Wróć do katalogu

Norweskie pieśni

Krótkie opowiadanie, dzięki któremu udało mi się wygrać konkurs literacki w szkole.

DreamCatcher, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zimne norweskie morze rozlewało swoje fale płasko, one zaś pozwalały sobie obijać się o skały z całą swoją siłą. Lodowata woda obejmowała głazy tworząc naprawdę majestatyczny widok, rozpryskiwały się na każdą stronę zostawiając po sobie ślad. Tylko niebo surowo spoglądało na ziemię, powoli przesuwając burzowe chmury w stronę brzegu. Latarnia, która wydawała się być samotną wbijała się w ziemię, odznaczając się swoją bielą, która nadawała kształtu całemu temu widokowi. „Będzie sztorm”- pomyślał Sebastian patrząc na morze. Nie był już młody, delikatne marszczenia pojawiały się już na jego skórze, która z czasem robiła się coraz mniej jedwabista. Niewielkie zmarszczki otulały jego twarz wokół oczy, ust i na wysokim czole. Na rękach było mnóstwo plamek różnego rodzaju. Pomimo tego, że urodził się w Norwegii jego karnacja była w kolorze Świerzego kakao. Jego głowę już dawno pokryły srebrzyste nici włosów, których ilość powoli malała. Najważniejsze jednak były oczy- zwierciadło duszy, były one ciemnoniebieskie jak morze, jednak tylko jedna osoba widziała w nich miejsca gdzie wkradał się delikatny błękit w kolorze rosy lub przejrzystej wody. Sebastian był latarnikiem od 30 lat. Wiele tutaj stracił, a także wiele się nauczył. Tutaj życie splątało mu wiele figlów. Właśnie w tej latarni witał nowe życie, a także żegnał stare, był to jego jedyny dom i właśnie tu chciał zostać do końca. Niewielka biała latarnia w Slåtterøy stała już tam jakieś 100 lat. Jej mury były grube i zimne oraz wykonane niezbyt dokładnie. W tych ścianach tętniła historia i życie. Dało się w nich wyczuć puls opowieści o życiu ludzi, którzy wskazywali drogę. Wewnątrz było pusto ściany były całe odrapane, starość dawała się we znaki. Na dole był niewielki tapczan przykryty stosem grubych koców, rama łóżka była czarna, obok stała zwykła lodówka, nie żadna najnowsza była niewielka i wyobijana. Do serca latarni prowadziły kręcone schody, to właśnie tam Sebastian spędzał godziny, wpatrując się w statki przypływające od portu. - Jestem!- Dało się usłyszeć dziewczęcy głos gdzieś na dole. To była Norah, wnuczka Sebastiana. Dziadek zszedł na dół i objął są. Byłą taka krucha i szczupła miała mniej więcej piętnaście lat. Jej karnacja była bardzo blada, blasku dodawały jej tylko oczy w kolorze norweskiej wody, takie same jak te dziadkowe. Policzki zawsze były delikatnie zaczerwienione. Usta były duże, delikatne i trochę blade. Bledsze niż u zwykłego człowieka. Włosy w kolorze gorzkiej czekolady, zawsze były rozwiane w nieładzie powiewały na wietrze, choć miało to swój urok. Na sobie miała rozciągnięty wełniany sweter, spadające jej z bioder spodnie w kolorze khaki, dżinsową kurtkę oraz czarne trampki. Uwielbiała chodzić w rozciągniętych wełnianych swetrach, bo sprawiały, że było jej ciepło. Jej skóra zawsze była zimna. Norah miała robione badania jednak, z krążeniem wszystko było w porządku. Jej ręce zawsze były zimne, nie to co dziadka. Jego skóra płonęła ciepłem i miękkością. Zawsze gdy Nora wracała ze szkoły wraz z Sebastianem siadali przy stole. Wnuczka podawała mu ręce on od trzymał jej dłonie i sprawiał, że momentalnie nabierały naturalnego ciepła. Ten rytuał powtarzali każdego dnia. Tak samo było wtedy, siedzieli w ciszy. Cisza zabija słowa, jednak w tym przypadku tak nie było. Obydwoje byli typami samotników, którzy nieco z dystansem podchodzili do ludzi, dlatego się rozumieli nie potrzebowali słów. Siedzieli razem w kuchni patrząc na morze przez małe okienko latarni. Gdzieś nie daleko radio grało „Yesterday” Beatlesów, tym razem głos Johna ginął gdzieś przy Paulu, który z magią oddawał każde słowo. - Now I need a place to hide away. Oh, I believe in yesterday.