Wróć do katalogu

niezgłębiona metafizyka

muzyka, spalająca miłość, parząca nienawiść, urok

deszczowa, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ich dom zawsze pachniał wanilią, dodawaną do świeżo upieczonych ciast, różami, dziko otaczającymi ogród, kadzidłami, zapalanymi wieczorami. Przechodnie mijali to królestwo z zachwytem i ukrywaną zazdrością, młode dziewczęta podchodziły pod okna, chłonęły iście idylliczne widoki, stanowiące fundament ich naiwnych marzeń. Mówiono z podziwem, że to właśnie prawdziwy dom – nie tylko imponująca budowla w dobrym guście, ale także przykładna, szczęśliwa rodzina. Ona sama nigdy nie używała słowa dom. Za bardzo nasuwało to skojarzenia z rozpaczliwą chęcią przynależenia dokądś, bycia z kimś związanym. Ona nigdy nie wracała, mogła jedynie udać się z powrotem, wracanie, jako niefortunne cofanie się, przeczyłoby jej ziemskiemu powołaniu – wiecznej wędrówce, dążeniu do nieodgadniętego. Kiedy już mówiła, bo przeważnie milczała, używała słów osobliwych, czasem wręcz niestosownych. Rozmówcom bynajmniej to nie przeszkadzało, treść jej monologu była tak czarująca, że wszelkie prawa gramatyki, składni, logiki przestawały istnieć. Dialogów nie prowadziła, dla zwykłych śmiertelników była osobowością, która zniewalała, a sama była zbyt nierozgarnięta, by świadomie kierować słowa ku komuś, toteż prowadziła monologi, przerywane życzliwą pauza, w czasie której rozmówca miał prawo się wykazać. Daremnie, ona zdawała się nie rejestrować tej nerwowej, usilnie kreowanej na elokwentną, paplaninę. Pomimo władania ludzkimi sercami już w wieku nastoletnim, rodzice zamartwiali się o jej niepewną przyszłość. Zamieszkiwali małą chatkę na brzegu lasu, kruchej staruszce nie dane było zaznać spokojnego snu, ojciec kompletnie poddał się od momentu, kiedy dziewczę odmówiło pomocy przy codziennych obowiązkach, chęci kontynuowania jego ciężkiej pracy. Przechodził ich dziki niepokój, kiedy pociecha chwytała za smyczek, godzinami perfekcyjnie sunąc po strunach skrzypiec. Tej perfekcji właśnie prostolinijna kobiecina obawiała się najbardziej, tkwiła w niej niemal boska moc, nieprzejednana, dla śmiertelników grzmiała złowieszczo. Modliła się, by dziecię przerwało niechętne, zmordowane nieustannym składaniem dźwięków, zmęczona ciągłym strumieniem płynącej muzyki. Zaczęła szczerze nienawidzić tej lejącej się zewsząd muzyki, tych starych skrzypiec, które córka otaczała niezwykłą troską. Ojciec co jakiś czas przyprowadzał urodziwego, uczciwego młodzieńca, który pomagał w robocie. Efekt był piorunujący, kiedy tylko absztyfikant ujrzał młodą artystkę, padał przed nią na kolana. Odwiedzał swą miłość codziennie, obdarowując najdroższymi czekoladkami, za które niejedną rodzinną pamiątkę musiał zapewne zaprzedać. Nie wiadome było, czy odgadła zamiary ojca i młodzieńca, zawsze postępowała w ten sam sposób. Zaciągała ich na długie spacery w dziki las, pozwalała na płomienne wyznania, uciekała przed czułymi gestami. Cały ten proces nie trwał długo, pewnego dnia cierpiący, ale przecież nie przez odrzucenie względów, młodzieniec odwiedzał rodziców, stokrotnie przepraszając, zapewniając, że ich córka jest wyjątkową istotą, aż on, przez swoją przyziemność, nie czuje jej się godzien. Czas mijał, rodzice zaniemogli, odmienność córki pogłębiała się. Napadały ją stany, w czasie których oczy błyszczały, przestawała jeść, nocami wygrywała melodie, pachniała lasem, nie reagowała na jakiekolwiek próby złapania z nią kontaktu. Matka obmyśliła misterny plan zniszczenia skrzypiec, ojciec błagał, by udała się do klasztoru. Wybawienie pojawiło się wraz z młodym, a już odnoszącym sukcesy, urzędnikiem, który przybył do miasteczka. Urzędnik ten nie unikał kontaktów z kobietami, szczególnie cielesnych. Po niecałych paru miesiącach rozkochał w sobie każdą niewiastę, panienki z ledwie dostrzegalnym biustem, jak i szczęśliwe mężatki w sile wieku. Nie stronił od uciech z nimi, co zmieniło spotkanie z prawdziwie anielską istotą. Pierwszy raz ujrzał ją podczas gry na skrzypcach w środku lasu - nuciła i obracała się wkoło, cała w bieli. Zagaił rozmowę i choć ani razu jego wysiłki nie zostały docenione, ani uhonorowane miłym słowem, ani słowem w ogóle, towarzyszył jej każdego popołudnia, przybiegając prosto z pracy w dziki las. Trwało to jakiś czas, ona przywykła do jego towarzystwa, zapachu, który przynosił - kawy, stert papierów, do tych oczarowanych spojrzeń. Pewnego deszczowego dnia, kiedy uznał wędrówkę w las za bezcelową złożył wizytę w maleńkim, leśnym domku. Wyznał gorącą, szczerą miłość, poprosił o dwa miesiące w ciągu których gotów jest zbudować prawdziwy pałac, na jaki jego wybranka zasługuje. Rozradowana matka odetchnęła z ulgą za wszystkie lata niepokoju, który zapoczątkowała żywić już spoglądając na śnieżnobiałą istotkę w kołysce. Ucałowała znienawidzone skrzypce, wręczyła córce, graj!, zażądała, szczęśliwy to dzień! Radości nie było końca, urzędnik rozradowany ochoczym przyjęciem promieniał jak mały chłopiec, który otrzymał upragniony prezent. Jedynie ona milczała przez cały czas, zdawała się błądzić w sferach odległych, pełna ironicznej pogardy dla tych przyziemnych radości. Kiedy przypomniano sobie o niej i z trwogą zapytano o opinię, zamilkła, odłożyła smyczek, bezwzględnie przerwała muzykę. Spojrzała tylko na rozkochanego w niej mężczyznę, pierwszy raz tak ludzko, świadomie. Poderwała znów smyczek, zaczęła tworzyć, obracając się ze skrzypcami przyciśniętymi na ramieniu. Ponieważ dźwięki były radosne, pozbawione trwogi, czy nienawiści, cała trójka odetchnęła z ulgą, uznając to z dobrą monetę i poczęli się prawdziwie radować. Przez wszystkie te lata kochał ją tą samą gorącą, nastoletnią miłością, z pasją, od tego uczucia zapalał się od środka. Z natury skory do awantur, lubujący się w rozwiązywaniu spraw siłą, głośny, aż w prymitywny sposób, miękł pod jej nieuważnym spojrzeniem, wierząc, że było ono przeznaczone dla niego. Odkrywał w

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych