze krwi w którym skąpana była postać czerniło się obok trumny w pierwszych promykach dnia. Piękna kobieta leżała spokojnie jakby pogrążona w cudownym śnie. Mężczyźni ze zgrozą w oczach zbliżyli się do trupa a zaraz za nimi weszła dziewczyna zakrywająca dłońmi wilgotną twarz, przedzierająca się przez tłum. *{i}samobójstwo... Popełniła samobójstwo. Zgroza... Podcięła sobie gardło{/i}* w zimnych murach echo powtarzało za ludźmi urywkowo szeptane zdania pełne strachu i bezradności *{i}biedactwo. Młoda przecież, ale widać śpieszno jej na tamten świat było.... Szkoda. Dziecko to przecież jeszcze, ledwo 22 wiosny miało.{/i}* Głosy coraz wyraźniejsze i żałośniejsze dochodziły do jej uszu. Ktoś z niedowierzaniem kręcił głową, ktoś inny płakał albo w otępieniu patrzył i próbował wyobrazić sobie to, co mogło się wydarzyć tej nocy. *{i}za ukochanym tęskno jej było. Pewno z żałości rozum straciła{/i}* Czarnowłosa wtuliła się w czyjeś ramię. Łzy same cisnęły się do oczu. Nie chciała tego słuchać, nie chciała też patrzeć, jednak coś kazało jej spojrzeć. Nagle ciemnobrunatna kałuża zagrała tysiącami barw w świetle porannego słońca przebijającego się przez witraż przedstawiający paradoksalnie Mękę Pańską. Jakiż dziwny był to widok. Przerażający i tak piękny w swej niezwykłości, że poczuła się jakby nie na tym świecie. Wydawało się jej, że odrywa się od ziemi i wiruje razem ze światłem. Nikogo obok. Tylko ona i blask. Z zadumy bezlitośnie zbudził ją pewien nieznajomy mężczyzna. Stanął bliżej martwej i cicho się wpatrywał lodowatym wzrokiem, który na moment przeniósł na dziewczynę. Zmroziło ją to spojrzenie, jednak nie przywiązywała do odczucia większej uwagi. Zbyt wielki mętlik w głowie miała w tej chwili. Nie wierzyła w to co ludzie gadali. Dobrze wiedziała, że choć strata ukochanego bolała okrutnie, jej bogobojna przecież starsza siostra nigdy nie przyłożyłaby noża do swego ani niczyjego innego gardła. Myśli kotłowały się w jej małej główce coraz boleśniej szukając jakiegoś sensownego wytłumaczenia, kiedy to jej wzrok padł na szyję siostry a potem na policzek i dłoń w której Liliane trzymała mizerykordię... Coś jej nie pasowało. Gdzie się podziały czarne perły, które to założyła tegoż wieczora? Skąd krwawa smuga na policzku i powiece, i dlaczego sztylet miała w prawej ręce? Przecież od dziecka jej siostra wszystko robiła ręką zdecydowanie lewą... Czy nagle na potrzebę samobójstwa stała się praworęczna? Niedorzeczne. Przeszył ją niemiły zimny dreszcz i zdała sobie sprawę, co się mogło tak naprawdę stać tej feralnej nocy... Targnęło nią też straszne przeczucie, że przecież ON mógł być gdzieś tutaj. Obok niej. Być może nawet wtula się w tym momencie w rękaw jego płóciennej koszuli a on chłodnym spojrzeniem lustruje swoją ofiarę... Wzdrygnęła się nagle, podbiegła do leżącej i gładząc porozrzucane włosy wyciągnęła z jej dłoni broń. Parę sekund później, zostawiając za sobą czerwony odcisk bucika na posadzce wybiegła na zewnątrz. Nie miała jeszcze nawet 20 lat a już wylała tyle łez ile najstarszy człowiek w miasteczku nie uronił i targała takie brzemię bólu, że najsilniejszy mężczyzna by nie zniósł... Siedziała w swoim pokoiku na pięknym fotelu. Los jej i jej siostrze choć tyle dał szczęścia, że z ogromnej biedoty stała się średnio zamożną szlachcianką. Choć można to nazwać szczęściem w nieszczęściu. Rodzice bowiem z ciężkim sercem musieli oddać swe pociechy pod opiekę dalekiej krewnej, bo sami nie zdołaliby ich wychować po tym jak stracili cały dorobek życia w pożarze. Te i inne wspomnienia malutkiej wtedy Madeleine przelatywały teraz w jej umyśle nie dając chwili wytchnienia. Pogrążona w marazmie przyglądała się sztyletowi zawieszonemu na dwóch ogromnych, pordzewiałych gwoździach przebijających kwiecistą tapetę na ścianie. *{i}mizerykordia....{/i}* wyszeptała *{i}misericordias... znaczy miłosierdzie. Cios zadany tym sztyletem ma uwolnić od cierpienia konającego...{/i}* Słuchała własnych słów z niedowierzaniem. Minęło już ponad pół roku, ale co noc gnębiły ją we śnie obrazy z tamtej nocy. Często widziała siostrę przychodzącą do niej i stojącą obok łóżka. Popadła w taki smutek, że rzadko gdziekolwiek wychodziła z własnej woli, tego dnia jednak stało się coś co spowodowało, że w jej sercu zamiast rozpaczy pojawiła się niespotykana wręcz zawziętość. Jak codzień siedziała w fotelu i spędzała czas na modlitwie i rozmyślaniu. Patrzyła na sztylet, na którym ciągle pozostały brunatne skrzepy krwi. Nie odrywając od niego wzroku sięgnęła po stojący na ławie kryształowy kielich wypełniony po brzegi czerwonym winem. Zamoczyła wargi w słodkim trunku i nagle wściekłość jakaś wdarła się do serca dziewczyny. Nie wiem skąd wzięła się taka siła w delikatnych rękach kobiecych, ale kryształ roztrzaskał się na tysiące kawałeczków raniąc przy tym cienką skórę dłoni. Karmazynowa posoka zaczęła zdobić kremową suknię Madeleine. W jej oczach iskrzył się płomień nienawiści i desperacji kiedy wstała i nie bacząc na rany, chwyciła w dłoń sztylet ścierając strupy z ostrza, zastępując je tym samym swoją własną krwią. *{i}Ostrzem zabiłeś, od ostrza padniesz...{/i}* Przechadzając się wąskimi uliczkami miasta ponuro rozmyślała co powiedzieć owemu jegomościowi.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil anandi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…