Wróć do katalogu

Nadsieć - I

Sarkastyczna eskapada w cyberpunkową przyszłość polana psychologią Freudowską.

szx, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- A więc podsumujmy - warknął. - Twój "poszkodowany podczas misji policjant" i mój wieloletni przyjaciel stracił trzy pozostałe mu kończyny w wyniku wybuchu granatu odłamkowego o sile około ośmiu stopni w skali faceta, którego nazwisko i tak nic ci nie powie. Masywny odłamek o wymiarach dwadzieścia na czterdzieści na dwa centymetry przebił jamę brzuszną, rozcinając Johna prawie na połowę - kawałek metalu zatrzymał się na jedenastym kręgu odcinka piersiowego kręgosłupa, co spowodowałoby paraliż dolnej części ciała, gdyby wciąż istniała. Rozgrzana stal uszkodziła żołądek, trzustkę, śledzionę, wątrobę i początkową część jelita cienkiego. Wraz z moimi asystentami usunąłem uszkodzone narządy Johna czy, jak go lakonicznie nazwałeś w notce zapowiadającej to przemiłe spotkanie, "poturbowanego członka korpusu informatycznego", czyniąc go lżejszym o cztery kilogramy. Dotychczas udało mu się przeżyć dwa dni na użyczonej nam łaskawie przez Centralę aparaturze do całkowitego żywienia pozajelitowego. Mojemu przyjacielowi i twojemu "obiektowi zainteresowania Centrali" zostały maksymalnie dwa miesiące życia, co być może pozwoliłoby na przeszczep kilku narządów, gdyby użycie leków immunodepresyjnych - to takie syropki zapobiegające odrzuceniu przez organizm rzeczy włożonych do środka - nie groziło rozwinięciem się sepsy. Ogólnie rzecz biorąc, Johna czeka jeszcze sporo morfinowego odlotu - chociaż widząc jego twarz raczej nie osłodzi mu to cierpienia. Walton, możecie być z siebie dumni. - Doktorze Bourbaki, jest pan najlepszym protetykiem i chirurgiem w całej Unii - powiedział powoli Walton mocno akcentując trzy ostatnie słowa. - Czy naprawdę... Przerwał raptownie i cofnął się lekko w stronę drzwi pod naporem wykrzywionej nagle zimną furią twarzy lekarza. Ten, widząc zachowanie swojego nominalnego szefa, natychmiast się zreflektował i, spluwając do pobliskiej umywalki, wycedził: - Czy naprawdę nie można niczego zrobić? Ależ można... wypisać akt zgonu. Cały czas obcinacie fundusze tej zapadłej dziury zwanej szpitalem tak, że muszę używać swoich własnych skalpeli. Jeden mam tutaj pod ręką i z chęcią go wypróbuję na tobie, ty... Przerwało mu głośne piknięcie dobywające się zza przegradzającej salę na dwie części kotary. Bourbaki wykrzywił się paskudnie. - Pora karmienia, choć trudno nazwać jedzeniem wymianę płynów infuzyjnych w zbiornikach cewnika. Pozwól za mną. Pochylił się, złapał stojące pod zlewem plastikowe wiadro i zniknął za kotarą. Policjant, wahając się chwilę, podążył za nim. Niezgrabnie odsunął zasłonę. Zobaczył lekarza pochylającego się nad stołem operacyjnym otoczonym wianuszkiem pomp, pulsometrów, kroplówek i innych urządzeń medycznych, których znaczenie mu się wymykało. Na stole leżał... Walton wytrzeszczył oczy, widząc, co zostało z opisanego mu przez szefa młodzieńca. John Doe został zredukowany do samego torsu i głowy - po rękach i nogach nie zostały nawet kikuty. Młody chłopak był ogolony na łyso, na głowie widać było szwy po operacji otwierania czaszki. Brzuch był nienaturalnie wklęsły, posiadał chirurgiczny zamek błyskawiczny i gniazdo, z którego wystawała przeźroczysta rurka dostarczająca wgłąb ciała mętny płyn. Twarz pacjenta była wykrzywiona w przerażającym, agonalnym grymasie. Przyzwyczajony do pracy za biurkiem Walton Ramson zupełnie nie był przygotowany na taki widok. Posiniał i zgiął się wpół. Nicolas Bourbaki spokojnie skończył wymieniać pojemnik z płynem płynącym przez cewkę i obrzucił policjanta zmęczonym spojrzeniem. - Tutaj - westchnął i podał Waltonowi przygotowany najwidoczniej na tą okazję kubeł. - A więc, kiedy już skończyłeś paskudzić swoją treścią żołądkową najbliższe otoczenie, możesz poznać efekt waszej polityki wobec młodocianych cyberterrorstów. Nie wiem, kto wpadł na pomysł wcielania do policji złapanych hakerów jako "komputerowych żołnierzy szturmujących", ale przy najbliższym spotkaniu własnoręcznie zrobię mu tracheotomię młotem pneumatycznym. Bo musisz Walton wiedzieć, że John nie jest przypadkiem odosobnionym - chociaż oczywiście jak na razie najbardziej makabrycznym. Co kilka tygodni muszę składać do kupy coraz to nowych małolatów pozbawionych którejś z kończyn podczas szturmowania kolejnego zaminowanego składu broni wrogów państwa. Jakbyście nie mogli sobie sami poradzić z kilkoma wieżyczkami strażniczymi sterowanymi przez przedpotopowy komputer. Ale nie, każdy najazd na nielegalny burdel musi być poprzedzony wysłaniem na przeszpiegi zmuszonego do współpracy pod groźbą więzienia hakera. Tutaj widzisz wynik tego biurokratycznego absurdu, który co tydzień prezentujesz w formie zgrabnej tabelki w Excelu. Bo w końcu jesteś policyjnym analitykiem, jak mniemam? Walton osunął się na podłogę, chwytając się za głowę i próbując nie patrzeć na pozostałości Johna i przepełnioną melancholijnym triumfem twarz lekarza. Ten ciągnął nieubłaganie: - Nie chowaj głowy w rękach, drogi Waltonie, i przypatrz się ponurej rzeczywistości Alpha City, miasta, które w planach miało być oazą prawa i sprawiedliwości. Jak zwykle nie chce ona dotrzymać kroku wspaniałym zamysłom władców tego świata. Obrzeża miasta są nieustającym polem bitwy wzajemnie się zwalczających bojówek fanatycznych sekt…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych