Nieśmiertelni cz.7 "Pustelnica"
Seleste łamie boskie prawo i wtrąca się w życie śmiertelniczki, chcąc zapobiec Upadku. Kolejna część opowiadania fantasy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lord Moneth niczego nie podejrzewając wędrował spokojnie ciemną uliczką. Był przykładnym obywatelem szanowanym przez ludzi, doradcą cesarza. Osobnik ten miał jednak jedną przypadłość, o której wiedziało bardzo niewielu. Lubił małe dziewczynki. Blondynki, brunetki… nie ważne. Liczyły się tylko ich przerażone spojrzenia. Na samą myśl drżał z podniecenia. Wracał właśnie z jednej z „wizyt” w miejscu gdzie takie właśnie zachcianki mógł zaspokajać, a o których udawano, że takie burdele nie istnieją. Uliczka była krótka i pogrążona w półmroku. U jej wylotu czekała już nie oznakowana kareta, która miała zatrzymać się przed tylnym wyjściem jego posiadłości. Swojej znacznie młodszej i niczego nie podejrzewającej żonie powiedziałby, że jak zwykle załatwiał sprawy służbowe. Ten wieczór jednak nie miał się skończyć tak jak inne.
Choć przechadzał się tą ścieżką pośród ciemnych i obskurnych budynków wielokrotnie, zawsze odczuwał swojego rodzaju obawy. To były slumsy stolicy Teorienu, Meyon. W te dzielnice ktoś taki jak on nigdy nie powinien się zapuszczać. Nie wiedział, że tym razem miał się czegoś bać. Nie widział smukłej postaci przyczajonej na jednym z rozwalających się dachów. Kiedy minął ją nieświadomy niczego, kierując się ku jeszcze odległemu wylotu z uliczki, przyczajony skrytobójca uniósł się bezszelestnie i równie cicho zeskoczył z dachu. Stanął za jego plecami wyciągając zza pasa maleńkie metalowe strzałki, które po wbiciu w ciało paraliżowały ofiarę. Zgrabnym ruchem ręki postać posłała ostrza w kierunku lorda. Te wbiły się w jego szyję- Carfax poczuł ukłucie w karku, zrobił jeszcze dwa kroki, po czym upadł na kolana trzymając się za bijące szalenie serce i przewrócił się na plecy. -Całe twoje ciało zdrętwiało. Jesteś jednak wszystkiego świadomy i będziesz czuć ból. Dużo bólu- powiedział zachrypnięty, jednak wyraźnie kobiecy głos. Leżący na ziemi mężczyzna usłyszał tym razem zbliżające się kroki- oprawca, a raczej oprawczyni nie musiała się już skradać- i po chwili ujrzał nad sobą wciąż bardzo młodą dziewczynę. Nawet w panującym półmroku mógł dostrzec, ciemną, prawie brązową skórę, które odsłaniało osobliwe ubranie: krótkie skurzane spodenki i kamizelka, skrywająca średniej wielkości biust. Na biodrach zawieszony miała pas, ciasno opinając jej ciało. Ściśle przylegał do bioder i nóg, tak aby nie ograniczał jej ruchów podczas walki. Przywieszone do niego miała dwa krótkie sztylety i kilka pomniejszych ostrzy, których nie potrafił rozróżnić. Długie, czarne włosy miała rozpuszczone. Nie potrafił dostrzec rysów jej twarzy jednak oczy… te widział wyraźne aż na to. Były lodowo niebieskie z licznymi czarnymi plamkami, a źrenice były podłużone jak u kota. Tylko jedna rasa posiadała taki wzrok. I była szalenie niebezpieczna. Jednak to nie one przeraziły go najbardziej. Na jego spodniach pojawiła się spora plama kiedy dostrzegł tatuaże wijące się na jej rękach. Były magiczne i oznaczały przynależność do największej gildii zabójców w całym Dużym Archipelagu. Takich spotkań jeszcze nikt nie przeżył. Widząc jego przerażenie dziewczyna uśmiechnęła się. Chorą przyjemność sprawiało jej bawienie się z truposzami, którzy byli na jej liście. A ten tutaj z pewnością nie zasługiwał na litość. Widziała co robił tym dzieciom, tym małym dziewczynkom. Z pewnością zasłużył na to co dla niego szykowała. - Podpadłeś potężnym ludziom. A co ważniejsze, uważają, że taki chory zboczeniec nie zasługuje na to by żyć- wyszeptała do niego wyciągając sztylet. Oczy lorda stały się rozbiegane i mętne. Próbował coś powiedzieć jednak trucizna i na to mu nie umożliwiła. Łudził się, że przecież w końcu stangret zauważy jego spóźnienie. Wyjdzie aby go szukać i znajdzie ich tu. Wezwie kogoś… - Nikt cię nie uratuje. Zajęłam się twoimi ludźmi- dodała jakby odpowiadając na jego myśli. Wsunęła na dłonie ciemne rękawiczki z cienkiej i miękkiej skóry, po czym rozpięła pas i zaczęła ściągać mu spodnie. Zanim umrze pozbawi go tego, co było dla mężczyzny najważniejsze. Musiała w końcu dostarczyć dowód wykonania zlecenia. Mężczyzna rozpaczliwie próbował walczyć ze słabością ciała jednak bezskutecznie. Zabójczyni nie musiała mówić po co go rozbiera. Wiedział co zamierzała zrobić, jak i to, że to będzie egzekucja. Nie aranżacja śmierci. Jego imię i to co robił miało być ujawnione światu, kiedy ktoś znajdzie jego zwłoki. Ona się o to postara- tak robili wszyscy ludzie wysyłani przez Ten klan. Jedno szybkie cięcie sprawiło, że jakiekolwiek myśli uleciały mu z głowy. I gdyby mógł krzyczeć, krzyczałby. Polała się krew, choć mniej niż spodziewała się dziewczyna. Odsunęła się, podziwiając szamoczące się ciało. Za kilka minut się wykrwawi, wiec miała jeszcze nieco czasu. Dowód schowała do drewnianego pudełka, a sztylet otarła z krwi o ubranie ofiary. Tam gdzie jeszcze jej nie było. Teraz pozostawało jej czekać. Miał umrzeć w mękach, od takiej właśnie rany. Tak napisano w zleceniu i zamierzała się z niego wywiązać. Kiedy w końcu skona, za pomocą tych wątłych podstaw magii jakie zna, zawiesi jego ciało na ścianie z wyrytym krwawym znakiem oznaczającym „lubiący małe dziewczynki”. Kastracja była zbrodnią Teorienie, ale stan w jakim zostawi jego ciało, okryje jego i całą rodzinę w hańbie. Choć on tego niestety nie dożyje.
Nagle wyczuła czyjąś obecność, tuż obok niej, a właściwie za jej plecami. Zaskoczona zamarła. Jej wyczulone zmysły powinny wyczuć każdego, jednak tym razem czuły coś osobliwego, coś co czuła po raz pierwszy w swoim życiu. -Nie zabijaj go- szepnął dziewczęcy głos tuż nad jej uchem. Skrytobójczyni nie odpowiedziała tylko błyskawicznie uniosła sztylet, odwróciła się lekko i pchnęła… powietrze. Spojrzała na boki, jednak nikogo nie dostrzegła. Ponownie spojrzała na ofiarę, jednak obok niej stała dziewczyna, jeszcze młodsza od niej odziana w czarny podróżny płaszcz. -Nie zabijaj go- powiedziała ponownie, a jej szafirowe oczy wpatrywały się w nią intensywnie. Elena poczuła się nie swojo i mocniej zacisnęła palce na ostrzu. Normalny człowiek nie potrafiłby przemieszczać się tak szybko. -Kim jesteś?- wysyczała pochylając się do pozycji, w której mogła zaatakować w każdym momencie. I obronić się przed większością ciosów. -To kim jestem jest mało ważne. Pytaniem jest kim TY jesteś. -Ja? To chyba widać… odsuń się to być może pozwolę ci odejść- próbowała odwrócić uwagę obcej rozmową jednak jej ręce ledwo widocznym ruchem sięgnęły po strzałki z trucizną, która zabijała w ciągu zaledwie kilku sekund. Miała ich bardzo niewiele- składniki były trudno dostępne, rzadkie i oczywiście zakazane. Wolała jednak nie ryzykować i wyeliminować ją, póki ma szansę. Obca wciąż stała nieruchomo i po prostu się w nią wpatrywała. Nie dostrzegła w jej dłoniach, opuszczonych luźno wzdłuż tułowia żadnej broni, jednak wciąż wahała się nad atakiem. Najgorszym błędem byłoby niedocenienie przeciwnika. Po chwili uznała jednak, że nie może więcej czekać- błyskawicznie chwyciła cieniutkie igiełki i posłała dwie w stronę dziewczyny. Rzut był celny, zmierzały prosto ku jej szyi, a ona nie zrobiła nic by się uchylić. Zamiast tego kiedy ostrza były zaledwie jakiś metr od niej uniosła dłoń, a śmiercionośne ostrza zatrzymały się w powietrzu. Elena zamarła. Nieznajoma machnęła dłonią, a igiełki opadły bezużyteczne na ziemię. Jej twarz wciąż pozostawała spokojna, choć skrytobójczyni spodziewałaby się raczej zimnej furii. -Mnie się nie da zabić Eleno. -Skąd znasz moje imię?- wysyczała cofając się o krok. Nikt nie znał jej prawdziwego imienia. Przynajmniej nikt żyjący. -Etiel… To nie jest czas pytań ma sora. Chodź ze mną bo twój czas już nadszedł - powiedziała delikatnym śpiewnym głosem. -Czas na co? Odejdź Cirithu, nie dostaniesz mnie– była gotowa do ucieczki, w jednej chwili mogła zniknąć na jednym z dachów, a potem zupełnie pogrążyć się w ciemności. -Czas na spotkanie z przeznaczeniem Eleno. Nie jestem Cirithu, nie jestem żadną istotą, którą znasz. - choć mówiła cicho słyszała ją doskonale- Jeszcze się spotkamy- dodała po chwili. Wtem jej ciało po prostu rozpłynęło się w powietrzu, nim zabrzmiało jeszcze echo jej ostatnich słów. Czarnowłosa jeszcze przez chwilę stała zupełnie nieruchomo. Zdawało się jednak, że nieznajoma odeszła. Zaczęła się cofać, aż trafiła plecami na ścianę. Oparła się o nią przymykając oczy. Zsunęła się powoli do pozycji siedzącej i oparła czoło o kolana. Serce biło jej jak szalone, a ona oddychała powoli regulując działanie płuc. -Musisz się strzec- szepnęła sama do siebie. Mimo jej zapewnień nie wątpiła, że dziewczyna była Cirithu- upiorem, który potrzebował ludzkiego ciała by móc istnieć. Pożerał duszę nosiciela, a sam wchodził w jego ciało mając dostęp do wszystkich wspomnień. Potrafił tygodniami udawać ofiarę, jednak ciała szybko rozpadały się i wtedy musiał znaleźć inne „miejsce” w którym mógłby się zagnieździć. Ze specyficznego transu wyrwał ją dopiero zduszony dźwięk i bulgot. Podniosła głowę i bardziej wyczuła niż zobaczyła, że mężczyzna skonał. Poniosła się powoli na nogi, rozglądając się uważnie po ciemnych katach. Gdy niczego nie spostrzegła odepchnęła złe myśli od siebie i zajęła się pracą. Truposz czekał aby go przystroić.
*** 3 dni później
Elene oparła głowę na rękach jęcząc pod nosem. Głowa pękała jej z bólu- skutek kilkudniowego picia saku na umór, które było jednym z najmocniejszych alkoholi Archipelagu. Siedziała w opustoszałej już karczmie próbując pozbierać się do kupy. Ostatnie dni mocno nadszarpnęły jej nerwy. Nie zwracała uwagi na to co się dzieje wokół. Nikt nie był na tyle głupi, aby zaatakować tak uzbrojona osobę, a poza tym dobrze znała do miejsce. Właściciel przybytku był szpiegiem jej gildii i ostatnie czego pragnął, to aby ktoś zaatakował człowieka od nich w jego gospodzie. Mamrocząc pod nosem potarła dłońmi skronie. Mimo, że miała mocną głowę leczenie kaca kolejnymi porcjami saku nie było dobrym pomysłem. Musiała jednak pić- aby nie widzieć, aby zapomnieć, aby nie oszaleć. Próbowała uciec przed dręczącymi ją myślami i upiorami, lecz bezskutecznie. Trzy dni temu, rankiem po wykonaniu zlecenia już prawie przekonała samą siebie, że dziwne spotkanie było pechem, zbiegiem okoliczności. Wyzbyła się tego dziwnego odrętwienia, po czym wróciła do dawnej siebie. Na chwilę. Bo potem ujrzała przed sobą Nieznajomą. Ta znowu wpatrywała się w nią szmaragdowym wzrokiem. Była akurat wtedy na targu, jeszcze w Meyon. Przeciskała się przez ciżbę ludzką, jednak nawet w takim tłumie nie sposób było przeoczyć jej oczy. Odwróciła się i uciekła w przeciwnym kierunku, czego nie robiła odkąd była dzieckiem. Tym razem jednak wiedziała, że ściga ją coś silniejszego, czemu nigdy nie dorówna. Jęknęła ponownie znowu odpychając od siebie niepożądane myśli. Uniosła nieco głowę i rozejrzała się po karczmie. Tak jak każdy budynek tego typu była obskurna, brudna i szwendało się po niej mnóstwo rzezimieszków. Znajdowała się w niedużej mieścinie u północnego wybrzeża Teorienu, która oficjalnie miała tylko maleńki port dla rybaków, jednak w rzeczywistości szmuglowano z Coen wszystko co się dało. Włącznie z ludźmi. Jeden z ludzi stąd miał przewieść ją, kiedy będzie wracał po kolejny ładunek. Oczywiście on też pracował dla Nich. Magiczne więzy lojalności i posłuszeństwa uniemożliwią mu powiedzenie czegokolwiek o niej czy o organizacji gdyby zostali złapani. Oba państwa znajdowały się niemalże w stanie wojny. Zamknęły swoje granice i teoretycznie nikt nie mógł ich przekroczyć. W praktyce nielegalny handel kwitł. Zarówno Teorien, jak i Coen były cesarstwami, którymi od pokoleń rządziły te same dynastie o tych samych aspiracjach- dominacji na Dużym Archipelagu i podporządkowaniu sobie innych ziem. Oba państwa były jednak silne i bez silnych sojusz nie były wstanie wyeliminować siebie nawzajem, a poza kilka małym krajami żadne inne potężniejsze cesarstwa nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Shenara
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…