Mózg?
Co by się mogło stać, gdyby ludzie przestali myśleć...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudziło mnie ciche brzęczenie. Instynktownie zaczęłam błądzić ręką w poszukiwaniu budzika. Tyle, że nie znalazłam żadnego budzika.
Powoli otworzyłam oczy. I po chwili wahania zaczęłam wrzeszczeć i młócić rękami w powietrzu. Nie wiadomo kiedy, znalazłam się na ziemi. Szybko poderwałam się na nogi. Irytujące brzęczenie ustało. Stałam w przedziwnym pomieszczeniu. Nie było w nim łóżka – w miejscu, z którego przed chwilą spadłam, widziałam tylko pustkę. Zresztą, w cały pomieszczeniu świeciło pustkami. Nie stał tam żaden mebel, nigdzie nie było żadnych ozdób. Nie dostrzegłam nawet żadnych drzwi. Wszystko naokoło lśniło mlecznym odcieniem białego. Czułam się, jakbym stała w bardzo gęstej mgle. „Świetnie” pomyślałam. „No i gdzie ja jestem!” „Jak co rano znajdujesz się we mgle własnej świadomości.” Usłyszałam bezbarwny Głos przemawiający w moich myślach. Podskoczyłam gwałtownie. „Ale... jak, co?” Zapytałam Głosu. „Proszę wybrać motyw dnia.” Powiedział uparcie Głos. „Jaki motyw?” Wszystko coraz bardziej mnie przerażało. „Jak co rano. Motyw dnia.” „Jasne. Jak co rano” Westchnęłam „A czy są do wyboru jakieś konkretne motywy? Jak w... powiedzmy... telefonie?” „Masz tylko wybrać motyw. Jest czymkolwiek, co jesteś w stanie sobie wyobrazić. Nie nauczono mnie tego, czym jest telefonie.” „Telefon” Poprawiłam głos odruchowo. ”Takie małe... nieważne. Czyli mam po prostu wyobrazić sobie coś?” „Motyw dnia.” Powtórzył Głos ze znużeniem. „Dobra.” Wyobraziłam sobie ze szczegółami mój dom. Po chwili otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Z mgły powoli wyłonił się mój pokój. Podeszłam szybko do mojego łóżka i rzuciłam się na nie, cała szczęśliwa. „Za 11 heksantyli wychodzisz do pracy.” Poinformował mnie Głos. „A ile to minut?” Zapytałam ciekawie. „Nie nauczono mnie, czym jest minut.” Zdenerwowałam się nie na żarty. „Przestań myśleć. Myślisz dzisiaj za dużo.” Usłyszałam. „Słucham? Jak można za dużo myśleć? Mówisz o tym, jakby to była ciężka choroba!” „Intensywne myślenie może prowadzić do choroby” Głos wyrecytował to zdanie, jak wyuczoną formułkę. „No i jak można zachorować na myślenie?” Spytałam sarkastycznie. „Gdy myśli są zbyt intensywne, wyłączam się. Nikt nie może funkcjonować beze mnie.” „Och, to świetnie! Jak najszybciej chcę cię wyłączyć! A właściwie... czym ty jesteś?” Odpowiedź trochę mną wstrząsnęła. „Jestem twoim mózgiem.” „Nie możesz być moim mózgiem!” Myślałam gorączkowo. „Mój mózg nie jest głupi!” „Wiem to, czego mnie nauczono.” „Ależ mój mózg wie, co to jest telefon! I ile minut ma godzina! Gdybyś był moim mózgiem, nie musiałabym wszystkiego mówić. Wiedziałbyś to.” „Jestem twoim drugim mózgiem.” „Ale ja mam tylko jeden mózg!” Krzyknęłam rozpaczliwie w myślach. „Zresztą... powiedz mi tylko gdzie pracuje, no i jak tam dotrzeć. I może jeszcze... który mamy rok?' „Pracujesz w instytucie archeologii. Spod miejsca mgły twojej świadomości za 6 heksantyli odlatuje tramwaj świetlny. Jest rok 1549 po Początku Końca, czyli rok 4721.” „Przynajmniej lata liczone są tak samo. Szkoła to miejsce do nauki różnych rzeczy. Mam dopiero 15 lat. Powinnam się uczyć.” „Nakazane jest pracować od osiągnięcia pełnoletności, czyli od 10 roku życia. Nikt się nie uczy. Informacje znajdują się od razu po stworzeniu w drugim mózgu.” Wolałam nie pytać o „stworzenie” a nie urodzenie. Ani o „pełnoletność”. Postanowiłam, że później się tego dowiem. W tamtej chwili moim zmartwieniem było to, czy zdążę do pracy. „Czy do odjazdu tego tramwaju świetlnego mam mało, czy dużo czasu?” „5 heksantyli i 5 tricyli” Odparł Drugi Mózg. „Ale czy to dużo, czy mało?” Zniecierpliwiłam się. „Ani dużo, ani mało.” „Świetnie. Załóżmy, że wystarczająco. Wychodzę.” Oświadczyłam, jednak gdy podeszłam do drzwi zauważyłam, że mam na sobie jakiś dziwny biały kombinezon, który zapewne służył za piżamę. „Czy mogę dostać coś sensownego do ubrania przed wyjściem?” Zapytałam ze złością. „Proszę wybrać ubranie.” „Ależ ja nie mam pojęcia co się tutaj nosi.” „Proszę wybrać ubranie. Musisz wyjść za 3 heksantyle i 12 tricyli, żeby zdążyć.” Uznałam, że nie dogadam się z tym „drugim mózgiem”, więc szybko wyobraziłam sobie jedno z moich codziennych ubrań. Po chwili poczułam, że mam je na sobie.
