Wróć do katalogu

,,Nowy start”

Nowa szansa

Nat9107, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Szybko, dajcie opaskę uciskową! Straciła dużo krwi- krzyczał ktoś, a ja półprzytomna nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Wszędzie były światła i panowała biel… - Wkłucie dożylne! Migiem!- usłyszałam jeszcze, a potem straciłam przytomność… Obudziłam się, lecz nie otwierałam oczu. Dobrze wiedziałam z czym będę musiała się zmierzyć po ich otwarciu. Tak bardzo chciałam, żeby to wszystko było tylko złym snem… Niestety to nie był sen i chcąc nie chcąc musiałam w końcu stawić temu czoła. Otworzyłam oczy i kilkakrotnie zamrugałam. Byłam w szpitalu. Nie mogłam uwierzyć, że moja bezmyślność doprowadziła mnie aż tutaj… Chciałam przełknąć ślinę, ale w gardle nagle urosła mi gula, która to utrudniała. Z trudem powstrzymałam płacz. Rozejrzałam się w końcu po pokoju. Byłam w nim tylko ja i mama, którą dostrzegłam po dłuższej chwili. Siedziała zgarbiona z twarzą ukrytą w dłoniach. Nie wiedziałam, czy śpi, czy czuwa. Jej widok sprawił, że gula w moim gardle powiększyła się, a pokój rozmazał, gdy do oczu napłynęły łzy. Minęło dobre pięć minut zanim doszłam do siebie. Mama nadal nie zmieniała pozycji. Postanowiłam dać w końcu znać, że się obudziłam - Mamo?- wychrypiałam Na dźwięk mojego głosu gwałtownie podniosła głowę i tym razem łzy dostrzegłam w jej oczach - Dziecko- załkała, a sekundę później już trzymała mnie w ramionach lekko kołysząc - Mamo…ja..- zaczęłam - Cii skarbie. Nic nie mów- szepnęła mama Nie wytrzymałam i łzy w końcu same pociekły mi po policzkach. Siedziałyśmy tak obie, przytulone, mocząc sobie nawzajem ubrania słonawymi kroplami. Długo minęło zanim się uspokoiłyśmy. Mama spojrzała na mnie zaczerwienionymi oczami. Spuściłam głowę zażenowana. Tak bardzo wstydziłam się tego, co zrobiłam i tego, co robiłam zanim się tu znalazłam. - Przepraszam- nie mogłam nic więcej z siebie wydusić - Nie masz za co przepraszać kochanie- powiedziała mama - Chce wyjaśnić… ale…. - Wszystko już wiemy- mama uśmiechnęła się do mnie lekko, ja jednak wpadłam w panikę. Otworzyłam szeroko oczy i zaczęłam spazmatycznie oddychać - Co się dzieje?- spytała zaniepokojona rodzicielka - Wszystko?- powtórzyłam głucho Bałam się odpowiedzi - Tak o tobie i narkotykach- odpowiedziała mama Oddech nieco mi się wyrównał. Nie wiedzieli o.. - I o Tomie- dodała mama patrząc w bok Nie!!! krzyknęłam niemo w duchu. Chciałam zapaść się pod ziemie. Chciałam przestać istnieć. Wspomnienie tamtej nocy raniło mnie niczym nóż wbity w serce… Zaczęłam się trząść i histerycznie płakać - Przepraszam. Przepraszam- powtarzała mama znowu tuląc mnie do siebie. - To… wszystko….moja... wina- wydukałam podczas kolejnych pociągnięć nosem Na te słowa mama złapała mnie mocno za ramiona i zmusiła, bym na nią spojrzała - To nie twoja wina. Możesz mówić, co chcesz, ale to nigdy nie będzie twoja wina - Ale… - Nie twoja wina- powtórzyła dobitnie- Nie wolno ci tak myśleć. Nigdy! Rozumiesz? Pokiwałam głową, a ona starła świeże łzy z moich policzków. Spuściłam głowę pragnąc znowu zapaść się pod ziemie. Okazywała mi tyle czułości…….po tym wszystkim. Jednocześnie byłam jej wdzięczna, że nie zadaje pytań w stylu ,,Dlaczego to zrobiłaś?”. Nie byłam jeszcze w stanie o tym normalnie rozmawiać i wyczuwała to… Gdy mama zobaczyła, że już wszystko ze mną w porządku i nie zapowiada się kolejny atak histerii w moim wykonaniu zawołała tatę. Wyglądał podobnie jak mama. Poczułam, że rana w moim sercu powiększa się. Na chwile zabrakło mi tchu. Ojciec uściskał mnie, a potem stanął obok swojej żony i objął ją ramieniem. Oboje spoglądali na mnie zaniepokojeni. Wiedziałam, że rana w moim sercu długo się nie zagoi, ale wiedziałam również, że mając przy sobie swoją rodzinę będzie mi łatwiej znieść ból gojenia się. Nagle zdałam sobie sprawę, że kogoś brakuje - Gdzie Rose?- spytałam - U Evy- odpowiedziała mama siadając w fotelu Na dźwięk imienia przyjaciółki łzy znowu pociekły mi po twarzy. Szybko je wytarłam. - Siedziała przy twoim łóżku dwa dni, ąż w końcu udało mi się ją namówić, żeby wróciła. Zadzwoniłam do mamy Evy i wszystko ustaliłyśmy. - Czy ona wie… o wszystkim? Rodzice spojrzeli po sobie. Znałam już odpowiedź. - Dlaczego jej powiedzieliście?! - Kochanie, nie mieliśmy wyjścia. Razem z mamą weszła do łazienki i zobaczyła cię zakrwawioną. Nie dała się nabrać na tanie bajeczki- tłumaczył tata Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Rose jak na swój wiek była bardzo mądra i nigdy nie dawała się tak łatwo podejść. Nagle w drzwiach pojawiła się sama Rose. - Prue!- krzyknęła od progu, a chwile później już obejmowała mnie i całowała. - Hej maleńka- powiedziałam całując ją w czoło - Przepraszam- zapiszczała, gdy w pewnym momencie syknęłam z bólu. Ułożyła się przy mnie i przymknęła oczy. - Jak się tu właściwie znalazłaś?- spytała zdezorientowana mama W odpowiedzi na jej pytanie w drzwiach stanęła pani Watson. - Tak długo prosiła, aż jej uległam- wytłumaczyła, a potem uśmiechnęła się do mnie. Zmusiłam się i odpowiedziałam jej tym samym, choć pewnie wyglądało to raczej jak grymas. Rodzice wyszli by z nią porozmawiać, a ja zostałam sama z Rose, której ramiona dziwnie drgały. - Siostra, ty płaczesz? - Tak się bałam, że cię stracę- usłyszałam gdzieś w okolicy mojego pępka- obiecaj, że już nigdy nie wykręcisz mi takiego numeru- poprosiła, tym razem patrząc mi w oczy - Obiecuje- szepnęłam Zwinęła się przy mnie w kłębek, a ja gładziłam ją po włosach. Po raz nie wiem który łzy wypłynęły z moich oczu. Nie mogłam uwierzyć, że tak niedawno byłam gotowa to wszystko poświęcić. ,,Nigdy więcej „ obiecałam sobie ponownie w duchu i opadłam na poduszki…. Gdy minął pierwszy szok obejrzałam siebie pod kątem medycznym. Nie miałam włożonych żadnych rurek, ani nic tego typu. Byłam za to podpięta do elektrod. Spojrzałam na swoje ręce. Na oby dwu widniały długie szramy. Blizny, które po nich zostaną na zawsze będą przypominać mi moją głupotę. Na drugi dzień odwiedziła mnie Eva. Również nie zadawała bezpośrednich pytań. Po prostu była. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Popłakałyśmy sobie, owszem, ale przyniosło nam to niewysłowioną ulgę. Opowiedziała mi, co działo się w szkole, i że wszyscy za mną tęsknią i pozdrawiają. Tylko Eva wiedziała, co tak naprawdę się stało, reszta myślała, że zostałam napadnięta. Dziękowałam Bogu, że nie znają prawdy. Moja przyjaciółka miała już wyjść, gdy w końcu zdobyłam się na odwagę - Eva, zaczekaj- poprosiłam ją Otworzyłam usta i zaraz je zamknęłam nie mogąc wydusić ani słowa. Eva widząc to usiadła przy mnie i położyła swoją dłoń na mojej. Chciała dodać mi otuchy. - O co chodzi?- spytała - Ja…. Przepraszam…za….za moje zachowanie w ostatnim czasie.. i w ogóle..- głos mi się załamał w połowie wypowiedzi - Ależ skarbie, ja nie jestem na ciebie zła- odpowiedziała zupełnie serio Nic z tego nie rozumiałam. Eva widząc moją minę człowieka, który nadal nie wie, w którym kościele dzwonią pośpieszyła z wyjaśnieniami. - Tak i…….ej płaczesz?- spytała gdy zobaczyła łzy na moich policzkach - Tak, bo…….bo…tak bardzo bałam się, że odwrócisz się ode mnie….po tym wszystkim… - Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć?!- krzyknęła wstając z łóżka. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Eva znowu przycupnęła na łóżku i spojrzała na mnie. - Znam cię i wiedziałam, że nie zachowujesz się tak bez powodu. Chciałam pomóc, ale…. - Zbywałam cię- dokończyłam za nią - Wyszło jak wyszło- ciągnęła dalej udając, że nie usłyszała mojego wtrącenia - Nie jestem na ciebie zła. No może ociupinkę- zbliżyła do siebie kciuk i palec wskazujący tak, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych