Wróć do katalogu

Moja femme fatale

Opowiadanie zainspirowane klimatami noir. W kolorach Sin city: czarnym i czerwonym. :)

gardenka, opublikowano , 8 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Leżała na chłodnym bruku, tulona przez ciemność i śnieg wokoło, niczym przez bezwzględnego, cynicznego kochanka. Jej twarz była równie obojętna i spokojna, jak zawsze. W półmroku niesamowicie blada skóra zdawała się srebrna, a ostry, czerwony kolor szminki na ustach niemalże rozświetlał ciemność. Mężczyzna usiadł obok niej na zimnym bruku, nie przejmując się tym, że jego idealnie czarny i idealnie skrojony skórzany płaszcz nasiąknie wodą. Delikatnie ujął jej białą, lodowatą dłoń i pozbył się wszelkich wątpliwości - noc była zimna, nie na tyle zimna jednak, aby aż tak ochłodzić ciało dziewczyny. Była martwa. Wpatrywał się w nią chwilę w milczeniu, a potem pocałował delikatnie jej chłodne usta, nie zważając na dopalającego się papierosa, który wciąż w nich tkwił. Tlący się ogień przypiekł jego usta i język, jednak ten nawet nie jęknął. Potrzebował bólu. Pragnął teraz bólu niemal tak mocno, jak kiedyś tej dziewczyny. Papieros dopalał się nieśpiesznie i leniwie, jakby miał dużo czasu. Oczy mężczyzny zaszły mgłą od zbyt długiego wpatrywania się w niego, a przed oczami pojawiły się wspomnienia.

Ich pierwsze skrzyżowanie spojrzeń. Pamiętał ten grudniowy dzień, zdaje się, że Wigilię. Najpaskudniejszą, a jednocześnie najcudowniejszą wigilię w jego życiu. Parę dni wcześniej rzuciła go kobieta. Jedna z tych kobiet ciepłych, miłych, wrażliwych, gadatliwych i straszliwie nudnych, o których faceci nigdy nie marzą. A jednak najczęściej żenią się właśnie z takimi. Powód rozstania był błahy. Ona chciała dziecka, ale on bał się, że może odziedziczyć charakter po ojcu albo, co gorsza, po matce. Powiedział jej to wprost. Efekt był łatwy do przewidzenia - rozstali się po wylaniu przez nią morza łez i paru jego ironicznych uśmiechów. Dlatego też w Wigilię poszedł ze swym kumplem, nienawracalnym kawalerem, do zadymionego pubu, którego jedyną zaletą było to, że można się tam było upić do nieprzytomności bez ściągania na siebie oburzonych spojrzeń innych. - Kobiety... Zło konieczne... Dziesięć diabłów uwięzionych w jednym ciele... Prawie jak legion - bełkotał jego kolega po którejś tam ćwiartce. - W pięknym ciele - usmiechnął się mężczyzna, z przerażeniem zauważając, że jego głos też przypomina już pijacki bełkot. - Tylko niebezpieczna kobieta... Okrutna... Może być piękna - zauważył tamten. - Mój drogi, to nie jest francuski melodramat. Dziś już nie ma femme fatale - roześmiał się mężczyzna, śmiechem również całkiem pijackim. - Chcesz się założyć? - wybełkotał tamten, wpatrując się w zadymione wejście do pubu i chwilę później spadając z hukiem ze stołka przy barze. Mężczyzna spojrzał w tamtą stronę i sam również musiał dołożyć wszelkich starań, aby nie pójść w ślady kumpla. Poprzez gęsty dym z papierosów i mrok panujący w barze dostrzegł cudowną, smukłą istotę o tak białej cerze, że wydawała się ona prawie bezcielesna. Jej idealne ciało opinała ciasno krótka czerwona sukienka, harmonizująca z czerwoną szminką na ustach. W czarnych włosach kobiety lśniły jeszcze płatki śniegu, natomiast w jej wielkich ciemnych oczach - bezbrzeżny smutek. Mężczyzna, choć zachwycony jej surrealistycznym i nierzeczywistym pięknem nie mógł się powtrzymać od ironicznej myśli: "Czerwono - białe kolory są bardzo na miejscu w święta... Tyle, że raczej u świętego Mikołaja"

Ich pierwszy pocałunek. Chwilę potem. Kobieta po prostu podeszła do baru nie odrywając od niego oczu, po czym zachłannie przywarła do niego ustami. Całując się z nią nie myślał ani o kumplu, który pewnie wciąż leżał pod stołkiem, ani o tym, kim jest nieznajoma, ani nawet o hipnotycznej czerwieni jej ust. Myślał tylko o jej niesamowicie nieszczęśliwym spojrzeniu. - Myślisz, że jesteśmy sobie przeznaczeni? - szepnęła kobieta, wcale nie namiętnie, tylko tak zimno,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych