Wróć do katalogu

Myśliwy i zwierzyna

Krótkie opowiadanie o uciekaniu.

cat-claw, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Zobacz znowu piszą o tych morderstwach, straszne, co się teraz dzieje na świecie – powiedziałam i upiłam łyk mojego ulubionego poziomkowego latte z bufetu szkolnego. - Pokaż – Curly nachyliła się nade mną, by spojrzeć na pierwszą stronę darmowego tygodnika, który lądował w każdy czwartek w skrzynkach na listy mieszkańców naszej mieściny, a jej gęste blond włosy oblepiły moją twarz – Brutalny gwałciciel znowu atakuje, mmm, taa jakby słowo „gwałciciel” nie zakładało już w sobie brutalności – westchnęła. – Ciało kolejnej ofiary odnalazł emeryt i jego pies na porannym spacerze, Boże, kto pisze te teksty, daj kawę – sięgnęła po mój kubek i upiła najdłuższy łyk jaki była w stanie. – Ofiara płci żeńskiej miała liczne pogryzienia na ciele, ślady na nadgarstkach po więzach, poderżnięte gardło i zmiażdżoną czaszkę, okropność, darowali by sobie takie szczegóły – jęknęła i ciągnęła dalej – co uniemożliwiło, jak na razie, identyfikację – przebiegła tekst oczyma po czym dodała jeszcze. – To już trzecia ofiara psychopaty… Ciało odnaleziono obok Rdzawego Zalewu… To tylko trzy kilometry stąd! – Zakończyła prawie krzycząc. - Na serio? Od dzisiaj nie wychodzę po zmroku! - Jasne, a nasz trening wieczorem, gąsko? Nie możemy dać się porwać fali strachu i ogłupienia – wyrecytowała teatralnie – zresztą mój brat nas odwiezie. Tak czy siak, im szybciej go złapie tym lepiej – wstała w momencie w którym zadzwonił dzwonek na lekcje, tak, że jej ostatnie słowa ledwo dotarły do moich uszu, bezceremonialnie wyrzuciła tekturowy kubek z resztką mojej kawy do kosza i spojrzała na mnie wyczekująco. - Czekaj, kto go złapie – zapytałam wstając powoli. - Co? – Curly zrobiła minę jakby nie wiedziała o co mi chodzi. -No kto złapie, tego mordercę, powiedziałaś to przed chwilą, że go złapie… - Aaa, no jak to kto, szeryf – uśmiechnęła się szeroko i wzięła mnie pod rękę – chodź, jeszcze tylko angielski i mamy weekend.

***

Po treningu okazało się, że bratu Curly zepsuł się samochód, musiałyśmy wrócić same. Rozmawiałyśmy o naszym jutrzejszym wypadzie na kręgle, Annie z równoległej klasy, która podobno, tak się ostatnio upiła, że pomyliła furtki i zwymiotowała na świąteczną dekorację stojącą w ogródku sąsiadów, notabene wykonaną przez ich kilkuletnie córki na co roczny konkurs, o nowym kolorze włosów na który Curly nie mogła się zdecydować. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłyśmy do domu jej kuzynki w centrum miasta. - No to ja odbijam, obiecałam jej, że zakręcę jej włosy przed jutrzejszą zabawą – pocałowała mnie w policzek i dodała szeptem – nie znoszę tej gówniary. Trzymaj wodę – rzuciła mi nieotwartą butelkę wody o smaku cytrynowym – to za kawę! Na razie! - Do jutra – uśmiechnęłam się i sięgnęłam do torby, schowałam wodę i wyjęłam słuchawki, podpięłam do mojego telefonu i włączyłam radio licząc na to, ze trwa jeszcze moja ulubiona audycja o folklorze Indian z Północy. Ruszyłam przed siebie dobrze oświetlonym chodnikiem i świetnie znaną mi okolicą. Mówiono akurat o jakimś prawie wymarłym narzeczu… nawet nie potrafiłam powtórzyć jakim, nigdy nie miałam zdolności do języków obcych, dlatego tym starałam się wyłapywać prezentowane tam wyrażenia i powtarzać szeptem, Bóg jeden wie jak bardzo kalecząc przy tym każde słowo. Nagle dobiegł mnie straszliwy charkot, aż podskoczyłam i odruchowo zbliżyłam lewą dłoń do serca. Zdałam sobie, z której strony dobiega ten dźwięk i zdjęłam słuchawki. - Ale mnie przestraszyłeś – odetchnęłam, chociaż do moich uszu cały czas dochodziło, głośne, nieprzyjemne ujadanie starego owczarka – Zły pies – rzuciłam mu z wyrzutem, ale nie przestawał, zaczął nawet podskakiwać na tylnych łapach. Postanowiłam schować słuchawki do torebki. „Bardzo mądrze Tadita, maszerować wieczorem z słuchawkami na uszach” – powiedziałam do siebie w myślach. Nie patrząc już na psa ruszyłam dalej. Niestety dziwne uczucie jakie wywołał we mnie ten czworonóg nie mijało, wszystkie mięśnie jakby mi zesztywniały i pot oblał mi plecy. Szłam swoim normalnym tempem, mijając znajome domy, jeszcze tylko dwie przecznicę i będę na chodniku prowadzącym prosto do mojego domu. „Czego ja się właściwie boję?” – zapytałam samej siebie – „Przecież nie jest jeszcze tak późno” – spojrzałam na ludzi idących przede mną i samochody, które co chwila mijały mnie, wyjeżdżając z centrum na autostradę. I kiedy już prawie udało mi się wyrównać oddech, z niepokojem zauważyłam, że latarnie przy mojej drodze zaczęły gasnąć jedna po drugiej. - Świetnie – mruknęłam, pomyślałam, że to jakaś awaria. Na szczęście z domów na ulicę, wylewał się ciepły blask ekologicznych żarówek. Raptem coś zaszeleściło między drzewami za moimi plecami, odwróciłam się gwałtownie i przełknęłam ślinę, jednocześnie zdałam sobie sprawę, że na ulicy nie ma nikogo oprócz mnie. „No tak” – jak obuchem uderzyło mnie wspomnienie nagłówka z dzisiejszej gazety. Obróciłam się jeszcze raz, ale niczego za mną nie było, a przynajmniej tak mi się zdawało. Zaczęłam iść najszybszym krokiem jakim zdołałam, nie chciałam panikować, chociaż coś mu mówiło, że powinnam biec, byle szybciej i byle dalej stąd. Spojrzałam na dwupasmową drogę w nadziei, że zobaczę tam jakiś samochód, ale nic z tego. Jak na złość, nic nie przejeżdżało obok od kilkunastu sekund. Znów usłyszałam szelest, odwróciłam głowę, ale nikt za mną nie szedł i kiedy chciałam zrobić krok do przodu to nadepnęłam na coś, a moja twarz zniknęła pod grubym materiałem. Zanim zdałam sobie sprawę, co się właściwie dzieje, poczułam silny uścisk w talii i na ustach. A potem, że tracę grunt pod nogami i jestem niesiona przez kogoś jak szmaciana lalka. Zaczęłam się szamotać, ale to nic nie dawało, uścisk był za silny, a materiał tak gruby, że zaczęłam się dusić. Po chwili zostałam rzucona o ziemię. „Zaczęło się” – to jedyna myśl jaka przemknęła mi wtedy przez głowę Z piersi wydarł mi się krzyk, dźwięk, który właściwie nie mogłabym z niczym porównać. Krótki, rozpaczliwy, chrapliwy dobywający się nie ze mnie , ale gdzieś spoza mnie. Zostałam uderzona tak mocno, że prawie straciłam przytomność. Zaczęłam się trząść, w głowie mi szumiało, byłam odrętwiała z przerażenia, wszystko, co mnie otaczało było jakby za mgłą. Uderzyło mnie przerażające stwierdzenie, jakby kogoś obcego w mojej głowie „Zaraz zostanę zamordowana i nic na to nie poradzę. To koniec.” Jak tamte dziewczyny, których imion nawet nie znają, bo zostały tak zmasakrowane. Skuliłam się i chciałam zacisnąć pięści, ale było to niewykonalne. Moim ciałem miotały coraz silniejsze drgawki. Chciałam jeszcze resztką sił krzyknąć, ale akurat wtedy uderzył jeszcze raz, jeszcze mocniej. Upadłam na ziemię, zasłaniając twarz ręką. Poczułam jak po lewej skroni spływa mi strużka ciepłego płynu. Zrobiło mi się równocześnie słabo i niedobrze. Czekałam sama nie wiedząc na co. Podniosłam powoli wzrok i zobaczyłam jego twarz. Oszpeconą, pełną głębokich bruzd, jego oczy były dzikie i nie widziałam w nich blasku. Były jakby nierealne, martwe, jakby nie należały do człowieka. Patrzyłam na niego i miałam wrażenie, że trwa to całą wieczność. Otworzył usta charcząc, jakby warczał, zobaczyłam jego powykrzywiane i nienaturalnie długie zęby. Pierwszy raz widziałam coś tak obrzydliwego i przerażającego. W końcu złapał mnie mocno za włosy, prawie mi je wyrywając. Chciał mnie za nie podnieść, ale nagle uderzyłam o ziemię. Znów rozległ się krótki krzyk, ale tym razem nie należał do mnie. Podniosłam powoli głowę i zauważyłam dwie postacie. Pomyślałam, że jest ich dwóch i jeszcze bardziej skuliłam się, chroniąc przed ciosami, których jeszcze nie doznałam. Ale to trwało zbyt długo, podniosłam głowę jeszcze raz i zauważyłam, że postacie się szamotają. Wydawało mi się, że trwa to niewyobrażalnie długo. Pomyślałam, że mam jednak szansę wyjść z tego żywa i poczułam jak wracają mi siły i zdrowy rozsądek. Próbowałam się uspokoić wyrównując oddech i powoli cofałam się do tyłu. Zdołałam tak przejść na czworaka spory kawałek drogi, za moimi plecami majaczyły światła domów, co mnie pokrzepiło. Nagle zrobiło się cicho. Z ziemi podniosła się postać, chyba mężczyzna, i byłam pewna, że nie ten, który mnie uderzył. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam rękawem wycierać krew na skroni. Czułam niewyobrażalną wdzięczność do tego kogoś i już miałam krzyknąć, że wszystko ze mną dobrze, kiedy to zauważyłam. Mężczyzna szedł w moją stronę, równym,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych