Narkotyki chemiczna pułapka
Moja praca konkursowa, za którą zajęłam 1 miejsce. Opowiadanie o narkotykach i o tym, jak mogą zniszczyć nasze życie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Narkotyki chemiczna pułapka… której nie przezwycięży miłość czy przyjaźń.
Z Glorią znałem się od lat, chociaż nie wychowywaliśmy się od początku razem – jej rodzice sprowadzili się z Paryża do naszego miasta gdy ja miałem już 5 lat, a ona dopiero 2. Państwo Matusiak mieszkali w tym samym bloku co my, nawet na jednym piętrze, naprzeciwko nas. I do tej pory mama mi wypowiada, że kiedy widziałem małą blondynkę, gdy już podrosła i była w stanie samodzielnie dać sobie radę, zawsze ciągnąłem rodzicielkę za rękę i pytałem się, kiedy będę mógł się z nią pobawić, a ona uśmiechała się i odpowiadała, że już niedługo. Ostatecznie z Małą, jak zwykłem ją nazywać, poznałem się, gdy szła do komunii. Zawsze była uśmiechnięta, i chociaż wiedziałem, że jest mądra, bałem się o nią, bo wydawała mi się być taka naiwna i podatna na niszczycielskie działanie świata. Gdybym teraz wiedział, ile było w tym prawdy, tego jednego dnia nie zostawiłbym jej samej.
~~***~~
- A2+B2=C2 – powiedział brunet, patrząc spod książki na dziewczynę, która leżała na łóżku ze skupieniem na twarzy, jakby bardzo chciała uważać, ale coś ją rozpraszało, a Pawłowi wcale się to nie podobało i widocznie musiał zrobić jakąś mało zadowoloną minę, bo blondynka podniosła się i wzruszyła ramionami całkowicie zrezygnowana. - Chodź bym nie wiem jak chciała, po prostu nie potrafię tego zrozumieć – mruknęła przepraszającym tonem, patrząc na chłopaka niebieskimi oczami w taki jedynie sobie znany sposób, który na niego działał tak, że chodź by nie wiadomo co zrobiła, po prostu nie mógł jej nie wybaczyć. Nienawidził, kiedy to czyniła, ale już nic nie mógł na to poradzić. Nie usłyszawszy odpowiedzi, zerknęła na niego kątem oka, jednak dalej pozostawał w jednej pozycji nad książką, niby uparcie wpatrując się w twierdzenie Pitagorasa. - No nie gniewaj się już – jęknęła zrezygnowana, zabierając mu książkę i siadając na kolanach. – Chodź gdzieś pójdziemy, jest piątek, a my siedzimy nad jakimś przeczeniem… - Twierdzeniem – poprawił ją głosem wypranym z wszelkich uczuć, chociaż już dawno mu przeszło – po prostu lubił się z nią droczyć. - No może i twierdzeniem – poprawiła się wywracając oczami. – Ale siedzimy tu, a dwie ulice dalej jest fajna impreza u tego nowego, co się sprowadził tydzień temu. Spojrzał na nią z niedowierzaniem. - Chyba żartujesz? Pokręciła przecząco głową, wstając i przeczesując włosy palcami. - Chodź, tylko się rozejrzymy, a potem pójdziemy na pizze czy coś – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. - A co z twoimi egzaminami? – zapytał. Nigdy nie myślała o przyszłości, zawsze chciała się dobrze bawić i nie lubiła patrzeć na konsekwencję. A jak się nie udawało, to twierdziła, że po co płakać nad rozlanym mlekiem. Podejście niepoprawnej romantyczki w dzisiejszych czasach zazwyczaj na dobre ludziom nie wychodzi. Uśmiechnęła się. - Za pięć minut na dole.
~~***~~
Drzwi klatki schodowej zazgrzytały i zamek ustąpił, wpuszczając ich na schody, które prawdę mówiąc ledwo było widać, bo przysłaniał je gęsty dym tytoniowy unoszący się w powietrzu niczym mgła. Muzyka grała dość głośno, a przynajmniej wystarczająco, by było ją słychać aż tam, chociaż cała impreza rozgrywała się piętro wyżej. - Dziwne, że sąsiedzi jeszcze nie zadzwonili po policję – powiedział brunet do towarzyszącej mu, wyraźnie niższej dziewczyny. Był zdegustowany już na wejściu, jednak ona zdawała się tego nie widzieć, wchodząc po schodach i nie czekając na niego. - Marudzisz- rzuciła tylko w jego kierunku i weszła do środka, gdzie powitało ją grono przyjaciółek, z którymi najwyraźniej umówiła się już wcześniej. Kobiety, wszystko potajemnie planują i jeszcze wykorzystują innych do swoich niecnych celów. - Gloria! – krzyknęła jakaś brunetka na wstępie, wieszając jej się na szyi, wyraźnie już podpita. – Jak dobrze, że jesteś już, czekaliśmy na ciebie. Blondynce wyraźnie to zaimponowało. Lubiła być w centrum wydarzeń, dlatego takie traktowanie jej osoby całkowicie przypadło dziewczynie do gustu. - Jest już… - zapytała koleżanek, przekazując oczami jakieś znaki, które rozszyfrować mogła jedynie ta sama płeć. Odpowiedziały jej tylko przytakiwania i śmiechy, co najwyraźniej wystarczyło, by udać się do stołu, na którym stały wszelkie możliwe alkohole, jakby ktoś obrobił co najmniej sklep monopolowy. W mieszkaniu było o wiele więcej osób, niż dziewczyna początkowo się spodziewała, ale nie przeszkadzało jej to, a wręcz przeciwnie, uważała, że będzie lepsza zabawa. Wszystkie okna były pootwierane tak, że przez nie wpadały światła łódzkich lamp ulicznych, które robiły za jedyne oświetlenie, prawdopodobnie zielonego pokoju, bo bliżej konkretnego odcieniu nie dało się określić. Gloria odwróciła się, wpadając na jakiegoś chłopaka i po zapachu doskonale poznała, kto to jest. - Jednak się wyrwałaś z korepetycji? – zapytał, wplatając jej palce w lekko kręcone, blond włosy, na co dziewczyna odpowiedziała promienistym uśmiechem bladoróżowych ust. - Tylko dlatego, że Pawła znam od dzieciństwa i już mam na niego sposoby – powiedziała puszczając do niego perskie oczko. Kamil był jednym z najprzystojniejszych facetów w całym 16 LO, dlatego wszystkie dziewczyny z gimnazjum chciały zwrócić na siebie jego uwagę. - Mam nadzieję, że na mnie tez masz sposoby? – zapytał, przytulając ją lekko. Gdyby nie było tak ciemno, zauważyłby, że dziewczyna się zarumieniła. Poczuła, jak chłopak ciągnie ją za rękę w kierunku wyjścia na dwór. Nie broniąc się, niczym kukiełka w teatrze dała mu się prowadzić. Licealista podobał jej się odkąd tylko go zobaczyła, a sam fakt, że chciał się umawiać z młodszą dziewczyną, do tego w gimnazjum był dla niej niewypowiedzianym cudem. Przeciskali się miedzy ludźmi, którzy cały czas próbowali dostać się do i tak już zatłoczonego pomieszczenia. Nagle poczuła, jak Kamil staje, a ona sama na niego wpada. - Gloria, gdzie ty idziesz? – zapytał Paweł, lustrując chłopaka, który trzymał jej rękę i prowadził ją dokądś. – Mieliśmy wpaść tylko na chwilę i… - Zaraz wracam, nie martw się – powiedziała obojętnym głosem dając przyjacielowi jasno do zrozumienia, że nie ma ochoty z nim teraz rozmawiać. Wtedy się coś zmieniło, bo odkąd byli dziećmi i nie wsadził jej ulubionej lalki do zamrażalnika między kubeł lodów waniliowych, a mrożonego kurczaka, nigdy nie potraktowała go z taką wyniosłością i obojętnością. Zawsze byli dla siebie jak rodzeństwo i jedno starało się opiekować drugim, a teraz jakiś chłopak miał ich podzielić. Może ona tego nie zauważyła, ale sąsiad z naprzeciwka poczuł się urażony. - Jak chcesz, ja idę do domu – rzucił cicho w jej stronę i wyszedł, idąc w kierunku ich bloku, nie odwracając się nawet, by na nią spojrzeć. Gdyby była mądra, to poszłaby razem z nim, jednak w tej chwili nawet nie zwróciła uwagi na to, co powiedział. - To dokąd idziemy? – zapytała swojego towarzysza, który wskazał jej ławkę, przy której stała jakaś para, wymieniająca ze sobą zdanie, gestykulując do tego, jednak kiedy zorientowali się, że idą w ich stronę, uspokoili się nieco. Gloria ich nie znała, prawdę mówiąc, to widziała tych ludzi pierwszy raz na oczy i nawet nie domyślała się, skąd mogą być. Oboje jednak w świetle ulicznych blasków wydali jej się jacyś wychudzeni i nienaturalnie bladzi. Chociaż naokoło panowała raczej ciemność, bo godzina zbliżała się nieubłaganie ku północy, doskonale widziała ich błyszczące oczy, które lustrowały ją podejrzliwie, jakby była obca i weszła na ich teren. Po plecach przeszły jej ciarki, jednak Kamil objął ją ramieniem. Rudowłosa najwyraźniej pojmując, że jest z nim, wyciągnęła w jej kierunku paczkę papierosów. - Zapalisz? – zapytała nieco piskliwym, gardłowym głosem, który nie brzmiał pytająco, a raczej rozkazująco. Dlatego dziewczyna nieco niepewnie sięgnęła po papierosa, i wsadziła go do ust, kiedy chłopak, który do tej pory tylko się przyglądał w milczeniu, podpalił jej go. - Grzeczna dziewczynka – wyszeptał jej do ucha Kamil. – A więc macie, o co was prosiłem? Druga część zdania najwyraźniej była skierowana do nieznajomych, którzy wskazali na torbę, która leżała na ławce, a blondynka nie zwróciła na nią wcześniej uwagi. Irytowała ją niewiedza, oraz to, że nikt nie ma zamiaru jej przedstawić, ani uświadomić, co się dzieje i o co chodzi. Noc jak na maj była wyjątkowo ciepła, więc nie było jej zimno w krótkiej, czarnej spódniczce i białej koszulce z krótkim rękawem i jakimś nadrukiem, którego w ciemnościach nie dało się rozszyfrować. Zdawało jej się do tego, że jakoś nie pasuje do nowego towarzystwa - pozostała dwójka miała na sobie wiszące spodnie i powyciągane koszulki. Dziewczyna, rudowłosa była najwyraźniej dumną posiadaczką kolczyka w nosie, chłopak za to w ogóle nie miał włosów, a wyraz jego twarzy mówił wszystko o charakterze – typowy tępy osiłek, jakich w tym mieście nie było brak, niestety. - Karina, a to Maks – rzuciła w końcu rudowłosa, kiedy niedopałek od papierosa wylądował na ziemi i Gloria przydeptała go nogą. – A Tobie słoneczko dali jakieś imię? - Gloria – odpowiedziała dziewczyna, mierząc ją spojrzeniem. Nigdy nie znosiła, kiedy ktoś odnosił się do niej w taki sposób. Ścisnęła czarnowłosego chłopaka za rękę, a on uśmiechnął się do niej dość tajemniczo i zagadkowo, prowadząc ją w kierunku ławki, na której usiedli, a Karina z Maksem stanęli naprzeciwko nich, dalej mając na twarzy tą swoją jakby nieprzeniknioną maskę emocjonalną. - Najlepszy jaki u nas jest, bez żadnych domieszek czy innych – rzucił Maks, kiedy Kamil wziął w swoje ręce torbę, wyglądająca na dość obszernie zapakowaną. – Więc nie dziw się, że będzie to mieć swoją cenę. Wszystkie są sterylne, nieotwierane, więc jakiegoś HIV się bać nie musisz. - Jakiego HIV, o co chodzi? – zapytała blondynka z lekkim przerażeniem, które tylko wzrosło, kiedy chłopak o kruczoczarnych włosach otworzył torbę, która wypchana była strzykawkami, torebkami z białym proszkiem i jakimiś pigułkami. Wyjął jedną strzykawkę, która napełniona była jakąś białą, gęstą cieczą. - To nie będzie bolało złotko.. – powiedział, sięgając po jej rękę, jednak szesnastolatka wyrwała mu się. - Zostaw mnie, nie chcę tego, ja nie.. – jednak nie zdążyła dokończyć, bo chłopak o lśniącej łysinie już ją trzymał, a rudowłosa panna wyciągnęła jej rękę. - To naprawdę nie boli, a zobaczysz, jak po tym fajnie.. – nie czekając już na jej odpowiedź, wbił strzykawkę w jej rękę w zgięciu, gdzie widać było niebieską żyłę, do której wpuszczał powoli całą jej zawartość . - Daj podwójną dawkę, zobaczymy, co zrobi – powiedziała Karina, na twarzy której wykwitł teraz ironiczny uśmieszek. Gloria czuła, że nie ma sił się bronić, a powieki powoli jej ciążą, z każdą chwilą opadając coraz bardziej, aż w końcu oddała się w objęcia Morfeusza, chociaż nie do końca były to te objęcia, a sen, który przyszedł nie zaliczał się do zwykłych. Tysiące kolorowych kształtów geometrycznych migały w jej głowie, nakręcane piosenkę z karuzeli w lunaparku, a obok tańczył słoń. Gdzieś dalej za to był clown, dmuchający balony, a za kratami stada piszczących, małych dzieci. Małych dzieci, dzieci…
~~***~~
- Czyli mam nie liczyć na to, że mi cokolwiek…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil xMarcelinax
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…