Wróć do katalogu

Nigdy będzie dzisiaj (cz.1)

Co ci będę mówić...

mother-earth, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie chcę byś myślał, że to było umyślnie... Wiesz, ja w ogóle nie chciałam...nie chciałam by tak się stało, mimo że ja chyba... Trzask. Ja chyba naprawdę nie chcę... nie chcę już dalej tego ciągnąć. Oddech. Nie miej mi tego za złe. Przemyślałam pewne sprawy... Drgnienie głosu. Skrzypienie drzwi. Nie dzwoń do mnie. Ulga w głosie? - Koniec wiadomości. Następna wiadomość... Chłopak przewrócił się ciężko na bok i wbił oczy w sufit. Koniec. Tak. Ale nie wiadomości. Koniec moich złudzeń i marzeń. Koniec tego co nazywałem szczęśliwym zrządzeniem losu. Ciężko westchnął i podniósł się powoli z zagraconego łóżka. Musiał się podnieść. Nie tylko z powodu wrzynających się mu w plecy książek, rozrzuconych malowniczo po pościeli. W lodówce nie było nic oprócz kawałka sera, kilku starych oliwek i zmrożonej na lód pizzy. Zjadł wszystko. Wszystko jak leciało nie bacząc na to, że może wylądować znowu w szpitalu, wśród setek niedouczonych pielęgniarek wpychających mu na siłę lekarstwa. Tak jak wtedy, kiedy... Ale miał już to w zasadzie gdzieś. Starł łzę, spływającą mu leniwie z prawego policzka. A potem drugą. I jeszcze jedną. Powoli wyciągnął z szafki nóż.

***

- Co oni sobie myślą? Co oni sobie myślą! O nie, nie dam im tej satysfakcji! Nie !!! ... Przykurczony facet w brązowym garniturze popatrzył się z niesmakiem. - Weź, co to ma być?... weź się bardziej przyłóż do tego... Pamiętaj twoja bohaterka jest wściekła! Wściakła do cholery! Dziewczyna ze zrezygnowaniem siadła na tapczanie. Ów tapczan, ogółem mówiąc miał jakieś 20 lat i pamiętał zapewne czasy „Czterech Pancernych i psa” ale równie dobrze mógł być tylko stylizowany. W końcu reżyser był dziwnym człowiekiem, Majka była pewna, że godzinami szperał po antykwariatach w poszukiwaniu czegoś naprawdę oryginalnego. Oryginalność, tak, to była cecha reżysera. Miedzy innymi dlatego tkwi teraz w opustoszałej kamienicy, pełnej pajęczyn i starego tynku, bez oświetlenia, za to z jedną, starą kamerą. No cóż, zdarza się. - Pamiętaj, tworzę film, który zrewolucjonizuje polskie kino. Jestem artystą , zrobię z ciebie kogoś naprawdę ważnego. Będziesz pozowała do Gali, Vivy i innych komercyjnych pism, dziennikarze będą o ciebie zabiegać, rozumiesz? Wylądujesz u Wojewódzkiego, on cię ośmieszy, ale co tam, mam znajomego, on wszystko wyciszy, rozumiesz?... Nerwowe zaczerpnięcie oddechu. - ...Zobaczysz! Będziesz mi jeszcze dziękować, tylko zacznij wreszcie... Potok słów wylewał się coraz szybciej. W głowie Majki słowa zaczęły się mieszać, zlepiać w jedną bezkształtna masę dźwięków. Krew pulsowała w skroniach coraz szybciej. Palce nerwowo zacisnęły się na starej, wymiętoszonej klapie tapczanu. Uspokoić się. Tak. To dobra myśl. Majka oddychaj. Oddychaj. Oddychaj. -...Nawet nie wiesz ile ja wkładam w to wysiłku i pieniędzy, nie potrafisz tego po prostu zrozu... Spieprzaj stary idioto. -...wiem, nie masz talentu, nie masz powabu, ale to się zatuszuje... Majka uspokój się. - ... coś ci jest? No nic, w każdym bądź razie... Zęby zaciśnięte do bólu. Mięśnie zaczęły niebezpiecznie drżeć. -...na pewno nic ci nie jest Martynko?

-Zamknij jadaczkę zasrańcu!!!

Wrzask odbił się echem od ścian pokoju, kurz nerwowo zakręcił się w powietrzu. Drzwi, zatrzaśnięte z furią, zwisały teraz smętnie na jednym zawiasie. Zza framugi wychynęła jeszcze czerwona, upstrzona piegami twarz. - A tak w ogóle to nazywam się Majka, durniu.

***

- Coś podać? – warknęła sprzedawczyni. Majka ocknęła się z zadumy. Gapię się na lizaki już od kilku minut, stwierdziła ze zdziwieniem. - Coś pani podać? – wrzasnęła baba za kontuarem. - Na tej kartce jest błąd. Ortograficzny. Kobieta zamrugała i wykrzywiła twarz. Śliwkowy cień do powiek paskudnie osypywał się jej w zmarszczkach. - Jaki błąd? – wykrztusiła. Maja poprawiła włosy. A no taki, że się nie umiesz malować. - A no taki, że obniżka się pisze przez ż. Kobieta wywlokła się zza lady, podeszła bliżej i zerwała pożółkłą kartkę, przyczepioną do drewnianego kosza zieloną pinezką. Wpatrywała się przez chwilę, po czym z kieszeni nakrapianego fartucha wyjęła długopis (u nas kupisz najtaniej! głosił jaskrawoczerwony nadruk na skuwce) i zamaszystym ruchem przekreśliła r. - To podać coś? – warknęła - Bułki. Z sześć. I jak pani ma, to jak najświeższe. Sprzedawczyni podreptała do magazynu, oglądając się z niechęcią na jasnowłosą dziewczynę w długim, brązowym płaszczu. Komórka rozdzwoniła się najnowszym hitem Mezo. Majka patrzyła się ze zdziwieniem na numer. Czego może chcieć Justyna? Głupia świnia. - Słucham? Ciche pomruki. Płacz? - Justyna, jesteś? - Błagam przyjeżdżaj szybko na pogotowie, wiesz na te koło twojego uniwersytetu, Majka ja nie wiem jak to się stało, przysięgam, ale ... Pociągnięcie nosem. - ...ale Tomek próbował... próbował... Szybkie, bolesne uderzenia serca. Tomek. Tomek. -co?! Mów! – Majka złapała się za brzuch.

(ty zawsze tak reagujesz na stres córeczko...)

- ...próbował popełnić samobójstwo i...

Komórka wyleciała ze zdrętwiałej ręki Majki, głucho walnęła o posadzkę. Tomek. Próbował. Popełnić. Samobójstwo. Z magazynu wyszła wystraszona sprzedawczyni. Bułki potoczyły się po podłodze. - Nic pani nie jest? Mój Boże! Spokojnie, tylko spokojnie! Ma pani jakieś ataki czy co? Słyszy mnie pani? Proszę pani!!! - Nic mi nie jest... Majka powoli podniosła się z podłogi. Nie miała pojęcia kiedy upadła. Znikły wszystkie myśli. Oprócz...

(...próbował popełnić samobójstwo...)

- Jezusie kochany! Ale ma pani bladą twarz, coś się stało?

(...Majka ja nie wiem jak to się stało...) Młoda dziewczyna w brązowym płaszczu nerwowo potrząsnęła krótkimi włosami, podobnymi do jasnożółtej słomy w porze żniw. Nerwowo drgały jej wargi. Zerwała się z miejsca, złapała swoją roztrzaskaną komórkę, wybiegła ze sklepu. Kobieta w milczeniu patrzyła jak łapie pierwszą z brzegu taksówkę i drżącymi dłońmi próbuje otworzyć drzwi.

A drzewa śmiały się szyderczo. (a może to był tylko wiatr)

***

Tylko spokojnie. Przecież żyje. Chyba. On tylko próbował. Próbował, a to znaczy, że żyje. Ale to przeze mnie. Ale co ja takiego powiedziałam? Ja nie chciałam, żeby... żeby... Tomek coś takiego zrobił. Zareagowałam zbyt nerwowo. A właściwie po co do niego dzwoniłam? Może gdybym się nie nagrała, czy coś... - Pomóc pani? Majka podniosła głowę. - Tak... wie pani może, co się dzieje z tym... chłopakiem, co... Pielęgniarka patrzyła się przez chwilę na drzwi prowadzące do sali ostrego dyżuru. Westchnęła cicho, po czym usiadła na sąsiednim krzesełku. - To bardzo trudny zabieg, wie pani, stracił dużo krwi i takie tam. Z tego co słyszałam wykryto u niego jakieś chemikalia. A to, jak można się domyślić, niesamowicie komplikuje sprawę, wie pani, nie wiem co on tam zażył, w tej chwili trwa ekspertyza, ale sam fakt, że połknął coś takiego...No niech pani nie płacze... Otarła Majce łzę. - Może nie będzie tak źle. A ten chłopak ma w sobie dużo siły. - Trenował dżudo. - No widzi pani. Nie wiem czy jednak zdoła wytrzymać w ciągu najbliższej doby. Wtedy wszystko się wyjaśni. Proszę wrócić do domu, przyjść jutro. Siedzenie tutaj na nic się nie zda i tak pani nie wpuszczą. A teraz przepraszam, muszę spisać raport. Przeszła kilka kroków. Odwróciła się niepewnie na chwilę. - Niech się pani modli.

***

- Majeczka, to ty?! Justyna ledwo stała na swoich czarnych szpilkach. Opierała się jedną ręką na tablicy ogłoszeń. Makijaż rozlał się jej całkowicie, tworzył czarne linie od łez na policzkach. Majka nieprzytomnie podniosła głowę. Przysnęłam chyba. - Tak... co się stało? To ty... doniosłaś o tym wypadku? - Wiesz kochana, to było straszne – Justyna pociągnęła nosem – miałam mu zanieść materiały na sesję, bo go nie było i... nie otwierał, wiesz, myślałam, że go nie ma... wściekłam się, obiecał przecież być... wiesz, miałam już sobie pójść, gdy pod drzwiami... pod drzwiami... Majka miętosiła ulotkę (nowy środek na hemoroidy, już na zawsze się ich pozbędziesz, bez recepty) - ...zobaczyłam wodę. Przestraszyłam się, bo zalało mu mieszkanie, a przecież wynajmowane, wiesz, nie można tak... wywaliłam mu drzwi z pomocą sąsiada, wpadłam tam do łazienki i... i... - Dziękuję. Justyna uniosła brwi. - Za co? - Że zadzwoniłaś. A nie powinnaś. Majka wbiła wzrok w podłogę. Czujny wzrok koleżanki sondował ją uparcie. - Coś ty mu zrobiła? Tylko spokojnie. - Nie twoja sprawa. - Ah tak? - prychnęła Justyna – Dobrze wiem jak się wam układało. Tomek w niczym nie zawinił. Bo Cię niesamowicie kochał. Wiatr szumiał w korytarzu. Drzwi zamknięte na klucz. A za nimi odpowiedź na wszystkie pytania. Maja z trudem opanowała drżenie rąk. - Nic nie wiesz. Nie osądzaj. - Czyżby?! – Justyna z impetem zdarła kilka ogłoszeń,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych