Wróć do katalogu

"Nowy świat" rodział 3-6

Powieść fantastyczna pisana w pierwszej osobie o tym, do czego zdolne są stworzenia by odnaleźć prawdziwą miłość niekoniecznie tego samego gatunku. Serdecznie zapraszam do przeczytania pierwszej części i proszę o komentarze.

ania1995, opublikowano , 35 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 3

U państwa Prackich mieszkam już od ponad tygodnia. Zajęłam ten pokój, w którym obudziłam się po raz pierwszy. Z panią Honoratą przebywam niemal non stop. Nie znam na nią innego określenia niż matka. Ludzka matka. Ale to nie znaczy, że o mojej prawdziwej mamie, Sahi, zapomniałam. Jednak między mną a nią powstał mur, którego nie mogę przebić. Nagle stała się dla mnie taka obca, jakbym wcale jej nie znała i mało, co pamiętała, a to mnie przeraża. Chyba w czwarty dzień pobytu w tym domu zapytałam panią Honoratę: -Dlaczego tak wam zależało bym tu została? Spojrzała na mnie uważnie, jakby zastanawiała się czy może mi zdradzić tę informację. -Byłaś taka chuda i mizerna. Leżałaś taka bezbronna na tej ławce. Nie mogliśmy cię po prostu tam zostawić…- Zamyśliła się na moment, a potem szepnęła.- A poza tym tak bardzo przypominasz naszą córkę. - Gdzie ona teraz jest?- Zapytałam równie cicho. -Wyjechała za granicę, rok później umarła w wypadku samochodowym. W lutym minęło już szesnaście lat od tej tragedii, a my z Włodzimierzem jeszcze do końca się z tym nie pogodziliśmy.- Pochyliła głowę, ale nie płakała, chyba wylała już wszystkie łzy. Zadrżałam lekko, miałam nadzieję, że pani Honorata nie zauważyła tego. To, że przypominałam jej córkę, było zastanawiające. Dlaczego ja, Alba, w ludzkim ciele upodobniłam się do kogoś innego, do kogoś zmarłego. Myślałam, że w tym świecie wszyscy są inni, różnią się wyglądem, charakterem, a tu proszę! Niespodzianka! Zastanawiałam się przez chwilę, co mam wspólnego z tą dziewczyną. Pani Honorata wyczytała chyba to z mojej twarzy, bo wzięła głęboki oddech i powiedziała prawie, że normalnie: -Te same wielkie, zielone oczy i palce, długie i chude… Tak Albo, znam na pamięć każdy palec Niny, jakkolwiek to brzmi. Pokaż no mi tu tą twoją łapkę.- Spojrzała mi w oczy, a ja podałam jej dłoń nie bardzo panując nad jej drżeniem.- O widzisz ten palec. Ona miała taką samą gulkę. Marzyłam by wreszcie mnie puściła. Nie wiem, dlaczego, ale jej dotyk sprawiał mi przykrość. Stało się tak pierwszy raz. Zazwyczaj lubiłam, kiedy okazywała mi czułość, a teraz patrząc na jej wilgotne oczy wiedziałam, że to nie mnie chce mieć tu przy sobie. W końcu zrozumiałam, co miała na myśli mówiąc: „tak bardzo przypominasz naszą córkę”. To zdanie zagnieździło się w moim mózgu nie dając mi spokoju. „Tak bardzo przypominasz naszą córkę.” To było oczywiste, że patrząc na mnie widziała Ninę. Nie wzięliby mnie do siebie, gdybym przypominała kogoś innego, a jeśli nawet to nie chcieliby tak bardzo, żebym tu została. W moim sercu pojawiło się coś, czego jeszcze nigdy nie czułam. Zazdrość. Byłam zazdrosna o kobietę, którą poznałam tydzień temu. Niemożliwe. Za wszelką cenę chciałam się pozbyć tego uczucia, ale z każdą moją próbą to uczucie stawało się coraz większe i większe. Z tego przykrego położenia uratował mnie pan Włodzimierz przekręcając klucz w zamku. Wyrwałam się pani Honoracie, by pobiec do kuchni i odgrzać mu zupę. Zawsze dziękował mi takim miłym uśmiechem, a ja cała w skowronkach siadałam przed nim i zdawałam relację ze spędzonego dnia.

*

Nie zgodzili się bym poszła do pracy. Nie chcą żadnych pieniędzy za dach nad głową, jedzenie i wodę. Więc siedzę w swoim małym pokoiku z łokciami wspartymi o parapet i czuję, że muszę coś robić, bo zwariuję. Naprawdę czuję się samotna. Oczywiście pani Honorata daje mi dużo ciepła, ale nie o taką bliskość mi chodzi. Potrzebuję przyjaciela, kompana. Jakie to dziwne, z Maroii uciekałam przed tym, bałam się bliskości, a w ludzkim ciele pragnę, choć grama miłości, chociaż nikt nie może jej zważyć. Czuję się jak ten jeden jedyny obłok na błękitnym niebie. Czasami zastanawiam się czy ludzkie ciało powinno być mi dane. Chyba nie umiem w pełni go wykorzystać. Może Saha niepotrzebnie mi go podarowała. Możliwe, że jakiś elf wykorzystałby znacznie lepiej kamień człowieczeństwa. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Dzisiaj pan Włodzimierz przyniósł do domu fantastyczną nowinę. Fantastyczną dla niego i pani Honoraty. -Kochanie, gdzie jesteś? Muszę coś ci powiedzieć.- Siedział już przy stole z parującą zupą przed sobą. -Już naprawdę nie możesz chwili zaczekać?- Pani Honorata weszła do kuchni z niezadowoloną miną. Na jednej czwartej głowy miała różowe papiloty.- W tym domu nie można nawet porządnie zakręcić sobie włosów. -Wybacz kochanie, ale z taką nowiną nie mogę dłużej czekać! Podsunęłam jej krzesło, a kiedy usiadła wygodnie lekko zaintrygowana, skierowałam się do swojego pokoju. Nie lubiłam uczestniczyć w ich domowo- rodzinnych pogaduszkach. Nadal byłam obca w tym domu, a przynajmniej tak się czułam. -Nie odchodź Albo, ciebie też to dotyczy. – Obróciłam się gwałtownie i spojrzałam prosto w roziskrzone oczy starca. Skinął na mnie, a ja najwolniej jak umiałam podeszłam do blatu i oparłam o się niego. -Włodzimierzu, powiedz wreszcie, co się stało! -Nic się nie stało… Ale stanie się niedługo- uśmiechnął się kpiarsko, ale kiedy napotkał oburzony wzrok żony przybrał poważny ton.- W tę sobotę przyjedzie Małgorzata z Mariolą i Jankiem. Pani Honorata krzyknęła zachwycona. Aż trudno było sobie wyobrazić, że kobieta w takim wieku może być tak podekscytowana. Prawie, że skakała po kuchni. W tej chwili dotarło do mnie, że chociaż to małżeństwo ma po tyle lat, duchem są wciąż młodzi i nadal korzystają z życia jak tylko mogą. Pan Włodzimierz na przykład w każdy czwartek chodzi na lekcje karate, a pani Honorata założyła klub gotowania z sąsiadkami. Mimo wszystko patrzyłam na nią lekko zdumiona. Ta trójka musi być jakąś bliską rodziną, kimś ważnym dla państwa Prackich skoro tak cieszą się na ich odwiedziny. -Małgorzata to moja młodsza siostra.- Powiedział pan Włodzimierz, jakby wiedział, o czym myślę.- Nieczęsto nas odwiedzają. Jej dzieci, Mariola i Janek, są niewiele starsi od ciebie. Zaprzyjaźnicie się. Zaprzyjaźnimy się… Cóż, może i tak, ale nie wiem czy będę czuła się komfortowo w tych rodzinnych obiadkach i opowiastkach o przeszłości.

*

Sobota była deszczowa, ale to na pewno nie zraziło pani Honoraty. Od samego rana słyszałam jej śpiew dochodzący z kuchni. Ona była w skowronkach, a ja z każdą godziną bałam się coraz bardziej. Nie mogłam sobie wyobrazić siebie siedzącej przy obiedzie z trójką obcych ludzi! Wiem, wiem pani Honorata i jej mąż też w pewnym sensie są obcy, ale to w ogóle inna sytuacja. Ja ich kocham jak… Jak ciocię i wujka. I wiem, że oni mnie też kochają, mnie albo Ninę… Nie, nie, nie. Oni kochają mnie I Ninę. W końcu to zrozumiałe, że za nią tęsknią, i że próbują zbliżyć się do niej jak najbardziej, chociaż gdyby mnie tu nie było kompletnie byłoby to niemożliwe, o czym oczywiście nie mają pojęcia. Ciągle zastanawia mnie jak ja, Alba, mogłam wcielić się w ludzkie ciało dziewczyny, która zmarła szesnaście lat temu! To niedorzeczne. Nigdy o takim czymś nie słyszałam, a co jest najgorsze to, to że nie mogę nikogo się poradzić. Nikt nie może mi powiedzieć czy to normalne. W Maroii są elfy, które zajmują się kamieniami człowieczeństwa i wszystkim z nimi związane, ale nigdy bym nie przypuszczała, że kiedyś tam w przyszłości będę potrzebowała rady jednego z nich. Jak widać życie, co chwila spłata nam figle, a przede mną jeszcze nie mało takich niespodzianek. Coś mi mówi, że jeśli domyślam się, że coś jest nie tak, to powinnam wyjąć z kieszeni kamień, spalić go i wrócić do domu, ale ja nie mogę! Nie chcę! I to nie, dlatego że dalej szukam księcia na białym koniu, pogodziłam się, że nigdy nie nadejdzie, a dlatego, że życie ludzkie podoba mi się dużo bardziej niż elfie, a to powinno być zabronione. Z natury jesteśmy bardzo oddani naszym krainom i wypieranie się ich jest wręcz obrzydliwe. Ale ja zawsze wiedziałam, że jestem inna. Indywidualistka… A niech to! Dokładnie siedem minut po piątej pan Włodzimierz wszedł do domu głośno sapiąc. Nie poszłam przywitać się jak to zwykłam robić. Wiedziałam, że nie jest sam. Słyszałam już podniesiony głos pani Honoraty i jeszcze jeden, kobiecy, zachrypnięty. -Małgorzata! -Witaj Honorato. Jak my dawno się nie widziałyśmy. -Oj dawno, dawno. Janek, ty jeszcze bardziej zmężniałeś od naszego ostatniego spotkania. Jak studia? -Kobieto, oni dopiero, co weszli, daj im się, chociaż rozebrać..- Powiedział pośpiesznie pan Włodzimierz śmiejąc się cicho.- Proszę przejdźcie do salonu. Albo? Albo? A miałam już głupią nadzieję w sercu, że jednak o mnie zapomnieli, że nie wiedzą o moim istnieniu. Teraz chciałam przemienić się w półcentymetrowego elf, by nikt mnie nie dostrzegł. Żebym mogła ukryć się gdzieś za książkami i przeczekać w spokoju tą krępującą sytuację. Ale z drugiej strony Praccy tyle dla mnie zrobili, nie powinnam przynieść im wstydu, nie powinnam uciekać od tego, co nie nieuniknione. Więc na nogach jak z ołowiu wstałam z wersalki i poszłam do dużego pokoju. Siedziała tam cała piątka. Pani Honorata koło młodszej siostry jej małżonka- Małgorzaty. Dyskutowały o czymś zawzięcie, co jakiś czas poklepując się po kolanach. Pan Włodzimierz natomiast wyjmował z barku butelkę białego wina, „bo takie wydarzenie trzeba przecież uczcić”, a kiedy zobaczył mnie rzekł: -A to nasza lokatorka i przyjaciółka Alba. -Boże!- Wrzasnęła nagle Małgorzata, ale nikt oprócz mnie nawet na nią nie spojrzał.- Toż to przecież… Niestety nie dowiedziałam się, co chciała powiedzieć, bo pani Honorata nagle wykrzyknęła: -Zapomniałam o cieście! Usiadłam teraz już całkowicie speszona. Cała trójka wpatrywała się we mnie, a kiedy odwracałam głowę w ich stronę udawali, że oglądali drzewa za oknem. Małżonkowie albo nie zwracali na to uwagi, albo udawali, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Może chcieli uniknąć niepotrzebnych wyjaśnień, a może mają po prostu taki styl życia- lubią zostawiać sprawy bez ich wyjaśniania… Przed kolacją dowiedziałam się, dlaczego pani Małgorzata ma taki zachrypnięty głos. Na początku myślałam, że może przeziębienie ją złapało, ale nie! Otóż ona pali dosłownie jak smok! A kiedy pan Włodzimierz zwrócił jej uwagę po szóstym papierosie stwierdziła tylko: ”Włodku, wszystko jest dla ludzi!” i z niemałą pasją wypuściła dym przez nos. „Wszystko jest dla ludzi”, też mi coś!

ROZDZIAŁ 4

Nie spałam dobrze tej nocy. Przekręcałam się z boku na bok zastanawiając się, co chciała powiedzieć o mnie pani Małgorzata. I w końcu wszystko powoli poskładałam w jedną przerażającą mnie całość. Nina! To o niej pomyślała, kiedy mnie zobaczyła. To, dlatego Mariola i Janek tak się we mnie wpatrywali. Nina była ich starszą kuzynką. W dzieciństwie pewnie to jej przydzielano opiekę nad młodszą częścią rodziny, kiedy szli pobawić się plac zabaw. Nina, Nina… Czego chce ode mnie ta przeklęta dziewczyna? Wiem, że nie powinnam tak o niej mówić, ale wszystko, co spotyka mnie w tym domu ma jakiś związek z nią. To chyba nie przypadek, że znaleźli mnie państwo Praccy. To musi coś oznaczać, ale co? Obudziły mnie jasne promienie słońca wpadające do mojego nieco ciemnego pokoiku. Usłyszałam szepty dochodzące z kuchni. Kiedy podsunęłam się do góry, by usiąść na łóżku do pokoju ktoś zapukał. -Proszę. -Hej. Przyniosłam ci kawę. -Cześć. Wchodź. Mariolka wsunęła się do środka i usiadła na brzegu wersalki. Podciągnęłam nogi, żeby miała więcej miejsca. Spojrzałam na nią wyczekująco, a ona uśmiechnęła się promiennie. -Nie martw się. Nie będę zadawała ci pytań typu, „dlaczego tu jesteś” albo, „czego tutaj szukasz”. Przyszłam po prostu się przywitać, bo jeśli mamy razem mieszkać przez cały tydzień powinnyśmy jakoś poznać się nawzajem. -Tydzień?- Zapytałam słabym głosem. Myślałam, że zostają tu tylko na weekend. Tak przynajmniej wywnioskowałam z rozmowy z panem Włodzimierzem. -Tak, ja i Janek zostajemy na tydzień. Głowa do góry, nie będzie tak źle. A teraz wypij tą herbatę. Piłam, a ona siedziała i nuciła jakąś piosenkę. Była ładna, ale nie oszałamiająco piękna. Miała małe brązowe oczka, tak jak jej młodszy brat, i ciemne włosy, które lekko spływały jej na ramiona. Kiedy skończyłam zapytałam: -Masz rodzinę, dzieci? Czym się zajmujesz? Zaśmiała się perliście, a ja nie miałam pojęcia, dlaczego moje pytania tak ją rozbawiły. -Nie mam męża, ale jestem w trzecim miesiącu ciąży.- Porozumiewawczo spojrzała na swój brzuch. Dopiero teraz spostrzegłam, że jest lekko zaokrąglony.- A na co dzień jestem architektem. -Gdzie jest ojciec dziecka? -Odszedł ode mnie, kiedy pokazałam mu test ciążowy. Żebyś widziała jego minę! A pakował się migiem.- Uśmiechnęła się. Przez te dziesięć minut obcowania z Mariolą spostrzegłam, że to bardzo pogodna dziewczyna. -Czy to jest powód do szczęścia? Twoje dziecko nie będzie miało pełnej rodziny.- Stwierdziłam zdziwiona jej poczuciem humoru. -Owszem na początku byłam załamana, ale potem stwierdziłam, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. -Co masz na myśli? -No wiesz, jest bardzo prawdopodobne, że za parę lat spotkam mężczyznę swojego życia, a gdybym była z ojcem dziecka nie mogłabym związać się z tym jedynym. Bo ja osobiście myślę, że rozbijanie rodziny na oczach dziecka jest jeszcze gorsze, niż niepełna rodzina od początku jego życia. Zamyśliłam się na moment, a ona znowu zaczęła nucić po cichu, najwyraźniej dając mi minutę na poukładanie tego wszystkiego. -Znasz już płeć dziecka? -Nie. O tym wiadomo dopiero w piątym miesiącu ciąży… A ty opowiesz mi coś o sobie?- Zapytała patrząc mi prosto w oczy. -Nie… Nie wiem, co bym mogła powiedzieć… Cóż... Mam na imię Alba i jestem Niemką. Podróżuję, ale ostatnia wyprawa bardzo dużo mnie kosztowała, bo pieszo przeszłam całe Niemcy i Polskę aż dotarłam tu, na wschód. -A czy jakoś specjalnie chciałaś odwiedzić te strony? -Nie… Nie, po prostu szłam przed siebie. Weszłam tu, do Kraśnika, bardzo wycieńczona i nie zwracałam już na nic uwagi, chciałam tylko…- Zamilkłam w pół zdania. Nie mogłam, a raczej nie chciałam powiedzieć jej, że pragnęłam umrzeć. Nie chciałam pokazać tak do końca, jaka jestem słaba i głupia. -Wiem, czego chciałaś Albo. Chciałaś śmierci. Nie bój się mówić tego, o czym myślisz, nie tłum w środku swoich odczuć i pragnień, bo to cię w końcu zabije. Może nie dosłownie ciebie, ale twoją psychikę. Spuściłam wzrok jakbym była czemuś winna albo wstydziła się za siebie. Taka po prostu jestem, zawsze trudno było mówić mi o uczuciach. Tyle razy próbowałam, ale zawsze wyrasta mi w gardle gula, przez którą moje słowa nie mogą się przedrzeć. -Ile masz lat? -Dwadzieścia. -Ile?- Zapytała jeszcze raz podniesionym głosem. -Dwadzieścia. Jej reakcja kompletnie mnie zaskoczyła. Raptownie wstała z wersalki mówiąc coś o przypalającym się mleku. Ale nie jestem na tyle głupia, żeby nie zauważyć strachu i zdziwienia w jej oczach, kiedy wychodziła z pokoju. Co mogło ją tak przerazić? Przecież chwilę przed tym pytaniem rozmawiało nam się całkiem dobrze. Znowu usłyszałam ciche szepty w kuchni i teraz byłam pewna, że one dotyczą mnie. Cały dzień postanowiłam spędzić w łóżku zastanawiając się czy nie powinnam powrócić do domu, do Maroii.

*

Następnego dnia, a była to niedziela, przy obiedzie pani Małgorzata powiedziała: -A może tak na deser obejrzymy album rodzinny, co Włodku? -Nie.- Odpowiedział sucho pan Włodzimierz i zmierzył siostrę chłodnym wzrokiem. Nigdy nie widziałam go od tej strony. Znałam go tylko, jako miłego i opiekuńczego starca. -Ale, dlaczego?- Zapytałam, chociaż tak naprawdę znałam odpowiedź na to pytanie.- Nie będzie tak źle. -Tak, Alba ma rację.- Janek po raz pierwszy wymówił moje imię i przez to zrobiło mi się jakoś nieprzyjemnie zimno. Szybko potarłam ramiona, a on kontynuował.- Musimy chyba wyjaśnić parę spraw, nieprawdaż? -Ostrzegam cię Janie Karolu, jeszcze jedno słowo…- Zagroziła mu Mariolka, ale on tylko pokazał jej język dosłownie jak pięcioletni dzieciak. Mariola wywróciła oczami i zapatrzyła się na samochody pędzące po głównej ulicy miasta. -Kto chce herbaty? Nastawiam wodę. -Nie rób sobie kłopotu Honorato. Herbatę wypiję przed samym wyjazdem, a teraz chodźmy do salonu poszukać tego albumu. -Ależ Małgorzato! -Pomogę pani.- Powiedziałam głośno i wstałam od stołu. Za wszelką cenę chciałam zobaczyć te stare fotografie, ale przede wszystkim musiałam w końcu zobaczyć twarz Niny. Twarz dziewczyny, z którą wiąże się praktycznie moje całe ludzkie życie. Do pokoju szłam zdecydowanym krokiem, ale w sercu czułam strach. Sama nie wiem, przed czym. Prawdopodobnie przed poznaniem prawdy, ale wiedziałam też, że nie zniosę ani chwili dłużej z niewiedzą. W żadnym pomieszczeniu nie było zdjęcia Niny, być może każde spojrzenie na jej uśmiechniętą twarz z papieru zadawało ból państwu Prackim. Co w takim razie musieli czuć patrząc na mnie? Otuchę? Wdzięczność? A może strach? Na kanapach wszyscy siedzieli sztywno, wszyscy oprócz pani Małgorzaty i Janka. Wyglądało to dosyć komicznie, ale w tym momencie nie było mi do śmiechu. Zrobiło mi się gorąco, a siedząca koło mnie Mariolka, jakby wyczuwając moje zdenerwowanie, złapała mnie mocno za rękę i uśmiechnęła się do mnie pokazując niemal wszystkie zęby. Usiedliśmy w kółku na środku pokoju, by dobrze widzieć każde zdjęcie, a pan Włodzimierz, jako głowa rodziny, otworzył album. Pierwsza fotografia była bardzo stara, może z lat czterdziestych dwudziestego wieku. -To nasza matka Zofia, ojciec Edward, a to my- ja i Małgorzata.- Powiedział pan Włodzimierz głównie do mnie, bo reszta rodziny widziała je już nie raz.- Stoimy przed domem, który matka z ojcem pobudowali własnymi rękoma. Pamiętasz to Małgorzato, prawda? -Oczywiście. Byli wtedy bardzo zajęci, więc nami zajmowała się nasza babcia. Ale powiesz sam, że dom był wspaniały. -Tak, jak na tamte czasy był…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych