Obcy Rozdział 1
Jest to historia pewnej dziewczyny, która musi nauczyć się radzić sobie w zupełnie obcym miejscu, z dala od bliskich z jedną tylko osobą.... Osobą, której.... A zresztą. Przeczytajcie :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 1 Przebudzenie
Obudziła się w dziwnym miejscu. W pierwszej chwili nie była świadoma co się stało. Dopiero ból w okolicy potylicy brutalnie przypomniał to co zdarzyło się jakiś czas temu. Nie była nawet pewna czy od czasu tego samotnego spaceru minęła godzina, tydzień, czy miesiąc. Wiedziała tylko, że leżała na lepiącej się, brudnej podłodze twarzą do ziemi, a głowa pulsowała z nadmiaru bólu. W pierwszym odruchu chciała wstać, rozejrzeć się. Szybko jednak odkryła, że był to błąd. Cała zawartość głowy zdawała się przemieszać się w czaszce i Kate, najpierw poczuła zawroty, potem mdłości, a na koniec straciła przytomność.
***
… Montreal… Miasto, które było jej domem od dziecka. Miasto, które szczerze kochała… Teraz widziała je bardzo wyraźnie. Tu się urodziła, tu się wychowywała. Tu mieszkała razem z bratem, najpierw w sierocińcu, a potem, o ironio, u Rogera. To on był jej opiekunem oraz pijakiem i łajzą o jakich dużo się mówi, ale rzadko się ich dostrzega. Przed oczami zobaczyła całe swoje życie. Czuła smak łez oglądając z pozycji widza to jak Roger spieprzył ich życie. Od początku było ważne zarówno dla niej jak i dla jej brata czemu znaleźli taki, a nie inny dom. Ojczulek – jak zwykli mówić o nim gdy nikt tego nie słyszał – przygarnąwszy dwójkę sierot liczył na podatek, który przypadnie na niego z ich udziałem. Całe otrzymane pieniądze ładował w alkohol, a ich od dziecka zmuszał do ciężkiej, lub poniżającej pracy. Istniały okresy, kiedy miał serdecznie dość swoich podopiecznych. Wtedy zawsze kazał im się wynosić i te chwile, kiedy szwendali się samotnie po mieście bez celu Kate lubiła najbardziej. To było coś co nauczyła się cenić - wolność i przyjemna monotonia następujących dni. W przypadku Seurin każdy dzień wyglądał tak samo. Rano – szkoła. Kilka godzin wyjętych z życia podczas, których udawała, że rozumie cokolwiek co próbowano jej przekazać, a potem wsiadała na motor i nie było jej do późna w nocy. W tych chwilach nie potrzebowała nikogo. Kładła się – jeśli w ogóle - około drugiej, trzeciej w nocy, znajdując sobie w tym celu przytulną ławkę na dworcu, albo jeśli było wyjątkowo ciepło – w parku. W tych chwilach czuła się najlepiej. Wtedy to wysypiała się, w przeciwieństwie do bezsennych nocy w domu Rogera, kiedy jej cztery ściany przypominały jej kim jest – a przypominały jej, że jest nikim. Poza domem. Tu była wolna. Była sobą… Odetchnęła z ulgą wspominając dzień osiemnastych urodzin Michaela, kiedy osiągnął pełnoletniość i kiedy wreszcie mógł stać się jej prawnym opiekunem. Nie zajęło jej kwadransa uznanie Michaela nie tylko za swojego prawnego opiekuna, ale także za jedynego członka rodziny.
***
Kiedy po raz kolejny odzyskała przytomność już nie leżała na brudnej podłodze, ale na czymś równie twardym. Tym razem nie poruszyła się od razu. Najpierw otworzyła oczy i poczuła jak zalewa ją fala światła. Tak intensywny blask spowodował, ze zamknęła szybko oczy, nim zdążyła poczuć ból w skroniach. Minęło kilka sekund kiedy odważyła się ponownie podnieść powieki. - Obudziłaś się. – usłyszała nad swoją głową znajomy głos. Delikatnie uniosła do góry głowę i zobaczyła, że stoi nad nią ktoś kogo twarzy nie była w stanie w tej chwili dostrzec. Wszystko bowiem mieszało się w jedną wielką breję. Dla przykładu osobnik ten zamiast głowy miał czerwoną plamę. Zamrugała oczami jakby liczyła, ze w ten sposób poprawi się jej ostrość. Niewiele pomogło. - Dostałaś silny cios w głowę. Możesz mieć problemy ze wzrokiem. I nie rób gwałtownych ruchów przez jakiś czas. Dopiero w chwili gdy osobnik wypowiadał to zdanie zdała sobie sprawę czyj to głos. Poczuła, że nachodzi ją fala gorąca. Jakim prawem ten człowiek mówi jej co ma robić? Jakim prawem decyduje co jest dla niej najlepsze. I co w ogóle się stało? Gdzie jest? Czemu nie ma tu Michaela, a jest za to ten… W ramach buntu chciała wstać, pokazać ile ma w sobie samozaparcia. Nie zdążyła tego zrobić, gdy znów naszły ją mdłości i nim się zorientowała co się dzieje upadła nieprzytomna na twardą nawierzchnię.
