Wróć do katalogu

Najważniejsze

Krótkie opowiadanie o tym, co najważniejsze. Szczęściu, zaufaniu, a także i miłości.

Carry, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Znalazł ją tam, gdzie zwykle oddawała się w ręce marzeń. Tym razem jednak było inaczej... od kilku miesięcy już nie marzyła. Nie marzyła, nie czuła, praktycznie nie żyła. Jego mała wiecznie roześmiana i nadzwyczajnie uzdolniona ukochana nie była już sobą. Wiele razy, gdy przychodził w to miejsce i widział ją zwiniętą w fasolkę na podłodze serce odmawiało mu posłuszeństwa i stawało z rozpaczy. Zmizerniała przez ostatnie przeżycia, gdy leżała na boku kości jej miednicy i żeber wystawały nienaturalnie, piękne i jedwabiste kiedyś włosy teraz opadały w tłustych strąkach na bladą twarz i nic niewidzące oczy. Cienie pod nimi sprawiały, że wyglądała na martwą od wielu miesięcy, poruszające wargi wypowiadały słowa, które tylko Ona słyszała i rozumiała. Najbardziej jednak raniło go to, że nie pozwalała do siebie podejść, był jej narzeczonym, a ile razy podchodził do niej na odległość mniejszą niż dwa metry zrywała się, uciekała pod ścianę i zatykając uszy krzyczała, a ten krzyk rozdzierał mu serce. Chciał spróbować kolejny raz, ostatni, jak obiecywał sobie za każdym razem, gdy widział, jak na niego reagowała. Była taka chuda... przyniósł jej trochę rosołu, przecież nie jadła nic od kilku dni, a to co wmuszała w siebie wcześniej robiła tylko dzięki jego matce. Tolerowała tylko kobiety. Nie wyczuwała w nich zagrożenia, a to i tak tylko wtedy, gdy miała przebłyski świadomości. Jak wiele razy wcześniej opadł na kolana i zniżając głos powiedział - Cześć kochanie, przyniosłem Ci coś do jedzenia. Wargi przestały się poruszać, a niebieskie oczy spoczęły na jego twarzy. Uniosła głowę i nie przestając wpatrywać się w niego dźwignęła się ciężko na kolana. Widząc jej zainteresowanie mówił dalej: - Mama ugotowała twoją ulubioną zupę, może spróbujesz? – Przechyliła głowę i spojrzała na miseczkę w jego dużej dłoni. Przycisnęła palec do podłogi pokoju, a on położył w tym miejscu miskę. Jej reakcja zszokowała go, chwytając porcelanę w obie dłonie szybko uciekła w kąt pokoju i zerkając, co chwila w jego stronę szybko wlewała w siebie gorącą ciecz. Znów jego serce zapłakało. Tyle cierpienia... Gdy skończyła odrzuciła miskę na przeciwległą ścianę rozbijając ją na kawałki. Na czworaka podeszła w stronę odłamków, kalecząc sobie dłonie, kolana i łydki. Jęknął. Była, jak dziecko, które trzeba wszystkiego nauczyć od nowa. Ruszył w jej kierunku nie zastanawiając się nawet chwili, ale gdy ujrzała, co miał zamiar zrobić nie zareagowała. Siedziała w powiększającej się kałuży krwi i uparcie pocierała odłamkiem szkła o swoje udo. Krew spływająca z ran skapywała na podłogę tworząc wokół niej czerwone jezioro. Klęknął obok niej i wyciągnął dłonie dołem w górę, tak aby widziała, że nic w nich nie ma i chciał zbliżyć je do niej. Pozwoliła mu. Zdziwiło go to i uradowało, tak dawno nie czuł jej ciepła, teraz jednak jej skóra była zimna i lepka od krwi. Wyciągnął z jej dłoni odłamek odginając każdy palec z osobna, a na koniec wyrzucił go za siebie. Wyciągnęła dłonie i podnosząc je w górę położyła na jego policzkach. Nie ruszał się z obawy, że znów ją spłoszy, a skoro zaszli dziś tak daleko, to może jest jeszcze jakaś nadzieja. Czekał cierpliwie, aż zbada zakrwawionymi dłońmi jego twarz. W jej oczach zauważył błysk zrozumienia. Poznała go. Z radości prawie porwał ją w ramiona. Chciał wyleczyć każdą jej ranę, zarówno na ciele, jak i na duszy. Jej wargi poruszyły się, ale mówiła tak cicho, że nie był w stanie usłyszeć ani słowa. Bardzo wolno pochylił głowę w jej stronę. To był błąd. Przerażona chwyciła jego włosy w pięści i mocno pociągnęła krzycząc jednocześnie najgłośniej, jak umiała. Chciał krzyknąć i z bólu i ze złości. Jeden gest i znów zniweczył jego wysiłki. Przypomniał sobie, co kiedyś ją uspokajało i zaczął śpiewać:

I can fly But I want his wings I can shine even in the darkness But I crave the light that he brings Revel in the songs that he sings My angel Gabriel

Umilkła gwałtownie i opuściła dłonie wpatrując się w niego wypełnionymi łzami oczyma. Śpiewał więc dalej:

I can love But I need his heart I am strong even on my own But from him I never want to part He's been there since the very start*

Zakończył fragment i udało mu się nawet lekko uśmiechnąć do niej. Łzy spływały po jej twarzy łącząc się z krwią. Sięgnął po jej rękę, wiedział, że tym razem nie ucieknie. Tak bardzo chciał ją przytulić, zamknąć w swoim sercu, gdzie mogłaby poczuć się bezpieczna i odżyć, stać się taka, jak kiedyś, pełna życia, radosna. Przybliżyła się do niego i unosząc na kolanach przycisnęła usta do jego ucha. - Pokaże ci. – Nie zrozumiał, odsunął od siebie jej twarz i spojrzał głęboko w oczy pytającym wzrokiem.- Ten dzień. Pokaże ci go. Żebyś zrozumiał. – Wiedział, że jego ukochana ma zdolności, ale nigdy nie chciała wyjawić mu jakie, powiedziała, że kiedyś mu pokaże, kiedyś, kiedy będą już starzy, siedząc na werandzie w ich własnym domu i trzymając się za ręce. Wtedy właśnie miał dowiedzieć się, co to za dar. Ponownie wyciągnęła dłonie i kładąc je na jego policzkach przyłożyła czoło do jego czoła i pokazała mu... Wiedział, co się wtedy stało, wiedział, co jej zrobili i chętnie zabiłby ich za to, ale to, co miał teraz przed oczyma wściekło i zbolało go jeszcze bardziej. Był nią, był nią tego dnia, kiedy to się stało.

Spieszyła się. Musiała zdążyć odebrać sukienkę od krawcowej zanim zamknie sklep. Zerkając na zegarek przyspieszyła. Ale będzie zaskoczony, kiedy zobaczy, co wymyśliła. Roześmiała się na głos ściągając na siebie wzrok przechodni. Już wyobrażała sobie, jak wejdzie do domu i ujrzy ją w przerobionej starej sukience i z pięknie nakryty stół na romantyczną kolację. Była z siebie dumna. Pieczeń siedziała w piekarniku, marchewka i ziemniaki gotowały się na małym ogniu, a uwielbiane przez nich czekoladowe ciasto stygło pod wilgotną szmatką. To był pierwszy posiłek, który przygotowała samodzielnie, od przystawki po deser. Przystanęła gwałtownie uderzając się otwartą dłonią w czoło. No tak! Zapomniała o szparagach! Ulubionych warzywach jej ukochanego, a bez tego kolacja nie będzie doskonała. Kupi w drodze powrotnej, jeszcze zdążą się ugotować. Znów przyspieszyła i niemal w ostatniej chwili wkroczyła do sklepu. - Dzień dobry pani!- Rozpromieniła się krawcowa- Już myślałam, że dziś pani nie przyjdzie, cieszę się jednak, że pani zdążyła. Sukienka wyszła wspaniale! Mam nadzieję, że się spodoba. Swoją drogą, to był wspaniały pomysł, żeby tak ją przerobić- Pochwaliła. - Dziękuję bardzo.- Uśmiechnęła się z wdzięcznością. – jestem taka podekscytowana.- Wyznała.- Nie wiem czy wieczór się uda, tak długo go planowałam, że boję się, że zapomniałam o najważniejszym. Starsza kobieta roześmiała się - Nie ma się pani o co martwić, gdy narzeczony zobaczy panią w tej sukience, zapomni o całym dniu i będzie myślał tylko o tym, żeby mieć panią tylko dla siebie. – Uśmiechnęła się ciepło. - Jest pani kochana. Dziękuję bardzo.- Odebrała mały pakunek i ruszyła w stronę drzwi. Już nie mogła się doczekać kiedy ją przymierzy. – Do widzenia! - Do widzenia! Miłej zabawy. Wyobraziła sobie, jak będzie w niej wyglądała. Suknia mamy, którą znalazła niedawno w szafie, była o wiele za duża i bezkształtna, jednak to materiał ją zachwycił. Ciemno fioletowa tkanina usiana była małymi kwiatkami, które zdawały się tworzyć przepiękną łąkę. Kwiaty były różowe, niebieskie, czerwone. Postanowiła, że przerobi ją tak, aby była bardziej obcisła, miała cienkie ramiączka i aby spływała w fałdach od stanu do kolan. Specjalnie powiększyła dekolt i dodała pasek podkreślający stan pod biustem. W końcu jedyną osobą, która ją zobaczy będzie On. Tak bardzo chciała być dla Niego idealna, piękna, doskonała. Ruszyła szybkim krokiem przez miasto. Na szczęście nie miała daleko do mieszkania, ale żeby być jeszcze szybciej ruszyła w stronę parku. Musi po drodze wejść jeszcze do sklepu spożywczego. Minęła bramę i poczuła niesmak. Jak zwykle, gdy lato się rozpoczyna na zewnątrz wylegają młodzi ludzie, skąpo ubrane dziewczyny paradują przed chłopcami chcąc zrobić jak najlepsze wrażenie. Teraz słyszała ciche jęki i stłumione krzyki. Przyspieszyła, nie chciała być świadkiem schadzek małolat. Im…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych