Mordercą zawsze jest szofer, część V
Bezowocne śledztwo i przemiana głównej bohaterki.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie wszystko układało się tak, jak powinno. Początkowe sukcesy wywietrzały, zniknęły gdzieś pod szarą płachtą codzienności. Zaczynał się trzeci tydzień śledztwa. Marek zawsze obawiał się takiego momentu. Na początku wydawało się, że możliwości jest wiele, zbyt wiele na regulaminowe godziny. Wszystkie zostały wykorzystane, a przełom nie nastąpił. Na dodatek i on, i Sadowski źle obstawili mecze. - No to czekam. Mówcie, co i jak. Komendant zachowywał się spokojnie, ale wiedzieli, że pod tą maską kryje się coś zupełnie innego. Musiał zastanawiać się, czy naprawdę wybrał odpowiednich ludzi do tej sprawy. - Jak już wcześniej ustaliliśmy - zaczął Sadowski. - samochód ze zdjęcia w gazecie należy do Artura Kowalewskiego, tego, który był w Manekinie z Martą Nowak. Mężczyzna ze sklepu rozpoznał jego i jeszcze trzy osoby. - O ile na tą parę coś mamy, to na resztę nie bardzo. - dodał Marek. - Tylko słowo Piweckiego. A ci ludzie to nie byle kto. Same ważniaki. - Co wiemy o Bazylewiczu? - Praktycznie nic. Jego rodzice nie żyją, a jacyś dalsi krewni, do których dotarliśmy, nie widzieli się z nim od dawna. Brat nie chciał z nami rozmawiać. Nic dziwnego, że nie lubi policji. - Niedobrze. A jakie macie teorie na temat jego zabójstwa? - Pierwsza, najbardziej oczywista to taka, że Bazylewicz wykonywał brudną robotę za kogoś ważniejszego. Zginął, bo za dużo wiedział, albo dlatego, że coś zrobił nie tak. To by się zgadzało, bo wygląda na to, że cała akcja została dobrze ułożona, ale fatalnie wykonana. Bazylewicz zachowywał się podejrzanie na nagraniu i zostawił półżywego Krońskiego w kabinie. No i jeszcze ten blondyn. - Druga teoria - powiedział Sadowski. - mniej prawdopodobna, że Bazylewicz działał na własną rękę, a zabójstwo nie ma związku ze sprawą. - Co teraz zamierzacie? Zapadła nieprzyjemna cisza. Oczywiście mogli spodziewać się tego pytania, ale znalezienie sensownej odpowiedzi to zupełnie co innego. - No tak. Dobrze się spisaliście na początku, ale teraz nie jestem zadowolony. Te słowa, choć wcale nie zaskakujące, zabrzmiały złowrogo. Zwiastowały coś znacznie gorszego. Marek już wolałby, żeby komendant krzyczał i wyzywał od matołów. - Zdaję sobie sprawę, że sprawa nie jest łatwa - mówił dalej. - ale wierzyłem w was. Czemu nie znaleźliście faktycznego miejsca zamieszkania Bazylewicza? Dowiedzcie się czegoś o nim. Naprawdę nie chcę oddawać tej sprawy komuś innemu, ale jak tak dalej pójdzie, będę musiał. Postarajcie się. - Myślę, że powinniśmy dać kolejne ogłoszenie do gazety. - zaproponował Marek. - Może ktoś odpowie. - Załatwię to, ale nie liczcie na to, że informacje przyjdą same. Porozmawiajcie jeszcze raz z tą kobietą, u której był zameldowany. Wypytajcie, w jakim towarzystwie się obracał, co robił, i tak dalej... Cholera - wybuchnął w końcu. - Naprawdę muszę was uczyć takich rzeczy? Nie musieli odpowiadać. - No dobra. - dodał po chwili. - Trochę przesadzam. Każdy popełnia błędy. W gruncie rzeczy nie idzie aż tak źle. Ale mogłoby być lepiej. Zróbcie sobie krótką przerwę, a potem do roboty. Kiedy byli już na korytarzu Marek zaczepił Sadowskiego. - Słuchaj. Zapomnieliśmy jeszcze raz pogadać z właścicielem klubu, Orłowskim. - O co go spytamy? - O tą sprawę sprzed czterech lat. - Nic nam nie powie. - Ale nie zaszkodzi spróbować. - No dobra, ale ty z nim będziesz rozmawiał. - Jasne. Policyjny asfaltowy parking cierpiał od promieni popołudniowego słońca, a jeszcze bardziej cierpiały stojące na nim samochody. Szczególnie te bez klimatyzacji. - Ty prowadź. - powiedział Marek. - Wiesz jak tam trafić. W samochodzie rzeczywiście było gorąco, nawet przy otwartych oknach. Sadowski za kierownicą wyglądał pokracznie i niepewnie, ale pojazd dziwnym sposobem trzymał się wytyczonych na ulicy białych linii. Marek, będąc małym chłopcem, podziwiał tych policjantów z amerykańskich filmów, twardych i gotowych na wszystko, którzy masowo niszczyli samochody w pościgach za groźnymi przestępcami. To było coś. Ale w porównaniu z filmową fikcją, życie rozczarowuje. - To tu. - odezwał się Sadowski. - Idź, bohaterze. Marek przez otwarte okno zobaczył ulicę z kostki brukowej, a przy niej duży, zadbany dom otoczony ogrodem. Trawnik był starannie przystrzyżony, a chodnik uprzątnięty. Całość, połyskująca na biało i zielono, przez otwartą furtkę zapraszała do wejścia. Marek skorzystał z zaproszenia.
- Co sądzisz o tym? Aneta spojrzała na obraz. Jaskrawe punkciki układały się w jakieś bardziej skomplikowane struktury. Były drzewa, wiele drzew. Był deptak, a na nim ludzie, w grupkach i pojedynczo, każdy zdawał się żyć własnym życiem. Aneta pomyślała, że zaraz pójdą sobie i znikną z płótna. - Całkiem ładne. To przecież nasz park! Malowałaś to z głowy? - Nie. Kiedy byłaś w pracy, zrobiłam sobie małą wycieczkę. - Sama? - spytała Aneta z jednoznacznym uśmiechem na ustach. - Pewnie, że sama. Nie mogę znieść czyjegoś towarzystwa, kiedy maluję. Za to ty wyglądasz, jakbyś przebywała dziś w towarzystwie przystojnego mężczyzny. Jak ci się układa z Rafałem? - Dobrze. - Tylko dobrze? - Wspaniale. - dodała. - Przecież wiesz. - Wiem. Ale chcę to usłyszeć od ciebie. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. - Zawsze byłam. - Szczęśliwa w świecie przestępców, morderstw, i tak dalej. Czasami mnie zadziwiasz. - Tylko czasami? Marta nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się tylko i z zadowoleniem stwierdziła, że jej przyjaciółka nabrała pewności siebie. Wiedziała, kto się do tego przyczynił. - Fajnie, że jesteście razem. - rzekła po chwili. Aneta już jej nie słuchała. Zatopiła się w którejś z książek Agaty Christie, których miała całą półkę. Jej twórczość była taka niedzisiejsza, przestarzała. Gdyby udało się napisać powieść godną wielkiej Agaty, osadzoną we współczesnym świecie, dodać niebanalny wątek miłosny... Ale, czy wtedy za kilkadziesiąt lat ktoś nie pomyśli tak samo? Dlaczego każdy pisarz skazany jest na przynajmniej częściowe niezrozumienie? Co teraz wyobrazi sobie czytelnik, gdy napotka w starej książce samotny wyraz „samochód”? Błyszczącego mercedesa? Literatura jest w tej kwestii bezbronna. Przecież autor musi pozostawić szczegóły wyobraźni czytelnika. A czytelnik żyje duchem własnych czasów. Jego wyobraźnia też. - To ja lecę. Jestem umówiona. - powiedziała Marta. - Będziesz wieczorem w domu? - Tak. - Na pewno? - No przecież mówię. Czemu pytasz? - Nieważne. - urwała szybko. - Cześć. Ona chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. - pomyślała Aneta i powróciła do książki.
Marek wsiadł do fiata Punto i spotkał się z ciekawskim wzrokiem Sadowskiego. - Co ci powiedział? - Że mordercą jest pokojówka. A co myślisz? Nic nie powiedział. - Nie uważam się za proroka, ale mówiłem, że tak będzie. - Bardzo śmieszne. Wiem, że ten facet jest w jakiś sposób w to zamieszany. - To tylko przypuszczenie. Chyba mu tego nie powiedziałeś? - Pewnie, że nie. Popytałem o to i owo. Był zdenerwowany i coś kręcił. - Może akurat był z kochanką. Czego tak właściwie spodziewałeś się po tej rozmowie? - Że da mi jakiś trop, wygada się, nie wiem. Przez większość drogi powrotnej milczeli, a Marek oglądał, jak robotnicy remontują asfaltową ulicę. - Dużo się teraz buduje w mieście, co? - spytał w końcu. - Ta. W ogóle dużo się dzieje. Ludzie się zabijają i w ogóle. - Wiesz co? Wydaje mi się, że nie jesteśmy odpowiednimi ludźmi do tej sprawy. - Bo? - Tutaj by się przydał ktoś, kto jest obeznany ze wszystkimi brudami, ktoś kto zna każdego ćpuna w tym mieście, a nie młodzieniec świeżo po szkole policyjnej. - Robię w tym pięć lat. A skoro komendant wybrał nas, to znaczy, że miał jakiś powód. - Nie do końca. Można powiedzieć, że mocno postarałem się o to. Sadowski odwrócił głowę. Marek pomyślał, że sprawdza, czy mówi prawdę. - Ty? Nie podejrzewałem cię o to. I co, teraz żałujesz? Myślisz, że nam się nie uda? - Nie wiem. Co robimy? - To, co kazał komendant. Jedziemy do tej kobiety. Może użyjesz swojego uroku osobistego? Ładny z ciebie chłopak. - Dzięki. Ostatni raz słyszałem to w podstawówce. Czekaj, weź się tu zatrzymaj. Mam ochotę na hamburgera. W ogóle czemu prowadzisz mój samochód? - Nie twój, tylko policyjny. Dobra, możemy się zamienić. I tak wolę Volkswageny.
Aneta siadała do pisania. Zakończenie zbliżało się wielkimi krokami. Miała już dokładnie obmyślony każdy rozdział, każdy dialog. Wszystko powinno pójść gładko. Wzięła do ręki zużyty ołówek i nową kartkę papieru. Zaczynała kolejny rozdział. Nie miała ustalonych godzin. Po prostu intuicyjnie czuła, kiedy jest w stanie coś spłodzić, a kiedy nie. Jeśli szło dobrze, czas nie miał znaczenia. Potrafiła pisać do rana, a potem pójść zmęczona do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil maglarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…