Tak wyposażona wyszłam przez drzwi. Moim oczom ukazał się niezwykły widok. Na chwilę oślepiło mnie światło. Było niezwykle jasne. Chwilę potem zorientowałam się, że wszystko tutaj tak lśni i błyszczy, że wydaje się być całe białe. Nawet niebo. Jednak, pomimo całej tej jasności, nie dojrzałam słońca, ani żadnej chmurki na niebie. Wydawało się ono nieskazitelne, jak wszystko inne. Całe miasto – bo od razu założyłam, że to miasto – wisiało w powietrzu. Dosłownie. Nie było ono jakoś szczególnie zaplanowane – Wszystkie budynki stały chaotycznie, jedne wyżej, drugie niżej. Ludzie (chociaż nie tylko) przemieszczali się z jednego domu do drugiego jeżdżąc na dziwacznych, półprzezroczystych płytkach. „Musisz teraz wsiąść na luminowany chodnik. Dowiezie cię do przystanku” Usłyszałam głos mózgu, chociaż brzmiał on niewyraźnie i ledwo uchwyciłam jego słowa. Ostrożnie weszłam na jedną z płytek, która przed chwilą przypłynęła, a ona gdy to „poczuła”, odleciała wraz ze mną w nieokreślonym kierunku. Podczas tej podróży przyglądałam się wszystkiemu ciekawie. Zaczynałam przyzwyczajać się do tego dziwacznego świata, w którym nie wiadomo jak się znalazłam. W pewnym momencie „luminowany chodnik” jak go nazwał Głos, gwałtownie się zatrzymał. Nawet nie wiem kiedy tuż przed moim nosem pojawiło się coś, co wyglądało jak wielki, półprzezroczysty tunel. „I co, to jest ten tramwaj świetlny?” Zapytałam Głosu. Jednak nikt mi nie odpowiedział. „Halo!” Zawołałam w myślach. A po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że widocznie mój Drugi Mózg, jak mi zapowiedział, po prostu się wyłączył. „Świetnie.” Pomyślałam. Jednak nie rozpaczałam zbytnio. W końcu tego chciałam, prawda? Ostrożnie weszłam przez otwarte na wprost mnie drzwi. Znalazłam się w niedużym pomieszczeniu. Było prawie zupełnie puste i białe, jak wszystko napotykane po drodze. Jednak... nie do końca puste. W pomieszczeniu ktoś był. Ktoś, lub coś. Stworzenie to nie wyglądało ani jak człowiek, ani jak robot. Raczej... coś pomiędzy. Pomyślałam, że to pewnie jakiś rodzaj androida. Nie wiedziałam zupełnie, co mam dalej zrobić, więc przełamałam swoją nieśmiałość i podeszłam do niego. - Dzień dobry – zaczęłam grzecznie – czy wie pan może, jak długo będziemy jechać? I gdzie muszę wysiąść, aby dotrzeć do instytutu archeologii? - Ależ wysiadasz tam, gdzie zwykle! Tramwaj się tam zatrzyma. Zresztą... nie pamiętasz mnie? To ja! Postapostrof! Codziennie jadę z tobą do pracy! - Och znamy się? Wybacz, ale... dzisiaj nic nie jest, jak powinno. Po prostu... obudziłam się dzisiaj rano i nie wiedziałam, gdzie jestem. Może mógłbyś wyjaśnić mi parę rzeczy? - Oczywiście, skoro sobie życzysz. Tylko może najpierw włączysz wagon? - wydawało mi się, że android się uśmiechnął. - Włączę... wagon? Ee, Drugim Mózgiem? - A, prawda, ty nic nie pamiętasz! To takie moje powiedzonko. No bo tak to wygląda, jakbyś włączała wagon – usprawiedliwił się Postapostrof. - Chodzi o wybranie motywu tła wagonu. - Ach, Drugi Mózg... widzisz, wyłączyłam go. - Teraz byłam pewna, że widzę na twarzy androida przerażenie. - Wyłączył się? Znowu? Przecież nie możesz teraz funkcjonować! Musisz jak najszybciej trafić do szpitala! Nie możesz iść tak do pracy, musimy wysiąść... - Nie panikuj! Mówię, że specjalnie go wyłączyłam. Denerwował mnie. I to nie jest tak, że nic nie pamiętam. Ja... ja nie wiem jak to się stało, ale wygląda na to, że jakoś się tutaj przeniosłam, najwidoczniej na miejsce kogoś, kto wygląda jak ja. Przybywam z XXI wieku, to dla was pewnie taka nasza prehistoria. Ściślej rzecz biorąc, z roku 2013. Mnie motyw tła kojarzy się z wybieraniem kolorów i motywów w telefonie komórkowym, a tramwaj ze skrzypiącym pojazdem jeżdżącym po torach. - uśmiechnęłam się przepraszająco. - Jak to? Naprawdę? Ale świetnie! Opowiesz mi coś o tamtym świecie? Proszę! - To ty mi wierzysz? - Byłam bardzo zdziwiona. W końcu dla tego androida z wieku... zaraz... czterdziestego ósmego historia, którą opowiedziałam powinna być absurdalna. - A dlaczego nie? W dzisiejszym świecie wszystko jest możliwe! - Rzeczywiście. Już zauważyłam. - Odparłam. - Oczywiście, opowiem ci wszystko, jeżeli będziesz chciał, jednak najpierw mógłbyś odpowiedzieć mi na parę moich pytań? Skoro mam iść do pracy powinnam coś wiedzieć. - Oczywiście. - Postapostrof patrzył na mnie z zainteresowaniem. - Tylko... rozumiem, że nie włączysz wagonu? - Nie mogę, bo o ile zrozumiałam, mój „ Drugi Mózg” jest za to odpowiedzialny. A ty, nie możesz nic zrobić? - Niestety, nie mam takich uprawnień. - Pomimo tego, że twarz miał zrobioną z jakiegoś doskonałego tworzywa, to oczy w tej twarzy były w pełni ludzkie i patrzyły na mnie ze smutkiem. - Och. Przepraszam. - Zawstydziłam się. - Mogę jedynie włączyć jakieś miejsce do siedzenia. Będzie wygodniej. - Byłoby miło. Dziękuję – odparłam, gdy przy jednej ze ścian pojawiła się bezbarwna, szeroka ławka. Usiedliśmy na niej. - Jak długo jeszcze pojedziemy? - Zapytałam. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o tym świecie. Zresztą, zdążyłam już polubić mojego towarzysza. Budził on we mnie sympatię. - Och, dość długo. Nawet teraz na koniec galaktyki tramwajem świetlnym leci się 2 tetracytyle i 9 heksantyli. Nam zostały 2 tetracytyle. Trochę czasu mamy. - Na drugi koniec galaktyki? - Zapytałam słabo. - No oczywiście. Tam jest najwięcej miejsc pracy. Na ziemi ludzie tylko mieszkają. - Niezła przygoda. Lecę na drugi koniec galaktyki! - Naprawdę zrobiło to na mnie wrażenie. - Raczej mało prawdopodobne żebyś wiedział, ile minuta ma heksantyli, lub na odwrót. - Minuta? Nigdy o czymś takim nie słyszałem. - Postapostrof pokręcił głową. Westchnęłam. - To możesz mi chociaż wytłumaczyć cały system? - Jasne. Czas dzielimy na trzy podstawowe jednostki: tetracytyle - największe, heksantyle oraz tricyle. Jeden tetracytyl to 43 heksantyle, a jeden heksantyl to 20 tricyli. Dzień jest podzielony na 24 tetracytyle. - O! To tak jak u nas. Tetracytyl to pewnie odpowiednik godziny, heksantyl minuty, a tricyl – kilku sekund. - powiedziałam do siebie. Zaczęłam szybko liczyć w głowie. Po kilku chwilach już wiedziałam, że heksantyl trwa ok. półtorej minuty. Bardzo się ucieszyłam – czas stanowił dotychczas wielki problem. - O co chciałaś jeszcze zapytać? - powiedział życzliwie android. - Wybacz mi to pytanie, ale... kim ty dokładnie jesteś? - Jestem połączeniem człowieka z robotem. - „Czyli tak jak myślałam.” Ucieszyłam się. - Twoja nazwa to android, prawda? - Hmm, gdzieś słyszałem tę nazwę, ale nie bardzo mi się podoba – rzekł Postapostrof. - Tutaj mówimy po prostu po imieniu – człowiek - robot, lub coś w tym stylu. - Ach, rozumiem. Przepraszam. Żyjecie tak samo, jak ludzie? Mamy mniejsze prawa, niż wy, chociaż od was pochodzimy. Nie możemy pracować, jak wy i jest nas stosunkowo niewielu. Tylko tylu, ilu jest potrzebnych, aby służyć ludziom. Pracujemy głównie w miejscach takich, jak to – przejściowych. Jeżdżenie w tym pociągu to moja praca. W ramach niej dotrzymuje ci towarzystwa, ponieważ to ty co rano wsiadasz do mojego przedziału. - Więc jesteś tu tylko po to, by dotrzymać mi towarzystwa? Nie jedziesz nigdzie? - byłam zaszokowana. - Ależ to bez sensu! - Dlaczego? Gdyby nie ty, nie miałbym pracy. - A nie lepiej, żeby ludzie jeździli razem w jednym przedziale i dotrzymywali sobie towarzystwa? Wy także moglibyście pracować i mieć normalne relacje między sobą! I ludźmi także! - Jak to? Ludzie w jednym przedziale? Ale to niesłychane! - Postapostrof wydawał się zgorszony. - A dlaczego nie? Ludzie w ogóle nie nawiązują kontaktów? - Oczywiście, że nie! Kto to widział, żeby człowiek odzywał się do człowieka! Nie, tak po prostu nie można! - Dlaczego nie? - Powtórzyłam zdumiona. - Takie są zasady. - Powiedział uroczyście android. - Zresztą, żaden człowiek nie czuje takiej potrzeby. Kiedyś podobno było inaczej – czytałem to w jakiejś książce historycznej – ludzie tworzyli nawet wspólne mgły świadomości! No ale teraz... ludzie kontaktują się jedynie ze swoim drugim mózgiem. - Ach, no tak. - Westchnęłam. - Drugi mózg. Nic dziwnego, że nie czują potrzeby nawiązywania kontaktów, skoro nie myślą. Ale te mgły świadomości... Pochodzę z tamtych czasów. U nas nazywamy to rodziną. Tworzy ją dwoje kochających się osób, a potem, jakiś czas później także dzieci. A tak właściwie... jak rodzaj ludzki może jeszcze istnieć, skoro ludzie w ogóle się nie kontaktują? - Jak to? Kontakty między ludźmi nie mają wpływu na przetrwanie gatunku. - Postapostrof wyglądał na zdumionego. - Przecież wszyscy wiedzą, że ludzie mają swój początek w laboratoriach. Są specjalne osoby, które się tym zajmują. To ich praca, jak każda inna. - Ale dlaczego... dorosłość osiąga się u was od 10 roku życia? W naszych czasach pełnoletność osiągają osoby 18 – letnie. A w niektórych przypadkach to jeszcze za wcześnie. - Musisz zrozumieć... u nas nie ma kogoś takiego jak „dzieci”. Gdy ludzie się tworzą są po prostu mali. Czekamy aż dorosną na tyle, by podjąć pracę. Ten system jest tak skonstruowany, ponieważ ludzie nie myślą. Co mieliby robić do, jak mówisz 18 roku życia? Ludzie są przygotowani do podjęcia pracy zaraz po urodzeniu. Inaczej pewnie siedzieliby w miejscu i nic nie robili. - Czyli... jesteśmy swoistymi marionetkami... marionetkami techniki i robotów... - Zamyśliłam się. - Jak to się stało? - Cóż, z tego, co czytałem, był to dość długotrwały proces. Jednak zaczął się dokładnie 1549 lat temu – po Początku Końca. - A cóż to takiego? - zapytałam. - Zachowane źródła mówią coś o…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karolia208
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…