Wróć do katalogu

Morderstwo na Pradze

W ciemnych ulicach Pragi dochodzi do przestępstwa. Ciało odnajduje inspektor Abramowicz. To on rozpoczyna pościg za mordercą. Zaskakujące zakończenie w stylu Harlana Cobena

eto149, opublikowano , 8 min czytania, 3,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Morderstwo na Pradze

Szedł Pragą. Była godzina 23. Niespodziewanie skręcił w ciemną ulicę. Po przejściu kilku metrów nastąpił na coś miękkiego i dużego. Mimo kompletnych ciemności od razu zobaczył co to jest. Na ziemi leżało martwe ciało mężczyzny mającego na oko sześćdziesiąt lat. Jego siwe włosy splamione były krwią. Unosił się od niego odór odchodów, występującym zawsze po strzale w głowę. Inspektor Abramowicz usłyszał jeszcze oddalający się dźwięk czyichś kroków. Pobiegł w tamtym kierunku. Za rogiem zobaczył biegnącego mężczyznę. Wyciągnął z kieszeni komórkę i zadzwonił do swojego przełożonego. – Tu nadinspektor Lis – rozległ się głos w telefonie - Tu Abramowicz. Znalazłem martwe ciało przy ulicy Domaniewskiej. Gonię mordercę. Skręcam w Zygmunta Modzelewskiego. Przyślij mi paru ludzi. – Mam jeden radiowóz na Alei Niepodległości. Powinien być za niecałą minutę. Rozłączył się. Ani na chwilę nie oderwał wzroku od mordercy. Przebiegł przez aleje niepodległości. Słychać było wycie syren. Radiowóz stanął koło inspektora. Ten wskoczył na prawe, przednie siedzenie. - Tam uciekł – wskazał w kierunku skrzyżowania – skręcił w prawo! Samochód ruszył w tamtym kierunku. Zza drzew wyłonił się blok mieszkalny. Zobaczyli zamykające się drzwi. - Wysiadamy – krzyknął jeden z policjantów. Wyskoczyli na chodnik. Wszyscy wyjęli pistolety. Abramowiczowi ktoś jeden rzucił. Dobiegli do wejścia. Wielkie drzwi z napisem „Psy do budy” zrobionym sprejem były zamknięte. - Wywarzam – powiedział policjant Z rozbiegu walnął drzwi ramieniem. Lekko drgnęły, ale nic więcej się z nimi nie stało. Gorzej sprawa wyglądała z panem w niebieskim mundurze. Syknął z bólu i otarł ramię ręką. Zrobił przy tym tak idiotyczną minę przez, którą Abramowicz prawie nie wybuchnął śmiechem. - Amator – mruknął pod nosem tak cicho by nikt nie usłyszał. Sam przystąpił do działania. Strzelił w zamek. Huk obudził najprawdopodobniej wszystkich mieszkańców bloku. Z uniesionymi pistoletami weszli na klatkę schodową. Ciemno. Zapalili światło. Nikogo nie było. Rozdzielili się. Było ich pięciu, więc każdy dostał do przeszukania po jednym piętrze, a jedna osoba piwnicę. Tą osobą był Abramowicz. Zszedł po starych, rozpadających się schodach w czarny korytarz. Paliła się tu tylko jedna żarówka na suficie, więc widoczność była ograniczona. Jego sylwetka odbijała się po podłożu długim cieniem co mogło zaalarmować będącego za rogiem mordercę. Inspektor usłyszał szmer. Jednak stwierdził, że był za cichy aby zrobił go człowiek. Szczur. Nie mylił się. Pod nogami przebiegło mu małe, szare stworzenie. Inspektor skręcił w prawo. Tu na sklepieniu rozciągały się przeróżnej grubości rury przewodzące najprawdopodobniej wodę i gaz. Po obu stronach korytarza, miej więcej co cztery metry stały drewniane furtki strzegące prywatnych schowków. Jednak nie to go interesowało. Doszedł do samego końca, aż prawie zderzył się ze ścianą. Dalej nie było żadnego przejścia. Zawrócił i wyszedł z piwnicy. Wszedł na pierwsze piętro i dołączył do policjanta zmierzającego właśnie do przedostatnich drzwi. Policjant poinformował go, że nikt do tej pory nic podejrzanego nie zauważył, ale w końcu co mieliby zauważyć? Nie widząc sensu tego co robią zapukali do drzwi z numerem 7. Do środka wpuściła ich starsza kobieta z wielkimi okularami na nosie. - Michał, to chyba do ciebie. Mówiłam żebyś się nie zadawał z tym gangiem czy czymś – krzyknęła do nadchodzącego, dwudziesto-paroletniego chłopaka. - Mamo. Mówiłem ci już, że z tym skończyłem. - My przyszliśmy się tylko spytać czy nie wiedzą państwo kim był młody mężczyzna ubrany w brązową, skurzaną kurtkę i czarne, też skurzane spodnie. Miał na głowie czapkę z daszkiem – wyjaśnił policjant - Nie. Ale pójdźcie się spytać innych mieszkańców. Może oni coś wiedzą. My żeśmy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych