Mroczne Zakątki Umysłu
Pierwsza część długiego opowiadania (lub też czegoś większego). Proszę o komentarze.. Chcę zobaczyć czy opłaca się dalej pisać. Jak oceniacie mój styl?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Strefa Mroku nie leży na końcu świata, ona jest w nas. W naszych poczynaniach i w naszych myślach. To właśnie tutaj czai się koszmar.
1.
Przebudzenie
- Kurwa! - Zawrzwszczał Serge i z ledwością zwlokł się z łóżka (które bardziej przypominało więzienną pryczę niż łóżko). Właśnie się obudził. Światło słoneczne zaczęło leniwie wlewać się do jego pokoju. Serge był rozdrażniony, bardzo, sam nie wiedział dlaczego, może dlatego, że nie lubił wstawać o w poł do ósmej? Usiadł na krześle i przypalił papierosa. Palił tylko L&My czerwone. Uparcie twierdził, że inne fajki to siano. Serge liczył sobie już 31 lat. Był więc w sile wieku. Przeżywał właśnie najlepsze chwile swojego życia. Od kiedy pamiętał, zawsze przewyższał wzrostem swoich rówieśników. Mierzył coś koło dwuch metrów, lub nawet więcej. Wyglądał na dobrze zbudowanego, ale za to nie ważył zbyt dużo. Gdyby był ubrany, nikt nie powiedział by, że ta “chudzina” wyciska 113 kilo na klate. Nie zaliczał się do typowych “karków”. Można było u niego dostrzec wyraźne żyły na szyi, na dłoniach i ramionach. Nie stawiał na masę. Zawsze cenił sobie zwinność. Nigdy specjalnie nie ćwiczył. Jedyne co trenował co rano to brzuszki i pompki. Ot tak, dla zdrowia. Splunął i odgarnął włosy z czoła. Były bardzo gęste, koloru ciemny-blond. Nie obcinał ich już od dwóch lat. Sięgały mu teraz do łopatek, spinał je zawsze czarną gumką. Wydaje się oczywiste, że człowiek się poci, a jego skóra wydziala łój, ale Serge chyba o tym nie wiedział. Włosy miał strasznie przetłuszczone, mył je średnio raz na dwa tygodnie. Aż dziw bierze, że nie zadrapał się jeszcze na śmierć. Tymbardziej nie miał też czasu ani ochoty na golenie się. Ostre rysy twarzy, wyraźnie zaznaczony podbródek, obfity zarost - to właśnie cały Serge. Teraz, tuż po przebudzeniu, ubrany był w białą podkoszulke na ramiączka, a na tyłku miał granatowe bokserki zapinane na guziki. Nic poza tym nie było potrzebne mu do spania, noce i tak zawsze były gorące. Poprawił gacie, bo zaczęły go uwierać w kroku i zaczął tępo wpatrywać się w ścianę. Głęboko zaciągnął się fajką i głośno westchnął. Mieszkał w małym mieszkanku, na czwartym, ostatnim piętrze starej kamienicy. Szczerze mówiąc to była to już ruina. Najpewniej pamięta jeszcze czasy prohibicji. Gdzieś na korytarzu lub na posadzce którejś z obskurnych łazienek możnaby było znaleźdź jeszcze ślady krwi lub resztki któregoś z kolesi Ala Capone'a albo innego drania sprawującego rządy w tamtych czasach. Mieściła się ona na skrzyżowaniu Saint Av. i High St. Z jedynego okna Serge widział brukowane podwórze na którym zasrane bachory nieprzerwanie darły swoje małe mordy. Tak było i tym razem. Dzieciaki powoli zbierały się od szkoły nieszczędząc przy tym zamieszania. Obudziły już chyba połowę mieszkańców kamienicy. Serge podszedł do okna. Otworzył. Zaskrzypiało. - Zamknąć się, kurwa!! Jak tam zejdę to wam nogi z dupy powyrywam !!!! Wszyscy momentalnie zamarli w bezruchu. Dzieciaki patrzyły w przerażeniu na “strasznego pana”. Jedna z dziewczynek się popłakała i pobiegła do domu. Jakaś starsza babka, której Serge wcześniej nie zauważył, chciała coś powiedzieć, ale niestety nie zdążyła. Serge tak trzasnął zamykając okno, że mało brakowało a zostałby bez szyb. Był już znany z podobnych wybryków. Nie raz nawrzeszczał na jakiegoś Bogu winnego dzieciaka, kopnął szczekającego psa albo zatrzasnął najbardziej wredną dewotę w piwnicy. Cieszył się złą sławą w całej kamienicy. Dla dzieciaków był “strasznym panem”, a dewoty nie szczędziły słów i nazywały go: “wariatem, psem, gadem, kryminalistom, bandziorem...”. Nikogo nie lubił, więc nikt nie lubił i jego. Lał na to. Po zamknięciu okna usiadł, tym razem na łóżku i zapalił kolejnego papierosa. Myślał dlaczego jest teraz w takiej norze, a nie w swoim mieszkaniu? Nora, w której aktualnie przyszło mu mieszkać, to właściwie jeden pokój plus łazienka. Jedyne okno zwrócone było na wschód. Każdego ranka Serge miał przechlapane, bo słońce dawało po oczach już od godziny siódmej. Drewniana podłoga była już dawno przeżarta przez korniki albo inne tałatajstwo, bez żadnego dywanu. Skrzypiała. Zalegała na niej wiekowa warstwa kurzu. Całe szczęście, że Serge nie był alergikiem. Musiałby jeszcze wydawać fortunę na leki. Serge nigdy nienawidził tej okropnej tapety w kwiatuszki. Dawno już wyblakła, w wielu miejscach była oderwana, a jej resztki walały się po całym pokoju, ale to chyba szczegół. Serge nie miał zamiaru tego sprzątać. Był prawdziwym mężczyzną. Nie zwracał uwagi na takie błachostki, a przecierz taki mały burdel doprowadziłby każdą kobietę do szału. Wszystkie swoje ubrania trzymał w starej, dębowej szafie. Była równie dziurawa jak i podłoga, a na dodatek nie domykało się w nich jedno skrzydło. Swoją przetartą, skórzaną kurtkę wieszał zawsze na wieszaku na trójnogu. Taki jaki można spotkać w poczekalniach państwowych szpitali. Na chybotliwym stoliku, pod oknem leżały jakieś papiery z odręcznym pismem. Nogi mało mu nie odpadły (pewnikiem robota korników). Do kompletu dodano też lakierowane krzesło, na jakie można było się natknąć w każdej przedwojennej szkole. Jedna noga była krótsza od pozostałych trzech, żeby siedzącemu na niej człowiekowi było bardzo wygodnie. Siedział teraz na swoim metalowym, podrdzewiałym łóżku..Z przeżółkłego materaca wyłaziła sprężyna, a z poduszki sypało się pierze. Wszystko to zalatywało stęchlizną. Spało się na nim całkiem przyjemnie, poza faktem że przy każdym, nawet najmniejszym ruchu niemiłosiernie skrzypiało. Za kuchnię służyła Sergowi elektryczna kuchenka z kilkoma garnkami, pokrytą przypalonym tłuszczem patelnią i żelaznym czajnikiem. Zazwyczaj korzystał z niej tylko do przyrządzenia kawy, a w ostateczności używał patelni do zrobienia sobie jajecznicy. W większości przypadków jednak jadał na mieście. Nagle, rozległo się pukanie do drzwi. Serge zgasił papierosa, wstał i z nichęcią zaczął sunąc ku drzwiom. Ale gdy usłyszał, że się uchylają ruszył z kroka i szybko do nich dopadł. - Czego??!! - zawrzeszczał. Mężczyzna stojący za drzwiami, przestraszył się i odruchowo odskoczył w tył. Serge rozpoznał w nim Fergusa, miejscowego kloszarda. Ubrany był w stare bryczesy z dziurą na prawym kolanie i w tweedowy garnitur, pewnie po pradziadku, albo też znaleziony w osiedlowym śmietniku. Na nogach miał
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil sadi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…