Wróć do katalogu

Nowy Świat

Dręczona przez ojczyma Anastazja, pragnie coś zmienić w swoim życiu i dostać się do Nowego Świata. Musi jednak przejść niezbędne i niezwykle trudne kwalifikacje...

kaja91, opublikowano , 24 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cześć pierwsza.

- Tato proszę. Proszę. Nie rób mi tego… - błagałam. Zanosiłam się płaczem, jak zawsze, kiedy ojczym mi TO robił. Nie mogłam już więcej nic powiedzieć. Nie mogłam i nie chciałam. Wiedziałam, że to nie ma sensu. Wiedziałam tylko jedno: muszę się temu poddać, tak jak zawsze. Żaden bunt niczego nie zmieni. Jestem za słaba. Nie mam wystarczająco siły, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Fizycznej, aby go odepchnąć i nie pozwolić na robienie krzywdy, psychicznej, aby uciec… Uciec w nieznane, tam gdzie panuje spokój, szczęście, nie ma łez i bólu. Do innego, Nowego Świata, który znałam tylko z opowiadań. Nowy świat. Świat o którym myślałam co raz częściej. Świat który znałam z wiadomości, opowiadań, filmów, książek. Świat, którego pragnęłam, który napawał mnie niewyobrażalnym poczuciem tajemnicy i nieopisaną chęcią odkrycia jej. Ta myśl zrodził się we mnie od śmierci matki: jedynej osoby, która mnie broniła i była po mojej stronie. Wiedziałam, że i tak się nie zakwalifikuje, choć tak bardzo tego pragnęłam. Aby dostać się do Nowego Świata konieczne jej przejście kwalifikacji, które składają się z kilku etapów i trwają około roku. Na ten czas zostaje się przeniesionym do specjalnego domu, gdzie zainteresowani zostają poddani specjalnym testom i są obserwowani. Już samo dostanie się do Domu Kwalifikacyjnego jest czymś niewyobrażalnie trudnym, a zaliczenie testów i przejście do Nowego Świata, zdarza się tylko wyjątkowym osobom. Ja się do nich nie zaliczam. Ale nikt, nawet okrutny ojczym, nie może mi zabronić marzyć i śnić. Okropny ból, o którym na chwilę zapomniałam, wywarł mnie z zamyślenia. Łzy nie przestawały mi cieknąć. Jak zwykle nie mogłam powstrzymać tego okropnego szlochania. Złapałam się dłonią drewnianego rogu łóżka i mocno ścisnęłam, aż moja ręka zrobiła się cała biała. Chciałam żeby to się już skończyło, jednak nie mogłam niczego zrobić. Moja mama zmarła przed trzema laty i od tamtej pory jestem regularnie gwałcona przez ojczyma: bogatego burmistrza miasta. Gwałcona i zastraszana. Nie mogę nawet nikomu powiedzieć o swoim problemie, ponieważ nikt by mi nie uwierzył. Mój Ojczym ma niewyobrażalne poparcie w społeczeństwie, na czele z policją. Wszyscy mu ufają, i wybrali go na „szefa miasta” już trzecią kadencję. Na zewnątrz zgrywa miłego mężczyznę, kochającego ojca i ubolewającego po śmierci żony męża. W rzeczywistości jest potworem, który mnie molestuje i znęca się nade mną, gdy tylko zostajemy sami. Kiedy wreszcie „skończył”, zszedł ze mnie, zdjął prezerwatywę, ubrał spodnie i usiadł przed ogromnym telewizorem z piwem w ręku, wyluzowany i odprężony. Obolała nie mogłam na to patrzeć. Zapłakana i roztrzęsiona założyłam szybko bieliznę i byłam w trakcie zakładania spodni, gdy nagle stało się coś dziwnego. Coś, co nigdy przedtem nie miało miejsca. Łzy nagle przestały mi cieknąć po twarzy. Przestałam być smutna, załamana i zrezygnowana. Miejsca intymne niewyobrażalnie mnie bolały, nie mogłam nawet usiedzieć, jednak to tylko pogłębiło mój stan. Stan, którego nie czułam od przeszło roku: złość. Do tej pory poddawałam się wszystkim zabiegom, wykonywanym przez ojczyma. Na początku się buntowałam, owszem, ale wtedy było tylko gorzej. Przez prawie trzy lata nie okazywałam żadnych uczuć, z wyjątkiem smutku, żalu, załamania i zrezygnowania. Nie było dnia, żebym nie płakała. Nie było godziny, żebym nie musiała powstrzymywać łez. Teraz jakby się skończyły. Po prostu nie leciały. Pierwszy raz poczułam się od czegoś uwolniona i było mi z tym naprawdę dobrze. Jednak zamiast tego, byłam okropnie zdenerwowana, tak jak jeszcze nigdy na nikogo się nie wkurzyłam. To uczucie było dla mnie bardzo dziwne. Zapomniane. Ojczym wyssał ze mnie wszystko co tylko mógł, nawet bunt. A może tylko tak mi się wydawało? Bo to co teraz czułam, było nie tylko złością, ale także poczuciem ogromnej siły i chęci. Ta siła sprawiała, że czułam iż mogę góry przenosić. Więc nie poradzę sobie ze zwykłym, cholernie znienawidzonym przeze mnie mężczyzną? Oczywiście, ze sobie poradzę. Poczułam przypływ gorąca i energii. Byłam na przemian zdenerwowana i zadowolona, bo wiedziałam, że ten dzień przyniesie zmiany w moim życiu, Po prostu to czułam. A może to uczucie gniewu zniknęło ze mnie na trzy lata, aby teraz powrócić ze dwojoną.. a może nawet z potrójną siłą! Miałam tyle energii, ile jeszcze nigdy w sobie nie czułam. Popatrzyłam na ojczyma. Był zajęty patrzeniem w telewizor i piciem piwa. Pewnie nawet nie wiedział, że jeszcze tu jestem. Ubrałam się szybko i stanęłam przed nim. Zrobiłam cos na co nigdy przedtem bym się nie odważyła. Wyrwałam mu piwo z ręki i wylałam do kwiatka, stojącego obok kanapy. To była jakaś odmiana paproci, w każdym bądź razie wyglądała nietypowo i wcale jej nie przypominała. To mama dostała ją dawno temu od mojego taty, jej pierwszego męża, którego ja praktycznie nie znałam i w ogóle nie pamiętałam. Od razu sobie pomyślałam: co ja zrobiłam? Wlałam to okropne piwsko do jedynej pamiątki jaką miałam po tacie, nie licząc kilku wyblakłych zdjęć. Miejmy nadzieję, że kwiatuszkowi nic się nie stanie. O dziwo, to była jedyna myśl która mnie w tej chwili zmartwiła. - Co ty robisz? Co ty sobie wyobrażasz? – krzyknął głośno Marek, tak miał na imię ojczym. Nie mogłam odgadnąć co dokładnie malowało się na jego twarzy. Ale dam sobie rękę uciąć, ze bardziej niż zły, był zaskoczony. - Ja? Co ja sobie wyobrażam? – zaczęłam się śmiać, choć wcale do śmiechu mi nie było. Byłam strasznie wkurzona, ale starałam się zachować spokój. A mój śmiech był sarkastyczny i okrutny. – To ja się ciebie pytam co sobie wyobrażasz? Zniszczyłeś najpierw życie mojej mamy, a teraz moje! Mam tego dość. Nie będę już udawała przed światem twojej ukochanej córeczki! I mam w dupie co masz mi teraz do powiedzenia – dodałam widząc, że już otwierał usta, aby na mnie nakrzyczeć. Na chwilę zamilkłam, aby złapać oddech. Popatrzyłam na niego złowrogo, pokazując tym samym, ze wcale się nie boję. I nagle osłupienie zniknęło z jego twarzy. Teraz on zaczął się przeraźliwie śmiać, jeszcze gorzej niż ja przed chwilą. - I co teraz zrobisz? Uciekniesz z domu? I tak cię znajdę. Wystarczy jeden telefon do komendanta i stawia całą policję na nogi. Radzę ci, póki nie jest jeszcze za późno: idź na górę i się uspokój, zejdź za chwilę, przeproś mnie a może się nie wkurzę aż tak bardzo! Nie zbił mnie tym z tropu. O nie. Nie dzisiaj. Normalnie już bym się rozpłakała, nie miała więcej siły na kłótnie z nim i rzeczywiście poszła na górę, zeszła za chwilę z przeprosinami i obietnicą, że więcej się to nie powtórzy. Normalnie, to bym się w ogóle nie odważyła na taką rozmowę z nim. Nie mogłam uwierzyć, co we mnie wstąpiło. Jednak podobało mi się to. Miałam w sobie tą niezwykłą, niewidzialną siłę, którą zamierzałam wykorzystać. - Wyobraź sobie, że jest jedno miejsce w którym mnie nie znajdziesz – oznajmiłam ze spokojem, któremu sama się dziwiłam. Znajdziesz to nie było dobre słowo. Bo wiedziałby gdzie jestem, ale tam, nie mógłby mnie dopaść. - Mówisz o tym swoim Domu Kwalifikacyjnym? – tu zaśmiał się tak głośno, aż miałam ochotę zatkać uszy. Mówiąc kolejne zdania miał już poważną minę, mówiącą, „lepiej ze mną nie zadzieraj”. Albo właściwie znacznie gorzej: „właśnie ze mną zadarłaś”. – Dobrze wiesz, że i tak się nie dostaniesz. Do przejścia kwalifikacji jest między innymi niezbędna pozytywna opinia ludzi, z którymi miałaś do tej pory do czynienia. A jedyną osobą, która może coś na twój temat powiedzieć, jestem ja. I jak się domyślasz, nie byłaby to pozytywna dla ciebie opinia – znowu się uśmiechnął, czego naprawdę nie znosiłam. Chciał mi w ten sposób za wszelką cenę pokazać, że ma nade mną przewagę. Niestety Marek miał rację. Nie miałam koleżanek. Od czasu, kiedy ojczym się nade mną znęca i mnie zastrasza, odizolowałam się od wszystkich. Jestem powszechnie uznanym dziwolągiem. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego taka osoba jak ja, która ma wszystko czego zapragnie: wspaniałego ojca, ogromny dom i niewyobrażalnie dużo kasy, ma depresję, jest ciągle smutna i zapłakana. Niestety nikt nie zna prawdy. Mój ojczym nie był wspaniały, chociaż muszę przyznać, że jest doskonały w tym swoim udawaniu kochającego tatusia. Pieniędzy nie miałam w ogóle. Wszystko należało do niego. Dawał mi jakieś marne kieszonkowe, głównie na podpaski, których przecież nie mógł mi sam kupować. Początkowo moje dziwne zachowanie wszyscy tłumaczyli śmiercią mamy. Jednak gdy zaczęło to trwać zbyt długo, oczywiste było, ze powinnam się już otrząsnąć z tej tragedii, przyczyn więc doszukiwano się gdzie indziej. Mój ojczym sprytnie to sobie wymyślił. Choroba psychiczna odziedziczona po mamie. Oczywiste, że moja mama nie miała żadnej choroby psychicznej, ale w ostatnich dniach swojego życia zachowywała się podobnie jak ja. Z przyczyn oczywiście takich samych. Była przez niego bita, gwałcona i zastraszana. Nie mogła nic zrobić. Jednak u niej nie trwało to długo, bo jakieś pół roku. Po roku małżeństwa Marek pokazał swoje prawdziwe oblicze, a pół roku później mama miała wypadek. Na myśl, że to przez niego, ogarnęła mnie jeszcze większa wściekłość. Mama była roztrzęsiona kolejną awanturą z Markiem, wybiegła z domu i wsiadła do samochodu. Ja akurat wracałam ze szkoły. Zawołała mnie do auta i ruszyłyśmy. Jechała zbyt szybko, była w szoku, do tego niezwykle przestraszona. Ciągle jej się wydawało, że Marek za nią jedzie, choć nikogo za nami nie było. Wyprzedzając na zakręcie wpadła pod ciężarówkę. Ja przeżyłam. Jej ostatnie słowa brzmiały: Przepraszam córeczko. Przepraszam. Tak więc dziwne zachowanie mamy, która miała w ostatnich miesiącach swojego życia depresję, była rozdrażniona i ciągle smutna, Marek tłumaczył chorobą psychiczną. Oczywiście wszyscy wierzyli i bardzo mu współczuli, a on zgrywał wspaniałego męża. - Tak się składa, że w wyjątkowych przypadkach dopuszczają pewne odstępstwa od norm i może właśnie mnie uznają za wyjątkowy przypadek – powiedziałam dumna, że nie dałam się mu sprowokować – Sam pomyśl. Testy psychologiczne, których się tak boisz, na pewno dowiodą, ze byłam dręczona psychicznie i fizycznie! A jak sam dobrze wiesz, podstawowym kryterium do dostania się do Domu Kwalifikacyjnego jest sytuacja bez wyjścia i bycie nieszczęśliwym w obecnym świecie – mówiąc to byłam z siebie zadowolona, że mówiłam tak mądrze i wcale nie płacząc. Rzeczywiście ojczym bał się psychologów. Wiedział, że przed nimi nic się nie ukryje, dlatego nigdy nie zgodził się na wysłanie mnie i mamy do lekarza. Jego znajomi często proponowali mu znanych i wybitnych psychologów, jednak od zawsze się zarzekał, że ma już odpowiednią dla nas osobę, która z pewnością nam pomoże. Co było oczywiście nieprawdą. - Dobrze. Więc idź. Proszę bardzo – powiedział groźnie ojciec – Szanse na to, że przejdziesz te cholerne kwalifikacje są równe zeru. A jak tylko wyjdziesz stamtąd, już ja cię dopadnę. I nie myśl sobie, że czeka cię tak łagodny los, jaki spotkał twoją matkę. Wiedziałam, ze nie żartuje i do czego jest zdolny. Zdawałam sobie sprawę z tego, że był okrutny i bez żadnych skrupułów mógł mnie zabić, a moja śmierć wcale nie byłaby szybka, tak jak już powiedział, u mojej mamy. Ale nie bałam się. Myśl o tym, że spędziłabym rok bez niego, o ile w ogóle dostałabym się do Domu Kwalifikacyjnego, przynosiła mi ulgę. Ojczym miał wiele znajomości i dużo mógł załatwić, ale osobom odpowiedzialnym z Nowy Świat do pięt nie dorastał. I jestem pewna, że w żaden sposób nie przekonałby nikogo, żeby go do mnie wpuścili. Do tej pory, przez pięć lat, jeszcze nikomu się to nie udało. Gdy zostanie się przydzielonym do Domu Kwalifikacyjnego, przez cały rok pobytu nie można się z nikim kontaktować, z wyjątkiem osób tam będących. Nie ma żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, zero komórek, komputerów i innych urządzeń dzięki którym można się z kimś porozumieć. Byłabym tam całkowicie bezpieczna. Przynajmniej przez rok. A potem, jeśli nie przejdę kwalifikacji, wracam skąd przyszłam. W moim przypadku byłaby to

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych