Nieskończone - dywagacje
Coś niewątpliwie intrygującego, możliwe, że kompletnie błędnego. Zapuszczanie się w gąszcz własnych myśli... zapraszam...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Właściwie nie wiem od czego powinienem zacząć. Wydaje mi się, że podobne uczucie jest wspólne dla wielu ludzi w tak zwanych „dzisiejszych czasach”. Nie lubię tego pojęcia. Jest już zbyt zużyte by mogło być prawdziwe. A tego przecież szukam. Prawdziwości. Właśnie to charakteryzuje owe czasy. Poszukiwanie pośród ogromnych archiwów ludzkiej myśli, ideologii i zmagań. Archiwa te nigdy nie były jeszcze tak obszerne i nigdy jeszcze dostęp do nich nie był taki łatwy. Czy nasi dziadkowie w wieku dwudziestu lat rozdarci byli między myślą Nietzschego i wszechobecnym Tao..? Nie odmawiam im w żadnym wypadku prawa do przemyśleń i egzystencjalnych rozterek. Wydaje mi się jednak, że nigdy nie byliśmy tak zagubieni. Może inaczej – ja jestem zagubiony. W wieku dwudziestu lat znajduje się w próżni, otoczony przedmiotami, informacjami i poglądami, które budują moją rzeczywistość jednocześnie nie znacząc właściwie nic. Staram się żyć bez złudzeń. Wszystko co do mnie dociera przepuszczać przez gęste sito ostrożności i sceptycyzmu. Jednocześnie chciałbym uwierzyć, nie w Boga – w siebie. Dziś sami jesteśmy sobie bogami – to nas wyzwala, ale również gubi. Wydaje mi się, mimo że niewiele jeszcze o życiu wiem, że jesteśmy pokoleniem, lub jednym z pokoleń przejściowych, oswajających się z nieograniczoną, przytłaczająco wolnością, egzystencjalnym wyzwoleniem, nieznośną odpowiedzialnością. Oczywiście nie wymyśliłem tego sam. Już Nietzsche odkrył tę wolność, Sartre i pokolenie egzystencjalistów zagubiło się w niej, czując jej ból, jak wielki kac po wspaniałej zabawie i euforii. Gdybyśmy chociaż w tej wolności byli zupełnie sami. Gdybyśmy nie mieli punktów odniesienia moglibyśmy tragicznie błądzić, jednocześnie nie błądząc. Moglibyśmy powiedzieć „I did it my way” i to rozgrzeszało by nas z wszelkich wątpliwości. Jednak zewsząd otaczają nas obce myśli, ich drogi się krzyżują i zamiast szukać własnej drogi i błądzić nie błądząc, staramy się gonić najpopularniejsze wzorce lub takie które wpojono nam pod groźbą sumienia. Jednak świat zbyt szybko się zmienia, wzorce się rozmywają i nie jesteśmy już w stanie ich dogonić. Nie starczy już być dobrych chrześcijaninem, dobrym mężem – teraz trzeba być wszystkim na raz, często próbując pogodzić przeciwności. Musimy więc wybierać. Musimy szukać schronienia. Ale nie da się pogodzić wszystkiego co nas otacza. I dlatego nie potrafimy się cieszyć, nie potrafimy być zadowoleni z siebie. Ciągle dążę do siebie takiego, jakiego widzę się w marzeniach. Ale ten „ja” jest rozmyty – on nie istnieje. Więc dlaczego za nim podążam i pozwalam sobą dyrygować? Nie wiem. To dla mnie ciemna strefa. Mała szkatułka, o której wiem, że leży zakopana gdzieś głęboko. Ale nie znam jej zawartości. Mogą znajdować się w niej wszystkie odpowiedzi – a może jest pusta. Ale szukam wewnątrz siebie, by poradzić sobie ze światem zewnętrznym. Jestem soczewką, która skupia w sobie całe światło i mrok zewnętrznego świata i odwróconym do góry nogami rzuca o ściany mojego umysłu. Nie wiem czy więcej na nim krwi i brudu czy czystości i plakatów filmowych i teatralnych. Nie wiem czego we mnie więcej. I szukam drzwi przez które wejdę do środka samego siebie. A jeśli klucza nie ma...? Jeśli tak po prostu szukamy mimo, że wszelkie nasze poczytania są wypadkową okoliczności i emocji, a rozum nie istnieje..? O to właśnie podejrzewam naturę. Wielki rozum nie istnieje. Jesteśmy tylko ludźmi – małą biedronką, która próbuje wspiąć się na szczyt źdźbła trawy. „Po co?”, pytamy widząc zmagania owada. Spójrzmy więc na gwiazdy, spójrzmy na ogrom który się przed nami rozciąga i zapytajmy siebie: „Po co?”. A może będziemy w stanie rzucić się szczęśliwie w ten ogrom nie uciekając od niego. Tymczasem uciekam. „We have just one world but we live in different ones”. Buduję swój własny świat, kręcę się we wspaniałym kółku zajęć, goniąc swój ogon. Po co gonię swój ogon..? By nie zwariować, jak sądzę... A może dlatego, że wszyscy gonią. Trudno powiedzieć. Czasem znajduję wspaniałe chwile natchnienia, oświecenia, iluminacji, objawień. I wtedy rozumiem – wtedy mi dobrze. Wbrew pozorom tych chwil jest nawet sporo. Sęk w tym, żeby zrozumieć, że próbuję uświadomić sobie samemu, że moje życie jest tylko gonieniem swojego ogona, gonieniem szczęśliwych chwil. Wtedy będę mógł stanąć obok siebie i spojrzeć na swoją walkę z boku, ze zbawiennym dystansem cynika. Kiedy siedzę w małej sali kinowej lub słucham musicali w radiu, jestem właśnie tam gdzie powinienem i czuję, że na chwilę przestaję szukać i – znajduję. Płynę z nurtem Tao, jak to się mówi. I to mnie uspokaja. Niepokój zostaje, ale da się go uśmierzyć narkotykiem pasji i uniesienia. Jestem uzależniony od szczęścia – dążę tylko do niego, tak jak my wszyscy. Czy to pod postacią spokoju czy dostatku czy przyjemności. Nie cierpię więc na ból egzystencji w pustce. Ja z niego czerpie siłę, poprzez uświadomienie. Nadal jestem egzemplarzem przejściowym – poszukiwaczem. Ale zaczynam widzieć w ciemności, zaglądam w pustkę. A ona, jak wiadomo, zagląda we mnie. Przekształca mnie. Modyfikuje i zaraża. Wypacza i deformuje. Już odebrała mi wartości. Pustka, której nie chcemy widzieć. Ucieczka z Matrixa. Właściwie po co...? To pytanie wraca, wraca, niczym owad, który nie daje mi spać w duszną, lipcową noc. Otchłań pokazuje mi prawdę przez zwątpienie. A może inaczej – nie pokazuje mi nic, mówi tylko, że nic tak naprawdę nie jest pewne i że niczemu nie można do końca ufać. Dlatego oddala mnie od dobra, oddala od zła. Uświadamia i wyzuwa z sumienia. Odbiera nieśmiertelność obiecanej boskości, dając pewność pustego bytu biedronki wspinającej się wytrwale po liściu. Podejmuję walkę z pustką, ale ona mnie pochłania i skłania do wewnątrz samego siebie. Nie ma już kategorii celu. Nie jestem już tym człowiekiem, który uciekał od pustki. Mam jej bolesną świadomość. Nie czuję już nic,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dominik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…