Mordercą zawsze jest szofer, część VI (ostatnia)
No i kto zabił?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Marek od dawna czekał na ten moment. Broń znaleziona w czasie rewizji wiele ułatwiała. Wystarczyło tylko przycisnąć tę kobietę, a sprawa będzie zakończona. Przyzna się, czy nie? Jeśli się wyprze, będą musieli drążyć dalej, a to może potrwać. - Nie przyznaje się do niczego. Ma alibi na zabójstwo Bazylewicza. - powiedział Sadowski. - Tego dnia pokłóciła się z Anetą i pojechała do Kowalewskiego. Może to potwierdzić jego sąsiad i taksówkarz. - Taksówkarz? To było dwa tygodnie temu. - No wiesz, niektórzy mają pamięć do twarzy. A poza tym, tak jak mówił ten starszy facet, takich kobiet się nie zapomina. - Żadne alibi. Przecież ten sąsiad nie stał całą noc i jej nie pilnował. - Za to całą noc pilnował ją Kowalewski. I tak zeznał. - Przecież to jej facet. Wiadomo, że zezna na jej korzyść. A my mamy broń. - Bez odcisków. Wszyscy mówią to samo - o dwudziestej cała trójka przyszła do Anety świętować jej imieniny. Potem poszli na miasto. Tego dnia w domu nie było nikogo więcej. - Czyli Marta zabija Orłowskiego, myśli, że nikt jej nie widział i spokojnie zostawia broń u przyjaciółki. - I robi to kilka godzin po naszych odwiedzinach. Zbieg okoliczności? - Mogła nas śledzić. - Daj spokój, zauważyłbyś to. Marek przypomniał sobie, jak robił zdjęcia Marty z ukrycia. Czyżby wtedy się zorientowała? - Albo inaczej. - powiedział. - Orłowski sam zadzwonił do niej zaraz po tym, jak u niego byłem. - Już lepiej. I to da się sprawdzić. Ale ja mam jeszcze wątpliwości, czy to na pewno Marta. - A kto inny? - Może ta literatka? W końcu to u niej znaleziono broń. I nie ma alibi na żadne z zabójstw. Nikt nie może potwierdzić, czy wieczorami naprawdę była u siebie i pisała. - Pewnie, wszystko jest możliwe. Tak na dobrą sprawę każdy mógł podłożyć broń i każdy jest potencjalnym mordercą. - Na dzień dzisiejszy nie mamy nawet pewności, czy znaleziona broń to ta sama, z której zabito Bazyla i Orłowskiego. - Ten sam model. Ekspertyza balistyczna wszytko wyjaśni. Ale to musiałby być cholerny zbieg okoliczności, co? - Takie rzeczy się zdarzają. Jednak miałeś rację z tym Orłowskim. W jakiś sposób był w to zamieszany. - No ba. Szkoda, że teraz nie może złożyć zeznań.
Marta była osłabiona kilkugodzinnym maglowaniem. Siedziała ze wzrokiem wbitym w ziemię i paliła papierosa. Chyba chciała już powiedzieć prawdę, ale coś ją przed tym powstrzymywało. Może myślała, że uda jej się uniknąć kary? Jeśli tak, to częściowo miała rację, bo bez jej wyjaśnień cała historia nie trzymała się kupy. Wiedzieli to Marek i Sadowski stojący za szybą. Wiedział też przesłuchujący ją policjant. - Zabiła pani Krzysztofa Orłowskiego? - Nie. - odparła spokojnie. - Już mówiłam, że nie. - W takim razie co robiła pani w jego domu około godziny dziewiętnastej? - Byłam tam w celach osobistych. - To znaczy? - Nie chcę odpowiadać na to pytanie. - Obawiam się, że będzie pani musiała. Policjant był cierpliwy, i bardzo, ale to bardzo oficjalny. Nie okazywał żadnych uczuć, po prostu wykonywał swoją pracę. Prawdziwy profesjonalista. - pomyślał Marek. Marta w milczeniu zaciągnęła się dymem. - No dobrze. Co się stało, gdy weszła pani do domu? - Zobaczyłam, że siedzi martwy w fotelu. - Czy był tam ktoś jeszcze? - Nie wiem, chyba nie. - W takim razie kto otworzył pani drzwi? - Były otwarte. Tak samo jak furtka. Marek przypomniał sobie, że przed piętnastą drzwi też były otwarte. To niedobry zwyczaj, i bardzo niebezpieczny. Tak mu wtedy powiedział. - Dlaczego nie zadzwoniła pani na policję? - Bałam się. Policjant zajrzał do notatek. - Co było potem? - Wyszłam i spotkałam się z Arturem i Rafałem. - Gdzie? - W centrum, pod pomnikiem. - To kawał drogi. Jak się pani tam dostała? - Autobusem. To ma sens - pomyślał Marek. - Jeśli to wszystko wymyśliła, musi być niegłupia. Ale jeśli mówi prawdę? Jeśli Orłowskiego zabił ktoś inny? - Zmieńmy temat. - mówił dalej policjant. - Dlaczego nie przyznała się pani do znajomości z Janem Krońskim? - Bo był przestępcą. Zajmował się handlem narkotykami. - Skąd pani to wie? - Spotykałam się z nim. A poza tym to ogólnie znana informacja w pewnych kręgach. Marek pomyślał, że jeśli to prawda, niedotarcie do tych „pewnych kręgów” było niewybaczalnym błędem.
