Wróć do katalogu

Nijak

W dużym skrócie: obrazek z życia.

blejamichalopublikowano 30 listopada 20239 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pewnego dnia na naszym śmietniku zamieszkał pan, który nie miał nóg. Trzeba zaznaczyć, że doskonale tam pasował. Śmietnik był permanentnie przepełniony, w związku z czym po najbliższej okolicy walało się mnóstwo śmiecia. W bliskim sąsiedztwie działał osiedlowy sklep, w którym zaopatrywali się miejscowi pijacy. Był też murek, na którym owi pijacy siadywali, oraz brama, w której szczali. Pojawienie się menela na wózku było niczym wisienka na torcie. Menel jak to menel - nikogo o zdanie nie pytał, tylko przespał się w śmietniku raz, drugi, trzeci, a skoro nikt go nie pogonił, to został. Nikomu z mieszkańców się ten menel nie podobał, podobnie zresztą jak pijacy i syf który wokół siebie robili. Ani pijaków, ani menela nikt jednak nie próbował pogonić. Pijaków nie, bo możnaby przy okazji dostać po mordzie. Menela też nie, bo jak tu pogonić gościa bez nóg? Nijak. Nasz menel różnił się od innych meneli nie tylko brakiem nóg, ale też tym, że dość dobrze posługiwał się językiem polskim i że był chudy. Większość znanych mi z widzenia meneli jest gruba. Można to chyba uznać za jakiśtam wyznacznik europejskiego dobrobytu. Elokwencja pana bez nóg nijak nie sprawiła, żebym miał ochotę nawiązać z nim znajomość. Raz czy dwa zaczepił mnie o szluga, dowiedział się że nie palę i tyle było naszych kontaktów. Kiedy mijałem go wynosząc śmieci, unikałem kontaktu wzrokowego, a on nie robił niczego, aby mój wzrok przyciągnąć. Podobnie jak sąsiedzi, wolałem, żeby go tam nie było, ale mnie również byłoby głupio pogonić gościa bez nóg. Minął maj, potem czerwiec. Stało się jasne, że pan ze śmietnika nigdzie się nie wybiera. Zadomowił się, zakolegował z okolicznymi zbieraczami złomu, a ci przynieśli mu na śmietnik materac, zapewne zabrany z innego śmietnika. Wokół materaca pojawiały się ubrania, jedzenie i inne przedmioty, których nie byłem w stanie zidentyfikować. Nasz menel powoli, acz konsekwentnie, wił sobie gniazdko. Raz ktoś podbił mu oko, ale poza tym nikt raczej nie zakłócał jego egzystencji. Czerwiec zamienił się w lipiec, lipiec w sierpień i tak dalej. Na wysokości października rozpoczęła się opóźniona o kilka lat przebudowa drogi dojazdowej, przy której stał śmietnik. Wiatę zburzono, kontenery przeniesiono w inne miejsce, więc pan ze śmietnika przeniósł się do bramy. Trzeba tu zaznaczyć, że jakkolwiek miał w zwyczaju robić wokół siebie straszny syf, to miała ta przeprowadzka jeden plus - pijacy z murka przestali w tej bramie szczać. A przynajmniej ograniczyli szczanie na tyle, że przestało tam permanentnie śmierdzieć moczem, choć - oczywiście - zaczęło śmierdzieć menelem. Przebudowa miała trwać około roku. Ludzie zaczęli zadawać sobie nawzajem dwa pytania. Pierwsze: czy beznogi menel mieszkający w bramie to już nie jest lekka przesada. Drugie: czy jak się zrobi zimno, to nam ten pan nie weźmie i nie umrze. Był na osiedlu człowiek aspirujący do roli lidera społeczności. Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i porozmawiać z menelem. Dowiedział się wówczas między innymi, że w odróżnieniu od klasycznych meneli pan ze śmietnika ma dochód, a konkretnie rentę powiązaną z brakiem nóg. Lider społeczności usiłował przekonać go, żeby zgłosił się do jakiegoś przytułku i zawinął z naszej dzielnicy, niestety bezskutecznie. Usłyszał, że tu, na tym śmietniku, nasz beznogi menel nareszcie czuje się wolny i że z własnej woli z tego uczucia nie zrezygnuje. Muszę przyznać, że nawet go trochę rozumiałem, co jednak nijak nie zmieniało faktu, że wolałbym, żeby sobie poszedł. Czy raczej pojechał. Nastał listopad i - jak można się tego było spodziewać - zrobiło się zimno. Pan ze śmietnika zniknął. Mnie i moją dziewczynę niespecjalnie interesowało co się z nim właściwie stało, ale zdarzało nam się spekulować na ten temat, głównie w celach rozrywkowych. Najbardziej prawdopodobne wydawało się, że jakaś straż miejska czy inna policja przypomniała sobie, że jeśli człowiekowi grozi śmierć z wychłodzenia, to można go zawieźć do odpowiedniego ośrodka nawet wbrew jego woli. Piszę "odpowiedniego ośrodka", bo nie mam bladego pojęcia,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych