Mrok nocy. rozdział 4
Spotkanie z demonicą Mormo... co znacznie zmieni moje nie-życie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I Od czasu gdy dowiedziałam się kim jest Vea, Ave cały czas mi się przygląda. Chyba podejrzewał, że chcę się zemścić. Trochę to było irytujące, ale i tak nikt nie odwiedzie mnie od postanowienia. -Lana... -Tak?- podniosłam głowę znad sztyletu. Czyściłam go z krwi wampira, któremu przyszło do głowy złapać mnie za pośladek. Już nigdy tego nie zrobi... przynajmniej nie kikutem, który został gdy odcięłam mu dłoń. -Dlaczego nie dasz spokoju Vei, tylko cały czas się z nim droczysz? -To moja sprawa.- mruknęłam. -Nie wiesz wszystkiego.- spojrzał na mnie tak, jakby samo to zdanie miało przerażać. -Możliwe. Za to ty tak? Jesteś przecież jego pieskiem.- odgryzłam się. -Skoro tak stawiasz sprawę... To nawet nie mamy o czym gadać.- warknął. Wstał i stanął tyłem do mnie. Szukał czegoś na szafce. Nie okazywałam tego, ale wręcz skręcało mnie z ciekawości. Był blisko Vei... mógł wiedzieć coś ważnego. Podeszłam do niego i objęłam w pasie. Przytuliłam się do jego pleców. Znieruchomiał na chwilę. Ale zaraz się opamiętał i wrócił do poprzedniej czynności. Gładziłam go po plecach. Musiałam go urobić zanim zechce czegokolwiek się dowiedzieć. Stanęłam na palcach i pocałowałam jego szyję. Raz, drugi... Kątem oka widziałam jak zaciska ręce na kancie blatu. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zbliżyłam usta do ucha. Leciutko je ugryzłam. Wiedziałam, że to lubi. Czułam, że mięśnie ma napięte do granic możliwości. Nie wytrzymał i odwrócił się do mnie przodem... Jeszcze nigdy nie całował mnie tak długo. Kiedy wreszcie odsunęłam się trochę, usta miałam zdrętwiałe. -Ty diablico.- westchnął. -Podobało się?- koniuszkiem języka zwilżyłam wargi. -Potrzebuje czasu do namysłu.- uśmiechnął się i pocałował mnie w czubek nosa. Nie wystarczyło mu to. Ale przechyliłam głowę do tyłu. -Powiedz mi coś więcej o Vei- poprosiłam. -A ty znowu swoje- skrzywił się. -Proszę...- zawadziłam nosem o jego usta. -No dobrze. Co chcesz wiedzieć? -ile on w ogóle ma lat? -Z tego co mi wiadomo... to jakieś tysiąc osiemset.- Kiedy Ave to powiedział zatkało mnie ze zdziwienia. Był starszy ode mnie... tysiąc lat. -To demony tak długo służą Śmierci?- cały czas wodziłam ustami po szyi wampira. -Nie... chyba nie. Vea jest najwierniejszym sługa. Jednym z pierwszych. -Ale czy możliwe jest bycie demonem i wampirem jednocześnie? -Lana. Przecież on jest tego dowodem. Zaśmiałam się cicho. Czułam jego ręce wędrujące po moich plecach. Siłą mnie przyciągnął bliżej. Nie opierałam się już tak bardzo. Zamruczałam z zadowolenia. -Nie wiedziałem, że jesteś kotką- roześmiał się. -Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz. Obejmował mnie mocno. Bolało trochę, ale uwielbiałam to. Oparłam głowę na jego ramieniu. Czułam zapach, jakiego używał. Tak pachniał las tuż po deszczu. Świeżo, zmysłowo. Dmuchałam leciutko w jego szyję. Łaskotało go to, ale nie przestawałam. W tej chwili czas mógłby dla mnie nie istnieć. Oddałabym wszystko by móc stać tak przez wieczność. Uświadomiłam sobie, że bez Ave moje istnienie nie ma sensu. Końcem języka dotknęłam jego szyi. -To będzie długa noc- zachichotałam gdy wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka.
II Siedziałam oparta na poduszkach. Ave gładził palcem moją bliznę. Nie wiedział jak bardzo jest ona związana z nim. A raczej jego przeszłością - Jane. No właśnie... zapewniał mnie, że Jane to przeszłość, ale niepewność została. Była... jest ładniejsza, nie ma takich odchyłów jak ja... w ogóle wypada lepiej. Nagle moją głowę przeszył ostry ból. Zwinęłam się w kłębek. Przygryzałam wargi tłumiąc jęk, z ranek popłynęła krew. -Lana? Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Zaciskałam tylko powieki, nie chcąc patrzeć na jego przerażoną twarz. Próbowałam blokować umysł, ale byłam zbyt słaba. Nie teraz... Ból minął tak szybko, jak się pojawił. Leżałam przez chwilę oszołomiona. Ave cały czas gładził mnie po głowie. -Co... co to było- wykrztusiłam. -Lana... dobrze się czujesz? -Tak.. już lepiej. Chyba.- usiadłam. Cała byłam zlana zimnym potem. Zadrżałam. -Muszę... muszę wyjść. -Teraz?- spojrzałam na niego zdziwiona. -Obiecuje, że niedługo wrócę. -Ale... Avego już nie było. Słyszałam jego szybkie kroki na schodach. Byłam wściekła. Co może być tak ważnego, żeby mnie zostawić? Pomijając już ten atak... to do cholery... przecież przed chwilą się kochaliśmy. A teraz tak po prostu wyszedł. Zebrałam swoje porozrzucane ubrania z podłogi. Gorący prysznic trochę pomógł. Przynajmniej nie trzęsłam się tak. Nie miałam zamiaru na niego czekać. Nie po tym jak mnie potraktował. Wyszłam na świeże powietrze. Jeszcze nie było późno...jak dla mnie. Chciałam wyładować swoją złość. Jak na zawołanie zza rogu wyłonił się jakiś pijaczek. -Kochanie. Może masz ochotę... -Z chęcią. Uderzałam precyzyjnie. Żeby jak najdłużej utrzymać go przy życiu i jak najbardziej go bolało. Nie panowałam nad sobą. Jakby w moim ciele obudziła się inna, bezwzględna Lana. Jeszcze długi czas po śmierci znęcałam się nad jego ciałem. Wreszcie się opamiętałam. Odrzuciłam trupa w pobliskie krzaki. Nie za bardzo mi to pomogło. Teraz zamiast wściekłości czułam żal. Wiedziałam, że Ave ukrywa cos przede mną i to najbardziej mnie bolało. Zawsze najważniejsza była dla mnie szczerość... czasem naginałam tę zasadę dla własnej korzyści, ale nie krzywdziłam tym innych. Pomijając ofiary, bo one się nie liczą. Ale Ave... ufałam mu a on mnie okłamywał... A przynajmniej nie mówił całej prawdy. Nawet nie zauważyłam kiedy stanęłam przed drzwiami 7th Heaven. Jak zwykle przywitał mnie Spike. -Coraz częściej tu zaglądasz. -Tak jakoś się złożyło. -Poczekaj chwilę- podał mi chusteczkę i wskazał na czoło. Kiedy dotknęłam go, palce miałam we krwi. Widocznie musiałam się ubrudzić, wyładowując się na tamtym mężczyźnie. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Wampir mrugnął do mnie przepuszczając do wejścia. Z głośników płynęła jakaś ostra muzyka. Pasowała do mojego podłego nastroju. Rozglądałam się za wolnym stolikiem. W tłumie mignęła mi twarz Avego. To zabawa w klubie była tą ważną sprawą? Myślałam, że zaraz rozniosę wszystko wokół. Ale opanowałam się. Podążyłam za nim. Co chwilę gubiłam go. Panował tłok, ale zaraz znad tłumu wyjawiała się jego czarna czupryna. Po jakimś czasie dołączył do niego jeszcze ktoś. Stanęłam na środku sali. Czułam się jakbym dostała obuchem w głowę. Usłyszałam strzępek rozmowy. -Masz jej się pozbyć. Nie wolno ci się z nią zadawać. Zrozumiałeś? -Vea, ja....
III -Ona może pokrzyżować wszystkie plany. Na razie nie dasz jej rady. Jest zbyt silna. Ale nad tym już pracuje... -Ten atak? -To jeszcze nic. Niedługo nie będzie się rozstawać z bólem. Szczerze mówiąc niełatwo ją złamać... -Ty miałeś problemy? Taki doświadczony- zakpił Ave. -No no no.... nie pozwalaj sobie. Zastanowiło mnie to. Jeszcze nigdy nie miałem trudności z wtargnięciem do czyjegoś umysłu. Ona jest... dziwna. Ale koniec już o tym. Masz to co chciałem? -Jeszcze nie. Pracuje nad tym. -Nie zawiedź mnie. Śmierć już coś kombinuje. -Gokan? -On jest po naszej stronie. Unieszkodliwił jednego z wysłańców. Została jeszcze dwójka. -Mormolyke. -Tak. I ten drugi... Karador. Wystąpił mały problem. Są razem. Nie uda się ich skłócić. -Wyślij kogos. -Już to zrobiłem. Lelevelle. Była kiedyś z Karadorem. Świata poza nią nie widział. Szybko zgodziła się na współprace. -Taaak... Teraz pójdzie łatwiej. Niedługo ta sielanka zostanie zakłócona. -Właściwie już powinna. Czekam na odzew. -Muszę już wracać. Lana nie może nabrać podejrzeń. I tak zdziwiła się, kiedy mnie wezwałeś. -Przeszkodziłem wam- śmiech Vei rozniósł się po klubie. -Nie... trafiłeś akurat tuz po... Stałam jak sparaliżowana słuchając rozmowy. Ave i Vea oddalili się. Próbowałam jakoś pozbierać myśli. To niemożliwe. Jaka Mormolyke? Karador? Co do cholery tu się dzieje. Musiałam odnaleźć tą dwójkę i dowiedzieć się wszystkiego. Nie dam się tak łatwo usunąć. Przynajmniej spróbuje się odegrać. Nie odpuszczę zdrady. Nawet Ave poczuje co to jest zemsta Lany...
IV Wlokłam się z powrotem do domu. Przez głowę przewijały się tysiące myśli. Dziesiątki pytań. Już niczego nie byłam pewna. Dla Avego byłam tylko zabawką. Środkiem potrzebnym do zdobycia celu. To jak cios poniżej pasa. Z trudem walczyłam z napływającymi łzami. Ufałam mu. Byłam gotowa zrobić dla niego prawie wszystko. Przy nim czułam się wyjątkowo. Jakbym była jedyną osobą na świecie, która się dla niego liczy. Językiem wyczułam rany na wargach. Po chwili nie było po nich śladu. A więc ten atak to sprawka Vei. Z satysfakcją myślałam o…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…