Wszystko miało się rozstrzygnąć w ciągu najbliższych dni. Czy naprawdę zrobili wszystko, co można było zrobić? Czy zdobyli wszystkie potrzebne informacje? Oczywiście, że nie. Ale mieli nadzieję, że to, co zebrali, wystarczy. Artura Kowalewskiego zwolniono, a jedyną udowodnioną winą było składanie fałszywych zeznań. W najgorszym wypadku dostanie kilka lat w zawieszeniu. Anetę i Rafała praktycznie zostali usunięto z listy podejrzanych. Marta mogła zmięknąć, ale nie musiała. Tak czy siak przesiedzi parę dni w areszcie. Marek, już lekko otumaniony, przy najgłębiej ukrytym drewnianym stole popijał kolejne piwo. - Musisz przyznać - powiedział Sadowski. - że mieliśmy farta z ostatnim zabójstwem. Gdyby nie świadkowie, nic nie moglibyśmy załatwić nakazu i dalej stalibyśmy w miejscu. - Musimy poczekać na wyniki ekspertyzy i bilingi Orłowskiego. W zadymionym wnętrzu było sporo osób. Wydawało się, że są gdzieś daleko, za jakąś niewidzialną barierą. - Wiesz co? - mówił dalej. - Wydaje mi się, że za wcześnie skreśliliśmy Kowalewskiego. Może tu chodzi o kobietę, o Martę? Sama przyznała, że spotykała się z Krońskim. - Nie, raczej nie. Sam mówiłeś, że miejsce pierwszego zabójstwa jest nieprzypadkowe. Gdyby chodziło tylko o nią, zrobiłby to gdzie indziej. - Może. Zastanawiałeś się, w jakich to sprawach osobistych Marta odwiedziła Orłowskiego? - Zastanawiałem się. Te bilingi mogą sporo wyjaśnić. - Nie przeszkadza ci, że gadamy ciągle o robocie? - spytał Marek. - To jest choroba zawodowa. - Wolałbyś porozmawiać o dymisji premiera? - Już lepiej o ostatniej serii „Policjantów z Miami”. Niedługo ma być w telewizji. - Nigdy nie lubiłem tego serialu. Wkurza mnie ten lowelas. - Don Johnson? Stary, on ma styl. - Ta, różowe garnitury, ciemne okulary i włosy na żel. Obaj zaśmiali się w jednym momencie. - Na pewno wolisz porucznika Borewicza. Nawet go trochę przypominasz. Też jesteś brzydki i masz krzywy nos. - Bardzo śmieszne. Następną kolejkę? - Nie, dzięki. Zaraz idę. - No co ty? Właśnie zaczęło robić się ciekawie. - Ciekawie to będzie jutro w pracy. Chociaż, wiesz co? Jeszcze jedno piwko nie zaszkodzi.
Poza rzadkimi wyjątkami, patrzenie w okno przez dłuższy czas nie jest czynnością owocną. Ale tego dnia Marek wcale nie liczył na olśniewające rezultaty. Słodkie lenistwo dopadło go z samego rana, a on poddał się bez walki. Popijał właśnie kawę i podziwiał słońce, które osłabło w ciągu ostatnich dni. Sadowski jednak wcale nie jest takim sztywniakiem, na jakiego wygląda. - pomyślał. - I do tego ma mocną głowę. Dźwięk telefonu na biurku był ostatnią rzeczą, której pragnął. Odczekał dwa sygnały i podniósł słuchawkę. To była sekretarka komendanta. - Cześć. - powiedziała. - Pewnie interesuje cię, że właśnie przyszedł tu jeden facet i przyznał się do trzech zabójstw? - To jakiś żartowniś? - Nie wiem, komendant był poważny. Ktoś go teraz przesłuchuje. - Dlaczego ja nic o tym nie wiem? Jak się nazywa ten koleś? - Hmm, moment... Kowalski. Nie, Kowalewski. - Artur Kowalewski? - Chyba tak. Odłożył słuchawkę i wyszedł z biura. Na korytarzu zdał sobie sprawę, że nie wie, gdzie ma się udać. Zanim się dowiedział, minęło parę minut. W pokoju przesłuchań spotkał się z komendantem. Był w dobrym humorze. - Cześć Marek. - powiedział. - Siadaj, posłuchamy sobie. Za szybą Artur Kowalewski opowiadał całą historię ze swojego punktu widzenia. Mówił nieco chaotycznie, ale spokojnie, jak ktoś kto nie ma nic do stracenia. Naprzeciw niego siedział Sadowski. Rzadko zabierał głos, najczęściej tylko po to, by spytać o jakiś szczegół, a później znów długo milczał. - Aha. - dodał komendant. - Przed chwilą odebraliśmy bilingi. Orłowski koło piętnastej dzwonił do niego. Tylko kilka metrów prawdopodobnie wyjaśniała się zagadka trzech zabójstw. Albo jeszcze bardziej się komplikowała.
- Czy przyznaje się pan do zabójstwa Jana Krońskiego, Daniela Bazylewicza i Krzysztofa Orłowskiego? - Tak. - To trochę dziwne. Dlaczego sam pan się do nas zgłosił? I dopiero teraz? - Aresztowaliście Martę Nowak. A ona jest niewinna. - Widziano ją na miejscu ostatniej zbrodni. Ale nieważne. Jeszcze do tego dojdziemy. Jak to było z pierwszym zabójstwem? Kowalewski nie odpowiedział od razu. Przygładził włosy, a potem patrzył gdzieś daleko, jakby zastanawiał się, od czego zacząć. - To długa historia. Kroński nie był tym, za kogo się podawał. Można powiedzieć, że prowadził podwójne życie. Miał jakiś sklep odzieżowy, ale przede wszystkim był dilerem. Nie byle jakim. Sprzedawał tylko kokainę i tylko w sporych ilościach. Zaopatrywały się u niego bardzo wpływowe osoby. - Załatwiał interesy w Manekinie? - Tak. I Orłowski dobrze o tym wiedział. Oczywiście wielu ludzi przychodziło tam po prostu wypić i potańczyć, ale nie wszyscy. Kroński był ostrożny. Miał kilku stałych klientów i nie sprzedawał przypadkowym osobom. Nigdy nie nosił narkotyków przy sobie. - Skąd pan o tym wie? - Spotykał się wtedy z Martą. Marta jest moją przyjaciółką jeszcze z czasów podstawówki. - Z tego co ustaliliśmy, to coś więcej niż przyjaźń. - Wtedy tak nie było. Niektórzy znajomi uważali nas za parę, ale to nieprawda. Jesteśmy razem dopiero od trzech lat. Niecałych. - No dobrze. Proszę mówić dalej. - Siłą rzeczy obracałem się w towarzystwie Krońskiego. Starałem się nie zauważać, kim był naprawdę. Kilka razy próbowałem przekonać Martę, żeby go rzuciła. Nie słuchała mnie. Kowalewski zrobił krótką pauzę i odetchnął głęboko. Ciężko mu było o tym mówić obcym ludziom. - Potem pojawiła się sprawa narkotyków. - kontynuował. -
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil maglarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…