Wróć do katalogu

Niektóre rzeczy nie chcą funkcjonować

Nie będziesz wiedział o co chodzi w tym opowiadaniu. Przykro mi.

sir_herrbatka, opublikowano , 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Gdy otworzyłem oczy przez głowę przeszły mi trzy słowa: „Boże! Dlaczego? Nie!”. Rozbijały się wewnątrz czaszki aż w końcu ułożyły się w „Dlaczego nie?”, Bóg odszedł; może dlatego, że jestem ateistą? Zaczynał się kolejny dzień.

Zegarek mówił coś innego; to noc się kończyła, dzień nie zacznie się jeszcze przez parę godzin. Dziwiło mnie to, ale tylko przez chwilę. Zgasiłem światło i ległem z powrotem na posłaniu. Słabo sypiam, pewnie dla tego, że się starzeję. Choć nie; prawdę powiedziawszy to starzeje się każdy – a ja już jestem stary. Wtedy dopiero oswajałem się z tą myślą, podobnie jak z tym, że mam pracę do wykonania.

Jestem dziennikarzem branżowym, piszę artykuły do czasopisma o muzyce – przynajmniej tam pisałem wtedy. Gazeta nazywała się „goth or not” i nawet dziś ta nazwa wydaje mi się niewiarygodnie wręcz idiotyczna – pewnie dla tego, że miała taka być. Wydawca, właściciel i dyrektor w jednej osobie zawsze był osobą o naprawdę oryginalnym poczuciu humoru przed którym trudno było uciec lub się schować. Jego dowcip jest jak pocisk kierowany: zawsze cię dosięgnie. Mój szef. I praca do wykonania. Chyba na jutro które jest już kwestią kilku godzin.

Nie mogłem pracować – nawet nie przeszło mi przez głowę by spróbować. Leżałem tylko w przepoconej pościeli czekając na katastrofę. Nie – nie ma mowy, pieprzyć to, idę.

Ubranie leżało na krześle pogniecione, choć równo poskładane. Założyłem je, nie miałem ochoty przeszukiwać szafy w poszukiwaniu czegoś czystego i ładnie wyglądającego. Nie chodziło o to, że to strata czasu – miałem go w końcu aż zbyt wiele. Zupełnie nie widziałem celowości takich działań. Byłem chory, teraz to widzę tak jasno jak tylko można.

Otworzyłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz. Korytarz był cichy, pusty i szary jak we śnie. Oświetlenie było przydławione – wciąż nocne. Poza osiedlem będzie to wyglądać to zupełnie inaczej choć co prawda wtedy o tym nie myślałem. Nie przejmowałem się nawet chłodem powietrza.

Nie daleko mojego osiedla była knajpa, nazywała się „Hindenburg”. Zawsze mieli tani syf i pewnie nadal mają. Bar jak arka – zawsze gotowy cię przyjąć, o ile tylko masz dość pieniędzy na kolejkę. Miałem przy sobie portfel, dość lekki ale co z tego? „Hindenburg” był na każdą kieszeń. I pewnie dalej jest.

Wszedłem do środka, było duszno, głośno i znajomo. Z głośników leciała jakaś muzyka, trudna do rozpoznania, ledwo melodyjna ale nie uciążliwa. Zbliżyłem się do baru, bardzo powoli, czując niemal jak sekundy przeciekają mi między palcami. Usiadłem. Barmanka z nienaturalnie powiększonym biustem zapytała co chcę, odpowiedziałem, że to samo co zwykle tyle, że od razu dwa razy. Odeszła, ale już po chwili wróciła z dwiema szklankami.

-To dla ciebie i twojego przyjaciela.

Postawiła obie szklanki z głośnym stukotem, zupełnie nie dbając ani o nie, ani o mnie. Nie zdążyłem się odezwać a już jej nie było. To nie miało dla mnie znaczenia. Nie zwracałem na to żadnej uwagi. Może umykało mi wiele szczegółów ale zupełnie o to nie dbałem. Byłem odrętwiały.

Chciałem wznieść szklankę do ust, nie zdążyłem. Kontem oka dostrzegłem ruch. Ruch był wszędzie ale ten konkretny był znajomy. Zawahałem się. Gdy odezwał się nie miałem już wątpliwości. -Postawiłeś mi kolejkę? Miło. Miał na sobie płaszcz z kilkoma wielkimi, brązowymi plamami. Sam płaszcz też był brązowy więc może sądził że nikt nie zwróci uwagi? Był wysoki, kołysał się lekko nawet gdy tylko stał tuż przede mną, może chciał „poczuć rytm” a może wypił już o jednego drinka za dużo? Spojrzenie miał nieobecne, jak gdyby patrzył zafascynowany na jakąś laskę – więc może faktycznie wypił już trochę bo ja nie potrafiłem dostrzec niczego i nikogo pociągającego.

To był mój znajomy. Właściwie dawny przyjaciel. Pracował jako reporter, później zniknął i słyszałem, że został korespondentem wojennym. On sam nie powiedział ani słowa, nigdy nie był szczególnie rozmowny. Może stał tam tonąc i postanowił uciec jak najdalej licząc na to, że znajdzie jakiś brzeg. A może był tylko głupi? Skąd mam wiedzieć?

Odstawiłem szklankę i skinąłem do niego dłonią. Nie zareagował więc odezwałem się. -Pewnie. Co u ciebie? -Szukam pracy. Mruknąłem uprzejmie i z zaciekawieniem. Niech on już odejdzie. Nie ma szans. Wziął moją szklankę i wpatrywał się w nią przez chwilę – bez namiętnie. W końcu spojrzał też na mnie. Jego oczy były bardziej szare niż je zapamiętałem. Nie wpatrywał się długo, odwrócił się i pociągnął łapczywy łyk. -Tutaj nie znajdziesz pracy, a już na pewno nie o tej godzinie. -Wiem. Nie mówił nic więcej. Siedział tylko tak sprawiając wrażenie ledwo przytomnego. Był na pewno bardzo zmęczony, może też odurzony Bóg wie czym. -Jakiej pracy szukasz? Chcesz pisać? -Mam artykuły na sprzedaż. -Dobre? -Przeciętne. -O czym? Zastanawiał się przez chwilę, próbował sobie to przypomnieć. Szukał w pamięci jak w zagraconej szufladzie. -O tych nowych pancernikach z serii Europa. -Monachium i Paryż? -Tak. -Nikt tego nie kupi, nikogo to nie interesuje. Wojna nie jest nośnym tematem. -Mam też artykuł o... nazwałem go „Zabawa w przeznaczenie”. To brzmiało lepiej. Tytuł był intrygujący, ładnie prezentowałby się w nagłówku. -O czym? I wtedy zaczął mówić. Powoli, z ociąganiem, zastanawiał się nad każdym słowem jak gdyby mierzył się z czymś podstępnym i niebezpiecznym. Jego historia wydała mi się najpierw błaha, następnie bezsensowna a w końcu jedynie dziwna. Nie rozumiałem dlaczego napisał coś na kształt wywiadu z samym sobą, zresztą nigdy go do końca nie rozumiałem. Był dziwakiem.

Opowiadał o tym jak po miesięcznym pobycie na planecie wrócił do Noatun. Mówił, że cieszył się z wypłaty. Nie obchodziło mnie to.

Sączył powoli drinka. Myślał.

Opowiadał o tym, że chciał odszukać Lisicę. Przez długą chwilę starałem przypomnieć sobie kogo miał na myśli a gdy w końcu z moich wspomnień wynurzyła się twarz rudowłosej kobiety o drwiących, błyszczących oczach zupełnie nie wiedziałem co mogło łączyć tych dwoje. Byłem ciekaw, ale tylko słuchałem – nie zadawałem pytań.

Może zgubił wątek a może walczyć z jakąś częścią siebie – milczał nie pozwalając zgadnąć o co chodzi. Zapytał czy moglibyśmy wyjść na zewnątrz a ja zgodziłem się bez chwili wahania.

Szedł a ja krok w krok razem z nim.

Powiedział, ze w końcu wpadł na jej ślad. Użył dokładnie tego sformułowania a ja dodałem do tego jakiś marny dowcip o polowaniu w lesie; takim z hartami w nagonce, myśliwymi na koniach chcących dopaść lisa zanim ten skryje się w norze. Nie zaśmiał się, wcale mnie to nie zdziwiło. Musiałem go przeprosić by zaczął mówić dalej.

Lisica mieszkała razem z nastoletnią dziewczyną – małą, chudą i raczej brzydką. Wiedział to bo obserwował przez jakiś czas nowe mieszkanie rudej. Zastanawiałem się dlaczego urządzał te podchody ale nie przerywałem mu pytaniami. Pozwoliłem mówić mu wciąż w ten sam sposób; powoli i bez okazywania emocji – jak gdyby chciał mi za wszelką cenę pokazać, że nie obchodzi go moje zdanie.

W końcu postanowił więc zrobić coś poza patrzeniem. Zdecydował, że musi porozmawiać z małą. Idiotyzm – to nie jej w końcu szukał. Znowu zachowałem swoje zdanie tylko dla siebie – nie sądzę zresztą by przejmował się moją opinią – jednak był dość skuteczny w tym swoim suchym tonie godnym biuletynu informacyjnego.

Mała powiedziała mu, że jest współlokatorką – dokłada się do czynszu dla Lisa. Myślę, że go to zaskoczyło, ale wtedy nie pokazał niczego po sobie. Może nabrał już dystansu a może spodziewał się już wszystkiego po zupełnie nie przewidywalnym świecie.

Spytałem czy wie gdzie pracowała mała. Jeszcze tylko jedno słowo w odpowiedzi; UNDERTOWN i wszystko stało się banalnie jasne. Tytuł jego artykułu był tak nachalnie wymowny, że trzeba było być kompletnym głupcem by nie domyślić się ciągu dalszego. Przerwałem mu więc. -Słuchaj ten artykuł jest nie do sprzedania. -Dlaczego? Zapytał. Denerwował mnie. -Dlatego, że to wydawnicze samobójstwo. Wkurzało mnie jego zachowanie, jego obecność a nade wszystko jego dziecinna ignorancja. Mówiłem jednak spokojnie. Przynajmniej próbowałem. -Nikt tego opublikuje bo UNDERTOWN zatopi każdego kto spróbuje opublikować wywiad z jednym ze scenarzystów, zrozumiano? -To nie jest wywiad z... Nawet nie przeszło mi przez myśl by pozwolić mu dokończyć -A kogo to obchodzi? Mnie? Raczej nie. Myślisz, że ktoś zechce zrobić krok w kierunku pewnych i do tego poważnych kłopotów? Bo ja sądzę, że raczej nie i powiem ci coś jeszcze: to ja mam rację.

Teraz najwidoczniej obraził się na mnie. Nikt nie obrażał się w tak zrezygnowany i żałosny sposób jak on. Powiedziałem mu by po prostu stąd zmiatał. Odszedł bez słowa.

Parę godzin później byłem u tej którą kiedyś nazywaliśmy Lisicą. Nie tłumaczyłem się nawet przed samym sobą, zaskoczyło jedynie mnie to, że będę postępował tak samo bezsensownie jak on. -Czy teraz czujesz się już dobrze? Zupełnie nie zrozumiałem o co jej chodzi. -Mówiłeś, że byłeś chory. Faktycznie, mówiłem. Mam wrażenie, że było to bardzo dawno temu. Skinąłem głową w odpowiedzi. -Ale dalej wyglądasz na zmęczonego. -Raczej na niewypoczętego. To pewna różnica. A jak wyglądała ona? Ścięła krótko włosy a nawet więcej – ufarbowała je na czarno. Wyglądała młodo i sprawiała wrażenie jak gdyby jej młodość miała trwać wiecznie – nie postarzała się w widoczny sposób. Nawet spojrzenie miała wciąż te same. Siedziała tam ubrana w lekką,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych