Wróć do katalogu

Niedziela

Zbieranie nowych doświadczeń, ot tak. Fragment większego tekstu. Proszę o komentarze do ocen - lubię wiedzieć, co się dzieje...

Magga, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ach, niedziela. Dziwne, że nie jestem chora. Miałabym jakiś zwyczaj, którego mogłabym się trzymać. A tak, znów nie wiem, o co ma chodzić w tym dniu. Musiałam więc coś zacząć. Nie żeby to był akt mojej woli; po prostu coś w rodzaju konieczności – jak nie ma czego kontynuować, trzeba coś zainaugurować albo zrobić remake. I nagle już wiedziałam, co. Pomysł od swego pojawienia się tak mnie zaintrygował, że nie sądziłam, bym tym razem zadowoliła się samym obracaniem go w głowie. TO musiało zawitać do rzeczywistości. Niestety, aby idea uzyskała odpowiedni kształt, potrzebowałam paru akcesoriów. Przy ciepłym śniadaniu rozważałam szczegóły techniczne projektu. A wprost po nim połączyłam na sobie najgorsze moje ciuchy w najgorszy możliwy sposób i wyruszyłam na najbliższe osiedle. Skierowałam się wprost do kontenera PCK, radośnie się przesypującego, jak to po sobotnich porządkach. Z na wpół upchniętego, na wpół zwisającego kołtuna szmat wyszarpnęłam ohydną fioletową ortalionową kurtkę i jasnoniebieskie dżinsy, które w żadnej epoce nie mogły były wyglądać choćby przyzwoicie. Z tymi trofeami pomknęłam ku następnemu skarbcowi. Tam zdobyłam ekstremalnie zmechacony bury i workowaty męski sweter rozpinany, który nawet zapięty na mnie pozwalałby zobaczyć pasek od spodni, a może i rozporek. Istne cudo. Zachwycona i wciąż nienasycona, zwiedzałam kolejne przybytki wątpliwej dobroczynności, przecinając trasy odświętnie ubranych i litościwie spuszczających wzrok wiernych udających się do lub z kościoła, lecz już tylko zasoby jednego sezamu dały się splądrować i wzbogaciły mnie o wymiętoszoną damską bluzkę w jaskrawe kwiaty oraz zapewne starożytny, prawdopodobnie beżowy, niemiłosiernie wytarty i spłowiały szal. Reszta tekstyliów, które przewinęły się przez moje wybredne ręce, wyglądała po prostu za dobrze. Usatysfakcjonowana zdobyczą, poniosłam ją do domu, by zestawić w sposób odpowiadający moim zamysłom. Więc na bieliznę jaskrawa bluzka i jasne dżinsy. Tonęłam w nich, ale to przecież lepiej – wyglądałam na bardziej zabiedzoną i wychudzoną. Portki obwiązałam w pasie tym ochłapem szala, aż zaczęły poruszać się w przestrzeni wraz ze mną. Potem sweter, a na wierzch fioletowy hit początku lat dziewięćdziesiątych. Normalnie byłby na mnie za duży, ale na tamte gigantyczne łachy ledwo go wcisnęłam. O, cholera! A co na głowę? Musi być coś na głowę! To kanon! W popłochu pobiegłam do kumpeli z pokoju obok. - Masz pożyczyć coś na głowę, co by mi pasowało? – wyrzuciłam z siebie jak SOS. - Sugerowałabym worek na śmieci – skrzywiła się w uśmiechu. - No bez przesady – oburzyłam się stylowo. – Ja mam wyjść między ludzi. - To radziłabym zacząć od początku – teraz naprawdę się śmiała. - No proszę cię, nie masz jakiegoś prezentu od ciotecznej babki? – apelowałam o powagę. - Cały wybór – wyszczerzyła się i ściągnęła pudło z szafy. - Oo, no właśnie! – pochwyciłam czerwoną czapkę z płaskim daszkiem z samego wierzchu nie zbadanych jeszcze zasobów i zwieńczyłam nią swoje dzieło wizażu śmietnikowego. - Niech ci służy – Marzena władowała karton z powrotem pod sufit. – Baw się dobrze. - Dzięki! To między innymi zamierzam. Moje adidasy były satysfakcjonująco podarte i brudne. Kropkę nad „i” miała postawić popielniczka, którą do kuchni zapewne ktoś przyniósł z jakiejś knajpy. Dziś miała stanąć na chodniku i udawać coś innego. Pod kościół było już za późno – nastała pora długiego okienka między porannymi a wieczornymi mszami – ale do centrum pod park w sam raz. Pogoda mi sprzyjała; szczęśliwe rodziny na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych