Wróć do katalogu

Morskie opowieści

Jest to raczej bajka na dobranoc dla dzieci, ale kto tylko chce wyrwać się na chwilę z rzeczywistości i udać się nad morze, może sobie to przeczytać.

Dymeq, opublikowano , 17 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Morskie opowieści”

Pewnego razu, w pewnym mieście, coś się wydarzyło. Owo miasteczko leżało nad zatoką, która wąskim ujściem prowadziła na otwarte morze. Ujście to miało dla mieszkańców miasteczka szczególne znaczenie. Dzięki niemu w zatoce, nawet podczas szalejącego sztormu, spokojnie mogły stać żaglowce, czekając na następny rejs. W mieście tym było skrzyżowanie szlaków handlowych. Był tutaj spory port, można powiedzieć, nieproporcjonalny do wielkości miejsca, w którym znajdował się. Przeładowywano tutaj wszelkie dobra, przywożone przez okręty. Miasteczko nie było szczególnie duże, jak na punkt o tak strategicznym znaczeniu. Mieszkał tutaj pewien chłopiec. Miał szesnaście lat. Uwielbiał słuchać wszelkiego rodzaju „morskich opowieści”. Sam chciał pewnego razu, przeżyć taką przygodę, którą będzie mógł z dumą, kiedyś wszystkim opowiadać. Wczesnym wieczorem chłopiec przechadzając się po porcie i oglądając piękne statki, zauważył, że przy wejściu do jednego z nich wisiało ogłoszenie. Nie miał problemu z przeczytaniem go, gdyż nauczyła go tej umiejętności jego matka, która z zawodu była nauczycielką w miejscowej szkole. Ojciec był szkutnikiem i pracował w portowych dokach. Chłopiec z kartki wyczytał, że poszukują młodej osoby, która zna się na żeglowaniu i jest odważna. Zgłosić się należało prosto do kapitana. Przyjmują od szesnastego roku życia. „To coś dla mnie” - pomyślał chłopiec. W jego duszy odezwał się głos, który namawiał go do podjęcia wyzwania. Powolutku przeszedł mu po plecach dreszcz. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Serce zaczęło mu szybciej bić. W myślach wyobrażał siebie, jak walczy z piratami i jak odnajduje ich skarb. Czuł, że nadeszła teraz chwila, w której musi postanowić, co będzie robił w przyszłości. Czy zostanie w mieście i będzie pomagał ojcu przy naprawie statków, czy teraz wyruszy w świat. Zdecydował się. Podjął męską decyzję. Postanowił, że jeżeli uda mu się zaciągnąć na pokład tego żaglowca, zostawi wszystko i ruszy po przygody. Miał już zamiar, wejść na okrętową kładkę, gdy usłyszał za sobą czyjeś chrapliwe wołanie. Odwrócił się. Przed portową oberżą „Pod Krzywym Rumplem”, siedział na ziemi stary człowiek. Miał na sobie zniszczone, brudne ubranie. Ciasno na głowie, ze znaczkiem złotej kotwicy, siedziała kapitańska czapka. Z pod niej wystawały siwe, jak i broda, włosy. Lewe oko, miał zakryte przepaską niczym pirat. Mężczyzna kiwał ręką do chłopca, żeby ten do niego podszedł. On, bez wahania, tak też i zrobił. Im był bliżej, tym głośniejszy stawał się gwar dochodzący z oberży. - Witaj chłopcze- odezwał się wesołym głosem mężczyzna, gdy chłopiec był już blisko. - Witaj. Czemu mnie wołasz? - Słyszałem, że to ty jesteś tym, który tak uwielbia słuchać różnych opowieści, szczególnie tych związanych z morzem. - Owszem to ja – chłopiec pewnie odpowiedział. - Mam dla ciebie propozycję. Ty ufundujesz mi posiłek, a ja opowiem ci jedną z historii, taką, której na pewno nigdy nie słyszałeś – w stalowo-niebieskim oku starca, dał się zauważyć błysk. Chłopiec chwilę się wahał. Włożył rękę do kieszeni i wyją z niej trzy monety. „Wystarczy dla niego i dla mnie”- policzył w myślach. - W porządku. Umowa stoi, ale jeśli okaże się, że znałem już tą opowieść, to ty oddasz mi swoją czapkę – mężczyźnie mina posmutniała. Wpierw opuścił, a następnie podniósł wzrok na chłopca. Patrzył na niego przez chwilę, po czym uśmiechną się i wstał z ziemi. Nie był wyższy od chłopca. Starzec i chłopiec uścisnęli sobie ręce na zgodę. Weszli do oberży. W środku, wesoło jakiś przybłąkany skrzypek grał skoczną melodię, do której niektórzy goście podśpiewywali. Marynarze grali w karty, przy czym śmiali się i popijali piwo. Był sielankowy nastrój. Chłopcu na twarzy pojawił się uśmiech. Płomienie, z rozwieszonych po ścianach oliwnych lampek, rzucały migoczące światło. Dym z fajek niejednego gościa, ciężko unosił się w górę. Starzec i chłopiec zajęli miejsce w samym rogu karczmy. Ten młodszy nalegał, by mężczyzna już zaczął opowieść, lecz on siedział cicho. Podeszła do nich kobieta z kurzajką pod okiem i z uśmiechem zapytała co zamawiają. Starzec powiedział co chce zjeść. Chłopiec, kiedy usłyszał ile to będzie kosztowało, nic sobie nie zamówił. Czekali chwilę w milczeniu, słuchając odgłosów oberży, nim nie podano strawy. Mężczyzna zjadł kawałek, popił piwem, poczym zaczął. - Było to jakieś czterdzieści, czy czterdzieści pięć lat temu...

***

„Czy ja wszystko zabrałem?”- pierwsza myśl, która pojawiła się w głowie u młodego chłopca. Miał czarne włosy i stalowo-niebieskie oczy. Zarzucił wór na plecy i powoli zaczął schodzić po schodach do wyjścia. Szedł cicho, by nie obudzić rodziców. Starał się stąpać po gwoździach, by wydawać jak najmniejszy szmer. Pierwszy schodek… drugi… trzeci, zapomniał, że czwarty jest lekko pęknięty, bo rano na niego naskoczył i po całej chacie dał się słyszeć dźwięk pękającego drewna. Chłopiec jęknął z bólu, bo jego noga utkwiła w dziurze, którą zrobił. Serce waliło mu jak szalone. Stał przez chwilę i nasłuchiwał. Usłyszał na piętrze jakiś ruch. - Kto tam?- odezwała się zaniepokojonym, lecz zaspanym głosem jego matka. - To ja mamo – odpowiedział, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie. - Gdzie idziesz? - Yyy...tam gdzie król chodzi piechotą.- skłamał, a na czole pojawiła mu się kropelka potu. Zacisnął zęby i spróbował wyjąć nogę z dziury. Tym razem bezskutecznie. - To nie hałasuj tak! - Dobrze. Przepraszam – gdy dobiegł do niego odgłos zamykanych drzwi od sypialni rodziców, odetchnął z ulgą. W końcu wyciągnął już nie bolącą nogę z dziury i zszedł do wyjścia. Złapał za klamkę. Chciał już otworzyć drzwi, zawahał się. Obrócił głowę. Spojrzał na ciemny pokój. Tylko szczeliny w okiennicach przepuszczały jasne promyki wschodzącego słońca. Opuścił wzrok i nacisną klamkę. Wychodząc przez próg, wyszeptał: „żegnaj”. Ruszył przez uliczkę prowadzącą do portu. Usłyszał, jak ludzie na żaglowcu zwanym „Biegnąca Po Falach” wydają komendy. Zaczął biec. Potknął się, ale nie upadł. Z rozpędem wskoczył na kładkę tak, że zgięła się jak trampolina i chłopiec prawie nie wleciał do wody. Na pokładzie wpadł na jakąś postać. To był kapitan. - Przepraszam – wyrzucił z siebie chłopiec zasapanym głosem. Cofnął się troszeczkę i otarł rękawem pot z czoła. - Myślałem, że już nie przyjdziesz- Odezwał się spokojnym głosem kapitan. Był wysokim mężczyzną. Miał piękny, biały mundur i czapkę ze znaczkiem złotej kotwicy. Stał wyprostowany. Na dłoniach miał białe rękawiczki. Prawą rękę wsadził jak Napoleon pomiędzy guziki munduru. Lewą, skiną do człowieka zapisującego listę, by odkreślił chłopca, a następnie zgiął ją w łokciu i położył sobie na plecach na krzyżu. - Przepraszam za spóźnienie, ale... - Nie pytałem się ciebie co się stało. Teraz idź pod pokład i znajdź sobie miejsce. Nie mogę ci pokazać, gdzie to jest, gdyż muszę przyjąć gości. Ty chodź tu!- kapitan krzyknął do drugiego chłopca, który zdawał się być w wieku tego co przybiegł.- pokaż koledze, gdzie jest jego miejsce. - Tak jest! – na twarzy drugiego chłopca pojawił się uśmiech. Był blondynem. Miał zielone oczy. Z postury wydawał się silniejszy od bruneta. - Porządny chłopak. Mam nadzieje, że ty też taki będziesz! – kapitan uśmiechnął się do nowego załoganta. - Tak jest panie kapitanie!- on zasalutował mu i również uśmiechnął się. - No, szybko się uczysz. Będą z ciebie ludzie. A teraz już idź. Chłopcy zapoznali się ze sobą. Zeszli do pomieszczenia pod pokładem. Wisiało tam mnóstwo hamaków. Na każdym z nich leżał już czyjś wór z rzeczami. Było dosyć ciemno, bo światło wpadało tylko przez otwarte wejście. - Ten hamak jest twój- nowy kolega bruneta poinformował go i wskazał palcem miejsce na końcu pomieszczenia. - Długo już żeglujesz?- Zapytał się chłopiec, po rzuceniu wora na hamak. - To mój drugi rejs z tym kapitanem. Zaciągnąłem się miesiąc temu. - Uciekłeś z domu? - Nie, po prostu nie miałem dokąd pójść - blondyn spuścił wzrok na swoją stopę, którą zaczął kręcić kółka. Milczał chwilę jakby zastanawiał się co ma powiedzieć.- Zobaczyłem ogłoszenie przy tym żaglowcu, że poszukują załogi, to się zaciągnąłem – podniósł głowę lecz nie spojrzał na blondyna, tylko na któryś z hamaków obok niego. - A ty jak się tu dostałeś? – Rzucił szybkie spojrzenie w stronę kolegi i znowu uciekł wzrokiem do stopy. - Dużo tu jest takich młodych jak my?- Brunet zapytał w taki sposób, jakby nie chciał słyszeć pytania, które mu zadano. - Nie tylko my dwaj. Chodźmy. Pokażę ci co i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych