Moc Starożytnych
-
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Moc Starożytnych
Mam na imię Minter. Jestem greckim filozofem z dziejów Trzeciej Ery. Spisuję swoje dzieje, ponieważ niedługo ma stać się coś strasznego. Według legendy, podczas zaćmienia słońca, Trójka Starożytnych zstąpi z świętej góry Garion. Na pozór wszyscy powinni się cieszyć. Tak było. Ludzie wychodzili w śpiewach i radosnych okrzykach na ulicy, witani przez innych, podobnych sobie mieszkańców. Jednak nie wiedzieli tego, co ja wiem. Mój brat, Luter, ma zamiar za pomocą skonstruowanego przez niego narzędzia odebrać Starożytnym ich moc, aby siać zamęt i zniszczenie. Nie stawałem na drodze bratu, ponieważ bałem się go. Zostało parę tygodni do zaćmienia, więc miałem jeszcze dużo czasu, aby to wszystko przemyśleć. Przechadzałem się ścieżką przez miasto, gdy zauważyłem grupę ludzi skupionych wokół jednego człowieka usilnie tłumaczącego coś swojemu towarzyszowi. Podszedłem, aby zapytać o powód owej konwersacji. - Witam panowie - powiedziałem, a oni umilkli patrząc na mnie - na czym tak dyskutujecie? - Witaj przybyszu - odpowiedział jeden z nich, patrząc na mnie z ciekawością - Ja i mój kuzyn zastanawiamy się nad stwierdzeniem jednego z polityków, który powiedział, że może być naszym przyjacielem, któremu można powiedzieć zupełnie wszystko. Oczywiście nie wzięliśmy tego do siebie, ponieważ to jest tylko jego slogan reklamowy, ale zaczęliśmy się zastanawiać, czy to jest w ogóle możliwe, aby znaleźć kogoś takiego? Ja sądzę, że jest możliwe znaleźć człowieka, któremu można powiedzieć wszystko i zaufać mu bezgranicznie. Mój kuzyn jednak ma przeciwne zdanie. Nie możemy dojść do porozumienia - A co ty o tym sądzisz? - Zapytał mnie drugi - czy można spotkać kogoś takiego? - Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi - odrzekłem - To zależy w dużej mierze od przeżyć. Osoba, która mówi, że nie jest to możliwe, mogła znaleźć już takiego człowieka, o którym myślała, że może mu powiedzieć wszystko, ale niestety zawiodła się na niej. - Masz rację - powiedział jeden z gapiów - On ma słuszność! - Wykrzyczał - Wszystko polega na przeżyciach! Zostawiłem ich samych, idąc dalej ścieżką wiodącą do centrum miasta. Byłem dość znanym filozofem, więc zaproszono mnie na rozmowę do amfiteatru, gdzie ludzie mieli zadawać mi różne nurtujące ich pytania. Przy wejściu zauważyłem, że ktoś mnie obserwuje. Kątem oka zobaczyłem cień, kulący się za wielkim filarem. Zignorowałem to, sądząc, iż to jedno z miejscowych dzieci bawi się w prześladowcę. Wszedłem do środka. Miałem spotkać się z naczelnikiem w sali położonej przy wejściu na scenę. Uderzyła mnie fala mroźnego powietrza, wychodząca z sali naprzeciwko wejścia. Najwyraźniej ćwiczyli tam Magowie Mrozu. Miałem pewne trudności ze znalezieniem właściwej sali. W końcu trafiłem we właściwe miejsce, gdzie czekał już na mnie Torus, naczelnik. - Dzień Dobry młodzieńcze! - Przywitał mnie. Zawsze mnie tak nazywał, bo był ode mnie dwa razy starszy. - Czekałem na Ciebie. Zaprosiłem Cię na rozmowę, ponieważ bardzo ciekawi mnie twój pogląd na świat. Wspomniałeś kiedyś, że ciekawią Cię dzieła Termisa. Opowiedz mi o nim. - Był to egipski pisarz - odpowiedziałem z powagą.- Dla mnie jest on wzorem do naśladowania. Jego największe dzieło, pt. "Bliżej Nieba" znam niemal na pamięć. Napisał w nim m. in. pewną złotą myśl, która trafiła do mojego serca jak jeszcze nic dotąd. Powiedział: Zły przyjaciel jest gorszy od złej bestii, ponieważ zła bestia zrani twoje ciało, a zły przyjaciel - duszę. Od tego momentu zacząłem rozmyślać nad sprawami tego świata. - Rozumiem - rzekł zadziwiony moją wypowiedzią Torus - a powiedz mi, drogi Minterze, jak odpowiesz mi na pytanie: Jak odróżnić dobro od zła? -To już trochę trudniejsze pytanie - powiedziałem, marszcząc czoło. Po chwili zadumy ocknąłem się z letargu - Według mnie dobro cechuje się tym, że nigdy działania w dążeniu do niego nie są dla nikogo niepotrzebnie bolesne. Ludzie wtedy nie cierpią bez powodu, ani nie robią nic specjalnie na szkodę innych. Zło polega na zadawaniu innym cierpienia dla własnej przyjemności. Tacy ludzie są chorzy, Lecz to jest choroba nieuleczalna. Można spróbować kogoś zresocjalizować, ale jakaś cząstka z jego dawnego człowieka w nim pozostanie i w końcu się ujawni. Resztę dnia spędziliśmy na rozmowach i bardziej przyziemnych sprawach.
*
Zostało tylko parę dni do zaćmienia. Przestałem już nawet chodzić na spotkania do Torusa, bo nie mogłem już myśleć o niczym innym, tylko o planie mojego brata, mającym na celu podbicie świata. W ostatnich dniach próbowałem odkryć szczegóły jego planu. Niestety, nie udało mi się nic zobaczyć, ponieważ Luter przesiadywał w swojej pracowni do późnych nocy, testując swoją broń. Co jakiś czas słychać było okrzyki triumfu, ale miałem ogromną nadzieję, że jego plan się nie powiedzie. Lecz akurat tego dnia Luter wyszedł ze swojej pracowni, zostawiając otwarte drzwi. Wszedłem do środka. W ciemności zobaczyłem zarys jakiegoś przedmiotu, wielkością i kształtem przypominający płytę nagrobną, przykrytą jakimś materiałem. Chciałem zobaczyć, co jest pod ową płachtą, ale nagle usłyszałem za moimi plecami odgłos kroków. Rzuciłem się za kolumnę. Okazało się, że Luter wrócił z jakimś nowym narzędziem, potrzebnym mu do dalszych testów. Nie chciałem na to patrzeć. Jedyną osobą, na której mi zależało w tym czasie....... byłem ja sam. Uciekłem przez otwarte drzwi na zewnątrz, po czym pobiegłem do domu. Serce biło mi jak oszalałe. W drzwiach spotkałem mojego brata. Stanąłem jak wryty. Co on tutaj robił? Przecież dopiero był w warsztacie! - A skąd się tak spieszysz? - Zapytał, rozbawiony, a zarazem świdrując mnie wzrokiem - Czyżby jakaś nielegalna eskapada? - N-nie.. Dlaczego tak sądzisz? - Odpowiedziałem pytaniem, siląc się na beztroski ton, ale moje nogi trzęsły się ze strachu, całkowicie zdradzając moje uczucia. - No, wiesz - przemówił Luter, tak niefrasobliwym tonem, jakbyśmy rozmawiali przy piwie - Chciałem Ci tylko przypomnieć, że wstęp do MOJEGO warsztatu jest surowo wzbroniony. Nie ma żadnych wyjątków dla rodziny. On wie - pomyślałem - Wie, że byłem u niego w warsztacie. Musiał mnie zauważyć jak rzuciłem się na drzwi. Ale dlaczego mnie nie zatrzymał? Skoro i tak chce zabić wszystkich ludzi, dlaczego, skoro mogłem już znać jego plan, nawet mnie nie zatrzymał? Zostawił mnie z tymi rozmyślaniami i odszedł do warsztatu. Tej nocy nie mogłem spać. Gdy około trzeciej zasnąłem, śniło mi się, że mój brat włada całym światem, zmuszając rodziny do wzajemnych morderstw, a dzieci do rzucania się w przepaść. Nazajutrz trafiłem do lekarza, bo nabawiłem się gorączki. - To nic groźnego - powiedział lekarz po przebadaniu mnie - Ale musisz leżeć w łóżku przez dwa tygodnie. - Dwa tygodnie!? - Prawie krzyknąłem - Pan nie rozumie! Ja muszę zapobiec katastrofie! - To nie zależy ode mnie - odrzekł ze współczuciem lekarz - Przykro mi, ale nie zmienię diagnozy. Poszedłem do domu i położyłem się do łóżka, pamiętając o lekarstwach. Zacząłem rozmyślać, jak mógłbym pomóc światu z łóżka? Przecież to niemożliwe! Ale musi być jakiś sposób na powstrzymanie mojego brata. Tej nocy nie spałem w ogóle.
*
Zostało tylko parę godzin do zaćmienia. Postanowiłem, nie zważając na konsekwencje mego czynu, spróbować powstrzymać brata. Ludzie zaczęli gromadzić się na pagórku, z którego była piękna panorama na świętą górę Garion. Mojego brata nie było wśród nich. Nie miałem żadnego planu. Postanowiłem - jak na razie - siedzieć razem z innymi na rozgrzanej od słońca ziemi i czekać na finał. Rozglądałem się nadal za Luterem, ale nigdzie go nie było. Zastanawiałem się jaki może być plan mojego brata. Postanowiłem, że cokolwiek to będzie, powstrzymam go, poświęcając nawet swoje życie.
*
Wszyscy mieszkańcy zebrali się już na Garion. Nadal nigdzie nie było Lutera. Zostało tylko parę chwil do zaćmienia. Nagle poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Odwróciłem się i znowu zobaczyłem tylko jakiś cień, tym razem chowający się za drzewem. Zignorowałem to ponownie, bo miałem ważniejsze sprawy na głowie. Nagle zaćmienie się rozpoczęło. Księżyc przesłonił słońce, zostawiając tylko jaśniejącą obwódkę dookoła siebie. Ktoś krzyknął: - Patrzcie na górę! Góra Garion rozpromieniła się jaskrawym blaskiem, po czym to światło uformowało się w sylwetki trzech postaci. Troje Starożytnych ukazało się na świętej górze. Myślałem, że przynajmniej teraz Luter się ujawni, ale myliłem się. Miałem nadzieję, że w ogóle się nie pojawi. Starożytni zeszli z góry. Podeszli do tłumu i jeden z nich przemówił głębokim, niskim głosem: - Witajcie ludzie! - Rzekł najwyższy ze Starożytnych - Oczekiwaliście nas, więc jesteśmy. Schodzimy z góry w każde zaćmienie, aby dawać potrzebującym ludziom to, czego naprawdę potrzebują. Niech wystąpią chorzy Głusi, ślepi i inni mieszkańcy dotknięci nieszczęściem cielesnym wyszli na przód.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Brighter
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…