Mniejsze zło - część 2
"Trzeba iść do przodu, kiedy nie da się zawrócić" (Farben Lehre)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
V
Loch znajdował się pod ziemią, w labiryncie identycznych, przyciemnionych korytarzy. Zanim rycerze otworzyli mosiężne drzwi, które broniły do niego dostępu, zdjęli z dłoni Laureain sznur, a opletli je grubym, zamykanym na kłódkę łańcuchem. Był tak ciężki, że jej ręce automatycznie opadły. Coraz bardziej trzęsła się ze strachu. Niewiele brakowało, a spróbowałaby desperackiego ataku na dwóch rycerzy, którzy przyprowadzili ją pod drzwi więzienia, ale ostatkiem sił powstrzymała się. Rimvalen ją ocali, musi po prostu wytrzymać jeszcze kilka godzin i wierzyć, że wszystko się ułoży. Jeden z rycerzy otworzył drzwi, a drugi wepchnął ją do lochu. Zanim odwróciła się w kierunku wejścia, drzwi zatrzasnęły się, ostatecznie odseparowując ją od świata. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było tu jeszcze ciemniej niż na korytarzach. Pomalowaną na brązowo piwnicę oświetlało jedynie osiem pochodni po parze na każdej ścianie. Może to zapewniłoby wystarczającą ilość światła dużemu pokojowi, ale loch miał rozmiar sali balowej w pałacu. Powoli ruszyła przed siebie. Pod ścianami siedzieli ludzie. Niektórzy grupami, inni pojedynczo. Kilka osób przyglądało się jej, ale większość miała zamknięte oczy i opuszczone głowy. Ciekawe jak długo tu siedzieli. Garvalen słynęło z miłości do egzekucji, podobno wykonywano ich po kilkanaście dziennie. Jeśli tak, to pewnie nikt nie czekał na śmierć dłużej niż kilka dni. Może ci ludzie byli zmęczeni strachem, a nie długim przebywaniem w zamknięciu. Zatrzymała się i zaczęła rozglądać za jakimś wolnym kątem. Pod prawą ścianą siedziało mniej osób, więc skierowała się w tamtą stronę. Między ludźmi było dość miejsca, w które mogła się wcisnąć, ale żadne z nich nie dawało jej takiego odosobnienia, jakiego by chciała. Zauważyła dziewczynę mniej więcej w swoim wieku i po chwili wahania ruszyła w jej stronę. Nieznajoma miała na sobie czarne spodnie oraz brązową koszulę, czyli podobnie jak ona, strój bardziej typowy dla mężczyzn niż kobiet. Spała albo chciała odciąć się od rzeczywistości za zamkniętymi oczami. Laureain usiadła metr od nieznajomej. Dziewczyna na chwilę otworzyła oczy, przyjrzała się jej, po czym znów zapadła w pół sen. Laureain wyprostowała nogi i położyła na nich związane ręce. Kilka osób odsunęło się od ściany, żeby się jej przyjrzeć, ale większość szybko wróciła na swoje miejsca. Starszy mężczyzna przez chwilę mierzył ją ponurym wzrokiem, jakby zastanawiał się, czy coś powiedzieć, po czym odwrócił się w kierunku młodego chłopaka, który siedział obok. Oparła głowę o ścianę i zamknęła oczy, ale szybko je otworzyła. Przypomniała sobie, że Rimvalen uczył ją, aby nigdy nie robiła tego w sytuacji niepewnej. Przynajmniej dopóki jej słuch nie poprawi się na tyle, że będzie słyszała na niższej częstotliwości niż przeciętni ludzie. Kłódka spinająca łańcuch, który unieruchamiał jej ręce, była identyczna jak te, jakimi najczęściej zabezpiecza się piwnice i stodoły. Gdyby odpowiednio się skoncentrowała, mogłaby ją otworzyć. Przynajmniej tak powiedział jej Rimvalen, kiedy bezskutecznie męczyła się z zamkiem w opuszczonym domu, gdzie nocowali kilka dni temu. Bardziej żeby zająć czymś umysł, niż żeby coś zdziałać, odsunęła od siebie wszystkie myśli i skupiła się na kłódce. Po kilku minutach sfrustrowana, szarpnęła łańcuchem. - Żeby to wyszło, musisz pozbyć się nie tylko myśli, ale i emocji – odezwała się nieznajoma. Laureain spojrzała na nią. Dziewczyna przyglądała jej się z obojętnością, jaką mieli na twarzach wszyscy uwięzieni w lochu. - Robię to – odpowiedziała. - Nie. Jesteś zła i wystraszona. Laureain już miał zaprotestować, ale uświadomiła sobie, że nieznajoma ma rację. Ciągle była przerażona i zła, że znalazła się w lochu, na dodatek w skupieniu przeszkadzała jej frustracja. Jednak skoro dotąd nie nauczyła się odseparowywać od emocji, nie uda jej się to teraz, gdy paraliżuje ją lęk. Przeniosła wzrok na mosiężną kłódkę. Była otwarta. Laureain nawet nie łudziła się, że to jej robota. Spojrzała na nieznajomą. Dziewczyna miała zamknięte oczy, ale z pewnością nie spała. - Kim jesteś? - Ciekawe pytanie. Fascynuje ludzi od początku świata. Nie wszyscy tak jak ty, noszą wizytówki na szyi. Wzrok Laureain automatycznie opadł na medalion, który nosiła na szyi. Łuska węża utopiona w bursztynie. Dostała go od ojca w dniu jego śmierci. Nie miała pojęcia, że da się z niego odczytać jej pochodzenie. - Medalion z bursztynu? Nie rozumiem. Nieznajoma otworzyła oczy i obróciła głowę w kierunku Laureain. - Medalion z łuską Gelbota. Jeden z pięciu kluczy do skarbca, mieszczącego podobno tyle złota, że nie pomieściłoby się w jednym pałacu. Laureain podniosła bursztyn, przyglądając się jego krawędziom. Dolna była spiczasta, a pozostałe gładkie. Słyszała o zamkach otwieranych za pomocą takich niecodziennych kluczy, ale nigdy żadnego nie wiedziała. Podobno były wykonane na zamówienie przez kowali i zaczarowane przez magów. - W bursztynie jest łuska węża, a nie jakiegoś Gelbota. - Gelbot to wąż. Gigantyczny, po mutacjach. Nie wiem, czemu nadali mu takie imię, może na cześć jednej z ofiar. Ojciec nie powiedział ci, jak zdobył łuskę? Laureain pokręciła głową. Była prawie pewna, że dziewczyna sobie z niej żartuje. Ale to „prawie” nie dawało jej spokoju. - Opowiadał mi o walce z potworem podobnym do węża, ale nie wiem, czy to ma coś wspólnego z łuską w bursztynie. To pewnie zwykły medalion. Na jarmarkach sprzedają dziwniejsze rzeczy. Mylisz mnie z kimś. Dziewczyna spojrzała w kierunku drzwi. Na chwilę jej wzrok stał się pusty, jakby dusza opuściła ciało. - Jesteś córką Marcuisa. Rycerza, króla… - Bariana – wtrąciła Laureain. Medalion wypadł jej z ręki i opadł na piersi. - Bariana. Laureain doznała szoku. Naprawdę nosiła na szyi wizytówkę. Nie miała pojęcia jak, ale dziewczyna odgadła imię jej ojca. - Skąd wiesz? Znałaś mojego ojca? On umarł… - Jak wszyscy rycerze, którzy walczyli z Gelbotem. Dlatego ta legenda stała się ostatnio bardzo popularna. Laureian otrzymała zbyt dużo informacji, by mogła je od razu uporządkować. Zwykle nie przywiązywała wagi do legend. Traktowała jej jak bajki dla dzieci. Ale teraz było inaczej, bo historia dotyczyła jej. - O mnie też jest mowa w legendzie? - Niebezpośrednio. Ale… jak to było… Roem, syn jednego z rycerzy, którzy zabili Gelbota, odziedziczył klucz od ojca, a potem odkupił drugi od wuja. Trzeci i czwarty skradziono, zabijając rycerzy. Piąty ma córka Marciusa. Czyli ty. Jeśli w skarbcu naprawdę było tyle złota, że wypełniłoby cały pałac, to medalionów poszukiwało wielu łowców przygód i najemnych morderców. Takie klucze stają się przeklęte. Ludzie, którzy je posiadają albo coś o nich wiedzą, giną i ślad się urywa. A legendy i żądza bogactwa opanowują kolejne osoby, budując coraz wyższą drabinę śmierci. - A może jestem morderczynią i zabiłam któregoś z tych rycerzy? - Cóż… Wiem, że córka Marciusa została zagarnięta przez Hanitów. A twoje próby otworzenia kłódki były niczym z ich podręcznika. Laureain nie wiedziała, co o tym myśleć, ale słowo „zagarnięta” bardzo jej się nie podobało. Może dlatego, że było bliższe prawdy niż stwierdzenie, że sama przyłączyła się do Hanitów. Rimvalen pojawił się w życiu Laureain tuż po śmierci Marciusa, tak niespodziewanie, jakby niebiosa przysłały go, by zapełnił w jej sercu pustkę po ojcu. Twierdził, że dziewczyna ma moc psychiczną, którą może dobrze spożytkować w walce ze złem, tak jak od wieków robili to Hanici. Zaprowadził ją do ich siedziby, przedstawił Wielkiej Radzie i zanim się zorientowała, została jego uczennicą. Hanici ją fascynowali. Widziała pokazy ich mocy i była nimi oczarowana, tak jak i tym, że przy odrobienie pracy sama mogłaby dokonywać podobnych rzeczy. Zlustrowała nieznajomą wzrokiem, żeby dać jej do zrozumienia, że także potrafi dedukować. - A ty to wiesz, bo sama czytałaś ten podręcznik, tak? - Mniej więcej. Oczywiście nie istniał żaden podręcznik. Ale wniosek i tak nasuwał się sam: nieznajoma, kimkolwiek była, kiedyś, patrząc po jej młodym wieku, całkiem niedawno, należała do Hanitów i z jakichś powodów zrezygnowała albo została wyrzucona. Laureain słyszała o kilku przypadkach wykluczenia zarówno kobiet jak i mężczyzn z szeregów Hanitów. Zwykle powodem było nadużywanie mocy albo zdradzanie tajemnic osobom niewtajemniczonym. Zdarzały się jednak przypadki, gdy ktoś wylatywał z cechu dlatego, że nie przestrzegał rozkazów Wielkiej Rady. - Jak masz na imię? - Amnebe. Laureain próbowała sobie przypomnieć, czy słyszała, by ktoś o takim imieniu został wyrzucony z cechu i była niemal pewna, że nie. Nie pozostało jej nic innego, jak dopełnić formuły. Wyciągnęła rękę w stronę nieznajomej: - Laureain. Dziewczyna ścisnęła jej dłoń. Miała bardzo zimną skórę.
VI
Laureain próbowała skrócić sobie czas oczekiwania na Rimvalena drzemką, ale była zbyt zdenerwowana, żeby zasnąć. Mroczny loch, groźba śmierci i jeszcze historia medalionu. Czy to możliwe, że ojciec dał jej coś, co mogło sprowadzić na nią śmierć? Wróciła pamięcią do nocy, gdy dwóch rycerzy Bariana przyniosło rannego Marciusa do domu. Położyli go na łożu, a potem jeden z nich wybiegł z chaty na poszukiwanie lekarza. Drugi, młody chłopak o imieniu Gilesen usiadł w kącie izby na krześle i przyglądał się Marcuisowi z niepokojem. Laureain nie musiała pytać. Wiedziała, że sytuacja jest bardzo poważna. Zablokowała jednak myśli o śmierci i udawała spokojną. Nawet kiedy zobaczyła na brzuchu ojca wielką plamę krwi. Marcius był prawie cały czas nieprzytomny, jednak kilka minut przed przybyciem lekarza, ocknął się. Laureain chciała powiedzieć coś pocieszającego, ale nie mogła wydusić z siebie słowa. Mimo woli, rozpłakała się. Ojciec także próbował mówić, ale z jego warg wydobywał się jedynie zdławiony charkot. W końcu udało mu się wyszeptać: - Szuflada za kredensem… Medalion… Laureain skinęła głową. Wiedziała, że ojciec mówi o schowku w ścianie, który wspólnie zrobili, gdy była mała. Miał to być sejf na kosztowności. Nie mieli jednak niczego drogocennego i skrytka stała pusta. - Jest twój. Dasz sobie radę. Pamiętaj... – zakaszlał, a z jego ust wypłynęła strużka krwi. - Tato… - Dasz radę – wyszeptał ojciec i zamknął oczy. - Tato? Tato! Gilsen podbiegł i zaczął szturchać nieprzytomnego. - Marcius! Wytrzymaj jeszcze chwilę. Ale ojciec nie wytrzymał. Umarł pozostawiając ją samą. Medalion był jedyną pamiątką, jaka jej po nim pozostała. Dasz sobie radę… Czas upływał i Laureain zaczynała w to wątpić.
VII
Gdzie jest Rimvalen? Siedziała w lochu ponad dwie godziny. Przez ten czas drzwi otworzyły się tylko raz. Weszło przez nie dwóch rycerzy. Amnebe przyglądała się im ze zmrużonymi oczami, a kiedy Laureain na nią spojrzała, wyszeptała: - Pierwsza egzekucja tej nocy. Rycerze minęli je i na chwilę znikli w najmroczniejszej części piwnicy. Z najbardziej oddalonego od drzwi narożnika wywlekli dwóch młodych mężczyzn. Od tamtego momentu minęła prawie godzina. Amnebe mówiła, że nocą egzekucje odbywają się co dziewięćdziesiąt minut, więc ludzie Nolanda wkrótce wrócą. Może po nią… Gdzie jesteś Rimvalen? Amnebe siedziała z nogami podkurczonymi pod brodę, wpatrując się w drzwi. - Jak stąd daleko do Garvalen? – spytała Laureain. - Osiem kilometrów. Taką odległość konno, nawet wolnym tempem można przejechać w trzydzieści minut. Rimvalen rozmawiał z Nolandem co najmniej od godziny. Chyba, że król kazał mu na siebie czekać albo zamknął w lochu. Mógł też od razu kazać go zabić. Tych „chyba” i „albo” były dziesiątki. Gdyby tylko potrafiła skupić się na tyle, by wyczuć, co się dzieje… Najstarsi Hanici potrafili takie rzeczy. Ale ona miała tylko dziewiętnaście lat i nie należała do cechu. Jej siły psychiczne były za słabe nawet na kłódkę, a co dopiero na wychodzenie umysłem poza ciało. Amnebe ciągle wpatrywała się w drzwi. - Musisz uciekać, Laureain. Idą po ciebie. - Co? Serce Laureian zaczęło walić szybko i głośno, paraliżując myśli. Patrzyła na Amnebe z nadzieją, że źle ją zrozumiała. - Zamierzają cię powiesić. Masz niewiele czasu, żeby uciec. - Skąd to wiesz? Amnebe wstała i ruszyła do drzwi. Laureain z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mgła
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…