Mój zastępczy Anioł - cz. 1,2
Zoja widzi to, czego inni nie dostrzegają - demony, które wpełzają do ludzkich dusz. Jako świecka egzorcystka dostaje sprawy, których nawet duchowni nie chcą tknąć. Kiedy jej anioł stróż odchodzi bez słowa, Watykan stawia ją przed wyborem: albo szy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
CZĘŚĆ 1
Rozpostarta wokół ciemność drżała i pulsowała, jakby posiadając własne życie. Powietrze w podziemnym korytarzu było ciężkie, przesiąknięte wilgocią i czymś metalicznym, co przywodziło na myśl zapach rdzy lub krwi. Ten duszny, niemal lepki mrok wydawał się pochłaniać każdy dźwięk, a nawet najcichszy oddech stawał się nienaturalnie głośny.
Zoja kroczyła w głąb tunelu powoli, gotowa na atak z każdej strony. Krępa sylwetka raczej dyskwalifikowała ją z grona standardowych piękności, a zacięty wyraz twarzy zdradzał upór charakteru. Choć zdecydowanie nie miała klasycznej urody, przyciągała wzrok nietypowymi, złocistymi oczami, migoczącymi teraz w półmroku niczym oczy kota. Zdawało się, jakby w ich głębi kryło się coś obcego – wspomnienie obrazów, które wykraczały poza wymiar śmiertelnych.
Światło latarki przecinało duszną ciemność i odsłaniało wilgotne, nierówne ściany oraz kamienną posadzkę. Każdy krok niósł się głuchym echem. Zoja nie znała dokładnego układu tuneli, ale instynktownie wyczuwała, że cel jest już blisko. Nie było w tym żadnej logiki – po prostu czuła to gdzieś pod skórą.
Była egzorcystką. Nie duchowną, nie zakonnicą, a zwykłą świecką specjalistką, którą diecezja trzymała na krótkiej smyczy. Jej skuteczność była monitorowana, wyniki oceniane, a sama praca – daleka od świętych obrzędów znanych z filmów. Tutaj nie było miejsca na mistyczne uniesienia i boską interwencję. Tu liczył się tylko efekt, za który mogła wystawić Watykanowi fakturę.
Nie należała do kleru, więc nie mogła liczyć na wsparcie Kościoła ani na ochronę, którą cieszyli się duchowni egzorcyści. Zamiast tego dostawała zlecenia, których nikt inny nie chciał przyjąć – te najgorsze, najbrudniejsze sprawy, zbyt mętne, by wysyłać do nich kapłanów, a zarazem zbyt poważne, by je zignorować.
I tak oto znalazła się tutaj – w piwnicach opuszczonego szpitala, gdzie modlitwa sama cisnęła się na usta. Ale ona nie modliła się od dawna. Na szczęście nie za to jej płacono, lecz za efekty.
Schodziła ostrożnie po wąskich, śliskich schodach, ale zanim dotknęła ostatniego stopnia, w mroku coś się poruszyło. Cień wystrzelił z grobowca, a ona zdążyła jedynie uskoczyć, gdy wielka, lepiąca się do powietrza masa przemknęła tuż obok. Latarka wypadła jej z dłoni i potoczyła się po kamiennej podłodze, w końcu zatrzymując się pod ścianą. W nikłym blasku Zoja dostrzegła dziecko, którego szukała.
Gisele mogła mieć najwyżej dziewięć lat, ubrana była w szkolny mundurek. Jej blond włosy opadały na ramiona, a duże, nieruchome oczy nie zdradzały żadnych emocji. Wydawała się nieobecna – nie reagowała ani na przesycony wilgocią mrok, ani na zimny, duszny oddech podziemnego korytarza. Zoja spróbowała przywołać ją szeptem, ale dziewczynka milczała, a wtedy z jej pleców zaczęło coś wyrastać.
Czarne, cieniste kształty poruszały się w nierealny sposób, wyciągając w jej stronę niby wijące się gałęzie drzewa. Przypominały macki, pozbawione cienia i materialności, widoczne wyłącznie dla Zoji.
Serce egzorcystki waliło jak oszalałe. Wiedziała, że te cienie nie należą do Gisele, lecz do istoty, która ją kontroluje. Jeden dotyk wystarczyłby, by demon odnalazł szczelinę i przedostał się do świata ludzi. Zoja zacisnęła dłoń na woreczku z solą ukrytym w kieszeni, próbując wymyślić, jak narysować krąg ochronny, skoro nie mogła na chwilę przestać się bronić.
Każdy manewr kończył się kolejnym atakiem. Zdesperowana, wyciągnęła telefon i wybrała numer alarmowy. Jeden sygnał… drugi… trzeci… Wreszcie trzask połączenia, z sercem tłukącym się w piersi, Zoja wysyczała do aparatu:
– Sariel, do cholery, demon wylazł, gdzie jesteś?
Przez moment słyszała tylko szumy, aż rozległ się męski, beztroski głos:
– Na kanapie.
– Że co?! – wycedziła, zwalczając narastającą irytację.
– Głaszczę twojego kota i gram w najnowszą FIFĘ. Swoją drogą, powinnaś kupić nowy pad, bo przyciski się powycierały.
Kolejna macka ruszyła w stronę Zoji, zmuszając do gwałtownego uskoku. Kobieta omal nie upuściła aparatu.
– Właśnie próbuje mnie zeżreć mackowate coś, a ciebie tu NIE MA! – Krzyknęła do słuchawki. – Czy ty sobie jaja robisz?!
– Jak ty się zwracasz do anioła z woli pańskiej? – Odparł udawanie zgorszonym tonem. – Bardzo nieładnie.
– Bardzo nieładnie to ja cię potraktuję, jeśli nie pojawisz się natychmiast!
– Nie możesz poczekać do końca meczu?
– NIE!
Cień zamachnął się po raz kolejny, a Zoja zrozumiała, że już nie zdąży uskoczyć. Powietrze zgęstniało i w tej samej chwili oślepiający blask eksplodował w mroku. Silna dłoń zatrzymała mackę. Przy zetknięciu z nią sypnęły się srebrzysto-niebieskie iskry. Zoja uniosła wzrok i zobaczyła stojącego przed sobą Sariela. Anioł był niesprawiedliwie piękny. Wyglądał niepokojąco młodo i staro jednocześnie, a jego oliwkowa skóra, czarne, luźno wijące się loki i oczy w kolorze letniego nieba podkreślały nadludzką urodę. O ile jednak Zoja przywykła już do urzekającej aparycji, o tyle zawsze wprawiały ją w konsternacje wybory modowe Sariela – tym razem anioł wybrał podarte na kolanach, czarne, przylegające dżinsy i błękitną koszulkę z nadrukiem słodkiego psiaka oraz pytaniem: „Am I a god boy?".
– Serio? – westchnął teatralnie, trzymając mackę niczym znudzone dziecko, które rozważa czy wyrzucić zepsutą zabawkę, czy popsuć ją jeszcze bardziej. – Przez TO przegapiłem rzuty karny?!
CZĘŚĆ 2
Sariel był dobry. Ten rozwydrzony anioł, który wziął na siebie rolę zastępczego stróża, naprawdę okazywał się skuteczny w swojej robocie – to Zoja musiała przyznać. Choć zazwyczaj trwonił anielską energię, pozwalającą mu przybierać fizyczne ciało, na głupoty takie jak granie w konsolowe gry czy oglądanie bajek, był piekielnie… czy raczej bosko efektywny w walce z istotami z cienia.
Egzorcystka obserwowała, jak Sariel niemal dziecinnie łatwo osacza demona, ograniczając możliwość wyprowadzenia mackom kolejnych ataków i zmuszając je do cofania się w głąb ciała nosicielki. Zwinne, wytrenowane ruchy anioła w absurdalnej koszulce z uroczym psiakiem przywołały w głowie egzorcystki nagłe wspomnienie sprzed roku – flashback ściskający serce.
Tamto starcie także dotyczyło opętanego dziecka. Towarzyszył wtedy Zoji Debius – prawdziwy anioł stróż, którego znała od wielu lat. Tamta walka była jednak dużo cięższa, ponieważ Debius nie dorównywał siłą Sarielowi. Aby zwyciężyć, musiał ujawnić swoją najprawdziwszą formę, tę ze skrzydłami i aureolą. Zdołał przegonić demona, ale jego pióra na skrzydłach pociemniały, jakby coś w nim bezpowrotnie pękło. Tuż po tamtym koszmarze Debius stwierdził, że ta niekończąca się wojna jest bez sensu, i odszedł. Zoja nawet dziś nie wiedziała, czy obwiniał ją o własną porażkę, czy uznał, że wystawia go na zbyt wielkie zagrożenie. Po prostu zniknął, pozostawiając w sercu kobiety dotkliwą pustkę.
Niedługo potem dobiła ją watykańska machina urzędnicza. Kuria jasno postawiła sprawę: jeżeli Zoja chciała kontynuować misję egzekutorki, musiała jak najszybciej pochwalić się w dokumentach nowym aniołem stróżem. W przeciwnym razie, ze swoimi paranormalnymi zdolnościami, mogłaby zostać uznana za istotę skażoną i przeznaczoną do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lorinale
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…