***
Podświadomie oboje wiedzieli, że Roger boi się ich zbyt mocno, żeby zrobić coś złego. Ich tajemnicza przeszłość zawierała wiele niewyjaśnionych tajemnic. Tajemnic, do których on nigdy nie miał dostępu. I właśnie to go przerażało. Bał się tego co było mu obce. Kiedy humor mu nie dopisywał nie wolno było go drażnić. Wtedy nie odzywali się do niego ani słowem. Co ważniejsze zaś, w tym czasie nie patrzyli mu w oczy. Kate wiedziała, że Roger boi się jej wzroku, więc zdawała sobie również sprawę, że kiedy patrzyła na niego, był gotowy ją zabić. Miał w domu strzelbę i strzelał z niej, kiedy nie mógł zapanować nad rodzeństwem. Kula, na szczęście, nigdy nie trafiła w ciało. Gdy dawał upust swoim emocjom, co zdarzało się nierzadko, strzelał pod nogi i wtedy zwykle obrywało się podłodze. Czy nie trafiał w nich, dlatego, że bał się, czy dlatego, że był prawie ślepy… Na te pytanie nigdy nie poznali odpowiedzi. Kate natomiast wiedziała jedno. Była w stu procentach pewna, że gdyby kiedykolwiek kula z jego broni trafiła ją albo Michael’a, zabiłaby go. Pił. Wiele. Kiedy przychodził zalany, a był zalany prawie zawsze kiedy go widzieli, awanturował się. Głównie w sprawach domu. Sam niewiele robił (żeby nie powiedzieć, że nie robił nic), ale potrafił wytknąć każde niedociągnięcie jakiego dopuścili się brat z siostrą. Po awanturze, siadał zwykle w swoim dziurawym fotelu, w którym z każdej strony wystawały sprężyny i włączał telewizor by do późnej nocy oglądać bzdurne programy, najczęściej teleturnieje. Był czas kiedy godzili się na takie traktowanie, byle by tylko dostać coś do jedzenia i mieć gdzie schronić się przed deszczem. To się jednak szybko zmieniło. Pewna dnia, zgodnie, ustalili, że jeśli Roger chciał spieprzyć sobie życie, jego sprawa. Oby tylko dam im spokój. No i wtedy przestali wracać do domu na noc. Po pracy zatrzymywali się u starych znajomych, lub u ludzi, którzy za niewielkie pieniądze pozwalali im ułożyć się na podłodze…
***
Kiedy odzyskała przytomność po raz trzeci, leżała na czymś miękkim. Gdyby tylko miała na to siły zaśmiała by się ironicznie z tego ciekawego zjawiska. Delikatnie podniosła prawą powiekę, by sprawdzić jak miewa się jej wzrok. Z ulgą zauważyła, ze mimo tego, że nadal bolały ją oczy od zbyt jasnego światła padającego na jej twarz, obraz jest już dużo wyraźniejszy, a to co obserwowała, przestało przypominać kolorowe plamy. Ze zdumieniem zauważyła, że znajduje się w jakimś dziwacznym pokoju. Było tu jasno, a powierzchnia choć nieduża była idealnie zaplanowana. Pośrodku łóżko, na którym teraz leżała, na lewo szafa, obok drzwi. Nie miała siły na to by odwrócić się i zobaczyć co znajduje się za jej plecami. Nadal odczuwała mdłości. Wszystko co ostatnio jadła zdawało podchodzić jej do gardła. Powoli podniosła rękę i delikatnie pomacała się po głowie. Czoło miała otoczone bandażem, który jak się zdawało przesiąkł jakimś dziwnym lepkim płynem. Kiedy przyłożyła rękę do głowy znów zalała ją fala ciepła i, która kazała jej odpłynąć tylko po to, by przestać na chwilę odczuwać ogromny ból jaki przeszywał całe jej ciało.
***
Kate Seurin lubiła pracować. Prace, które wykonywała tylko czasami nie były przeznaczone dla mężczyzn. Wychowywana tylko przez brata zdawała się tego nie dostrzegać. Pracując pół roku wszystkie zaoszczędzone pieniądze odkładała na kupno motoru – jedynego marzenia jej życia. w dzień zakupu nieznośnie padało. Kate lubiła deszcz. Od dziecka wolała kiedy omywały ja zimne krople, aniżeli kiedy prażyło ją letnie słońce. Na dwa tygodnie przed zakupem szwendała się po mieście w poszukiwaniu dobrej kryjówki dla jej skarbu. Kryjówki, która miała ocalić jej przybytek przed ojczymem. Gdyby bowiem Roger kiedykolwiek zobaczył w czego posiadaniu jest jego wychowanka, sprzedałby motor, a za pieniądze kupił sobie wódkę. Poszukiwania zajęły tydzień i zaowocowały odkryciem starej szopy na krańcu Montrealu. Szopy, która zdawała się nadawać idealnie. Tam więc umieściła nowo nabyty sprzęt ocalając go w ten sposób przed nierychłą wymianą za litr wódki. Roger zmarł dwa lata temu. Nie zginął w sposób chwalebny, nie przepraszał „swoich dzieci” na łożu śmierci. Nic z tych rzeczy. Śmierć Rogera była śmiercią śmiecia. Pewnego dnia po prostu zachlał się na śmierć. Był tak pijany, że nie wiedział gdzie dokładnie przyszedł, a na Michaela i Kate patrzył jak na dwójkę obcych, których z nieznanego powodu spotkał w miejscu swojego noclegu. Usiadł w fotelu i nic nie mówiąc, zasnął. Kiedy po jakimś czasie Michael podszedł do niego, ojczulek już nie żył. Zmarł we śnie do końca pozostając zasmarkanym odpadkiem społeczeństwa. Nie tęsknili za nim. Żadne nawet nie zapłakało, bo przecież nie był ich prawdziwym ojcem... Przez następne dwa lata żyli w skrajnej nędzy. Roger nie zatroszczył o to by jego podopieczni mieli gdzie zamieszkać. Nie spisał testamentu, a nawet gdyby niewiele by to dało. Otrzymaliby w spadku stary fotel i mieszkanko z podziurawionym dachem. Prawda jest taka, że ani Kate, ani Michaelowi specjalnie na tym nie zależało. Było dobrze tak jak było. Mieli siebie i wolność – dwie rzeczy na których zależało im najbardziej. Spali gdzie tylko było miejsce, robili na co tylko mieli ochotę, pracowali, a własne pieniądze wydawali na co chcieli. Naprawdę, nie było na co narzekać.
***
- Musisz coś zjeść – usłyszała nad głową słowa, kiedy tylko otworzyła oczy po raz kolejny. Fala mdłości nie ustępowała i dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty na jedzenie. Głos rozsądku jednak podpowiadał jej, że rzeczywiście powinna coś przegryźć. Bardzo delikatnie podniosła głowę w kierunku z którego dobiegał głos. Jego barwa była znajoma, ale nie uspokajała jej. To nie było głos Michaela. Tylko nijak nie mogła sobie przypomnieć czyj to głos. Obraz który jawił się jej przed oczami był rozmazany, niewyraźny, a gdy próbowała się skupić nad odbieraniu go, czuła ogromny ból w skroniach. - Jesteś głodna? – olśnienie spadło na nią niespodziewanie. Już wiedziała kto do niej mów i odkryła także czemu dźwięk ten wcale, a wcale nie sprawia, że czuje się lepiej. Głos, który słyszała należał do Rivera... Większego kretyna Kaśka nie potrafiła sobie wyobrazić. Wtedy poczuła, że stało się coś złego. Bo gorzej być już nie mogło. Jej głowa po raz kolejny upadła bezwiednie na coś miękkiego.
***
Nie pamięta smaku łez… Nie płakała od wielu lat. A teraz? Teraz gdy leżała nieprzytomna czuła je tak wyraźnie. Takie mokre, słone krople które toczyły się jedna za druga, po miękkich, zbolałych policzkach. Monika… Kim była? Była ich wspólną przyjaciółką. Kaśka miała niespełna sześć lat, kiedy zdarzyła się największa w jej życiu tragedia. Jej przyjaciółka, a zarazem przyjaciółka Michaela, Paula i Gregoriego popełniła samobójstwo… To znaczy… Wtedy tak tego nie nazwali. Wtedy powiedzieli, że „miała wypadek”, ale dziwne zachowanie małej dziewczynki na kilka dni wcześniej mówiło samo za siebie. Być może nie chciała się zabić, ale na pewno to co się stało nie było kwestią przypadku. Miedzy Moniką, a Gregorym istniała szczególna więź. Był jak jest brat, a może kochał się w niej potajemnie w swój niewinny chłopięcy sposób. Nic dziwnego, że po jej śmierci zamknął się na wszystkich i wszystko. Stał się nieobecny. Nie chciał rozmawiać z pozostałymi przyjaciółmi. Paul co prawda po jakimś czasie przełamał jego opór. Zaczęli pojawiać się wszędzie razem. Jakby Paul Creeyrs był psychiczną opoką Rivera. Jakby pilnował go i chronił przed wpływem świata zewnętrznego. Gregory za to był silniejszy fizycznie. Każdy przejaw wrogości w ich kierunku odbijał atakiem i od jakiegoś czasu zwykle wygrywał. Kate nie potrafiła darować Riverowi dwóch rzeczy. Pierwszą było jego egoistyczne zachowanie. To, że uważał siebie za jedyną ofiarę tej strasznej tragedii zapominając, że pozostała trójka cierpiała z tego samego powodu. Odciął się od reszty tak, że zdawało się, że wymazał ich z pamięci. To znaczy… Całkiem udało mu się wymazać tylko rodzeństwo Seurin. Była w stanie zrozumieć jego cierpienie. To w końcu River w tydzień po śmierci Moniki wylądował w szpitalu z powodu odwodnienia. Przyczyną tego było to, że przestał jeść, nie wychodził w ogóle z pokoju. Kiedy go znaleźli był w ciężkim stanie. Leżał w kałuży własnej śliny, słaby i rozdygotany. Zesłali go na kurację. Dwa tygodnie leżał przykuty do łóżka i lekarze zmuszali go do jedzenia czegokolwiek. Odmawiał. Karmili go więc resztkami ze stołówki i tylko gdy posłusznie przełykał kęsy mógł spodziewać się czegoś lepszego następnego dnia. Po kilkunastu dniach takiego traktowania, zrozumiał zasady gry i zaczął spełniać ich prośby. Kiedy wyszedł opiekunowie domu dziecka załatwili mu sesje z psychologiem, które trwały dwa lata. Dwa lata, które na zawsze zmieniły ich przyjaciela w coś... Druga rzecz której Kate nie potrafiła darować Grześkowi to, to, że sam zamieniając się w twarda skałę, pociągnął ją ze sobą na samo dno przepaści. Wystarczyło jedno zdanie by coś w Kate zamknęło się. Odeszła wtedy od ludzi i od wszystkiego, a w głębi ducha czuła, że jest nikim… Dlatego dziękowała losowi, że po tym jak wyszła z domu dziecka okazało się, że zaadoptował ją mierny pijaczyna, a nie jakaś przykładna rodzina. Całe swoje życie traktowała jako swoistą pokutę tego do czego doprowadziła. A wystarczyło kilka marnych słów z ust przyjaciela po tym jak przyjechał z jednej z sesji psychologicznych. Był tego dnia bardziej przybity niż zwykle. „Mówili nigdy nie zadawaj się z mordercą. Nawet jeśli wydaje ci się, że znasz go bardzo dobrze. Mylisz się. Morderca zawsze pozostanie mordercą. A więc trzymaj się z dala ode mnie. Wiem, że to okrutne, ale zaczynam żałować, że nie było odwrotnie. Że to nie ty to zrobiłaś…” – tak powiedział. Usłyszawszy to płakała długo. Kilka, a może i kilkanaście godzin. Oczy miała spuchnięte przez kilka kolejnych dni, a powietrze dziwnie nie dochodziło jej do płuc zawsze kiedy dostrzegała Grześka w tłumie. To dlatego postanowiła, że nigdy więcej nie będzie go…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Korena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…