Wróć do katalogu

Narzędzie zbrodni

zagadka kryminalna w pięciu aktach

Elanor, opublikowano , 13 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

występują:

Wuj Alfreda Ciotka Alfreda Hans von Schwarzenwurst Dziunia (służąca) Detektyw Bełkot Doktor Wiktor Sierżant

Wydarzenia rozgrywają się na terenie dużej wiejskiej rezydencji.

AKT I

W jadalni przy stole siedzą Ciotka Alfreda, Wuj Alfreda i Hans von Schwarzenwurst.

Wuj Alfreda: Dlaczego Alfred nie zszedł na śniadanie?

Ciotka Alfreda: Nie mam pojęcia. Pewnie znowu zaspał. Ciagle siedzi po nocach w tym internacie, czy jakmutam. Jakieś nieszczęście z tego będzie, ja wam to mówię. Kiedyś nie było tych komputrów i wszyscy byli zdrowi, a teraz wystarczy popatrzeć na dzisiejszą młodzież, wszyscy bladzi jak podbrzusze śniętej ryby, sportu nie uprawiają, do kościoła nie chodzą, tylko siedzą przed komputrami i słuchają jakiejś szatanistyczniej muzyki, że aż normalnym ludziom głowa pęka. Przed wojną coś takiego byłoby nie do pomyślenia.

Wuj Alfreda: Ależ moja droga...

Ciotka Alfreda: Ty go nie broń! Nie dosyć, że ten twój bratanek może nas w każdej chwili stąd wyrzucić, to jeszcze zatruwa mi życie tymi strasznymi hałasami. Ale sprawiedliwość zatriumfuje i kiedyś spotka go kara za wszystkie moje nieszczęścia. Ja wam to mówię.

Wuj Alfreda: Ależ moja duszko, jakie nieszczęścia?

Ciotka Alfreda: Już ja dobrze wiem jakie. Ty też się przekonasz, jak w końcu wylądujemy w przytułku.

Wuj Alfreda: W jakim znowu przytułku?

Ciotka Alfreda: Albo nas stąd wyrzuci, albo sprowadzi na ten dom karę boską, zobaczysz, tak czy siak, to się źle skończy. (płacze)

Wuj Alfreda: (szeptem) Moja droga, uspokój się, nie wypada tak przy gościu... (głośno) Panie Hansie, cóż to, nie ma pan apetytu?

Hans von Schwarzenwurst: Rzeczywiście, jakoś nie mam... (do siebie) Ciekawe, dlaczego? (uśmiecha się szyderczo)

Do jadalni wpada roztrzęsiona Dziunia.

Dziunia: Proszę pana, proszę pana! Pan Alfred... Pan Alferd... Chyba coś mu się stało... Siedzi przed komputerem z głową na biurku. A głowę to ma całą we krwi...

Ciotka Alfreda: A nie mówiłam?

AKT II

W salonie - Wuj i Ciotka Alfreda siedzą na kanapie, Hans von Schwarzenwurst na fotelu. Dziunia stoi przy drzwiach. Wchodzą Detektyw Bełkot i Doktor Wiktor.

Detektyw Bełkot: Niestety państwa obawy sprawdziły się. Pan Alfred niewątpliwie został zamordowany. Ma roztrzaskaną głowę. Bedę musiał zadać państwu kilka pytań.

Wuj Alfreda: Oczywiście, proszę pytać.

Detektyw Bełkot: A więc przede wszystkim: kiedy ostatni raz widzieli państwo denata?

Wuj Alfreda: Ja przy kolacji, około ósmej wieczorem.

Ciotka Alfreda: Ja również. Mówiłam mu...

Wuj Alfreda: Nie teraz, moja droga. Panów to nie interesuje.

Detektyw Bełkot: Przeciwnie, proszę pana, nas interesuje wszystko. Proszę mówić.

Ciotka Alfreda: Mówiłam mu, że już doprowadził mnie do ciężkiej choroby, a wkrótce z pewnością doprowadzi mnie do śmierci tymi dzikimi rykami, których słucha. I żeby nie myślał, że tak łatwo się nas stąd pozbędzie, bo chociaż to jego dom, to my mamy pełne prawo tu mieszkać. I niech sobie nie myśli, że nie wiem, co tu się wyrabia za moimi plecami. Obraza boska. A on w ogóle mnie nie słuchał, tylko wstał i poszedł do siebie. Żadnego szacunku dla starszych. No i proszę, jak to się skończyło.

Wuj Alfreda: (spogląda w sufit, udaje, że nie słyszy)

Detektyw Bełkot: (notuje) I później już go państwo nie widzieli?

Wuj Alfreda i Ciotka Alfreda wyjątkowo zgodnie: Nie.

Detektyw Bełkot: (do Hansa von Schwarzenwurst) A pan?

Hans von Schwarzenwurst: Po kolacji poszedłem do biblioteki. Alfred tam był, słuchał muzyki. Rozmawialiśmy trochę o muzyce, o naszych ulubionych płytach, trochę o książkach i o komputerach. Alfred był wielkim entuzjastą internetu i potrafił spędzić na buszowaniu w sieci całą noc. Zresztą właśnie przez internet się poznaliśmy. Siedzieliśmy w bibliotece do jakiejś dziesiątej, a potem rozeszliśmy się do swoich pokoi.

Detektyw Bełkot: Rozumiem. (notuje) Czy później ktoś jeszcze widział pana Alfreda żywego?

Dziunia: Ja... ja zaniosłam mu herbatę... siedział jak zwykle przy komputerze, słuchał muzyki.

Detektyw Bełkot: Która to była godzina?

Dziunia: Nnno... myślę, że wpół do dwunastej.

Detektyw Bełkot: Czy był sam? A może coś w jego zachowaniu albo wyglądzie zdziwiło panią?

Dziunia: Był sam i wyglądał jak zwykle. (płacze)

Detektyw Bełkot: (notuje) Dziękuję państwu na razie.

AKT III

Biblioteka. Na fotelach siedzą Detektyw Bełkot i Doktor Wiktor.

Detektyw Bełkot: Więc kiedy nastapił zgon, Wiktorze?

Doktor Wiktor: Moim zdaniem około pierwszej. Kilka silnych ciosów w głowę. Ale, nietypowo, ciosy zostały zadane w czoło i twarz, a śladów jakiejkolwiek walki brak. A przecież skoro został uderzony z przodu, musiał widzieć napastnika. Dlaczego się nie bronił?

Detektyw Bełkot: Właśnie, mnie też to zastanawia. Rozumiem, że mógł nie słyszeć, jak ktoś wchodzi do pokoju, miał słuchawki na uszach. Ale potem musiał go zobaczyć. Ale... mówimy "go"... a czy tego nie mogła zrobić kobieta?

Doktor Wiktor: Jak najbardziej mogła. Ciosy były silne, ale nie przekraczały możliwości przeciętnej kobiety.

Detektyw Bełkot: Czyli wszyscy są podejrzani. (wzdycha) Musimy z nimi jeszcze porozmawiać. (wstaje, wychodzi na korytarz) Panno Dziuniu, proszę poprosić tu panią domu. (wraca na fotel)

Wchodzi Ciotka Alfreda. Siada na fotelu.

Detektyw Bełkot: Muszę zadać pani jeszcze kilka pytań. Pani chyba nie lubiła pana Alfreda. Dlaczego? Czym się pani naraził?

Ciotka Alfreda: Tylko patrzył, jakby się nas stąd pozbyć! To znaczy mnie i mojego męża. Ale przede wszystkim mnie. Bo ja dobrze wiedziałam, jakie bezeceństwa wyprawiał. Z tą Dziunią. I z tym całym Hansem na pewno też. I słuchali tej wstrętnej szatanistycznej muzyki, wszystko po to, żeby mnie wpędzić do grobu. I Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze robili. Na przykład tydzień temu zginął mój ukochany kotek, to na pewno była sprawka Alfreda.

Detektyw Bełkot: (notuje) Co robiła pani po kolacji?

Ciotka Alfreda: Poszłam do sypialni. Najpierw słuchałam radyja, a potem poszłam spać.

Detektyw Bełkot: Czy ktoś może to potwierdzić?

Ciotka Alfreda: (obrażonym tonem) Oczywiście. Mój mąż.

Detektyw Bełkot: Dziękuję pani bardzo. Proszę łaskawie poprosić tu do nas męża.

Ciotka Alfreda wychodzi majestatycznie, wchodzi Wuj Alfreda.

Detektyw Bełkot: Co pan robił między kolacją a śniadaniem?

Wuj Alfreda: Byłem w sypialni. Najpierw czytałem książkę, a potem spałem. Jak zwykle.

Detektyw Bełkot: Czy ktoś może po potwierdzić?

Wuj Alfreda: O ile moja żona raczyła zauważyć moją obecność, to na pewno potwierdzi.

D

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych