Noc wichrów
Fragment "Sycylijskiego pioruna"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stałam przed dworcem kolejowym, szarpana opętańczym wichrem. Wściekłe podmuchy wichury poniewierały po placu strzępy gazet, toczyła się z brzękiem jakaś puszka po konserwach i blado świeciły potopione w kałużach latarnie. Nad dachami domów zawodziło żałośnie, jakby zbłąkane dusze prosiły o jałmużnę, przy wtórze uderzającego z południa fenowego wiatru. Padał śnieg przemieszany z deszczem i cała byłam przemoczona od jesiennej zawieruchy. Dudniły po wyludnionym dworcu echa bezdomne, coś we mnie pękało... Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie pytać innych o radę. Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, gdzieś przecież w końcu dojadę. A może na niebieskie trasy nie trzeba biletu? Usiadłam na ławce w pustej dworcowej poczekalni i zdjąwszy buty, podkuliłam pod siebie nogi. Od kaloryfera biło ożywcze ciepło, położyłam na nim zziębniętą rękę, ale serca nie dałam rady. Na dużym elektrycznym zegarze nad drzwiami przeskoczyła kolejna minuta. Zbliżała się północ, za kilkanaście minut noc się miała przełamać na dwie polowy... Każdy przełom nocy nowy dzień zaczyna, siedzi w poczekalni niczyja dziewczyna. Patrzyłam obojętnie na przesuwające się za szklaną ścianą pociągi, zrzędziły przy hamowaniu marudnie. Słuchałam wwiercającego się w uszy zgrzytu szyn i czekałam, aż ucichnie jękliwie zawodząca skarga.
Stanął w drzwiach poczekalni i lustrował wszystko niby obojętnym spojrzeniem. Usiadł naprzeciwko, kiedy mnie samotną zobaczył i udawał, że na mnie nie patrzy. Zarośnięty był, złachmaniały, może miał lat trzydzieści, a może sześćdziesiąt. Bezdomność równa, sprowadza do parteru śmietnika. Niemiłosiernie śmierdział brudem wieki niemytym. Przez chwilę siedział spokojnie, a później włożył rękę do kieszeni i zaczął to robić. Pomyślałam beznamiętnie, że przypuszczalnie ma dziurawą kieszeń i patrzyłam na niego znużonym wzrokiem. Coraz bardziej zasłuchany w siebie, być może nawet nie zdawał sobie sprawy ze swojego miejsca w czasie i przestrzeni, być może nawet był przez chwilę szczęśliwy. Nędzne szczęście bezdomnego człowieka, namiastka utraconego raju. Siedział potem oklapły, na wyświechtanych spodniach zaczęła mu się pojawiać w kroku mokra plama. Wyciągnął z kieszeni upapraną rękę, widocznie jednak miał tę dziurę w kieszeni. Nawet na niego specjalnie nie patrzyłam, spoglądał zawiedziony, że tylko tak na niego patrzę. Wstałam i spojrzałam na drzwi wejściowe, jakbym na kogoś czekała. Na kogoś, kto teraz zaraz przyjdzie, już idzie! I wtedy on wstał, i poszedł, i tylko chwiały się jeszcze za nim przez chwilę wahadłowe drzwi.
Siedziałam odrętwiała, ocknęłam się z martwoty, słysząc zapowiedź odjeżdżającego pociągu. Na zegarze z cichym pstryknięciem przeskoczyła kolejna minuta. Minęła północ i zdało mi się nagle, że czas szaleńczo ruszył do przodu. Zerwałam się i pobiegłam podziemnym przejściem na peron. Za dalą w dali znika dal, chwile o chwile trącają i tylko smutno, ludzi żal, że wciąż za mało się kochają. Czas niepowrotną płynie rzeką, łza? mi się zbiera pod powieką? I halny coraz mocniej wieje, chyba za chwilę oszaleję. Chodziłam po peronie, czekając na byle jaki pociąg. Byle jak, z byle kim, byle kiedy - Nieeeeeee... Krzyk udręczony, bezwiedny, rozlatywałam się cała, ludzie odsuwali się ode mnie przestraszeni, jakiś cień, jakaś tajemnicza postać biegła w moją stronę. Z głośników doleciały niezrozumiałe trzaski, zrozumiałam tylko końcówkę głosu. Odjeżdża z toru pierwszego przy peronie drugim, proszę zachować ostrożność i odsunąć się od torów. Spojrzałam nadlatującemu potworowi w oczy i skoczyłam pomiędzy płonące ślepia. Zawiodły przeraźliwym jękiem, zablokowane koła, przerażeni ludzie krzyczeli. Zerwały się niespodziewanie zamiecie, wichry nieziemskie. Zawirowała w nieposkromionym tańcu rozerwana czasoprzestrzeń. Jakiś cień, jakaś tajemnicza postać obok mnie przebiegła, niesamowita mocą utajoną. - Nie taka tobie śmierć pisana, nie taka - usłyszałam w przelocie. Ludzie potem mówili, że wyrzuciła mnie w powietrze jakaś nieludzka siła, że odrzuciła mnie z powrotem z torów na peron. - Co się pani stało? – pytali. – Co to było?! Niech pani nie wstaje! Cóż im miałam powiedzieć? - Nie wiem, co to było, nic mi się nie stało – wyjaśniłam zgodnie z prawdą, podnosząc się z ziemi. Nie patrząc na nikogo, oddaliłam się pospiesznie od zbiegowiska. - To podmuch tak ją do góry wyrzucił – słyszałam za sobą przejęte głosy. – Stała za blisko peronu i to podmuch - powtarzali w kółko, jakby samych siebie chcieli przekonać. Poczekałam na nocny tramwaj i wróciłam do domu.
O trzeciej nad ranem weszłam do pracowni, babcia czekała na mnie, siedząc na niebieskiej kanapie pod oknem. Jak zwykle elegancko ubrana, włosy pozwijane w platynowe pierścionki loków, w uszach kolczyki, dwie matowo połyskujące perły. Dystyngowana hrabianka, błękitna krew wysoko postawionego magnackiego rodu. - Anna Karenina – powiedziała na mój widok. Pożyczyła mi tę książkę ubiegłej zimy i wiedziała, że czytałam. Usiadłam obok babci na kanapie, położyłam jej głowę na kolanach i zaczęłam płakać. I wtedy ona położyła mi rękę na głowie, a później poszła do kuchni i przyniosła w garnuszku gorącego bulionu. Usiadła przy mnie z powrotem i patrzyła, jak piję. Przywierałam palcami, grzałam zziębnięte ręce o garnuszek, bo bardzo byłam spragniona ciepła. - Już, Berenike, w porządku? – zapytała. - Nie wiem, babciu, co to było. - Kamikadze – usłyszałam i nie wiedziałam, czy chodzi o boski wiatr, czy o…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Voyager
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…