( Teraz potrzebuję miejsca, by się skryć. Och, wierzę we wczorajszy dzień.)- Sebastian zaczął śpiewać równo z Paulem. Norah zachichotała, jednak potem zaczęli śpiewać razem. Lubieli tą piosenkę, byłą taka ich. Czuli, że do nich należała, była ich własną, tak jakby istniał zespół Norah & Sebastian. Gdy ręce Norah nabrały ciepła ona brała się za naukę, a Latarnik brał się za robienie obiadu. Przeważnie na stole górowały polskie sznycle z ziemniakami. Babcia Sebastiana była polką i nauczyła wnuka jak je robić, sznycle w wersji mężczyzny zostawiały wiele do życzenia. Jednak Norah lubiła ich zapach i smak. Czasem przy obiedzie rozmawiali, śmiali się. Wystarczyła im własne towarzystwo, czasem tylko odwiedzał ich stary samotny rybak Urlik. Po obiedzie plan dnia nie był określony. Norah przeważnie uczyła się lub tonęła w stosie książek, chłonąc je jak Gąbki. Sebastian lubił siedzieć u siebie na górze latarni i grać różne melodie na harmonijce. Czasem wychodził na miasto kupić gazetę, posiedzieć przy fontannie. Raz w miesiącu kupował kwiaty i wybierał się na cmentarz, na grób swojej córki Ody( czyt. Udy). Cierpiała na chorobę wieńcową, zmarła 3 lata po urodzeniu Norah. Wszystko zaczęło się od duszności , często odczuwała ból w klatce piersiowej. Gdy zgłosiła się do lekarza okazało się, ze jej szansę na przeżycie są niewielkie. Z czasem okazało się, że babcia Ody również chorowała na niedokrwienie serca. Pomimo tego, ze oda zażywała leki i zmieniła swój tryb życia, ból w klatce piersiowej był coraz bardziej nie do zniesienia. Oda przeżyła pierwszy zawał serca, niestety drugiego już nie. Zmarła mając 28 lat. Zawsze przed 19.00 Sebastian wracał do domu by przyszykować się do swojego nocnego dyżuru. Zazwyczaj zastawał Norah leżącą na łóżku i wpatrzona w sufit, lub trudzącą się z zadaniem z fizyki. Zawsze wtedy siadał przy niej i tłumaczył jej. Czasem trwało to długo i przenosili się na górę, dziadek włączał lampę i tłumaczył jej dopóki nie zrozumiała. Często miała już dość i wałczyła ze sobą by się skupić i zazwyczaj dawało to efekty, jednak czasem zasypiała na krześle otulona kocem. Sebastian brał ja wtedy na ręce i znosił na dół. Robił to celowo, ponieważ w nocy miał swoją tajemnice, którą znał tylko księżyc i słońce . Dopóki jego oczy miały siłę latarnik wpatrywał się w wędrujące gwiazdy odbijające sie na tafli wody. Patrzył jak księżyc rozmywa się w norweskim morzu, które tuli lodowaty piasek na plaży. Nocą woda wyrzucała różne skarby, jednak nie wszyscy rozumieli ich magię. Tylko prości ludzie byli w stanie zrozumieć jak ogromne piękno kryje się pod taflą wody oraz, ze nie można go naruszać. Kiedy gwiazdy kończyły swój nocny koncert i chowały się by zasnąć, Sebastian otwierał starą drewniana półkę w biurku, która była tą wyjątkową tajemnicą. Tam chował swoje wspomnienia, błędy, porażki i sukcesy. Słońce wschodziło nadając fotografia nowego blasku i życia. Były jak wehikuł czasu, który budził się wraz z blaskiem słonecznym. Jednak 4 pierwsze fotografie szczególnie zniszczone, tkwiły na nich odciski palców. Każde zdjęcie przynosiło ze sobą inne wspomnienia, zapachy miejsca. Sebastian podchodził do każdego z nich z innymi emocjami i uczuciami. Pierwsze zdjęcie przedstawiało dom rodzinny latarnika. Gdy patrzył na tą fotografie czuł jakby był w domu. Wokół było głośno i Sebastian poczuł zapach białej farby okiennej, którą co roku jego ojciec malował okna. To zdjęcie dawało mu wolność, spokój i poczucie, ze jego dzieciństwo było radosne i beztroskie. Druga fotografia niosła ze sobą dużo dłuższą historię miłości pięknej amerykanki przybyłej do Norwegii i przyszłego lekarza, który jednak mienił swoja pasję i został latarnikiem. Gdy patrzył na zdjęcie Elizabeth siedzącej na jabłoni, zastanawiał się czy nie popełnił błędu nie próbując jej zatrzymać. Ona stwierdziła, że nie potrafi żyć z latarnikiem, który woli być samotny ze sobą i latarnia, która była jego jedyną prawdziwą miłością- tak twierdziła Elizabeth. Jednak Sebastian kochał ją , lecz od zawsze był typem samotnika, który niezbyt umiał mówić o swoich uczuciach. Po 5 latach małżeństwa i narodzinach małej Ody, Elizabeth odeszła. Mężczyzna nie mógł tego znieść, jednak z czasem rana się zgoiła. Oda zamieszkała z ojcem i tak zostało do końca. Czasami Sebastian wygrzebywał spod papierów, zdjęć i listów obrączkę. Trzymał ją w ręku i podnosił do słońca. Patrzył jak skąpana w słonecznym blasku płonie słowną niezwykłością, a w środku spokojnie tkwił napis Elizabeth, Został napis i imię, które już na zawsze zostawiły ślad w sercu starego latarnika. Trzecia fotografia było to zdjęcie ody gdy była w młodym wieku. Siedziała w ogrodzie swojej matki melancholijnie spoglądając w niebo. Zdjęcie to było idealne, piękne. Norah odziedziczyła wyjątkowe rysy twarzy po matce, która była niezwykle urodziwa. Tyle, ze oczy Ody były w kolorze jesiennych zasuszonych liści, oczy córki należały do jej dziadka. Sebastian bardzo kochał Odę, jednak robił wszystko by zapomnieć o tym, że ją stracił. Często gdy przypomniał sobie jak Oda się śmiała, jak tańczyła w deszczu łzy płynęły po jego policzkach. Nie były to tylko łzy bólu i straty, lecz przede wszystkim były to łzy troski o jego wnuczkę. Ona straciła matkę mając trzy lata, Sebastian wiedział jak bardzo jej potrzebuje choć szczerze o tym nie mówiła. Czwarta i ostatnia fotografia przedstawiała Norah oczko w głowie mężczyzny. Siedziała na mokrym piasku, a za nią słońce chowało się za horyzont. Jej blada skóra na zdjęciu była bardzo mokra włącznie ze spodniami. Ona jednak nie przejmowała się zimnem, wpatrywała się ptaki szybujące po niebie. Lekkie, delikatne przeszywały niebo swoimi majestatycznymi skrzydłami, których dziewczynka szczerze im zazdrościła. Ona także chciała wznieść się pośród chmury i poszukać czegoś co było jej potrzebne. Z rankiem wehikuł czasu niknął gdzieś we mgle unoszącej się porankiem. Wraz z nim budziła się Norah, czasem nie wyspana, uwielbiała słuchać jak dziadek w nocy wstaje i szeleszcząc kapciami idzie sobie zrobić kakao. Czasem jak przysypiał na krześle wstawała z łóżka, aby otulić go kocem i potrzymać „wartę” za niego. Umiała obsługiwać się lampą, a także sygnałami ultradźwiękowymi, które włącza się w razie mgły. Wszystkiego nauczył ja Sebastian. Kochała go z każdą jego wadą i zaletą. Był jedyną osobą, którą miała, tak bardzo brakowało jej mamy. Czasem gdy Sebastian już spał wychodziła na plaże i patrzyła na każdą gwiazdę. Gdzieś w sercu chowała nadzieję, że Oda skacze z gwiazdy na gwiazdę, rozsypując gwiezdny pył. Sprawiał on, ze piasek błyszczał niekończącym się blaskiem. Kiedy wyobrażała to sobie jej oczy przeszklone były łzami, chciała podlecieć do nieba poczuć chłodny oddech swojej matki, chciała poczuć jak jej ciepłe ramiona obejmują jej zimne ciało. Czasem wyobrażała sobie jak to jest być co dzień budzonym przed Odę. Widziała jej twarz pełną serdeczności i troski o dobro dziewczynki. Bardzo pragnęła aby Sebastian więcej opowiadał jej o matce o tym jaka była, jak się zachowywała. Chciała móc ją sobie wyobrażać jako radosne dziecko, buntującą się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych