Niemy krzyk
Nie każda gra kończy się tylko porażką...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
NIEMY KRZYK
- Do ataku! Wy kurwie syny! – Krzyknął raz jeszcze głównodowodzący wojskami Jego Królewskiej Mości. Ale widząc przytłaczającą siłę wroga, generał zakrzyknął raz jeszcze: - Ragte! Do mnie! – Po chwili u boku mężczyzny pojawiła się zbryzgana posoką kobieta. Na lewym ramieniu miała bandaż. Cały przesiąknięty był krwią. Było z nią kilku wojowników. – Wyślij swoich „chłopców”, żeby zebrali do kupy dezerterów... O! Tam! Widzieliście? – Krzyknął podniecony, widząc jak od grupy walczących odłączyło się kilku żołnierzy. – Chodzi o to, że... Stańcie za nimi. Jeśli ktoś się cofnie – zabić! Macie moje pozwolenie... – zamyślił się, - lepiej, rozkazuję wam! – Uśmiechnął się. - Ragte, ty zostaniesz ze mną. – Dodał po chwili. Jej „chłopcy” rozbiegli się, aby wykonać rozkaz. Walka nie trwała długo. Przytłaczające siły wroga prawie bez strat rozprawiły się z niedobitkami Wielkiej Armii. A raczej Pokonanej Armii... – pomyślał generał. - Spadamy, Ragte. Przyprowadź nasze wierzchowce. – Generał rzucił swój ostatni rozkaz w tej bitwie. Zdawał sobie sprawę, a jakże, że może im się nie udać. Dlatego mieli ze sobą truciznę, na wypadek, gdyby im się nie udało. Tak. Tak właśnie Królestwo dbało o swoich żołnierzy. Po chwili wojowniczka przyprowadziła dwa osiodłane konie. · Kiedy dogonił ich pościg, cwałowali przez wąwóz szerokości dwóch jardów. Ragte obejrzała się za siebie. Ścigających było pięciu. Jeden ze ścigających niebezpiecznie zbliżył się do wojowniczki. Wymachiwał nad głową toporem. Koniem sterował tylko za pomocą nóg. Kiedy wojownik wzniósł topór nad głowę, szykując się do ciosu, Ragte dobyła miecza. Wstrzymała wierzchowca. Przeciwnik nie. Impet rozpędzonego ciała przeniósł go obok niej, a ona to wykorzystała. Praktycznie nie musiała wkładać zbyt wiele siły w ten cios. Mężczyzna spadł martwy na ziemię. A raczej jego górna część ciała, ponieważ nogi i kawałek tułowia nadal brał udział w pościgu. „Zostało czterech. – Pomyślała wojowniczka. – Ależ mnie boli ręka!” - Musimy dać odpocząć koniom! – Wrzasnęła, starając się przekrzyczeć szum wiatru. Mężczyzna jadący przed nią odwrócił się w siodle. Spojrzał na nią błędnym wzrokiem. Był przerażony. - Gonią nas... Nie damy im rady... Musimy dotrzeć do zamku... Musimy...! – Gadał tak bez ładu i składu. „Kto nas wpuści do zamku z tym <>?” – Pomyślała słysząc odpowiedź. Ale czasu na takiego typu rozważania, nie mieli. Nagle koń generała zarżał, stanął dęba (skutecznie pozbywając się tym samym jeźdźca) i upadł. Z jego lewego boku wystawała brzechwa strzały. Ragte wstrzymała konia. Szybko zeskoczyła zeń, w jej ręku połyskiwał miecz. - Ratuj się. – Powiedziała zimnym, bezbarwnym tonem do swojego kompana. – Oni będą tu lada chwila. Musisz dotrzeć do zamku... Ochronić króla! – Nie usłyszała odpowiedzi. Ale zato dostrzegła sylwetki czterech jeźdźców. Jeden z nich właśnie napinał łuk. – Wskakuj na konia! To dobra klacz... – zamachnęła się i jednym celnym cięciem ściągnęła wojownika z siodła, - ...powinna wytrzymać! – Dokończyła. – Ja ich tu jeszcze trochę przetrzymam. W tym momencie wpadł na nią drugi jeździec. Ten z kolei miał topór... którym wymachiwał niczym źdźbełkiem trawy. Ale to ani trochę nie przewarzyło szali zwycięstwa na jego stronę. Unik. Cięcie. Sparować cios. Znów unik. Piruet. Atak. Kolejny trup u jej stóp. Ból w lewym ramieniu nasilił się nieznacznie. Poczuła ciepło krwi spływającej jej po prawej ręce. „Musiałam oberwać, cholera!” – Pomyślała. Dwóch pozostałych wstrzymało konie. Na początku było ich pięciu. Zostało dwóch, w związku z czym rozważali takie możliwości; Zostać i walczyć, czyli pewnie zginąć... lub uciec... i również zginąć. Od topora wodza klanu. Jednak rozsądek podpowiedział im, że wiekszą szansę mają próbując zabić ściganych. - No, co? Boicie się jednaj dziewki, z większą spinką do włosów w ręku? – Zakpiła z nich, patrząc to na nich, to na miecz. Nie wiedziała jakiego efektu oczekiwać. Nie wiedziała, czy barbarzyńskie plemiona z Wielkich Stepów znają język Królestwa. Jeden z nich znał. Słysząc słowa wojowniczki, odwrócił się do swego towarzysza i rzucił w jego kierunku kilka gardłowo brzmiących słów. Kiedy to mówił, jego twarz spurpurowiała. - Idę w zawody, że macie pełne portki! – Powiedziawszy to, kobieta parsknęła śmiechem. Ten, który znał język Królestwa spojrzał na nią... a w jego oczach czaiła się pogarda, strach, złość i nienawiść. - Zginiesz! – Powiedział dość wyrażnie. Po kilku chwilach, Ragte stwierdziła, że uzyskała efekt najlepszy z możliwych. Wojownik zsiadł z konia. Dobył miecza i pewnym krokiem zbliżył się do niej. Był pewny siebie... Zbyt pewny siebie. Kobieta kątem oka, unikając pierwszego ciosu, zobaczyła iż drugi wojownik zakłada strzałę na cięciwę. Kiedy barbarzyńca zamachnął się raz jeszcze, Ragte upuściła miecz. Broń przeciwnika ledwo o cal minęła się z celem i przecięła powietrze tuż obok jej głowy. Złapała rękę delikwenta, tą którą dzierżył miecz i bez problemu wytrąciła mu go z ręki. Drugą ręką chwyciła go za pas i przyciągnęła ku sobie. Poczuła okropną mieszaninę zapachów; niemytego ciała, potu, uryny, konia, piwa... I Śmierci. Wszystko to zdołała zarejestrować w czasie jednego uderzenia serca. A potem przyszła Śmierć. Strzała, wypuszczona ułamek wcześniej, zmiażdżyła mężczyźnie kręgosłup i przebiła płuco. Zginął na miejscu. Bezwładne ciało obwisło w rękach wojowniczki. Ta jednak nie upuściła go. Oczekiwała, że zaraz przez dźwięk pulsującej w głowie krwi przebije się inny dźwięk: szum lotek. Ale ku jej zdziwieniu usłyszała tylko charkot. Ostrożnie zaczęła posuwać się do przodu, jako tarczy nadal używając trupa. Po chwili do jej uszu dobiegł głos: - Możesz już puścić to ścierwo, Ragte. – To był głos generała. Ale, brzmiał tak jakoś inaczej... Upuściła trupa. Generał siedział kilkanaście kroków dalej, oparty o ścianę jaru. U jego stóp spoczywało ciało łucznika, a obok niego zakrwawiony sztylet. Generał był blady, jak śnieg. - Czy wszystko w porządku, generale? – Zapytała. - Nie... – Głos mu się załamywał. – Ci pieprzeni barbarzyńcy nadal prą
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Regis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…