Nikt się nie dowie
Monika wiodła spokojne życie dopóki nie zaczęła spotykać się z Arkiem... Arek to chłopak z dobrego domu, któremu w życiu nic nie brakuje... Jemu bratu też... jednak gdy Natan poznaje nową dziewczyne Arka, wszystko sie zmienia...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ 1
- Co, już jedziesz? – Basia stała w drzwiach domu i patrzyła jak Arek wsiada do swojego autka.- Nie za wcześnie? Zaczynasz dopiero... -Doskonale wiem, o której zaczynam pracę- uciął krótko. - A wiec?- Bratowa nie dawała za wygraną. - Może ją spotkam... Dawno jej nie widziałem... Delikatny rumieniec wstąpił na jego twarz. - Z tego, co wiem, to ona nie za bardzo za tobą przepada... - No i co z tego - oburzył się - ważne, że ja ją lubię! - Niby tak, ale gdybyś był dla niej milszy... To się robi powoli nudne... - Co wtedy? Co wtedy? Przestań się wreszcie wtrącać! Idź męża pilnować lepiej - zirytował się. Łatwo jej powiedzieć. „Gdybyś nie był taki złośliwy.” Tylko, że ja inaczej nie umiem. Bratowa weszła do domu. Masz cholerną rację, pomyślał. Arek znał Monikę już ładnych parę lat, ale cały ten czas ograniczał się do ciągłych zaczepek i dokuczań. Od niewinnych złośliwych min po jeszcze gorsze gesty czy zachowania. Raz czy dwa nawet ze sobą rozmawiali, a raczej wrzeszczeli na siebie. Taka kłótnia z byle powodu, to o nazwanie jego psa wstrętnym kundelkiem, czy coś podobnego. Monika nie wiedziała nawet, czy Arek zna jej imię. Don Arek- ten facet często ją przerażał... Był tak nieprzewidywalny jak pogoda w górach, tak, więc nie opuszczała jej radość, gdy przez dłuższy okres czasu go nie widziała. Jak można się spodziewać to działało w dwie strony. Ona irytowała go na maksa. Zwłaszcza te cztery, czy pięć lat temu, gdy wszędzie było jej pełno. Podczas jednego dnia widywał ją pięć tysięcy razy, to tu to tam! Nigdy w tym samym miejscu. Uwielbiał jej dokuczać, bo w jego mniemaniu robiła wszystko żeby go denerwować. Mimo, że mieszkali daleko od siebie, to codziennie bywała w okolicy jego domu. Doskonale pamiętał jak gonił za nią kładem. Miała wtedy taką przestraszoną minę, rozmarzył się. O, albo jak ją tyle razy ochlapał wodą z kałuży jadąc samochodem... Z czasem zdał sobie sprawę, że go nawet to bawi, a nie tak jak kiedyś – złości. Pojawiło się też uczucie, którego tak do końca nie rozumiał... Zaczął się nią coraz bardziej interesować. Wiedział o niej więcej niż mogłaby przypuszczać. Nie pomylił się ani trochę. Zbliżał się już do okolic jej domu, kiedy zobaczył Monikę stojącą na przystanku autobusowym. Zaczął się jej uważnie. Dumna jak zawsze na mój widok, stwierdził z przekąsem. Widziała go już z daleka, spuściła wiec głowę licząc, że chociaż tym razem obejdzie się bez chamstwa w czystej postaci. Bmw zaczęło zwalniać. Podniosła głowę. Kolejny atak, wściekła się. Co tym razem? - Co mała, wybierasz się do miasta?- Spytał, jak się okazało wyjątkowo przyjaźnie. - Nie twój interes- odparła nieco zmieszana. - Ej, daj spokój. Dajmy sobie na wstrzymanie po tylu latach, co? Zakopmy wojenny topór- zaśmiał się. Tak, brzmiało to bardzo głupio, ale... szczerze. Może właśnie, dlatego się tak zmieszała. Chyba źle go oceniała, posiadał jakieś ludzkie odruchy. Serce Arka w jednej chwili napełniło się świetlistymi promieniami szczęścia. W ostatnim czasie chciał się do niej zbliżyć, teraz miał najlepszą okazję ku temu i wiedział, że jeśli któreś z nich przerwie teraz tą wątłą nic porozumienia to z miejsca zabije. - No dalej Monia, siadaj- nalegał. – Zaoszczędzisz czas i pieniądze.- Bał się, że może usłyszeć odmowę. Nic takiego nie padło z jej ust. Ona widząc dziwny wyraz malujący się w jego oczach, bała się odmówić. Miała wrażenie, że jeśli tego nie zrobi, to może coś stracić... Zawsze warto spróbować, a nóż ma rację i warto zaryzykować? Wsiadła do samochodu. Uśmiechnęła się. - Czy możemy wreszcie zacząć od początku? Kiwnęła głową, zgadzając się. - Arek- podał jej rękę. - Monika- odwzajemniła gest. Odjechali.
ROZDZIAL 2
-Kawa?- Pytanie Arka przerwało niezręczną ciszę w samochodzie. - Szczerze mówiąc żadne z nich się nie spodziewało, że będą się ze sobą czuli tak obco... -Yyyy... Co? Przepraszam zamyśliłam się. - O czym... Nie ważne. Pytam, co byś powiedziała na kawę? Na kawę...-powtórzyła bezmyślnie -Tak. Wiesz ja, ty, stolik, kelner, dwie filiżanki...-zażartował nieco bardziej niż ironicznie. - Nabijasz się ze mnie? Głupia nie jestem.
- Na blondynkę też mi nie wyglądasz. - Więc mnie za nią nie bierz- zirytowała się.- Możesz jechać szybciej? Naprawdę się śpieszę. - Nie przyspieszył. Wręcz przeciwnie, zwolnił jeszcze bardziej sam nie wiedząc dlaczego. Bawiło go to. - Zatrzymaj się, wysiadam. - Hej, wyluzuj. - Nie!!! Mam cię dosyć! Jesteś wstrętny! Po co się zatrzymywałeś? Żeby znów ze mnie zadrwić? - Nie, przepraszam. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Naprawdę. - Tylko, dlaczego ja ci nie wierzę? Wiesz, udało ci się znów mi dokopać! Myślałam, że mogę ci uwierzyć. Pomyliłam się, ludzie tacy jak ty nigdy się nie zmieniają. Zatrzymał samochód. Spieprzył to na całej linii. Tak bardzo się starał, żeby nie zepsuć i rzecz jasna popsuł. - Monika, przepraszam. To... nie tak miało wyglądać... Ja...no nie chciałem - uśmiechnął się do niej najpiękniej jak potrafił, ale ją to w tym momencie najmniej obchodziło. Czasami jedno słowo wypowiedziane w niewłaściwej chwili, zła intonacja, jedno zachowanie niszczy wszystko w zalążku. Zjechał na pobocze, ale nie pozwolił wysiąść. Nie wystarczało mu już straszenie jej klaksonem lub poprzez mijanie w ostatniej chwili. Te dziecinne zaczepki były do niczego. Teraz chciał czegoś więcej. Spojrzał na nią. Jeszcze takiej wściekłej jej nie widział. Nie wiedział co powiedzieć, bo nie chciała słuchać. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bezczelnie postąpił zapraszając ją do środka, oferując pomoc, a potem jednym zdaniem dokuczając. - Co mi jeszcze powiesz? Jeszcze ci mało? Ze wszystkich tak drwisz? Wszystkim tak dokuczasz, czy tylko mi? To boli... - Jest taka śliczna jak się złości, uśmiechnął się do swoich myśli i niemalże natychmiast tego pożałował. Dostrzegła wyraz zadowolenia na jego twarzy i jak każdy w takiej sytuacji odebrała to jako szczyt zuchwałości. Z rozmachem otworzyła drzwi i wysiadła. - Nienawidzę cię- rzuciła na do widzenia. Ruszyła w stronę najbliższego przystanku. Usiadła na ławce, na której brakowało deski. Jest podły, pomyślała. Spojrzała na pęknięty wyświetlacz swojej komórki aby sprawdzić godzinę. Szła wtedy do sklepu. Pisała esemesa już nie pamiętała do kogo. Nagle zza jej pleców wyłonił się rozpędzony samochód. Łatwo się domyśleć kto to. Był z jakimiś dziewczynami i chyba swoim kuzynem. Wszyscy patrzyli na nią i zataczali się ze śmiechu. Gdy podnosiła telefon z ziemi , drwiną dorzucił, że coś jej chyba upadło. Czy to się kiedyś skończy? Czy ten chłopak widzi coś za czubkiem własnego nosa? Kiedyś jego zaczepki jeszcze jej się podobały. Teraz nie było w tym nic zabawnego. Dochodziło południe. Wsiadła w najbliższy autobus jaki mógł ją zawieźć tam gdzie chciała. Żałowała, że nie zrobiła tego od razu.
Długo po tym siedział w aucie na parkingu. Był wściekły. Walnął pięścią o kierownicę. Trzeba było iść do pracy.
ROZDZIAŁ 3
Tarcza zegara wskazywała trzydzieści dziewięć po ósmej wieczorem. Trzaśnięcie drzwiami, zaraz za tym następne i następne. Ostatni huk oznajmił wejście Arka do własnego pokoju. Po chwili drzwi otworzyły się ponownie. Ukazała się w nich szczupła kobieta z małym dzieckiem na rękach. Jej długie blond włosy były związane w kucyk. - Mógłbyś zachowywać się ciszej? Sam tu nie mieszkasz. Kołysała trzymiesięczne maleństwo na rękach, próbując je uspokoić. - Wyjdź stąd i ucisz tego bachora. Kobieta popatrzyła na niego z pogardą. - Nie poznaję cię- wyszła. Arek podszedł do okna. Pierwszy raz żałował, że w ogóle wyszedł z domu. Oparł się o ścianę. Zawsze dostawał to, czego chciał. Jako jedynak, oczywiście w pewnym sensie, bo miał dużo starszego, przyrodniego brata, przywykł do takiego traktowania. Dostawał wszystko co najlepsze, nie zawsze mówiąc „dziękuję”. Nigdy mu niczego nie brakowało, mówił tylko „chcę” i już to miał. Nadszedł czas, kiedy rozpieszczony syn swoich rodziców wyfrunął z rodzinnego gniazdka w centrum Legnicy. Wraz z bratem i jego rodziną zamieszkał na obrzeżach miasta. Nie znosił widoku lepszych od siebie. To on zawsze maił stać na podium. Jego pewność siebie potrafiła przyprawić o mdłości; zawsze miał racje, nawet wtedy kiedy jej nie miał to też ją miał. Wybujałe ego sprawiało, że patrzył na wszystkich z góry z wrednym wyrazem wyższości. Inni często równali się gorsi. W porywie wściekłości zwalił z okna doniczkę. Siła uderzenia o podłogę sprawiła że, rozleciała się w drobny mak, rozsypując ziemię. Zielona łodyga rośliny przełamała się na pół. - Arek co się dzieje?- Do pokoju wszedł Natan, jego brat. - Nic ci do tego. Wyjdź- uciął krótko. Natan zamiast wyjść, wszedł do środka. - Nie póki tu mieszkasz. To mój dom, nie zapominaj o tym. Zamknął za sobą drzwi. Przysunął krzesło bliżej łóżka, usiadł. Arek wiedział, że teraz tak łatwo się go nie pozbędzie. To dobrze. Tylko jemu tak naprawdę ufał. Potrzebował się komuś wygadać, na Natana mógł zawsze liczyć. -Więc? Piłeś prawda? Bez powodu się tego nie robi... Wypił trochę więcej niż trzy piwa. - Nic. Wydaje ci się. - Nie, znam cię i widzę, że coś nie gra. Westchnął z potwornym bólem serca. - Popsułem wszystko. Na dobre. Opowiedział mu wszystko, omal nie płacząc. Chciał się tylko zakolegować, skończyć z tą dziecinadą. Obiecał sobie, że teraz już wszystko będzie w porządku. Z tym, że teraz nie będzie już tak łatwo. - Ona mnie nienawidzi. Sama mi to wykrzyczała, prosto w twarz...-umilkł.-To było widać w jej oczach. - Dręczyły go przeróżne wizje. Najwięcej było takich, w których miał już nigdy więcej nie zobaczyć. Przestał kontrolować swoje uczucia. Nie potrafił stwierdzić kiedy zapragnął się do niej zbliżyć. - I co ja mam ci powiedzieć? - Ja tylko chciałem rozładować napiętą sytuację. To miał być taki niewinny żarcik... - Ale wyszło zupełnie inaczej. W sumie to wcale się nie dziwię, że tak się stało- uśmiechnął się krzywo. - Tylko tyle mi powiesz?- oburzył się zawiedzony, który widocznie oczekiwał jakiegoś złotego środka. - A co mam ci powiedzieć? Że ją to również bawiło, że powinna ci się rzucić na szyję? Zapomnij, na razie tak będzie lepiej. Nie ta, to będzie następna- skwitował. Wyszedł i zostawił go samego.
ROZDZIAŁ 4
Monika położyła się na łóżku. Włączyła cichą muzykę, pozwalającą zrelaksować się. Hm... w końcu chwila wytchnienia. Właśnie wróciła z pracy i była wykończona. Na zewnątrz panowała potworna spiekota. Upał był nie do zniesienia, prawie 39 stopni w słońcu. Upalne lato doskwierało w pełni. Drzewa pokryte zieloną soczystą pierzynką liści, urozmaicały krajobraz okolicy, dawały cień i schronienie ptakom. Ciepłe dni i nieco chłodniejsze noce. Deszcze padały po zmroku co najmniej dwa razy na tydzień, ale zdarzały się także lokalne burze. Zupełnie tak, jak kiedyś, przed pięciu laty. Wtedy to się działo, pomyślała i wzięło ją na wspominki. Prowadziła beztroskie życie jak większość dzieciaków w jej wieku. Zimą większość czasu spędzało się w domu, ale nie latem. Wspólne wypady na rowery z przyjaciółmi, basen, siatkówka... Zawsze znalazło się jakieś zajęcie aby się rozerwać. Teraz natomiast było zupełnie inaczej. Skończyły się te piękne lata, w których nie trzeba było się przejmować jutrem. Rodzice zapewniali jej utrzymanie i opiekę, ale teraz była już dorosła. Chociaż nadal z nimi mieszkała to już sama o siebie dbała, pracowała i zarabiała na swoje utrzymanie. Z Mariolą znała się niemalże od zawsze. Jeśli dobrze pamiętała to poznały się jeszcze w przedszkolu, czyli wieki temu. Obiecała jej, że ja odwiedzi niedługo. Pewnie pójdą na spacer. To by mi dobrze zrobiło, zapewniała samą siebie. Trasa każdego spaceru na jaki by się nie wybrały musiała przebiegać koło domu Arka. Czy to do parku, czy nad staw prowadziła tylko jedna droga. Obcowanie z kimś bliskim, kto potrafi zrozumieć jest jak skarb. Tylko, że ona bał się kolejnego starcia z tym okropnym, nie widzącym świata poza sobą, człowiekiem. Już dawno nauczyła się nie przejmować jego zachowaniem, ale to zawsze bolało, uraz pozostawał zawsze większy. Zwłaszcza po tym ostatnim incydencie postanowiła skończyć z tym raz na zawsze i zapomnieć. Tego było już za wiele. Kiedyś się jeszcze zastanawiała jakby to było, gdyby udało im się zaprzyjaźnić, jednak teraz było już na to definitywnie za późno. Bezczynne siedzenie w domu wydało się jej w jednej chwili bezsensowne. Kierowana nagłym impulsem, mimo zmęczenia wstała i wyszła naprzeciw Marioli, która miała ją odwiedzić tego popołudnia. Zapragnęła aby jej życie znów wyglądało tak beztrosko jak kiedyś.
Barbara wciąż jeszcze milczała. Fakt faktem - miała ku temu powód. Przez cały ubiegły tydzień omijała go jak tylko mogła. Wściekłość za chamskie zachowanie nie ustępowała. On sam chodził jak struty, po części potulny jak baranek. Narozrabiał wczoraj wieczorem i dręczyło go poczucie winy. Ostra impreza w domu, gdzie są małe dzieci nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zaprosił kilku kolegów z pracy oczywiście z czymś mocniejszym w zanadrzu. Wypili trochę więcej niż troszeczkę i męczył go niemiłosierny kac. Basia była więc na niego zdenerwowana, bo nawet nie raczył wspomnieć o domniemanym spotkaniu towarzyskim, jakie sobie urządził. Jak się później okazało tylko ona miała o to pretensje. Jej mąż wysłany aby rozgromić towarzystwo, szybko zmienił zdanie przyłączając się do ekipy dowcipkując i popijając z nimi. Arek zawsze podziwiał swojego brata, ten tak szybko potrafił dojść do siebie, nawet po największym pijaństwie. Tymczasem on ledwo stał na nogach. Czuł się fatalnie. Bolała bo głowa, męczyły dziwne myśli. Nie mógł pozbyć się ze swojej świadomości Moniki. Pojawiała się w jego snach, w marzeniach. Zastanawiał się kiedy ją zobaczy, jak będzie wyglądało ich następne spotkanie... Czy ona w ogóle jeszcze zechce mnie znać? Płacz niemowlęcia w pokoju obok ucichł, dziecko widocznie zasnęło. Zamiast wrzaskliwego lamentu rozległo się ciche pukanie. Jak bardzo chciałby żeby tam stała... Pomruk zamienił się w nieco głośniejsze stukanie. - Arku, jesteś tam? Ocknął się. - Tak. Proszę wejdź. - Wiesz... Nie wszystko jeszcze stracone. Nie zniechęcaj się tak łatwo... i wyjdź przed dom! Tylko szybko- mówiła podniecona, w pośpiechu- pośpiesz się. - Przepraszam za wczoraj- wybąkał. - Nie szkodzi. Pogadamy o tym kiedy indziej. Tylko teraz niczego nie zepsuj. Nieco zaniepokojony rozweselonym zachowaniem
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil WingsOfDarknesS
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…