Noc Wilka
Jim odkrywa że nocne koszmary nie są do końca tylko złymi snami
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wybiegł zasapany zza zakrętu czując, że długo już w tym tempie nie pociągnie. Nie miał już siły uciekać. Sam nie wiedział czy strugi potu płynące po jego twarzy były spowodowane zmęczeniem organizmu czy ogromnym przerażeniem. Nie wiedział nawet dokąd biegnie. Liczyło się tylko jedno….ujść z życiem przed tym czymś czego charczący oddech czuje już od ładnych kilku minut na plecach. Tysiące różnych myśli przebiegało mu przez głowę, m.in. ta, że dzisiejszy incydent to kolejny powód żeby choć trochę przystopować z tym cholernym piciem i włóczeniem się nocami po pubach. Ale fakt, iż po raz kolejny obiecał sobie, że ograniczy picie nie miał w tej chwili zbyt wielkiego znaczenia ponieważ w tej samej sekundzie kiedy dochodził do tego właśnie wniosku poczuł w okolicach łopatki okropny przeszywający całe ciało na wylot ból. Nie potrzebował zbyt wiele czasu żeby stracić równowagę i runąć na ziemię. Upadając bezwładnie poharatał sobie o chodnik całą twarz, a podobno kiedy pijany człowiek upada nigdy mu się nic stanie. Półprzytomny z nieustającym bólem w plecach i zalewającą się gęsta krwią twarzą spojrzał nad siebie przymrużonymi oczami. Mimo iż wylądował bezpośrednio przy samej latarni zrobiło się nagle całkiem ciemno. Szybko zorientował, że to coś stoi tuż nad nim i nie ma już żadnej ucieczki…
- Panie Wurn, czy byłby pan uprzejmy wziąć się w końcu za swoje obowiązki i przestać gapić się bezczynnie w ścianę? - Ech…tak szefie. Przepraszam miałem strasznie ciężką noc, nie spałem najlepiej. - Właśnie widzę, i z całym szacunkiem panie Wurn, ale nadal nalegam aby udał się pan do zakładowego psychologa. W przeciwnym wypadku nasza współpraca przestanie się w jakikolwiek sposób układać. A…i jeszcze jedno. Tylko ze względu na pana duże kwalifikacje udam, że nic nie widziałem kiedy wczoraj po pracy sprzątaczka znalazła pod pana biurkiem butelke po whisky. - O kurwa – wyszeptał Wurn. - Słucham?? - Szefie, strasznie przepraszam, to się już nigdy więcej nie powtórzy. Jeszcze dziś umówię się na wizytę, obiecuję. - Dobrze. A teraz niech pan wraca do pracy, a ja postaram się jak najszybciej zapomnieć o całym tym incydencie. - Jasne szefie i jeszcze raz przepraszam.
Parę minut temu Jim Wurn opuścił budynek swojej pracy. Miał dwadzieścia osiem lat i od pół roku pracował w chyba największej agencji reklamowej w Londynie Kirron Inc. Był naprawdę w tym dobry, jeszcze nikt w historii firmy po tak krótkim okresie pracy nie mógł pochwalić się tak dużą ilością reklam na billboardach i w telewizji co Jim. Powodowało to niemałe konflikty ze współpracownikami, których zżerała najnormalniej w świecie zazdrość. Teraz zmierzał prosto do domu, no prawie prosto. Jak zwykle po drodze zahaczył o sklep w którym głównym zakupem była butelka whisky. Wchodząc na klatkę cały czas myślał o tym o czym myślał przez calutki dzień. O nie śnie z poprzedniej nocy. Śnie, który był tak realistyczny, że rano obudził się zlany potem jakby ktoś wylał na niego wiadro wody. Mało tego, od rana nie dawał mu spokoju ból pleców, który z początku zdiagnozował jako zwykłe złe ułożenie ciała podczas snu. Teraz zaczynał z niedowierzaniem kojarzyć dolegliwość z raną jakiej nabawił się w koszmarze. Otwierając drzwi od windy w mgnieniu oka zapomniał o bólu pleców. W środku stało i patrzyło na niego swymi świecącymi ślepiami to samo stworzenie które goniło go we śnie. Problem w tym, że ze strachu nie był w stanie się ruszyć, a potwór z miejsca rzucił się na niego z rykiem odpychając go na ścianę… - Proszę pana, nic panu nie jest ??? Jim oszołomiony przetarł oczy i z niedowierzaniem zobaczył grupkę małych dzieci pochylających się nad nim. - Bardzo przepraszamy, tu na parterze jest zawsze tak ciemno. Nie zauważyliśmy pana wybiegając z windy. Śpieszymy się na boisko, dziś rozgrywamy mecz z sąsiednim osiedlem. - Rany dzieciaki, myślałem że dostanę zawału – z lekkim uśmiechem powiedział Jim – nic mi nie jest lećcie na ten swój mecz, ale następnym razem uważajcie troszkę bardziej. - Na pewno będziemy, do widzenia – odpowiedział jeden z chłopców podczas gdy reszta już stała przy drzwiach od klatki oczekując na swojego kolegę. Przez dłuższą chwilę stał w zupełnej ciszy nasłuchując jakichś podejrzanych odgłosów. Nic takiego jednak nie docierało do jego receptorów słuchowych. Wsiadł ostrożnie do windy myśląc o tym żeby jak najszybciej dostać się do mieszkania i napić czegoś mocniejszego. Jim zastanawiał się co do cholery wydarzyło się parę minut temu na dole, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Być może nadmierne picie w końcu doprowadziło już do tak trwałego uszkodzenia mózgu, że ma już halucynacje. Kilka chwil po przekroczeniu progu mieszkania siedział w fotelu w pokoju z butelką w ręku i słuchawkami na uszach. Nie miał nastroju do zabawy w jakiekolwiek szklanki czy kieliszki. Ręce i tak z nerwów tak mu się trzęsły, że nie byłby w stanie utrzymać naczynia. Czuł ogromną potrzebę relaksu, a jedynym sposobem jaki znał na odpoczynek było słuchanie muzyki. Im głośniejsza, cięższa i szybsza tym lepiej. Kiedy był młodszy i miał jeszcze małą grupkę znajomych uwielbiał chodzić na koncerty. Tam dopiero można było odreagować codzienne stresy. Teraz kiedy spalił za sobą już dosłownie wszystkie mosty nie miał ochoty chodzić na koncerty sam. Siedział sam w fotelu, dzień po dniu, słuchając album po albumie i opróżniając butelkę za butelką. I dziś było tak samo. Z jednym małym wyjątkiem…
Ocknął się gdzieś na ulicy wpatrzony w rozszarpane zwłoki leżące u jego stóp. Nie miał pojęcia co się stało. Facet był bez wątpienia martwy na co wskazywały obszerne rany szarpane brzucha i fragmenty mózgu wystające z pękniętej czaszki. Wszystko było tak cholernie niejasne, a on był totalnie oszołomiony. Zbierało mu się na wymioty kiedy przyglądał się jelitom porozrzucanym wokół bestialsko zamordowanego faceta. Kiedy zaczynał powoli dochodzić do siebie usłyszał dziwne sapanie, które brzmiało znajomo. Już raz słyszał ten dźwięk, we śnie. Dokładnie tak samo sapał stwór, który gonił go poprzedniej nocy. Rozejrzał się nerwowo, ale nikogo ani niczego w pobliżu nie zauważył. Nagle zwrócił uwagę na swoje dłonie. Serce zaczęło bić dwa razy szybciej, gdy zorientował się, że całe jego ubranie jest porozrywane i poplamione krwią, a jego ciało w niczym nie przypominało ciała Jima Wurna. Mało tego, wyglądało dokładnie jak coś co wypchnęło go z windy… - Co się tam dzieje?? Kto tam jest?? Co to za hałasy?? Jezus Chryste co… - tych kilka krótkich pytań było ostatnimi jakie wydobyła z siebie kobieta w średnim wieku wyglądająca z okna własnego mieszkania na pierwszym piętrze pobliskiego budynku. Jim nie mając żadnej kontroli nad swoimi ruchami wyskoczył na trzy metry w górę i jednym machnięciem ręki a raczej szpona pozbawił życia już drugą istotę w przeciągu kilku minut. Jego nadzwyczaj wyostrzony słuch namierzył kroki w pokoju obok co nasunęło machinalnie plan ucieczki, który Jim w mgnieniu oka zrealizował. Nie zeskoczył jednak na ziemie. Wdrapał się po ścianie budynku na sam dach i zaczął biec widząc cały Londyn z wysokości dziesiątego piętra. Z zadziwiającą lekkością przeskakiwał z dachu na dach i po paru minutach był już bezpośrednio nad swoim mieszkaniem, które znajdowało się w dzielnicy dość daleko położonej od miejsca całego zdarzenia. Kiedy dostał się do środka poczuł ogromne zmęczenie i z miejsca runął nieprzytomny na podłogę…
Obudził go dzwonek telefonu. Z początku zignorował hałas, ale rozmówca z drugiej strony słuchawki nie dawał za wygraną. Po dość długim czasie Jim doczołgał się do telefonu i odebrał - Halo, Jim?? Jesteś tam?? - Taa… - To ja Meg. Co ty robisz jeszcze w domu, wiesz która jest godzina??? - Nie oświeć mnie. - Rany, co to za ton?? Jest 8:40 a ciebie nie ma jeszcze w pracy jak zapewne zauważyłeś - O kurwa…szef się zorientował??? - Masz fart. Dziś będzie dopiero o 10:00, ma rano jakieś spotkanie i o ile żaden z twoich cudownych kolegów z pokoju na ciebie nie doniesie masz szansę zdąrzyć. - Zaraz dzwonię po taksówkę. - Pośpiesz się. - Meg ?? - Tak?? - Dzięki - W…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kirronik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…