Wróć do katalogu

Nika

Krótka historyjka z blokowego żywota.

DoktorUboot, opublikowano , 7 min czytania, 1,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Posiłek do pracy przygotowuję sobie wieczorem. Najczęściej ryż z kurczakiem, czasami zabieram jabłko. Odchudzam się. Jeśli tylko mogę, wstaję bardzo wcześnie. Nie dlatego, że muszę albo lubię. To kwestia bezpieczeństwa.

Tego feralnego dnia zerwałem się z łóżka na długo przed świtem. Było jeszcze zupełnie ciemno. Włożyłem jedzenie do plecaka, zapiąłem szczelnie czarną kurtkę, nałożyłem na głowę kaptur. O tej porze blok wydawał się być jeszcze pogrążony w głębokim śnie. To oczywiście mogły być tylko pozory. Na wszelki wypadek przyłożyłem jeszcze ucho do drzwi wyjściowych z mieszkania. Cisza na klatce schodowej mogła zwieść naiwnego, ale nie mnie. Przez lata życia tutaj, nauczyłem się wychwytywać z niej całą masę najdrobniejszych nawet szmerów. Każdy z nich mógł być zapowiedzią nadchodzącego zagrożenia. Biały szum lamp jarzeniowych, kostyczny zgrzyt stalowych linek windy, ciężkie westchnięcie zapowietrzonych instalacji - wszystkie te odgłosy to tylko nic nie oznaczające zwykłe blokowe dźwięki. Trzeba uważać na te najgorsze. Cichy zgrzyt przekręcanej klamki w czyimś mieszkaniu, głuche tąpnięcie kabiny w szybie windowym, ciche odgłosy kroków - każdy z nich może sprawić, że koszula na plecach zrobi się mokra w sekundę.

Dla pewności poobserwowałem jeszcze z okna opustoszały parking pod blokiem. Ciemno i pusto. Uśpione i pokryte mgiełką rosy samochody przycupnęły do asfaltu. Nieliczne drzewa rosnące na tym osiedlu niemal niezauważalnie kołysały się na słabym wietrze. Już miałem opuścić róg firanki, gdy zza rogu wyłoniła się przygarbiona ciemna postać. Pewnie spóźniony na tramwaj. Schował dłonie w kieszeniach kurtki i ze schyloną głową dreptał przed siebie w kierunku przystanku w towarzystwie swojego bardzo długiego cienia wywołanego przez okoliczne latarnie, emanujące mdławym, żółtym światłem. Szybko ponownie zniknął gdzieś w mroku.

Trzeba już iść.

Powoli wyszedłem z mieszkania. Bezszelestnie zamknąłem drzwi na klucz. Jeszcze jeden głęboki nasłuch. Cisza. Ruszyłem w kierunku schodów. Zszedłem z pierwszego piętra na parter. Stopień po stopniu, powoli, bez pośpiechu, niczym szkolony wiele lat ninja.

Przeniknąłem jak duch przez wiatrołap ze skrzynką na listy najeżoną powtykanymi w nią reklamami pobliskiej pizzerii. Jedna z jarzeniówek dożywała ostatnich chwil, mrugając do świata na pożegnanie. Pozostało tylko pokonać ten cholerny tunel, przeszywający na wylot blok w poziomie parteru i zabezpieczony z dwóch stron stalową kratą w kolorze grafitowym. Kiedyś zbierały się w tym tunelu pijaczki, więc wspólnota wymyśliła kraty. Pijaczki zniknęły - poczucie, że mieszka się w obleganej twierdzy zdecydowanie się spotęgowało. Cóż zrobić.

Po wyjściu z klatki skierowałem się w prawo, w stronę parkingu. Tam ostatnio było spokojniej, choć gwarancji nikt nam nie da nigdy.

Jak się za chwilę miało okazać, to był poważny błąd.

Szybko doszedłem do kraty. Złapałem za lodowatą od nocnego chłodu klamkę i już miałem dać krok następny, gdy zobaczyłem JĄ.

Ubrana w adidasy, rozciągnięty szary dres i pikowany ciemny bezrękawnik, stopiła się z otoczeniem w sposób niemal idealny, choć stała tuż pod akurat wściekle rozświetloną latarnią. Mistrzyni kamuflażu. Nawet iskrząca się platyna spiętych w koński ogon włosów nie rzucała się przesadnie w oczy. Co ciekawe, początkowo w ogóle mnie nie zauważyła. W prawej

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych