Najlepszy przyjaciel
Jeden dzień z życia najlepszych przyjaciół. Wspominają oni dawne czasy i...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozłożony na granatowym dywanie, wyglądając przez balkon i obserwując bawiące się dzieci, Diego rozmyślał o minionych latach. Był już zmęczony życiem. Widział niemal wszystko. Spotkał na swojej drodze ludzi zarówno dobrych, jak i złych. Przeżył wspaniałe chwile ze swoim przyjacielem, a jego młodość bezpowrotnie minęła. Znów popadał w nostalgiczny nastrój, wpatrując się w pełne energii i młodzieńczego wigoru urwisy.
-Ile bym dał by wrócić do tamtych czasów...jakie one są wesołe...jeszcze nie wiedzą co je czeka. Teraz myślą tylko o zabawie, tylko to się liczy... Ach, szczęśliwe dzieciaki, też kiedyś taki byłem. -Lekko wzdychając przypomniał sobie na co tak właściwie czeka. Jego najlepszy przyjaciel wyszedł i długo nie wracał. -Czy to już czas zacząć sie martwić? Wyszedł tak dawno, że już nawet wyleciał mi ten moment z pamięci. Ale wróci... Zawsze wraca.
Po chwili usłyszał dźwięk obracanego w zamku klucza.
-No nareszcie, ile można czekać. Przyjacielu, to ty? - zawołał i niechętnie oderwał się od swoich myśli. -Nie było cię chyba wieczność. Gdzieś ty się podziewał? - zapytał, podchodząc do starszego człowieka z siatkami w rękach. -Cześć, mój stary druhu. Stęskniłeś się? Mówiłem, że muszę kupić kilka rzeczy. Przy okazji porozmawiałem z naszą sąsiadką, a nawet wstąpiłem do mojego syna. Pamiętasz go jeszcze? - zapytał Marek, odkładając reklamówki z drobnymi zakupami na szafkę. -Dobrze sie dzisiaj czujesz? Wiesz, że nie powinienes zbyt dużo chodzić, to nie na twoje zdrowie. Już nie... - zagadnął znowu Diego. -Jakoś nienajlepiej się czuję, trochę mnie kłuje w klatce piersiowej. Chodź usiądziemy na kanapie, może w telewizji będzie coś ciekawego. - powiedział Marek i udali się do salonu. -Dużo dziś rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że może już czas na nas... Co jeszcze może nas spotkać? Byliśmy częścia tego świata tak długo, jestem już zmęczony... Odkad Maria odeszla, nic nie jest takie same. Moj syn jest dorosły, ma własne życie: żonę, dzieci... Ach, dzeci, Marysia zawsze chciała być babcią, przykro mi że tego nie doczekała... Tęsknie za nią co raz mocniej. Jestem już gotowy by odejść... -Widzę, że naprawdę jest dzisiaj gorzej z tobą. Szkoda, że nie ma z nami tej dobrej kobiety, ona zawsze potrafiła podnieść cię na duchu. Mnie też traktowała jak członka rodziny. Troszkę za nią tęsknię... Nie rozumiem, dlaczego odeszła. -Dobrze, że ty mi wciąż towarzysz mój przyjacielu, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. -Chyba też za nią tęsknisz, ale pamiętaj, że masz mnie. Ja nigdzie się nie ruszam. No chyba, że na krótki spacer. Świeże powietrze dobrze nam zrobi. - Diego podniósł się z kanapy i zaczął szturchać przyjaciela. -No chodź, jest taki piękny dzien. Nie marnujmy czasu, chodź - kontynuował namowy. -Chcesz się przejść Diego? No dobrze, więc, chodźmy. - Marek wstał z kanapy i razem wyszli z mieszkania.
Dzień rzeczywiście był piękny. Słońce umiarkowanie świeciło, co jakiś czas chowając sie za rzadko rozżuconymi na niebie niewielkimi chumrami. Lekki, przyjemny wiaterek muskał zielone liście na drzewach i poruszał każdym źdźbłem trawy. Kolorowe kwiaty na łące tworzyły barwne dywany, kreując przepiękny krajobraz. Co jakiś czas dzieci przebiegały ścieżkę, wesoło krzycząc i wołając za sobą. Szczęście i radość jaką epatowaly, idealnie pasowały do otaczającego ich świata. Istotnie, ten dzień był wspaniały. Dwaj starzy przyjaciele leniwie spacerowali wiejską drogą w samym środku, tej wiosennej krainy. Szli w ciszy, podziwiając otaczającą ich naturę i jej niesamowity urok.
-Mówiłem, że warto było wyjść z domu - w końcu odezwał sie Diego. -Cieszę się, że mnie wyciagnąłeś z tej nory. Ty teraz najlepiej wiesz, co dla mnie dobre. Muszę ci powiedzieć, że chyba jestem szczęśliwy. Oczywiście, tęsknię za moją Marysią, ale czuję, że niedługo się zobaczymy. W życiu spotkało mnie wiele dobrego i za to jestem wdzieczny Bogu. Za to, że dał mi ciebie do pomocy, kiedy najbardziej tego potrzebowałem. Ty mnie ocaliłeś Diego. Pokazałeś mi jak cieszyć się życiem. Nauczyłem sie od ciebie, że nie warto przejmować sie błahostkami. Przede wszystkim jednak, przywrociłeś mi zdolność okazywania miłości. Dziękuję ci za to. -Widzę, że się usmiechasz. Ale miałem szczęście, że…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil niktwazny
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…