Nad życie
Pisałem je późną nocą...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudził się zlany potem i z lekkim bólem głowy. Nie pamiętał dokładnie koszmaru, który był przyczyną jego nagłego przebudzenia. Miał przed oczami jakieś urywki. Spokojny krajobraz, on z wędką nad taflą wody siedzący na składanym krzesełku i kojący szum świerszczy dających koncert przy akompaniamencie zachodzącego słońca. Wydawałoby się sielanka. Tyle pamiętał z tego snu i nie miał pojęcia jak te przyjemne obrazy, które jeszcze miał w głowie przerodziły się w koszmar mogący go przestraszyć do tego stopnia, że aż się obudził ostatkiem woli powstrzymując krzyk. Derek, wysoki, przystojny i wysportowany informatyk nie pamiętał kiedy ostatni raz budził się w tak gwałtowny sposób. Nie był pewien czy kiedykolwiek wcześniej mu się to zdarzyło. Jednak odkąd jego najlepszy przyjaciel zaginął w do tej pory nie wyjaśnionych okolicznościach nie był w najlepszym stanie. On i Jeremy byli nierozłączni od momentu kiedy poznali się w szkole średniej. Taka przyjaźń zdarza się raz w życiu. Był tego pewien i inni mogą sobie mówić co chcą takiego człowieka jak Jeremy nie spotka już nigdy. Takiej silnej i bezwarunkowej przyjaźni już nie doświadczy. Co do tego nie miał wątpliwości. Dzielili ze sobą najskrytsze tajemnice i nigdy przed sobą nic nie ukrywali. Były między nimi sprzeczki, to oczywiste, ale nic nie było w stanie zniszczyć uczucia jakie się między nimi zrodziło. Stali się dla siebie braćmi, których nigdy nie mieli. Obaj byli jedynakami z rozbitych rodzin. Rodzice skłóceni i rozwiedzeni. I los połączył ich na progu trudnego okresu dojrzewania, jakby mieli sobie wzajemnie dostarczyć potrzebnego wsparcia na dalsze życie. Rozumieli swoje wewnętrzne rozterki, bo obu spotkało to samo. Stracili harmonię i spokój w domu. W obu przypadkach rozwód rodziców nie obył się bez kłótni i wzajemnych oskarżeń. Jedyną różnicą w ich kolejach losu był wyłącznie fakt, że Derek po rozwodzie zamieszkał ze swoją matką a Jeremy z ojcem. Obaj nie mogli sobie poradzić z nową sytuacją. Ale musieli sobie w końcu dać z tym radę. Tak się złożyło, że poznali się niedługo po tym jak rodzice jednego i drugiego się rozeszli. Rana była świeża i podświadomie czując, iż jeden rozumie drugiego, bo doświadcza czegoś podobnego, zostali przyjaciółmi prawie natychmiast. Nie była to sucha relacja kolegi z kolegą, praktycznie od razu po dwóch trzech szczerych rozmowach zdali sobie sprawę, że połączy ich najszczersza i najmocniejsza jaką tylko sobie można wyobrazić przyjaźń. Nigdy by nie pomyśleli, że los potraktuje ich tak surowo, że ich przyjaźń w którymś momencie zostanie tak brutalnie przerwana. A właściwie Derek by się tego nie spodziewał w najczarniejszych scenariuszach. Bo tego co na ten temat sądził Jeremy już się nie dowie. No może kiedyś. Ale to już będzie inna rzeczywistość. Jeśli ta "inna" rzeczywistość w ogóle istnieje. Derek nie był człowiekiem silnie wierzącym a po tym wszystkim, po tej całej sytuacji ze zniknięciem przyjaciela jego wiara została jeszcze bardziej zachwiana i osłabiona. I teraz kiedy tak siedział o 4 nad ranem, jak zauważył patrząc na podświetlaną tarczę zegarka, i kłębiły mu się w głowie te wszystkie myśli poczuł jeszcze silniej w środku, że musi ustalić jak jego najlepszy przyjaciel mógł zniknąć. Policja przez dwa tygodnie prowadziła zakrojone na szeroką skalę poszukiwania, ale bez rezultatów. W miejscu gdzie Jeremy był widziany po raz ostatni przez okolicznego mieszkańca znaleziono tylko przybory wędkarskie, złamany fragment wędki i zakrwawiony strzęp koszuli. Badania DNA wykazały, że była to krew Jeremiego. Jezioro nad którym znaleziono jego rzeczy zostało dokładnie przeszukane przez nurków, ale nic więcej nie odkryto. Żadnych innych śladów. I tak w końcu Jeremy trafił do kartoteki osób zaginionych, z czym Derek nie mógł się pogodzić. Sam najszybciej jak tylko było możliwe przyjechał do Dremois i zaczął śledztwo na własną rękę. Wypytał kilku mieszkańców małego miasteczka położonego nad jeziorem zwanym przez okolicznych "Czarną Damą". Jedyne czego się dowiedział to skąd się wywodzi ta nazwa. Wzięła się ona prawdopodobnie stąd, że w nocy kiedy tafla wody jest ciemna jezioro wydaje się tak szlachetne i spokojne a zarazem tajemnicze i jakby nieobliczalne. I tak w podczas jednej z pijatyk w miasteczkowym pubie ktoś palnął, że idzie się wykąpać w Czarnej Damie. Już tak zostało. Derek jednak nie przyjechał tam wtedy , żeby rozprawiać o historii związanej z nazwą jeziora. Mało go ona szczerze mówiąc obchodziła. Ale nic więcej nie wyciągnął z ludzi, którzy chcieli z nim rozmawiać. A nie było ich wielu. Człowieka, który złożył zeznania policji nie znalazł i tych kilku rozmówców nie potrafiło mu powiedzieć gdzie mieszka. Wydawało się, że osiedlił się w Dremois niedawno i nie zaskarbił sobie jeszcze przychylności innych. Derek odwiedził miejsce nad jeziorem, gdzie znaleziono połamaną wędkę Jeremiego i dokładnie je przeszukał. Przywiózł nawet sprzęt do nurkowania i mimo, że nurkował tylko kilka razy na kursie który przeszedł kiedyś od tak dla kaprysu, nie miał oporów i przez dwa dni dokładnie sprawdził dno jeziora. Podobnie jak nurkowie zatrudnieni przez policję nie natrafił na żaden najdrobniejszy nawet ślad. Po trzech dniach opuścił miasteczko przeklinając je z całego serca. Od chwili zaginięcia Jeremiego minęło prawie półtora miesiąca. Derek tracił nadzieję, że jego przyjaciel może jeszcze żyć. Zresztą chyba nie miał jej od samego początku, kiedy tylko dowiedział się o znalezieniu zakrwawionego strzępu koszuli. Nie widział się z jego rodzicami. Nie chciał być pocieszycielem, poza tym tak naprawdę ich nie znał. Ojca z którym Jeremy zamieszkał po rozwodzie rodziców spotkał tylko kilka razy. A jego matkę poznał przez przypadek. Nie pamiętał już nawet tak dokładnie w jakich to się odbyło okolicznościach. W każdym razie skończyło się tylko na oficjalnym przedstawieniu się sobie nawzajem. Potem nie spotkał się już z rodzicami przyjaciela. Dziewczyny Jeremiego też nie odwiedził po otrzymaniu informacji o jego zaginięciu. Nie lubił tej wrednej, przemądrzałej paniusi od samego początku, kiedy tylko ją poznał. Lecz przez wzgląd na Jeremiego udawał, że ją toleruje. Widział bowiem, iż jego przyjaciel traktuje ten związek bardzo poważnie. Derek czuł jednak, że to się nie może utrzymać i że pewnego dnia tamten zrozumie jak jest przez tą kobietę wykorzystywany i po prostu ją zostawi. Miał przynajmniej taką nadzieję. Po zaginięciu Jeremiego była ona na pewno ostatnią osobą, z którą chciał na ten temat rozmawiać. Linda, bo tak się właśnie nazywała też nie szukała z nim kontaktu. I bardzo dobrze. - Dobra dosyć tego - powiedział do siebie i zwlókł się z łóżka. Wiedział, że już nie zaśnie. To co chciał zrobić nie było może zbyt sensowne, ale myśl o tym krążyła mu w głowie już od paru dobrych dni. Sen, z którego obudził się zlany potem utwierdził go tylko w przekonaniu, że musi jeszcze raz odwiedzić miasteczko w którym zaginął Jeremy. Tylko, że teraz nie pojedzie tam, żeby odnaleźć przyjaciela czy natrafić na ślad, który pomógłby mu go odszukać tylko po to, aby ostatecznie ponad wszelką wątpliwość przekonać się, iż jego przyjaciel zginął tam w bardzo dziwnych okolicznościach. Chciał je poznać i w ten sposób zacząć się oswajać z bolesną świadomością, że nigdy już nie zobaczy swojego przyjaciela. Jeśli tam ponownie nie pojedzie to zwariuje. Był tego pewien. Coś go ciągnęło do Dremois i czuł, że musi pojechać. Od chwili zaginięcia Jeremiego nie mógł sobie nigdzie znaleźć miejsca. W pracy wziął zaległy urlop i zaszył się w domu chcąc odciąć się od świata zewnętrznego i przezwyciężyć chaos jaki zagościł w jego głowie. Nie próbował szukać ukojenia w alkoholu, bo z reguły był abstynentem a poza tym byłoby to zwyczajnie żałosne. Efekt jaki mógłby w ten sposób osiągnąć to tylko dodatek do chaosu w głowie w postaci niekończącego się kaca. A chciał myśleć na trzeźwo, choć nawet tak nie mógł sobie poradzić z pozbieraniem i poukładaniem kawałków bezładnej układanki obrazów jakie miał w głowie. Teraz jednak powziął decyzję od której nie było odwrotu. On zresztą nie chciał jej zmieniać. Wróci do Dremois. Musi to zrobić. Derek wstał, pościelił łóżko i poszedł do łazienki. I cały czas miał w głowie świeży obraz koszmaru, który był powodem nieoczekiwanego przebudzenia i jednocześnie pomógł mu w decyzji dotyczącej powrotu w miejsce, które dla Jeremiego okazało się ostatnią ale bynajmniej nie radosną przystanią. Gdy się golił unikając patrzenie sobie w oczy spróbował odtworzyć klatka po klatce ten dziwny sen. Wiedział, że jest to praktycznie niemożliwe, ale miał jakieś dziwne przeczucie, iż może coś jeszcze wydobyć z zakamarków własnego umysłu. Tych kilka obrazów jak we śnie siedzi na składanym krześle przy ciemniejącej powoli tafli jeziora czekającego już na powitanie nocy było niezwykle wyraźnych. I czuł, iż coś się jeszcze kryje za tymi urywkami jakie teraz na świeżo odtwarzał. Czuł, że jest w stanie przypomnieć sobie wszystkie obrazy tej krótkiej mary nocnej jaka go nawiedziła. Było to bardzo dziwne uczucie. Jednak był przekonany, że wręcz musi poznać całą treść snu. I nie miał wątpliwości, iż mu się to dzisiaj uda. Choć przecież po przebudzeniu strasznie trudno jest przypomnieć sobie co się nam śniło. Odczytanie całej zawartości snu jest praktycznie niemożliwe. A tym bardziej odkrycie na nowo koszmaru, który nas nawiedził. Bo przecież o nim chcemy jak najszybciej zapomnieć po przebudzeniu i staramy się automatycznie wymazać te negatywne obrazy z naszej świadomości. W tym jednak odrębnym przypadku Derek nie widzieć czemu czuł, że pozna swój koszmar jeszcze raz dokładniej niż by chciał. Krótki błysk w swoich oczach, który dostrzegł kiedy wycierał twarz ręcznikiem i w końcu spojrzał na swoje odbicie w lustrze wywołał u niego dziwny dreszcz i dał pewność, iż będzie mu dane zmierzyć się z koszmarem tej nocy na nowo. Ale to nie był dla niego w tej chwili najistotniejsze. Teraz chciał jak najszybciej wypić kawę i wyruszyć do miejsca, które miało dać mu ostateczną odpowiedź na pytanie co się stało z jego przyjacielem, z którego stratą nie pogodzi się nigdy. To także było dla niego pewne. I tak około godziny 9 rano minął szyld, z lekko już wyblakłą nazwą miejscowości. Wjeżdżał do Dremois. Miał zamiar najpierw wstąpić do jakiejś knajpki, by coś przekąsić. Kiedy szykował się do wyjazdu nie miał zupełnie apetytu. Teraz jednak musiał coś zjeść, żeby burczenie w brzuchu nie zakłócało mu myśli. A miał ich wciąż całe mnóstwo. Na miejsce jednej, która znikała pojawiało się stado kolejnych. Jedno pytanie stawiał sobie przez całą drogę: jak Jeremy mógł się zapuścić w takie miejsce, by łowić ryby. Pomijając nawet fakt, iż był zapalonym wędkarzem od wielu lat. Derek nie podzielał tej jego pasji, sam nie lubił ani rybnych potraw ani nie pojmował jaką przyjemność może dawać ich łowienie. Nigdy nie jeździł z Jeremiem, kiedy ten wybierał się w jakieś interesujące dla niego miejsce by oddać się wędkarskiemu hobby. Być może gdyby przez jakiś kaprys chwili przyjechał z nim tutaj półtora miesiąca temu nie doszłoby do tej całej okrutnie tajemniczej sprawy zaginięcia. Tego pewnie sobie też nie wybaczy nigdy. Dziwny był też fakt, że nie mógł sobie przypomnieć całej sytuacji z przyjazdem Jeremiego w to miejsce. Nie pamiętał co sam wtedy robił, tego dnia kiedy jego przyjaciel wyruszył w poszukiwaniu "dużej ryby" nad tutejsze jezioro. Derek kładł to wszystko na karb bólu jaki w nim tkwił od czasu utraty przyjaciela. Bólu, który najwidoczniej zamykał mu dostęp do niektórych mniej istotnych faktów a powodował nadprodukcję innych mrocznych myśli. Ich natłok towarzyszył mu bez przerwy i stał się jego nieodłącznym kompanem. Derek zatrzymał się wreszcie na parkingu "Baru pod sytym kojotem". Nazwa niezbyt zachęcająca, ale nie miał zbyt dużego wyboru. W tym miasteczku to był jedyny sensownie wyglądający od zewnątrz bar. Przynajmniej nie odłaził z niego tynk, jak z trzech pozostałych, które minął przejeżdżając przez niewielkie Dremois. Zaparkował i stwierdził, iż nie tylko on wybrał sobie akurat to miejsce na śniadanie. Parking był pełen. Udało mu się zająć ostatnie miejsce. Widocznie mieszkańcy i turyści, bo zauważył też kilka rejestracji z innych miast także preferowali knajpki mogące się poszczycić tym, iż nie odłazi z nich jeszcze tynk. Derek przestał się jednak dłużej nad tym zastanawiać. Miał o wiele ważniejszą sprawę do załatwienie tutaj niż rozprawianie o wyższości "Baru pod sytym kojotem" nad "Gospodą Sama" czy "Baru Mamuni". Wszedł, zamówił kawę i jajecznicę na bekonie lustrując przy tym innych klientów. Byli to w większości ludzie o pospolitych twarzach, na jakie z reguły nie zwraca się uwagi na ulicy. Dostrzegł też kilka osób w markowych ubraniach, które musiały być w Dremois tylko przejazdem. Już po pierwszej wizycie w tym miejscu zdał sobie sprawę, że mieszkańcy żyją tutaj bardzo skromnie i tak się też ubierają. Wtedy wprawdzie mało kto chciał zamienić z nim nawet kilka słów, ale zdanie o tym miasteczku wyrobił sobie z własnych obserwacji. I gdyby coś go tu nie ciągnęło nigdy by nie wrócił w te strony. Są bowiem takie prowincjonalne mieściny, które napawają człowieka jakimś dziwnym pierwotnym lękiem. Niby nie ma w nich nic niepokojącego, mieszkańcy wydają się całkiem normalni, a jednak ten kto je odwiedza nie spędza w nich więcej czasu jak tyle ile jest potrzebne do zjedzenia posiłku czy wypicia kawy. Takie miejsca istnieją, co do tego Derek nie miał wątpliwości. I Dremois należało do tej właśnie grupy miasteczek, które chce się ominąć szerokim łukiem podświadomie czując, że kryją jakieś nieprzyjemne tajemnice. Myśląc o tym nie mógł pojąć dlaczego Jeremy przyjechał właśnie tu by łowić ryby. Był zapalonym wędkarzem, ale Derek nigdy by nie pomyślał, że jego przyjaciel wybierze sobie za cel taką szarą i ponurą mieścinę. Zjadł jajecznicę, zapłacił i wyszedł, bo nie miał ochoty przebywać dłużej w środku i patrzeć się na twarze reszty gości. Potrzebował samotności. Miał jej wprawdzie od dłuższego czasu pod dostatkiem, ale kolejną decyzją jaką powziął dotyczyła jego kontaktów z mieszkańcami. Nie chciał już nikogo o nic pytać ani słuchać trzasku zamykanych przed nosem drzwi. Jeśli sam nie rozwikła zagadki zaginięcia Jeremiego to trudno. Będzie się musiał z tym pogodzić. Ale tym razem nie zamierzał już nikogo prosić o udzielenie odpowiedzi na pytania, których nie chciało mu się już nawet zadawać. Poza tym nie zamierzał spędzić tu więcej czasu jak jeden dzień. To było trzecie i ostatnie postanowienie. Pierwsze to ponowny przyjazd do Dremois, drugie zero rozmów z mieszkańcami i trzecie pobyt nie trwający dłużej jak jedną dobę. Wsiadł ponownie do auta, zapuścił silnik i ruszył w kierunku jeziora, które było prawdopodobnie ostatnim miejscem jakie jego przyjaciel zobaczył w swoim życiu. Jechał i zastanawiał się co właściwie ma zrobić, żeby odkryć tajemnicę zaginięcia Jeremiego. Mijał skromne i w większości zniszczone już domy i w głowie nie krystalizowały mu się żadne plany działania jakich mógłby się trzymać przeszukując jeszcze raz miejsce gdzie znaleziono rzeczy Jema, jak go czasem nazywał. On natomiast zwracał się do niego czasem "Der" , ale tylko gdy był na niego zły, w czasie tych niewielu spięć jakie między nimi były. Derek nie lubił tego zdrobnienia. Nie chodziło nawet o to, że było wymawiane przez jego przyjaciela ze złością. Po prostu nie pasowałoby mu nawet wtedy jeśli byłoby mówione w żartach i z serdecznością. Myśl o tym na chwilę oderwała Dereka od trudnej sytuacji z jaką przyszło mu się zmierzyć. Lecz kiedy tylko skręcił w prawo i wjechał na niewielki parking cały pokryty zielenią znajdujący się niedaleko "Czarnej Damy" skierował tor swoich rozważań ponownie na cel podróży. Cel jakim było znalezienie prawdy. Wysiadł, bo dalszą część drogi musiał pokonać pieszo. Podążył w stronę ścieżki mającej zaprowadzić go nad jezioro. Drogę tę pokonywał podczas pierwszej wizyty w tym mieście. Tym razem miał nadzieję, że jest nią zmuszony iść po raz ostatni. Ścieżka była trochę bardziej zarośnięta, ale poza tym nic się nie zmieniło. Drogę nad jezioro zapamiętał o dziwo bardzo dobrze. I jak sądził dotarłby tam nawet po zmroku. Nie wiedział skąd mu się wzięło to przeświadczenie, ale czuł w środku, iż jest ono zgodne z prawdą. Dereka nie zdziwiła kolejna dziwna myśl. Nie wzbudziła żadnych niepokojących myśli. W głowie miał pełno dziwów od dłuższego czasu. Jeden mniej jeden więcej nie zrobi różnicy. Dotarcie do celu zajęło mu pół godziny. Nie spieszył się. Szedł spokojnie i rozglądał się dookoła wszystko dokładnie obserwując i jakby szukając podpowiedzi w otaczającej go naturze. Jakby chciał by podpowiedziała mu co ma zrobić, jak ma postąpić by znaleźć odpowiedź i rozwikłać zagadkę zaginięcia przyjaciela. Pora była jeszcze wczesna i woda w jeziorze była jasna. Widok ten był całkiem kojący. Derek stwierdził jednak, że przydomek "Czarna Dama" znakomicie oddaje tajemniczość miejsca w jakim się teraz znajdował. Nie tylko samego jeziora, ale ogólnie całego obszaru do niego przylegającego. Rozejrzał się, gdyż przez moment wydawało mu się, że nie przypomni sobie gdzie dokładnie znaleziono rzeczy Jeremiego. Po chwili jednak ujrzawszy charakterystycznie wykrzywione drzewo, które utkwiło mu w pamięci ostatnim razem odetchnął z ulgą i skierował się właśnie w tamta stronę. Stanął około dwóch metrów od wykrzywionego konaru drzewa służącego mu w tym momencie za punkt odniesienia i wtedy usłyszał za plecami czyjś głos. - Witam ponownie - powiedział osobnik za jego plecami. Szlag trafił drugie postanowienie pomyślał Derek, odwrócił się na pięcie i ujrzał przed sobą młodego, dobrze zbudowanego mężczyznę mogącego mieć nie więcej jak trzydzieści lat. - Kim pan jest, śledzi mnie pan? Co to ma do cholery znaczyć?- Derek niemal wykrzyczał te słowa. - Jak to nie poznajesz mnie? Nie pamiętasz już kto zeznał policji, że właśnie tutaj w tym miejscu widział wędkującego faceta dnia 14 maja 2005 roku? I nie pamiętasz ile mi zapłaciłeś za to, bym złożył takie zeznanie? - Dość... - przerwał wywód mężczyzny Derek - Nie wiem człowieku kim jesteś i co ci się ubzdurało w twojej głowie, ale nie znam cię. Widzę cię pierwszy raz w moim życiu. Masz minutę, żeby stąd odejść, bo... - Bo co?- rzekł mężczyzna z ironicznym uśmieszkiem - mieliśmy się spotkać ponownie i jestem tak jak się umówiliśmy. Dokładnie półtora miesiąca po tym, jak złożyłem swoje zeznanie. Czekam na obiecaną drugą część należności. Zgodnie z umową. Miałem być i jestem. - Człowieku czyś ty postradał zmysły, co ty pieprzysz, jaka umowa? Powtarzam, że nie widziałem wcześniej twojej gęby. Odejdź stąd, inaczej nie ręczę za siebie. Nie mam teraz ani ochoty ani czasu na użeranie się z jakimś matołem z Dremois. - Derek ostatkiem sił panował nad sobą. Czuł jednak, iż jeszcze chwila a wyładuje na tym typku całą złość jaka się w nim kumulowała od zaginięcia Jeremiego. - Hehe, dobre sobie, matoł z Dremois. Tylko tak się składa, iż właśnie ten matoł pomógł ci w dopełnieniu pewnego sprytnie obmyślonego planu. I ten matoł może teraz pójść na policję i wszystko odwołać. Powiedzieć, że ktoś go zaszantażował i kazał mu złożyć takie zeznanie. Groził śmiercią i takie tam. W każdym razie dla ciebie może się to skończyć niemiło. Dawaj kasę i będzie po sprawie. Ja nigdy więcej nie zobaczę ciebie a ty nie zobaczysz mnie - słowa te wypowiedziane zostały precyzyjnie pewnym i stanowczym tonem. - Koleś nie doprowadzaj mnie do...- Derek wypowiedział te słowa i nagle nie wiadomo dlaczego poczuł piekielnie silny ból w skroniach promieniujący na całą głowę. Padł na kolana i złapał się obiema rękami za głowę. Mężczyzna przed nim nie wiedział co ma zrobić i zdecydował, że zachowa jednak kilku metrowy dystans, który dzielił ich obu od początku tej zaskakującej wymiany zdań. Stał i patrzył się na klęczącego Dereka i czekał na rozwój wypadków. Być może obawiał się, iż jest to jakiś podstęp i wolał przeczekać niż zbliżyć się choćby o krok. - Po...po...pomóż mi...- wyszeptał Derek resztką sił wciąż trzymając się za głowę przeszywaną potwornym bólem. Był jednocześnie zdumiony nie wiedząc co się dzieje, a z drugiej strony kompletnie oszołomiony absurdalnością całej tej sytuacji. On klęczący w miejscu, gdzie Jeremy był widziany po raz ostatni, szajbus przed nim podający się za człowieka składającego zeznanie i jeszcze ten niewyobrażalny ból rozsadzający mu czaszkę. Gdyby mógł to na pewno wybuchłby śmiechem. A tak klęczał i nie miał pojęcia co się z nim dzieje. - Facet tylko nie próbuj lecieć ze mną w kulki, myślisz, że podejdę i co wtedy, nie jestem taki głupi na jakiego może i wyglądam. Kończmy tę farsę. Dajesz pieniądze a mnie tutaj nie ma i nigdy nie było - powiedział mężczyzna, ale jego głos nie brzmiał już wcale tak pewnie. - Błagam...nie wiem...co się ze mną...pom...- Derek wymamrotał te słowa ledwo słyszalne dla osobnika stojącego przed nim. Zaczął mieć mroczki przed oczami, sylwetka mężczyzny powoli się rozmywała. Chwilę potem jego oczy zasłoniła czarna kurtyna. Kiedy się ocknął był w domu Jeremiego. Po bólu nie było śladu. Leżał przed nieużywanym kominkiem i słyszał głosy dochodzące z sąsiedniego pokoju. Wstał kompletnie zdezorientowany. Jak się tutaj znalazł i co to ma wszystko znaczyć. Nie miał pojęcia. Jednak zebrał się w sobie na ile to było w tej chwili możliwe i ruszył w kierunku pokoju z którego dobywały się męskie głosy. Stanął w drzwiach i zamurowało go. Otworzył usta do krzyku, ale nie wydobyła się z nich najcichsza nawet fraza. W pokoju na kanapie przed włączonym telewizorem siedział Jeremy i...on sam. Śmiali się i oglądali jakiś film.. Derek był teraz pewien, że moment ten jest ostateczną oznaką tego, iż po stracie przyjaciela tylko cienka granica oddzielała go od obłędu. To co widział teraz dowodziło, że jednak ją przekroczył. Chciał zacząć krzyczeć, ale z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marlowe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…