Wróć do katalogu

Mniejsze zło - część 1

"Trzeba iść do przodu, kiedy nie da się zawrócić" (Farben Lehre)

Mgła, opublikowano , 15 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I

Laureain spojrzała na słońce, po czym odgarnęła za ucho kosmyk włosów, który zsunął się na czoło. Lejce trzymała luźno w lewej ręce. Nie musiała kontrolować Amroco. Klacz podążała za Rimvalenem i jego wierzchowcem Quolym. Ciepły, choć niezbyt upalny dzień dobiegał końca. Słońce schodziło coraz niżej i chwilami, gdy opadał teren, znikało za drzewami. Do zmierzchu zostały nie więcej niż trzy godziny, ale ciągle istniała szansa, że zdążą dojechać do Garvalen. Laureain nie lubiła tego miasta i najchętniej ominęłaby je szerokim łukiem, ale Rimvalen się uparł. Chciał sprzedać tamtejszym kupcom ametyst, który dostał za ocalenie żeglarza przed bandą zbirów. Garvalen znajdowało się daleko od morza, więc ceny kamieni, muszli i bursztynów przewyższały kilkanaście razy przeciętne stawki na wybrzeżu. A jednak większość kupców omijała miasto z powodu króla Nolanda, który rządził tam od przeszło dwudziestu lat. Jego gwardia mordowała każdego, kto złamał jakikolwiek, choćby najgłupszy i najdrobniejszy nakaz obowiązujący w mieście. Kodeks karny Garvalen miał blisko sto stron z opisami tego, co wolno, a co jest zabronione. Zaczynał się od słów: „Pod karą ścięcia zabrania się…”. Przepisy Garvalen określały ile kufli piwa można wypić dziennie, gdzie chodzić na spacer i jak szybko jeździć konno. Albo nie było tam groźniejszych przestępstw albo Noland miał problemy psychicznie. Prawdopodobnie i jedno i drugie. Rimvalen stanął, więc Amroco także się zatrzymała. Laureain rozejrzała się dookoła, ale nie zauważyła niczego istotnego, więc skupiła wzrok na Rimvalenie. Mężczyzna siedział nieruchomo na Quolym i patrzył przed siebie. Miał długie, kasztanowe włosy i ciemne, prawie czarne oczy. Nosił brązowe spodnie, zieloną koszulę i długi, czarny płaszcz z kapturem. Był to typowy strój Hanitów: łowców bandytów obdarzonych nadzwyczajną mocą psychiczną. Laureain miała na sobie czarne spodnie, szarą koszulę i kaftan. Jeszcze nie należała do Hanitów, najpierw musiała przejść szkolenie. Rimvalen pomagał dziewczynie rozwijać ponadnaturalne zdolności, które według niego zdrętwiały, bo ich nie używała. Codziennie serwował jej osiem godzin ćwiczeń, mających pobudzić uśpione moce i stopniowo zaczynało przynosić to rezultaty. Nie była jeszcze w stanie czytać innym w myślach ani rzucać ciężkimi młotami, ale coraz częściej udawało jej się przesuwać siłą woli drobne przedmioty. Rimvalen uczył Laureain także odnajdywać ludzi po śladach, jakie za sobą zostawiali oraz różnych sztuk walki. Za trzy miesiące czekał ją egzamin, na którym Wielka Rada Hanitów osądzi, czy nadaje się na członka ich grupy. - O co chodzi? – spytała, gdy cisza zaczęła się przedłużać. Rimvalen się nie poruszył. - Czujesz? Laureain powąchała powietrze, ale wyczuła tylko zapach lasu. Hanici dysponowali ponadnaturalnymi zdolnościami psychicznymi i zmysłami. Doskonale widzieli w ciemności i słyszeli dźwięki zbyt niskie dla innych. Jednak w przeciwieństwie do zdolności psychicznych, z którymi trzeba było się urodzić, zmysły wyostrzali za pomocą specjalnych ćwiczeń. Laureain miała nauczyć się tego, gdy zostanie przyjęta do ich grupy. Rimvalen odwrócił się w jej stronę. - Nie tak, Laureain. Użyj umysłu. Pamiętaj, że niezależnie od tego jak wyostrzysz zmysły on i tak będzie widział więcej. Laureain wyrzuciła z głowy wszystkie myśli, tak jak nauczył ją Rimvalen, wyobrażając je sobie w postaci baniek mydlanych i przekłuwając. Czekała, by ich miejsce zajął obraz czyhającego gdzieś niebezpieczeństwa, ale chociaż już wcześniej miała takie przebłyski, tym razem nic nie poczuła. Przymknęła powieki, żeby mocniej się skupić i niemal natychmiast usłyszała szorstki głos Rimvalena. - Otwórz oczy. Nie wolno ci odcinać się od rzeczywistości w ten sposób. Tracisz ważny zmysł, najważniejszy, dopóki nie nauczysz się korzystać z innych. Pamiętaj o tym. Laureain westchnęła. - Dobrze, ale nic nie czuję. Co się dzieje? Co powinnam zobaczyć? - Śmierć – stwierdził Rimvalen, ruszając. Zanim Laureain zastanowiła się nad tym, co powiedział nauczyciel, Amroco szarpnęła się do przodu.

II

Po kilkunastu minutach dotarli do polany, na której leżały zwłoki mężczyzny. Rimvalen bez słowa zeskoczył z Quoliego i skierował się w stronę ciała. Laureain poszła za nim. Nieboszczyk leżał na plecach, zaciskając ręce na sztylecie, który tkwił w jego piersi. Biała koszula, którą miał na sobie, całkowicie przesiąkła krwią. Twarz zmarłego była blada, a oczy zmrużone, jakby śmierć zabrała go ułamek sekundy za wcześnie, nie pozwalając powiekom się domknąć. Rimvalen dotknął dłoni zmarłego. - Zimna i sztywna – oznajmił. Zatem mężczyzna leżał na polanie co najmniej od dwóch godzin, prawdopodobnie dłużej, skro po jego ciele pełzały robaki. Kiedy Rimvalen wyciągnął z piersi mężczyzny nóż, z rany nie wypłynęła krew. Ostateczny znak, że nie było już w nim ani odrobiny życia. - Jak sądzisz: do kogo może należeć? – spytał Rimvalen, podając jej sztylet. Laureain wiedziała, że to test. Nie pytał dlatego, że ciekawiła go jej opinia. Przyjrzała się brązowej rękojeści, potem gładkiemu ostrzu, ale już na pierwszy rzut oka było widać, że na nożu nie ma żadnych znaków szczególnych. Wprawdzie na uchwycie znajdowała się trzy centymetrowa zadra, ale to świadczyło tylko o tym, że sztylet jest stary i wiele przeszedł. - Do każdego. Od kucharki, po zawodowego zabójcę. Rimvalen skinął głową. Laureain zauważyła obok ciała zamknięty plecak. - Chyba nie chodziło o kradzież – stwierdziła, oddając Rimvalenowi nóż i podchodząc do torby – Wygląda tak, jakby nikt nie ruszał jego rzeczy. Dziwne. Pobieżnie przejrzała zawartość plecaka. Rzeczy ściśle do siebie przylegały, więc prawdopodobnie morderca nic nie zabrał. Nie było w nim zresztą niczego wartościowego. Ubrania, zapasy wody i jedzenia, jakieś listy. Żadnych pieniędzy. Gdzieś w pobliżu zaszeleściły krzaki i rozległ się tętent koni. Laureain podniosła wzrok na Rimvalena i zamarła. Do polany zbliżało się sześciu mężczyzn w szarych kolczugach i białych pelerynach z herbami czarnego orła. Rycerze Nolanda.

III

- Nie ruszać się! – krzyknął rycerz, który pierwszy wpadł na polanę. Jako jedyny nie nosił białej, tylko błękitną pelerynę. Laureain poderwała się z ziemi i niepewna czy wyciągnąć miecz, czy nie, spojrzała na Rimvalena. Nauczyciel nawet nie drgnął. Patrzył w słońce, jakby ani słowa, ani tętent koni, do niego nie docierały. Laureain wiedziała, że to tylko maska, ale wcale jej to nie uspokoiło. Rimvalen trzymał w ręku nóż i kucał nad martwym ciałem. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Rycerz w błękitniej pelerynie zeskoczył z konia, wyciągnął miecz i skierował ostrze w szyję Rimvalena. Pozostała piątka również zeszła z wierzchowców. Jeden z nich podszedł do Laureain i przytknął koniec miecza do jej ramienia. - Rzuć sztylet albo zginiesz! – zawołał ten w błękitnej pelerynie, spoglądając na Rimvalena groźnym wzrokiem. Laureain z niepokojem wpatrywała się w nauczyciela. Czekała, aż da jej znak do ataku albo zacznie wyjaśniać sytuację, ale on bez słowa wypuścił nóż z ręki. - Nazywam się Vinith, jestem dowódcą gwardii obywatelskiej Garvalen. W imieniu króla Nolanda aresztuję was za morderstwo. Rimvalen nadal milczał. Laureain nie rozumiała zachowania nauczyciela. Jeśli teraz nie udowodnią rycerzom, że się mylą, potem nie będą już mieli na to szansy. Nie będzie procesu. Jeśli dotrą do Garvalen związani jak mordercy, zawisną na szubienicy. Gwardia nie przyzna się do pomyłki, żeby nie stracić autorytetu. - Nic nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych