Wróć do katalogu

Najdziwniejszy dzień w moim życiu.

Tragikomedia poruszająca temat narkomani.

Kemilk, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zapowiadał się nieciekawy i nudny dzień. Kolejny. Do dwudziestej nic nie zwiastowało przełomu w tym zakresie. Zmiana przyszła niespodziewanie, a zaczęła się od niewinnego dźwięku dzwonka wyrywającego mnie z letargu. Bezwiednie otworzyłem drzwi i moim oczom ukazał się dawno niewidziany kolega, Wojtek. Zaskoczyło mnie, iż chłopak jeszcze chodzi po tym świecie. Jego wygląd zwiastował rychły koniec jego ziemskiej wędrówki. Odór unoszący się wokół niego powaliłby słonia, a ręce i szyja przedstawiały paskudny widok. Właściwie nie było wolnego miejsca od nakłuć, a zrosty i strupy naturalnie uzupełniały ten nieszczęsny obraz.

Miałem przed sobą człowieka, z którym w wieku czternastu lat paliłem trawkę i hasz. Zdarzyło się nam też parę razy wciągnąć amfę. Ręka w rękę zmierzaliśmy w kierunku narkotycznej iluzji. Byliśmy niczym bracia bliźniacy z uporem maniaka zmierzającymi do samozagłady. Kolorowy świat wyciągał do nas ramiona, a my spragnieni wrażeń podążaliśmy w jego kierunku. Poszukiwania coraz mocniejszych doznań prowadziły do nieuchronnego końca naszej wolności. W zamian tego czekało nas zniewolenie, o jakim nie mieliśmy pojęcia. I pewnie szedłbym wraz z Wojtkiem, ścigając się w poszukiwaniu doznań, gdybym na swojej drodze życia nie spotkał pana Marka. Obaj go spotkaliśmy, ale decyzje były odmienne. W moim przypadku matka zgodziła się na zaproponowane przez Marka rozwiązanie, w przypadku Wojtka jego rodzice zdecydowanie odmówili. Nie mogli pogodzić się z faktem, iż nazwano ich syna narkomanem. Teraz zaś Wojtek, chwiejąc się na nogach, patrzył na mnie swoimi roziskrzonymi oczami.

– Stary, kopę lat. – wydukał i powoli sunął w kierunku salonu.

– Cześć Wojtek.

Nie wiedziałem jak się zachować. Co zrobić. Zaskoczony niechcianym gościem, tylko stałem i patrzyłem się na niego. Niegdyś najlepszy przyjaciel, teraz wrak człowieka. Tymczasem Wojtek przystanął i zaczął wpatrywać się w lampę stojącą w kącie salonu.

– Chłopie…, aleś sobie laskę przygruchał, istny cud. – bełkotał ukazując braki w swoim uzębieniu.

– Jaką laskę? – wyjąkałem zaskoczony.

– Tę cudną kobitkę.

Wyciągnął rękę i chwiejąc się, pokazywał w kierunku lampy. Patrzyłem niepewnie na Wojtka, powoli rozumiejąc, iż w mojej lampie widzi dziewczynę. W srebrnej, dwumetrowej lampie, ozdobionej kolorowym kloszem.

– Ty, jak się ona nazywa? – dukał, uśmiechając się radośnie.

– Wojtek, to jest lampa! – krzyknąłem na niego wysiekły, że muszę go znosić, że pojawił się w moim mieszkaniu, że nie umarł!

On zaś zachwycony wciąż się w nią wpatrywał.

– Lena mówisz. To twoja laska?

Taki był właśnie kłopot z ćpunami. Oni widzieli inaczej i nie było siły, by zrozumieli otaczający ich świat. Oni byli po stronie, gdzie liczyła się strzykawka i błogi spokój, otumaniający wszelkie myśli.

– To jest lampa, rozumiesz?! – krzyknąłem bezradnie.

– Słuchaj…, to twoja laska?, bo jak nie, to do niej uderzę.

Wciąż się chwiejąc, wgapiał się w lampę, którą niedawno kupiłem w markecie.

– Nie, to nie jest moja dziewczyna. – odpowiedziałem bezradnie patrząc na niego. – Boże jak ty śmierdzisz.

– Śmieje się? To dobrze, bardzo dobrze.

Wojtek uśmiechnął się, odsłaniając reszki zębów i ruszył do lampy. Zatrzymał się niebezpiecznie blisko niej i zaczął zwyczajny, prymitywny podryw.

– E..., mała, Wojtek jestem. Zajebista jesteś. – Lampa spokojnie stała, co Wojtek potraktował jako zachętę. – Słuchaj, jest sprawa – zaśmiał się nerwowo i kontynuował. – Cholernie mi się podobasz. Pójdziesz ze mną do kina?

Lampa dalej sobie stała, co zupełnie go nie zraziło.

– Jakaś taka małomówna jesteś. Powiedziałabyś coś kochaniutka. – Stał, czekając na odpowiedź.

– Wojtek daj spokój.

Możliwi

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych